Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

3 min. czytania

Jacek Misztal

03 października 2026 r.

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

3 min. czytania

Jacek Misztal

03 października 2026 r.

Polska może odetchnąć z ulgą. Po latach sporów, śledztw i ekspertyz sprawa Lecha Wałęsy doczekała się rozwiązania godnego swojej epoki. Skoro nie da się z całkowitą pewnością ustalić, kto pisał dokumenty „Bolka”, można przyjąć, że główny zainteresowany w zasadzie w ogóle nie pisał.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie dotyczące fałszywych zeznań byłego prezydenta. Prokuratura zakwestionowała materiał porównawczy, wytknęła biegłym masę błędów metodologicznych i przypomniała, że funkcjonariusze komunistycznej bezpieki potrafili skutecznie podrabiać podpisy Wałęsy. Wszystko to brzmiało fachowo, poważnie i bardzo prawniczo. Potem jednak kroczył na scenę argument koronny: niektórzy świadkowie twierdzili, że przyszły prezydent był wówczas wtórnym analfabetą, słabo czytał i nie posługiwał się pismem.

I nagle wszystko zaczęło się zgadzać. Człowiek, który miał poprowadzić milionowy ruch społeczny, przechytrzyć komunistyczny aparat państwa, negocjować przy Okrągłym Stole, zostać prezydentem i wkroczyć do światowej historii dokonał tego najwyraźniej bez pomocy długopisu. Być może właśnie dlatego komunizm nie potrafił sobie z nim poradzić. Aparat bezpieczeństwa był przygotowany na opozycjonistów piszących ulotki, deklaracje i programy. Na elektryka, który przez kilkanaście lat nie używał długopisu, odpowiednich procedur najwyraźniej nie przygotowano.

Oczywiście brak wprawy w pisaniu nie musi od razu wykluczać talentu przywódczego. Trudno jednak nie odczytać metody obrony legendy, jako swoistego kuriozum. Aby obronić Wałęsę przed podejrzeniem, że pisał donosy, trzeba go było przedstawić jako człowieka, który nie był w stanie napisać dłuższego tekstu. To trochę tak, jakby bronić przed zarzutem fałszowania obrazów argumentem, że nie umiał utrzymać pędzla. Obrona może być  skuteczna, ale gorzej z miejscem w podręcznikach historii sztuki.

Zresztą konstrukcja uzasadnienia była niemal doskonała. Jeśli Wałęsa nie pisał dokumentów, to nie skłamał, zaprzeczając ich autorstwu. Jeżeli natomiast jednak skłamał, jego zeznania mogły być objęte prawem do obrony. Mamy więc pas bezpieczeństwa, poduszkę bezpieczeństwa i spadochron. Brakuje jedynie katapulty, choć niewykluczone, że znajdzie się ona w którejś z opinii uzupełniających. Warto przy tym pamiętać, że wcześniejsza ekspertyza biegłych przypisywała Wałęsie autorstwo znacznej części dokumentów. Wtedy słyszeliśmy o kategorycznych  ustaleniach, zobowiązaniu do współpracy, pokwitowaniach pieniędzy i własnoręcznych doniesieniach. Dziś okazuje się, że materiał porównawczy jest niepewny, metoda badawcza niewystarczająco przejrzysta, a przyszły prezydent mógł mieć poważne trudności z pisaniem. Dokumenty pozostały te same. Zmieniła się jedynie urzędowa zdolność do ich odczytania.

Samo umorzenie sprawy nie rozstrzyga historycznego sporu o „Bolka”. Postępowanie dotyczyło bowiem fałszywych zeznań, a nie wydania państwowego certyfikatu niewinności. Nie przeszkodzi to jednak strażnikom legendy ogłosić ostatecznego triumfu. W Polsce zwycięstwo najłatwiej osiąga się przez sformułowanie odpowiedniego komunikatu prasowego.

Przez lata pisano nam historię człowieka, który własnymi rękami pisał dzieje Polski. Teraz natomiast prokuratura wyjaśnia, że z tym pisaniem mogło być jednak różnie. Najwyraźniej Wałęsa historii nie pisał. Historia pisała się przy nim sama, podobnie jak dokumenty „Bolka”

 

Fot. źródło: Facebook.com/Lech Wałęsa

Cykl

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Mordobicie „ruskich onuc”

Inne kategorie

Czytaj także