Donald Tusk ostrzegł Rosję w 87. rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. Nie szukamy wojny, ale jeśli ktokolwiek odważy się nas zaatakować, spotka się ze stanowczą odpowiedzią naszą i naszych sojuszników – powiedział premier w nagraniu opublikowanym 17 września 2026 r. na platformie X. W tym samym wystąpieniu wyliczył cztery rosyjskie uderzenia z ostatnich tygodni przy polskiej granicy i podał, że Polska wydaje na obronę prawie 5 proc. PKB.
Tusk: Rosja już prowadzi z nami wojnę hybrydową
Premier postawił tezę, że wojna już trwa, tylko w innej formie niż przekroczenie granicy przez wojska. Wymienił trzy narzędzia: drony, akty sabotażu i dezinformację w internecie.
Wystąpienie ukazało się na oficjalnym profilu szefa rządu i w serwisie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jako oficjalny zapis wystąpienia premiera.
87 lat temu, 17 września 1939 roku, o świcie, gdy polscy żołnierze od dwóch tygodni bronili ojczyzny przed niemieckim najeźdźcą, ze wschodu uderzyła Armia Czerwona. Stalin zadał nam cios w plecy, łamiąc pakt o nieagresji. Totalitaryzmy podzieliły między sobą wolny kraj, naszą ojczyznę. Pamiętamy obrońców Grodna, Lwowa, żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, harcerzy, partyzantów i cywilów, którzy stanęli naprzeciw przeważającej siły. Pamiętamy ofiary Katynia, Miednoje i Charkowa. Pamiętamy setki tysięcy rodzin wywiezionych na Syberię. Dzieci, które nigdy nie zobaczyły swoich ojców, i matki, które do końca życia czekały na jakąkolwiek wieść o swoich bliskich. Jako historyk doskonale wiem, że metody rosyjskich działań od stuleci pozostają bez zmian. Napaść na sąsiadów pod pretekstem wyzwolenia. W dniu takim jak ten wolałbym mówić tylko o bohaterskich czynach zapisanych na kartach historii. Niestety eskalująca agresja ze strony Rosji nie pozwala mi na to. Historia, jak wiemy, się nie powtarza, ale się rymuje, i te rymy historii musimy dzisiaj odczytywać z należytą powagą. W niedzielę w Dorohusku zawyły syreny, a szyby drżały od wybuchów w oknach. Kilkaset metrów od przejścia granicznego z Polską rosyjski dron uderzył w stację benzynową. Inny trafił w lokomotywę ukraińskiego pociągu, dwa kilometry od naszej granicy. Noc wcześniej rosyjskie drony uszkodziły fabrykę polskiej firmy na Ukrainie. W lipcu uzbrojona rosyjska rakieta spadła na pole na Lubelszczyźnie. To nie były przypadki. I dziś mówię z całą mocą. Nie damy się zastraszyć. Rosja wcale nie musi przekraczać naszej granicy. Ona już prowadzi z nami wojnę hybrydową za pomocą dronów, aktów sabotażu i dezinformacji w internecie. Od naszych sojuszników wiemy, że najbliższe miesiące mogą przynieść kolejne prowokacje. Ale nie boimy się. Nie jesteśmy też naiwni. Jestem z Gdańska. W maju 1939 roku pewien francuski polityk, przyszły nazistowski kolaborant, pytał na łamach francuskiej prasy, po co umierać za Gdańsk. Kilka miesięcy później umierała cała Europa. Tym, którzy dziś mówią, że to nie nasza wojna, przypominam tę lekcję historii. W 1939 roku sojuszników mieliśmy właściwie tylko na papierze. Zostaliśmy sami. Dziś jesteśmy w NATO i w Unii Europejskiej. Wydajemy na obronę prawie 5 proc. PKB. To niemal dwa razy więcej niż Niemcy i ponad dwa razy więcej niż Francja. Budujemy jedną z najsilniejszych armii w Europie. Z unijnego programu SAFE pozyskaliśmy 44 miliardy euro. Najwięcej ze wszystkich państw Unii. A polskie granice są dzisiaj najlepiej strzeżonymi granicami na całym kontynencie. Europa, która w 1939 roku nie chciała umierać za Gdańsk, dziś finansuje polskie zbrojenia. Ale jesteśmy świadomi, że nawet największa armia nie wystarczy, jeśli naród nie będzie gotowy. Dlatego zwracam się do wszystkich, którzy z niepokojem patrzą w przyszłość. Nie szukamy wojny, ale jeśli ktokolwiek odważy się nas zaatakować, spotka się ze stanowczą odpowiedzią naszą i naszych sojuszników. Niech żyje wolna i bezpieczna Rzeczpospolita.
Donald Tusk, prezes Rady Ministrów, nagranie opublikowane na platformie X, 17 września 2026 r.

Cztery uderzenia przy granicy, które wyliczył premier
Szef rządu oparł ostrzeżenie na czterech konkretnych zdarzeniach z lipca i września 2026 r. Wszystkie łączy jedno: żadne z nich nie było atakiem na terytorium Polski w rozumieniu artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego, a wszystkie wydarzyły się w odległości liczonej w kilometrach albo setkach metrów od granicy.
- niedziela 13 września 2026 r., Dorohusk – syreny i uderzenie rosyjskiego drona w stację benzynową kilkaset metrów od przejścia granicznego
- ten sam dzień – kolejny dron trafił w lokomotywę ukraińskiego pociągu dwa kilometry od polskiej granicy
- noc z 12 na 13 września 2026 r. – rosyjskie drony uszkodziły fabrykę polskiej firmy na Ukrainie
- lipiec 2026 r. – uzbrojona rosyjska rakieta spadła na pole na Lubelszczyźnie
O niedzielnym zdarzeniu na trasie kolejowej pisaliśmy w dniu, w którym dron uderzył w lokomotywę przy granicy z Polską. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte ocenił wtedy, że atak świadczy o desperacji Kremla.
