13 października 1948 r. funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego porwali z miejsca pracy płk. Bolesława Kontryma „Żmudzina” – cichociemnego, jednego z dowódców „Wachlarza”, twórcy oddziału „Sztafeta – Podkowa” i organizatora akcji likwidacyjnych Polskiego Państwa Podziemnego. Po blisko czterech latach tajnego śledztwa w willi „Spacer” w Miedzeszynie został skazany na śmierć i zamordowany 2 stycznia 1953 r. w więzieniu mokotowskim. Jego szczątki odnaleziono dopiero po 60 latach – na „Łączce” Powązek Wojskowych.
13 października 1948 r. został wywołany z pracy na rzekome spotkanie służbowe i wywieziony do tajnej willi MBP „Spacer” w Miedzeszynie pod Warszawą. Postanowienie o aresztowaniu Naczelna Prokuratura Wojskowa wydała 15 października 1948 r., czyli dwa dni po aresztowaniu. Ślad po „Żmudzinie” urwał się na blisko cztery lata. A co było dalej? Czy został zamordowany w Warszawie, czy może zabrany do Rosji?
Więcej na ten temat w tekście: Stanisław Sojczyński „Warszyc” – twórca KWP, Żołnierz Wyklęty
– Aż do dziś nie miałam pewności, co się stało z dziadkiem – mówiła wzruszona prof. Grażyna Kontrym-Sznajd, gdy okazało się, że Bolesław Kontrym został zidentyfikowany na „Łączce” Powązek Wojskowych w Warszawie.
Bolesław Kontrym, późniejszy oficer Policji Państwowej II RP, cichociemny i oficer Armii Krajowej, urodził się 27 sierpnia 1898 r. w Zaturcach, pow. Łuck na Wołyniu, jako syn Władysława Kontryma, pułkownika armii rosyjskiej, i Aldony Cichockiej, w rodzinie powstańców listopadowych i styczniowych. Jego dziadek, zesłany po 1863 r. do Wiatki, w pamiętniku zapisał: „Rzemiosła wojennego uczyć się trzeba i to najlepiej od wroga, by zgłębić jego strategię i pokonać go później jego własną bronią”. Bolesław dobrze zapamiętał to zalecenie. W 1915 r. wstąpił do armii carskiej, by w 1918 r. zaciągnąć się do powstałego w Rosji II Korpusu Polskiego gen. Józefa Hallera. Aresztowany i wcielony do Armii Czerwonej, walczył m.in. na froncie fińskim, dosłużył się stopnia kombryga, trzykrotnie, za męstwo, odznaczony Orderem Czerwonego Sztandaru.
Z workami na głowach
W 1922 r. rozpoczął pracę dla polskiego wywiadu. Kiedy poczuł się zagrożony, wysłał do Polski – dzięki lewym papierom dostarczonym przez poselstwo RP – matkę, żonę i dwuletniego synka Władysława. Wkrótce, po sfingowaniu swojej śmierci, sam dołączył do nich, nielegalnie przekraczając granicę sowiecko-polską. Zweryfikowany w stopniu porucznika rozpoczął pracę w Straży Granicznej. Wobec jej likwidacji w lipcu 1923 r. automatycznie przeszedł do Policji Państwowej. Gdy służył na Kresach II RP, na posterunku w Rubieżowicach, pewnego dnia zniknął jeden z jego podkomendnych (zabłądziwszy w ciemnościach, przekroczył sowiecką granicę), by po kilku dniach „odnaleźć się” w więzieniu NKWD w Mińsku. Porucznik Kontrym pod osłoną nocy, wraz z kilkuosobowym oddziałem, wypuścił się kilka kilometrów w głąb Rosji, z zaskoczenia zaatakował sowiecki posterunek, a jego całą załogę przeprowadził z workami na głowach na polską stronę. Tu oficjalnie aresztował ich jako sowieckich szpiegów. Po kilku tygodniach nastąpiła wymiana jeńców.
