Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

8 min. czytania

Jacek Misztal

05 października 2026 r.

Rozwój Plus pod progiem

8 min. czytania

Jacek Misztal

05 października 2026 r.

Zsumowane poparcie dla partii na prawo od Koalicji Obywatelskiej wygląda dziś jak gotowa większość. Wystarczy dodać PiS, Konfederację, Konfederację Korony Polskiej i Rozwój Plus i można śmiało robić przymiarki do premierowskiego fotela. Problem jednak w tym, że jeden z tych szyldów w części sondaży nie przekracza progu wyborczego. Pozostałe zaś mają dużo więcej powodów by ze sobą rywalizować, niż żeby wspólnie urządzać kancelarię rządu. 

Na papierze istnieją dziś trzy prawice: pisowska, konfederacka i braunowska. Każda reprezentuje inny elektorat i każda ma powody aby wystawić własną listę. Ich oddzielny start nie jest zatem wyborczą fanaberią, ale prostą konsekwencją rzeczywistych podziałów na prawicy. Innymi słowy d’Hondt nie musi wcale zamienić podzielonej większości w mniejszość. Nie jest on bowiem czarnoksiężnikiem, który po zamknięciu lokali wyborczych wyciąga z urny Donalda Tuska. Karze przede wszystkim listy, które nie przekraczają progu, a w poszczególnych okręgach premiuje silniejszych, Jeśli zatem trzy ugrupowania wchodzą do Sejmu z wysokim, stabilnym wynikiem mogą spokojnie zdobyć większość.  Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy czwarta lista zbierze kilka procent i zniknie wraz nimi pod progiem wyborczym.

Z takim właśnie problemem mamy do czynienia w przypadku projektu byłego premiera Mateusza Morawieckiego, a więc z Rozwojem Plus, który nie wyrósł obok PiS jako osobny nurt z ustabilizowanym elektoratem, lecz wyłonił się z samego PiS i zabrał ze sobą część jego wyborców. W dodatku w przeciwieństwie do obu Konfederacji nie ma jeszcze pewnego miejsca w Sejmie, a jego poparcie balansuje na granicy progu wyborczego.

Widać to bardzo wyraźnie na podstawie serii półrocznych badań CBOS. W sondażu przeprowadzonym w dniach 13-15 kwietnia b.r. ugrupowania prawicowe uzyskały kolejno: PiS- 18,2 %, Konfederacja- 13 %, Konfederacja Korony Polskiej- 8,7 %. Łącznie było 39,9 % poparcia. Z kolei w badaniu z 4-6 maja wspomniane ugrupowania uzyskały następujące wyniki: PiS- 19,6, Konfederacja- 15,3, Konfederacja Korony Polskiej- 8,1, czyli łącznie 43 proc. W sondażu z 8-10 czerwca poparcie dla wspomnianych ugrupowań układało się następująco: 22,1 proc., 12,8 proc., 9,1 proc., co łącznie dawało 44,3 proc. Wreszcie w badaniu z 6-8 lipca było to 19,1 % dla PiS, 15,2 % dla Konfederacji oraz 8,2 % dla KKP. Natomiast pod koniec lipca w szeregach PiS nastąpił rozłam, w wyniku którego z jego struktur wyłonił się nowy klub parlamentarny Rozwój Plus. Od tego też momentu proste sumowanie poparcia dla poszczególnych ugrupowań prawicowych przestało być takie proste. W badaniu CBOS z 17- 20 sierpnia PiS uzyskał 16,5 proc. poparcia, Konfederacja 13 proc. KKP 8,2 proc, a Rozwój Plus 3,6. Razem dawało to co prawda 41,3 proc., tyle że Rozwój Plus nie przekraczał progu i jego poparcie nie dawało żadnych mandatów. Zatem realne poparcie dla list prawicowych wynosiło 37,7 proc. Dokładnie ten sam problem pojawił się przy kolejnym sondażu CBOS, przeprowadzonym 7-9 września. PiS otrzymał 15 %, Konfederacja 14,8 %, KKP 7,8 %, zaś Rozwój Plus 3,7. Arytmetyczne poparcie wyniosło zatem ponownie 41,3 proc. , jednak realna suma wyborcza już tylko 37,6 proc.

Fakt ten zatem zasadniczo zmienia diagnozę wyborczą. Problemem szeroko rozumianej prawicy nie są dzisiaj dwie Konfederacje. Obie mają bowiem swój własny elektorat i pozostają bardzo wyraźnie ponad progiem wyborczym. Prawdziwą dziurę w bilansie zrobił rozłam w PiS. Jeszcze bowiem w lipcowym badaniu CBOS-u trzy listy prawicowe miały łącznie 42,5 proc. poparcia i każda wchodziła do Sejmu. Po pojawieniu się Rozwoju Plus część dawnego elektoratu PiS znalazła się po drugiej stronie wyborczej zapadni.

