Cenzura prewencyjna, jak zapewniał w styczniu 2014 r. minister kultury Bogdan Zdrojewski, nie wchodzi w rachubę w państwie prawa, z wyjątkiem przejawów antysemityzmu i faszyzmu. Tego samego dnia, 9 stycznia, z ramówki telewizji publicznej zniknął program Jana Pospieszalskiego „Bliżej”, bo kierownictwo TVP nie zgodziło się na udział zaproszonego publicysty. Ks. Stanisław Małkowski, piszący w rubryce „Mam pytanie” pod pseudonimem Jan Kowalski, zestawia te dwa wydarzenia i pyta, jak nazwać zakaz wejścia na antenę wybranego dziennikarza. Przywołuje też sprawę wiceministra sprawiedliwości Michała Królikowskiego, krytykowanego w Platformie Obywatelskiej za współautorstwo wywiadu-rzeki z abp. Henrykiem Hoserem, oraz dyrektorki szkoły zwolnionej za udostępnienie sali na spotkanie poświęcone Januszowi Kurtyce. Zakaz cenzury prewencyjnej zapisano w art. 54 Konstytucji RP. Wszystkie te przypadki układają mu się w jeden obraz, a pytanie z tytułu pozostawia czytelnikom.
Mam pytanie
Minister Zdrojewski o cenzurze prewencyjnej
Podczas wznowionego posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski powiedział (m.in. w kontekście bluźnierczego filmu Jacka Markiewicza pt. „Adoracja”, będącego częścią ekspozycji w Centrum Sztuki Współczesnej), że w żadnym razie nie wchodzi w rachubę stosowanie cenzury prewencyjnej w państwie prawa, jakim jest Rzeczpospolita Polska. Wyjątek stanowią przejawy antysemityzmu lub faszyzmu (!). Należy wnosić, że przejawy antykatolicyzmu i antypolonizmu takim wyjątkiem nie są, skoro – jak powiedział minister – trzeba by dopiero te pojęcia zdefiniować.
W związku z tym Zdrojewski, podkreśliwszy, że film powstał 20 lat temu jako praca dyplomowa na Wydziale Rzeźby warszawskiej ASP, w pracowni prof. Grzegorza Kowalskiego (o czym pisałem niedawno) i został zaaprobowany przez profesurę (!), uznał się za osobę pozbawioną możliwości jakiejkolwiek interwencji w tej sprawie.
Program „Bliżej” zdjęty z anteny
Rzeczone posiedzenie odbywało się w czwartek, 9 stycznia. Tego samego dnia wieczorem spadł z ramówki program red. Jana Pospieszalskiego „Bliżej”. Co się stało? Oto kierownictwo telewizji publicznej nie zgodziło się na uczestniczenie w tym programie red. Jacka Karnowskiego, którego zaprosił Pospieszalski. Redaktor i wydawca programu „Bliżej” nie chcieli zrezygnować z zaproszonego gościa, wobec tego program nie odbył się. To jest niewątpliwie przejaw cenzury prewencyjnej, polegającej dodatkowo na tzw. zapisie na nazwisko, co pamiętamy bardzo dobrze z okresu szczęśliwie minionego.
Fakt, że portal współredagowany przez Karnowskiego napisał krytycznie o nowej „świętości telewizyjnej”, zmarłym niedawno red. Andrzeju Turskim, nie powinien tu mieć nic do rzeczy. Ministrowi Zdrojewskiemu telewizja publiczna nie podlega, ale przecież mówił, że cenzura prewencyjna jest niemożliwa w państwie prawa i przecież jest członkiem polskiego rządu! A więc co to jest, skoro nie dopuszcza się wybitnego publicysty do głosu, jedynie dlatego, że nie podobają się jego poglądy? O żadnych „faszystowskich” czy „antysemickich” wypowiedziach red. Jacka Karnowskiego nie słyszano, abstrahując od zamazanych i nieprecyzyjnych znaczeń tych określeń.
Sprawa wiceministra Królikowskiego
To nie jest żaden wyjątkowy przypadek, choć wyjątkowo drastyczny i skandaliczny. Oto prof. Michał Królikowski, pełniący funkcję wiceministra sprawiedliwości w rządzie koalicji PO-PSL, jest – jak się okazało – współautorem książki pt. „Bóg jest większy”, będącej wywiadem-rzeką z arcybiskupem Henrykiem Hoserem. Abp Hoser, lekarz i wieloletni misjonarz, znawca problematyki bioetycznej, znany jest ze swych krytycznych poglądów wobec in vitro i ideologii gender. I to wystarczyło, by w Platformie Obywatelskiej podniosły się głosy nie tylko krytyki, ale wręcz potępienia i żądania, by Królikowski przestał pełnić swą funkcję.
Broni go natomiast jego zwierzchnik, Marek Biernacki, minister sprawiedliwości, dowodząc, że nie wolno potępiać człowieka za jego poglądy. Sam Biernacki jest praktykującym katolikiem, podobnie jak Królikowski, i należy się dziwić, że obaj funkcjonują w tej formacji. Królikowskiego broni też nieoczekiwanie Donald Tusk, łaknący uwiarygodnienia w okresie przedwyborczym jak kania dżdżu. Teraz w tej mierze mogą się dziać przedziwne rzeczy. Natomiast Andrzej Halicki stwierdził kategorycznie, że Królikowski „nie pasuje do naszego stada”.
Przy okazji dobrze określił swoją formację. Tak, to istotnie jest stado ludzi bezwolnych, istot pozbawionych kierunku i celu, skazanych jedynie na bycie przy korycie.
Stygmatyzowani i wykluczeni
Przykładów cenzury, a nawet czegoś więcej niż cenzury, bo stygmatyzowania i wykluczania, jest wiele. Przypomina mi się pani dyrektor jednej ze szkół, która została zwolniona ze stanowiska, bo wynajęła salę szkolną Zuzannie Kurtyce na spotkanie poświęcone jej śp. mężowi, Januszowi Kurtyce. Stygmatyzowanych i wykluczonych jest legion. Ale zerwanie programu telewizyjnego ze względu na uczestnictwo w nim wybitnego publicysty znanego z konserwatywnych i patriotycznych poglądów, z obawy, że jego krytyka władzy będzie nieodparta, gdyż tematem wieczoru miał być skok rządu na kasę Lasów Państwowych, to jednak coś nowego. To po prostu standard białoruski!
Jan Kowalski
Przeczytaj również: „Wolność tworzenia”. Kto rozdaje role w kulturze i mediach publicznych
ⓘ Informacja o publikacji
Felieton ks. Stanisława Małkowskiego (pseudonim: Jan Kowalski) pt. „Co to jest, jeśli nie cenzura?” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 4 (951) z dnia 21 stycznia 2014 roku, s. 16. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – ks. Stanisław Małkowski / „Nasza Polska”. Ilustracja: grafika poglądowa, redakcja naszapolska.pl.