25 akcji likwidacyjnych
Bolesław Kontrym w Policji Państwowej zwalczał nie tylko pospolitych przestępców, ale głównie sowiecką agenturę. Największe sukcesy miał w Białymstoku, gdzie doprowadził do aresztowania i procesu kilkudziesięciu tamtejszych komunistów, w tym Walentyny Najdus, kierowniczki Komitetu Miejskiego Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, w PRL profesora historii, żony Hersza (Grzegorza) Smolara (ich synami są Eugeniusz i Aleksander Smolarowie). Po wojnie obronnej 1939 r. internowany przez Litwinów (z obozu razem z synem Władysławem i czterema towarzyszami uciekł… taksówką), przedostał się następnie na Zachód. Dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych i francuskim Croix de Guerre ze srebrną gwiazdą.
W nocy z 1 na 2 września 1942 r. jako „cichociemny” został zrzucony do kraju. Awansowany do stopnia kapitana, wkrótce został jednym z dowódców akcji sabotażowo-dywersyjnej „Wachlarz”. Przygotował np. przeprowadzoną 18 stycznia 1943 r. przez Jana Piwnika „Ponurego” brawurową akcję odbicia więźniów w Pińsku. Kontrym kierował Centralą Służby Śledczej Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa (podziemną policją) i dowodził 40-osobowym specjalnym oddziałem bojowym „Sztafeta – Podkowa”, który chronił Delegaturę Rządu oraz wykonywał wyroki wojskowe i cywilne sądów specjalnych Polskiego Państwa Podziemnego na niemieckich agentach, konfidentach gestapo, kolaborantach i szmalcownikach (wykonał 25 akcji likwidacyjnych). Jesienią 1943 r. „Podkowa” przygotowywała się do rozbicia więzienia na Pawiaku – akcja została jednak w ostatniej chwili odwołana przez Delegaturę. Również opracowany przez „Żmudzina” plan opanowania obozu na Majdanku uznano za niewykonalny. Współtworzył również organizację „Start” do walki z przestępstwami pospolitymi (została zinfiltrowana przez komunistów).
„Miejscem naszym jest Ojczyzna”
O godzinie „W” z balkonu kamienicy przy placu Dąbrowskiego zaczął strzelać z rewolweru do niemieckich żandarmów, co przypłacił ranami ręki i nogi. W Powstaniu Warszawskim dowodził odcinkiem obejmującym ulice: Królewską, Kredytową oraz pl. Małachowskiego. 4 sierpnia 1944 r. podjął pierwszy, nieudany szturm na gmach PAST-y. 27 sierpnia 1944 r. odznaczony Krzyżem Walecznych (trzecim w swoim życiu), a 15 września 1944 r. Virtuti Militari kl. V. Żołnierze kpt. „Żmudzina” zapamiętali, że prócz szaleńczej wręcz odwagi, był stanowczy i wymagający, ale też ojcowski wobec młodych podkomendnych.
Zachęcamy do lektury: Łukasz Ciepliński „Pług” – biografia, grypsy do syna i śmierć
Po kapitulacji Powstania więziony w kilku obozach jenieckich, wstąpił do 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka, otrzymując szereg odznaczeń: Bojowy Znak Spadochronowy, angielski medal Campaign Star, Medal Wojska (dwukrotnie), angielski The War Medal, Odznakę Honorową za Rany. Do kraju wrócił w czerwcu 1947 r. Jego syn, Władysław, wspominał słowa ojca, „że żadna emigracja nie budowała Polski i miejscem naszym jest Ojczyzna”. Został szefem działu administracyjno-gospodarczego w Centralnym Zarządzie Państwowego Przemysłu Fermentacyjnego. Od początku śledzony przez Informację Wojskową (teczkę – na polecenie szefa IW, płk. Dymitra Wozniesieńskiego, założono mu już cztery miesiące przed powrotem do Polski). 13 października 1948 r. wywołany z pracy na rzekome spotkanie służbowe, po czym wywieziony w nieznanym kierunku. O aresztowaniu Bolesława rodzina dowiedziała się od jego starszego brata Konstantego (generała Armii Czerwonej, do Polski przybył razem z Berlingowcami), który kilka dni później dostał polecenie natychmiastowego powrotu do ZSRS. Po latach do rodziny w Polsce dotarła wiadomość, że Konstanty Kontrym zmarł w szpitalu w Moskwie przy „skomplikowanym zabiegu chirurgicznym”.