Rozłamowcy nie muszą odebrać PiS- owi dziesięciu punktów procentowych. Wystarczy, że zabiorą cztery i pół. Sami nie znajdą się w Sejmie, a dawnym kolegom odbiorą mandaty niezbędne do budowy parlamentarnej większości. Rozwój Plus jest zatem dla PiS partią Schrődingera. Dopóki nie utworzymy urny wyborczej jednocześnie istnieje i nie istnieje. Przy wyniku powyżej 5 proc. wprowadza do Sejmu swoich przedstawicieli, podbija poparcie dla prawicy i staje się istotnym partnerem w konstruowaniu przyszłej koalicji. Przy poparciu 3-4 proc. osłabia PiS i pomaga przeciwnikom przejąć mandaty, których bez rozłamu mogliby nie dostać.

Sondaże pozostałych ośrodków nie dają jasnej odpowiedzi, który z wymienionych wariantów jest bardziej prawdopodobny, choć zdają się sugerować że Rozwój Plus jednak do Sejmu wejdzie. IBRIS w badaniu dla Onetu z 25-27 sierpnia dawał ugrupowaniu Mateusza Morawieckiego 6 proc. poparcia. PiS uzyskał tam 19,7 %, Konfederacja 13,1 a KKP 8,3. Symulacja podziału mandatów dawała łącznie tym czterem ugrupowaniom 260 miejsc w Sejmie. Z kolei w badaniu United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski z 18- 20 września Rozwój Plus uzyskał 5,3 proc., PiS 17,2, Konfederacja 12,9 a KKP 10,9 proc., co łącznie miało dawać prawicy 229 mandatów. Natomiast w badaniu własnym Ogólnopolskiej Grupy Badawczej z 18-22 września PiS miało 22,6 proc., Konfederacja 13,85, KKP 9,43 proc., a Rozwój Plus 5,11. Po przeliczeniu dawało to łącznie 240 mandatów.

Rozrzut jest zatem ogromy: od 229 do 260 miejsc w Sejmie. Pokazuje on też, że samo sumowanie procentów poparcia może służyć co najwyżej do produkowania efektownych nagłówków prasowych. O wyniku decydują: próg, rozkład poparcia w poszczególnych okręgach i relacja pomiędzy listami. Jeden wniosek pozostaje jednak niezmienny dla wszystkich tych symulacji. Jeśli Rozwój Plus przekracza próg, oddzielne listy prawicy nie przeszkadzają w zdobyciu parlamentarnej większości. Gdy projekt Morawieckiego znajduje się pod progiem jego wynik staje się prezentem dla przeciwników szeroko pojętego obozu prawicy.

Potwierdza to również sondaż United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski z 7-9 sierpnia, w którym sprawdzono dwa warianty: wspólny start PiS i Rozwoju Plus oraz start oddzielny. W wariancie pierwszym łączne poparcie dla list prawicowych przekładało się na 245 mandatów. W drugim przy poparciu Rozwoju Plus na poziomie 6,8 proc. prawica otrzymywała 242 miejsca w Sejmie. Warto w tym miejscu pamiętać, że tego typu symulacje zakładają, że wyborcy zachowają się karnie i zdyscyplinowanie i pójdą za partyjnymi szyldami bez względu na to, kto zostanie do nich dopisany. Tymczasem wspólna lista może coś zyskać przy mechanice d’Hondta a jednocześnie stracić przy samych urnach.

Dotyczy to w stopniu szczególnym obu Konfederacji. Ich poparcie powstało m.in. dlatego, że część prawicowych wyborców uznało PiS za ugrupowanie mainstreamowe, zbyt głęboko zanurzone w systemowym porządku III RP. Trudno zatem teraz oczekiwać, że ci sami ludzie przyjmą wspólną listę jak rodzinne pojednanie przy świątecznym stole. Dla wielu byłoby to chyba raczej odkrycie, że restauracja, która reklamowała się jako alternatywa właśnie połączyła kuchnię z barem mlecznym, od którego klienci uciekli.

Konfederacja i KKP nie potrzebują dziś ratunku od PiS. To raczej PiS potrzebuje ich wyborców. Widać to zresztą w języku partii Jarosława Kaczyńskiego, która coraz częściej przyjmują argumenty i retorykę konkurentów. Oczywiście nikt w PiS nie przyzna, że czerpie z ich przekazów. Oficjalnie wszystkie pomysły rodzą się na Nowogrodzkiej, najlepiej kilka lat wcześniej, a konkurenci jedynie bezczelnie wypowiadają je przed właściwymi autorami. Ta strategia ma jednak oczywistą słabość. Obie konfederacje mogą przypomnieć że PiS rządziło przez osiem lat i miało wystarczająco dużo czasu by zrealizować dziś deklarowane postulaty. Poza tym łatwo też mogą podnieść argument, iż wielkie przebudzenie nastąpiło dopiero po utracie władzy i kilkunastu punktów procentowych poparcia. Dlatego też ewentualne sklejanie jednej listy prawicowej mogłoby się okazać lekarstwem, które jest bardziej dokuczliwe niż choroba. Obie konfederacje ryzykowałyby utratę własnej tożsamości, zaś PiS musiałoby oddać miejsce ludziom, których przez lata przedstawiało jako nieodpowiedzialnych radykałów.

