Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

5 min. czytania

Jacek Misztal

28 września 2026 r.

Amerykanie zostają na dluzej

5 min. czytania

Jacek Misztal

28 września 2026 r.

Różnica między obecnością rotacyjną wojsk amerykańskich w Polsce a ich stałą obecnością przypomina nieco różnicę między gościem a współlokatorem. Ten pierwszy przyjeżdża na chwilę, pomieszka i wyjeżdża. Drugi z kolei otrzymuje własny klucz, przenosi swoje rzeczy do wspólnego mieszkania i zaczyna się w nim urządzać, a co najważniejsze wiąże z nim swoją przyszłość. W przypadku wojska zmienia się jednak nie tylko sama długość pobytu, ale także ciężar sojuszniczego zobowiązania.

16 czerwca 2026 roku Rada Ministrów zainicjowała formalne działania na rzecz zorganizowania stałej bazy Sił Zbrojnych USA na terytorium Rzeczypospolitej. We wrześniu b.r. natomiast specjalna delegacja Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych wizytowała m.in. Poznań i Powidz pod kątem ich wykorzystania jako miejsc stałej dyslokacji dla wojsk amerykańskich. Wiceminister Stanisław Wziątek mówił o docelowej obecności 15 tysięcy amerykańskich żołnierzy w Polsce, z czego 4-5 tysięcy miałoby się znaleźć w nowej stałej bazie. Obecnie realna liczba amerykańskich żołnierzy oscyluje w zależności od rotacji od 7 do 10 tysięcy żołnierzy. Co ważne już dziś obecność sił amerykańskich nie ogranicza się jedynie do żołnierzy przyjeżdżających tutaj na ćwiczenia poligonowe. W Poznaniu działa bowiem wysunięte dowództwo V Korpusu US Army, w składzie około 200 żołnierzy oraz US Army Garrison Poland. W Powidzu funkcjonuje z kolei kompleks Army Propositioned Stocks- 2, gdzie zmagazynowane jest ok. 5 tys. sztuk sprzętu wojskowego, przeznaczonego do wyposażenia brygady pancernej. Na stanach wspomnianych magazynów znajdują się m.in. czołgi Abrams M1A2 oraz opancerzone bojowe wozy piechoty Bradley M2, samobieżne haubice Paladin M109 oraz sprzęt logistyczny różnego rodzaju. W Redzikowie natomiast mamy antybalistyczne systemy Aegis Ashore.

Największa część sił amerykańskich wciąż funkcjonuje jednak na zasadach rotacyjnych. Na terytorium RP stacjonują kolejne pancerne grupy bojowe w tym z 1st Armored Division oraz 37th Armored Regiment. Rotacyjny charakter mają też elementy struktur dowódczych oraz lotnictwa wojsk lądowych. Stała baza zmieniałby natomiast nie tyle samą liczbę żołnierzy, co charakter obecności wojsk amerykańskich. Jeśli bowiem w Polsce na stałe miałyby służyć tysiące amerykańskich żołnierzy to wiązałoby się to także z koniecznością stałego zakwaterowania dla ich rodzin, budową dodatkowej infrastruktury, a co za tym idzie ulokowaniem dodatkowych niemałych sum w sprzęcie i obiektach. Już obowiązująca umowa EDCA, czyli polsko- amerykańska umowa o wzmocnionej współpracy obronnej nakłada na Polskę liczne zobowiązania w zakresie zapewnienia części infrastruktury, zakwaterowania, wyżywienia i innego wsparcia na poziomie logistycznym. Przy jej podpisywaniu polskie Ministerstwo Obrony Narodowej szacowało jej koszt na ok. 500 mln zł rocznie. Nowa stała baza miałaby kosztować wielokrotnie więcej. Wspomnieć wystarczy, iż w jednej ze swych wypowiedzi obecny minister obrony Władysław Kosiniak- Kamysz wymieniał kwotę w granicach 15- 17 mld złotych rocznie.