„Na szkodę narodu polskiego”
Po aresztowaniu ślad po „Żmudzinie” urywa się na blisko cztery lata. Dopiero w 1952 r. – już po wyroku – rodzina dostała pierwsze kartki z katowni przy ul. Rakowieckiej. Józefowi Wesołowskiemu, współwięźniowi z celi na Mokotowie, Kontrym mówił, że po aresztowaniu trafił do jakiegoś więzienia pod Warszawą, gdzie dowieziono go z zawiązanymi oczami. Dziś wiemy, że mówił o tajnym areszcie MBP w Miedzeszynie. Innemu więźniowi, Tadeuszowi Nowińskiemu, opowiadał, że w czasie przesłuchań „był często bity gumami i przez dłuższy okres czasu zakuwano go w kajdany podczas przesłuchań. Cela była stale oświetlona. Któregoś dnia wrócił Kontrym z przesłuchania ze zmiażdżonymi paznokciami u nóg. (…) W dzień wlewano nam permanentnie wodę do celi (ok. 10 wiader dziennie), którą musiał zbierać sam Kontrym szmatką. W nocy po przyjściu z przesłuchania lub gdy nie był przesłuchiwany, robiono mu pobudki co 10 min. – ubrać i rozebrać się. (…) Znęcano się nad nim zarówno psychicznie, jak i fizycznie, a między innymi już to głodzono go, to znów przynoszono mu nadmierne jedzenie, np. 17 kanapek, każąc mu wszystko zjeść, a gdy nie mógł, to siłą wpychano mu do ust; to znów głodnemu dawano jedzenie, a gdy po nie sięgnął, bito go po palcach”. Cichociemny Piotr Szewczyk słyszał przez ścianę jęki i krzyki „Żmudzina”, gdy oprawcy więzienni tłukli go pończochami wypełnionymi piaskiem.
Postanowiony na szczytach władzy wyrok śmierci formalnie wydał 26 czerwca 1952 r. Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy pod przewodnictwem Czesława Kosima. Kontrymowi zarzucono „działanie na szkodę narodu polskiego w okresie od roku 1925 do września 1939 r. przez przyczynianie się do rozbijania ruchu robotniczego i dręczenie działaczy komunistycznych”, oraz w okresie od września 1942 r. do sierpnia 1944 r., kiedy miał „iść na rękę władzy hitlerowskiego państwa niemieckiego”. Oskarżał wiceprokurator Prokuratury Generalnej Beniamin Wajsblech, który dwa miesiące wcześniej żądał kary śmierci dla gen. Emila Fieldorfa „Nila”.
Nie załamał się
Bolesław Kontrym sześć miesięcy czekał na wykonanie wyroku w celi śmierci. Nawet wtedy się nie załamał. Listy do matki i syna pełne są miłości i troski o najbliższych, ale również optymizmu i wiary, że zostanie ułaskawiony. Wyrok na „Żmudzinie” zatwierdził Sąd Najwyższy, a Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Zamordowany został 2 stycznia 1953 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie przez powieszenie. Miał 55 lat.
Temat kontynuujemy w artykule: Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” – biografia legendarnego dowódcy 5. Brygady Wileńskiej AK
3 grudnia 1957 r. ten sam Sąd Wojewódzki tym razem stwierdził, że „część świadków obciążających go [Kontryma] w czasie procesu w 1952 r. obecnie zeznała, że byli wówczas terroryzowani przez pracowników UB. Przed sądem odwołali swoje zeznania i w swoich procesach rehabilitacyjnych także zostali uniewinnieni”. A Bolesław Kontrym „dzielnie, mężnie walczył z okupantem i był jednym z najodważniejszych członków Armii Krajowej. Uniewinnienie stanowi Dlań akt pełnej rehabilitacji i przywraca mu honor i cześć, a Jego Rodzinie moralną satysfakcję”.
Tadeusz Płużański
Publicysta, autor książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2″, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”, „Lista oprawców”, prezes Fundacji „Łączka”.
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Tadeusza M. Płużańskiego pt. „Niezłomny „Żmudzin” powrócił” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 44 (991) z dnia 28 października 2014 roku, s. 18. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Tadeusz M. Płużański / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 44 (991)/2014, s. 18.