Nieco inaczej wygląda sprawa, gdy mowa o relacjach PiS z Rozwojem Plus. Tutaj ponowne połączenie mogłoby mieć sens, jeśli ugrupowanie Morawieckiego nadal będzie balansowało pod progiem. Nie byłaby to więc wielka akcja jednoczenia całej prawicy ale jednorazowa operacja zatkania dziury powstałem po rozłamie. PiS odzyskałoby część poparcia a politycy Rozwoju Plus pewniejsze miejsca w Sejmie. Obie strony musiałyby tylko w sposób wiarygodnie wyjaśnić, iż ich kilkumiesięczna wojna była jedynie drobnym nieporozumieniem w rodzinie.

Zresztą pierwsze ruchy w tym kierunku są już zauważalne. Poseł Sławomir Skwarek opuścił Rozwój Plus i wrócił do klubu PiS. Przemysław Czarnek twierdzi, że rozmawia z kolejnymi politykami nowego ugrupowania. Wygląda więc na to, że część rozłamowców liczy już nie tylko na sukces nowego projektu, ale sprawdza także, czy może liczyć na przysłowiowe wyjście awaryjne.

Po drugiej stronie sceny politycznej sytuacja wcale nie wygląda spokojniej. Koalicja Obywatelska prowadzi we wszystkich dotychczasowych sondażach, ale pierwsze miejsce nie daje jej możliwości utworzenia własnego rządu. Dotychczasowi koalicjanci, czyli PSL i Polska 2050 balansują generalnie pod progiem wyborczym (progi z art. 196 Kodeksu wyborczego – 5 proc. dla partii, 8 proc. dla koalicji). Gdyby zaś chciały wystartować jako formalna koalicja musiałyby uzyskać co najmniej 8 procent poparcia, co w obecnej sytuacji wygląda na bardzo mało prawdopodobne. Lewica z kolei wchodzi do Sejmu, ale z reguły jest zbyt słaba, aby dać KO wymaganą większość parlamentarną.  Dobrze pokazało to np. wspomniane już badanie United Surveys of IBRIS z 18-20 września. Koalicja Obywatelska uzyskała w nim 31,5 proc., a Lewica 8,8. Taki wynik dawałby obu ugrupowaniom łączna większość w postaci 231 mandatów. Tyle że taki właśnie rezultat, może być dobry do przegłosowania expose premiera, ale już niekoniecznie do rządzenia przez czteroletnią kadencję.

KO może więc wygrać wybory, a jednocześnie przegrać zdolność do zbudowania trwałej koalicji. Prawica może zdobyć więcej niż 231 mandatów i także nie stworzyć rządu. Jej problem przeniesie się wówczas z kalkulatora do sali negocjacyjnej, a tam metoda d’Hondta przestaje pomagać. PiS z pewnością będzie chciało zachować pozycję kierowniczą. Konfederacja zażąda ceny za poparcie gabinetu. Rozwój Plus jeśli wejdzie do Sejmu będzie musiał jakoś udowodnić, że dokonany rozłam miał sens. Najtrudniejsza może się okazać relacja PiS z KKP, bo wzajemnej nieufności obu tych ugrupowań nie przypomina w żadnym stopniu przygotowań do tworzenia koalicji, a raczej ustalanie, kto pierwszy przeciw komu powoła komisję śledczą.

Dlatego właśnie spór o jedną lub kilka list wyborczych prawicy przesłania problem znacznie bardziej poważny. Wyborca prawicy w roku 2027 będzie bowiem wybierał nie tylko program lecz także sposób wykorzystania własnego głosu. Po odbytych wyborach odbędzie się bowiem druga elekcja, już bez udziału wyborców: wybór partnerów, stanowisk i ceny za koalicję. Metoda  d’Hondta potrafi policzyć głosy, ale nie potrafi pogodzić Kaczyńskiego, Bosaka, Brauna i Morawieckiego, ani też wskazać, którzy z nich mają uznać przywództwo pozostałych. Prawica może więc wygrać wybory, ale przegrać tworzenie rządu. Jej największą bolączką nie jest więc to że ma trzy, tudzież cztery oddzielne listy, ale raczej to, że każda z nich chciałaby mieć swój własny Sejm.

Cykl

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Mordobicie „ruskich onuc”

Inne kategorie

Czytaj także