Lokomotywa pociągu czy pojazd techniczny. Wersje się rozjeżdżają
Premier w nagraniu mówi o lokomotywie ukraińskiego pociągu. Tak samo brzmiała pierwsza informacja PKP Intercity z niedzieli, która dotyczyła składu relacji Kijów – Warszawa.
Późniejsze ustalenia polskich służb, opisane przez RMF FM, mówią jednak o czym innym: trafiony pojazd był lokomotywą techniczną, która w chwili ataku nie była podłączona do składu i dopiero miała do niego podjechać. Stacja graniczna Dorohusk – Jagodzin leży po stronie ukraińskiej, około dwóch tysięcy metrów od granicy z Polską. Nikt nie ucierpiał.
Różnica jest istotna, bo dotyczy tego, czy rosyjski dron uderzył w pociąg z pasażerami, czy w pojazd manewrowy w pobliżu składu. Możliwe są prostsze wyjaśnienia niż sprzeczność: niepełna informacja z pierwszych godzin i różne momenty ustalania stanu faktycznego. Do publikacji tego tekstu Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie sprostowała opisu z rocznicowego nagrania ani nie wyjaśniła, czy premier korzystał z pierwszej wersji przewoźnika, czy z późniejszych ustaleń służb.
Rakieta z Lubelszczyzny to Ch-101, spadła 30 lipca w Tarnawie-Kolonii
Najogólniej opisany punkt wyliczenia premiera ma najbardziej konkretne tło. Rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 wszedł w polską przestrzeń powietrzną 30 lipca 2026 r. o godzinie 3.40 i kierował się na zachód. Poderwany do przechwycenia F-16 nie zdążył – obiekt zniknął z radaru po sześciu minutach i spadł na pole w Tarnawie-Kolonii, około 50 kilometrów od Lublina.
Tusk mówił wtedy publicznie, że rakieta była uzbrojona i że z najwyższym prawdopodobieństwem była rosyjska. W rocznicowym nagraniu z 17 września z tego zdarzenia zostało jedno zdanie o polu na Lubelszczyźnie, bez typu pocisku, daty i miejscowości.
Prawie 5 proc. PKB i 44 mld euro z SAFE. Skąd te pieniądze
Premier zestawił polskie wydatki obronne z niemieckimi i francuskimi: prawie 5 proc. PKB, czyli niemal dwa razy więcej niż Niemcy i ponad dwa razy więcej niż Francja. Podał też, że z unijnego programu SAFE Polska pozyskała 44 miliardy euro, najwięcej ze wszystkich państw Unii.
Tego samego dnia: atak na zachodnią Ukrainę i poderwane polskie samoloty
17 września 2026 r. Donald Tusk nie ograniczył się do nagrania. Tego samego dnia wystąpił w Warszawie na wspólnej konferencji prasowej z kanclerzem Austrii Christianem Stockerem, poświęconej bezpieczeństwu Polski i Austrii wobec zagrożenia ze strony Rosji.
Przed chwilą zakończył się masywny i brutalny atak na zachodnią część Ukrainy, blisko polskiej granicy. Nasze samoloty były poderwane do akcji i w gotowości.
Donald Tusk, prezes Rady Ministrów, konferencja prasowa z kanclerzem Austrii, Warszawa, 17 września 2026 r.
Od redakcji: możemy się nie zgadzać, ale nie w sprawie obronności
Z tym rządem nie zgadzamy się w wielu sprawach. W podatkach i w kwocie wolnej, bo na 100 konkretów wciąż czekamy. W finansach ochrony zdrowia i w dziurze w NFZ. W polityce wobec Berlina i Brukseli, w pakcie migracyjnym, w tym, jak ten rząd traktuje Trybunał Konstytucyjny i media publiczne. Jest demokracja i mamy do tego prawo. Będziemy o tym pisać dalej i konkretnie, bo od tego jesteśmy.
Ale w sprawie obronności podziałów być nie powinno. Tu nie ma rządu i opozycji. Jest Polska i jest wróg. Wróg jest jeden: Rosja. I w tej jednej sprawie te słowa premiera popieramy.
Wiemy już, co wydarzy się pod tym tekstem w mediach społecznościowych, bo dzieje się to za każdym razem. Pojawią się konta podszywające się pod Polaków. Konta ze zdjęciami profilowymi, które da się odnaleźć na rosyjskim Telegramie. Konta, które na swojej tablicy mają same udostępnienia, a pod nimi nikt nigdy nie napisał ani słowa.
Potem pójdzie narracja antyukraińska. Potem Bandera. Potem Wołyń, wrzucony dokładnie tam, gdzie akurat trzeba przykryć rosyjskiego drona nad polskim polem. Zawsze ten sam schemat, zawsze te same konta, zawsze w tym samym momencie. Tak samo pracuje propaganda, która grozi Polsce z anten państwowej telewizji, o czym pisaliśmy, gdy czołowy propagandysta Kremla groził Polsce bronią jądrową.
Polacy, miejcie rozum i nie dajcie się zmanipulować rosyjskiej propagandzie. Metody ma te same od zawsze. Wróg jest jeden. Rosja. Był, jest i obawiamy się, że będzie nim jeszcze przez długie lata.