Do tego dochodzą także kwestie prawne w zakresie jurysdykcji. Według umowy EDCA Polska zrzekła się pierwszeństwa wykonywania jurysdykcji karnej wobec amerykańskiego personelu wojskowego na korzyść Stanów Zjednoczonych, choć w kwestiach o szczególnym znaczeniu zrzeczenie to może zostać wycofane. Mamy tu zatem do czynienia ze swego rodzaju eksterytorialnością, polegającą na ograniczeniu pełnej swobody jurysdykcyjnej państwa gospodarza wobec części zdarzeń z udziałem wojska sojuszniczego, które miały zresztą miejsce kilkakrotnie np. w takich miejscowościach jak Bolesławiec czy Żagań.

Istnieje tu także pewien koszt znacznie słabiej uchwytny, polegający na coraz mocniejszym uzależnieniu polskiej polityki bezpieczeństwa od tylko jednego partnera. Kupowane w Stanach Zjednoczonych Abramsy, samoloty F-35, wyrzutnie HIMARS, czy wreszcie stała baza amerykańska w Polsce mogą wzmacniać nas militarnie, jednak coraz bardziej wiążą polską obronność z decyzjami zapadającymi w Waszyngtonie.

Warto pamiętać także o jeszcze jednej kwestii, a mianowicie o potraktowaniu amerykańskiej stałej obecności na terytorium RP jako swoistego propagandowego „środka nasennego”. Skoro bowiem są Abramsy, amerykańskie mundury i gwieździsty sztandar to możemy spać zupełnie spokojnie. Tyle, że nasza historia daje wiele powodów, by podobne przekonania traktować nadzwyczaj ostrożnie. W roku 1939 Polska też posiadała zachodnich sojuszników, którzy jednak w obliczu zaistniałego konfliktu nie udzielili Polsce pomocy, która byłaby w stanie zmienić sytuację zaistniałą na froncie. Francuska ofensywa w Zagłębiu Saary pozostała ograniczona, a po słynnej konferencji w Abbeville alianci odstąpili w ogóle od poważniejszych działań ofensywnych przeciwko Niemcom. Nie oznacza to oczywiście, iż możemy stawiać prostą analogię pomiędzy NATO, a sojuszem z roku 1939. Byłoby to zbyt duże, jednostronne uproszczenie. Należy jednak pamiętać, iż żaden traktat nie zwolni nas z obowiązku posiadania własnej siły zbrojnej. Co więcej nawet sam traktat waszyngtoński stwierdza wyraźnie w artykule 3, iż każdy z członków sojuszu zobowiązany jest do rozwijania własnych zdolności obronnych w celu odparcia ewentualnej agresji.

Dlatego też Polska musi zadbać o to by stała obecność sił amerykańskich nie stała się prostym remedium na problemy naszej polityki bezpieczeństwa. Może być jej elementem, który zwiększy zdolność odstraszania czy poprawi logistykę Nie może jednak prowadzić do utrwalenia przekonania, że wraz z pojawieniem się amerykańskich baz nasze problemy obronne cudownie znikną. Obecność amerykańskich baz nie zastąpi polskich rezerw, obrony przeciwlotniczej czy systemu sprawnej mobilizacji. Może być jedynie dodatkowym ubezpieczeniem, a nie fundamentem naszego bezpieczeństwa. Tym fundamentem musi pozostać własna armia, odpowiednia ilość zapasów strategicznych in potencjał wyszkolonych rezerw, który pozwoli samodzielnie stawić czoła agresorowi do czasu nadejścia pomocy sojuszników. Bo gwarancja, która zależy od wyniku jednych wyborów za Oceanem jest polisą ubezpieczeniową z prostą klauzulą wypowiedzenia.

Foto: U.S. Army Reserve / Pfc. Luis Daniel Torres via DVIDS

Cykl

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Mordobicie „ruskich onuc”

Czy jesteśmy kondominium niemiecko-rosyjskim? Felieton z 2013 roku, który sprawdził czas

Naród zdecydował

Inne kategorie

Czytaj także