Witold Pilecki – rotmistrz, ochotnik Auschwitz, organizator konspiracji TAP/PLAN – został skazany razem ze swoim kurierem Tadeuszem Płużańskim w pokazowym procesie z 15 marca 1948 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym. Płużański, oficer wysłany przez gen. Andersa z Włoch z rozkazem dla Pileckiego, przeżył 13 lat niemieckich i ubeckich katowni. Tadeusz M. Płużański – historyk i prezes Fundacji „Łączka” – opowiada o ojcu: od bitwy o Janów Lubelski 1939 r. po profesurę 1979.
Na skróty
„Jestem najwierniejszym
twoim przyjacielem.
Stale myślę o tobie…
Teraz muszę iść dalej.
Ten wieniec biały jeszcze nie dla ciebie.
Twój będzie taki sam,
może jeszcze piękniejszy.
Więzień ocknął się,
jakby zerwany z zapaści.
Następnego dnia
odczytali mu wyrok śmierci.”
Śmierć towarzyszyła Ojcu przez 13 lat niemieckich i ubeckich katowni. Przyszła w III RP, a na Starych Powązkach w Warszawie, obok kompanii honorowej Wojska Polskiego, pojawił się wieniec. Biało-czerwony.
Spotkanie z prokuratorem Łapińskim w 1990 r.
W 1990 r. Czesław Łapiński poprosił Ojca o spotkanie. Chciał porozmawiać o tamtej „tragicznej sprawie”, „uporządkować wchodzące w rachubę fakty” i „zrelatywizować oceny”. Ojciec odmówił. Mimo upływu lat zbyt dobrze pamiętał słowa prokuratora o zdrajcach i płatnych szpiegach Andersa. Wtedy, przed krzywoprzysiężnym sądem, razem z Witoldem Pileckim i Marią Szelągowską usłyszał wyrok śmierci.
W KL Stutthof – numer 10525
Tadeusz Płużański urodził się w Miechowie 15 sierpnia 1920 r. – w dniu Cudu nad Wisłą. Dzieciństwo spędził w Wilnie. Dwa i pół miesiąca przed niemiecką agresją zdał maturę w liceum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie. 29 września 1939 r., jako ochotnik 77. Pułku Piechoty, został ciężko ranny w bitwie o Janów Lubelski. „Pozwólcie mu spokojnie umrzeć, są tu inni, którzy mają szansę” – zawyrokował lekarz. Ojca uratowała siostra Czerwonego Krzyża Janina Gociewicz. Po wyleczeniu (do końca życia nosił w sobie kilkanaście odłamków niemieckiej kuli) przez niemal rok działał w podziemiu – w Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej i Tajnej Armii Polskiej.
Po wsypie, przez Pawiak, Aleję Szucha i obóz w Grudziądzu, trafił do KL Stutthof pod Gdańskiem, gdzie został numerem 10525. Przeżył karną kompanię – 16 więźniów ciągnęło wielki folwarczny wóz wyładowany drewnem, a potem wielogodzinny apel, podczas którego cały obóz stał na mrozie po ucieczce dwóch więźniów. Wybawieniem była stolarnia – przekonał kapo, że zna się na ciesielce. Przed utopieniem w korycie za kradzież grochu uratował go ksiądz bernardyn. Emilia Bugajska, żołnierz AK, do Stutthofu przywieziona po kapitulacji Powstania Warszawskiego, wspominała: „Warunki koszmarne, kilkadziesiąt zgonów dziennie. Tadeusz, pracując w esesmańskiej kuchni, dostarczał nam dodatkowe porcje żywności”.

W imieniu Rzeczypospolitej Różańskiej
9 maja 1945 r. był wolny. Do opuszczonego przez Niemców obozu przyjechało na rowerach dwóch czerwonoarmiejców. Oświadczyli: „Tiepier wy swabodni, damoj nada idti”. „Wyzwolenie” Stutthofu przez Sowietów nie oznaczało wyzwolenia kraju. Po latach Ojciec opowiadał: „Już w Elblągu przywitały nas hasła: «Śmierć bandytom z AK». Wszędzie węszyło NKWD”.
Temat kontynuujemy w artykule: Ks. Władysław Gurgacz „Sem” – jezuita wyklęty, kapelan PPAN
Chciał pójść na studia, założyć rodzinę, ale pod warunkiem, że Polska będzie wolna. Nawiązał kontakt z rotmistrzem Witoldem Pileckim. Zweryfikowany jako podporucznik zbierał informacje o stopniu sowietyzacji Polski, a potem przewoził je przez zieloną granicę do Ancony. W czerwcu 1946 r., w wydrążonej w kluczu skrytce, przywiózł z Włoch rozkaz gen. Andersa o „opuszczeniu Kraju”. Pilecki rozkazu nie wykonał, argumentując: „Ktoś tu musi trwać, bez względu na konsekwencje”. Ojciec myślał podobnie.
Kilka dni po ślubie, 6 maja 1947 r., na Poczcie Głównej w Warszawie zaczepiło go dwóch smutnych panów. „My wiemy, że ty masz twardą d…, ale obok jest ktoś, z kogo wszystko wybijemy”. Te słowa słynnego sadysty z Rakowieckiej Józefa Goldberga-Różańskiego Ojciec zapamiętał do końca życia. W celi obok siedziała żona Stanisława, aresztowana w ramach odpowiedzialności rodzinnej. W końcu ober-ubek, niezadowolony z faktu, że więzień nie przyznaje się do winy i nie „sypie” kolegów, oświadczył: „Ciebie nic nie uratuje. Masz u mnie dwa wyroki śmierci. Przyjdą, wyprowadzą, pieprzną ci w łeb i to będzie taka zwykła, ludzka śmierć”.
Proces rtm. Pileckiego i wyrok śmierci
15 marca 1948 r. słowa Różańskiego stały się faktem. Na pokazowym procesie przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie Ojciec dostał podwójną karę śmierci (za szpiegostwo i przygotowywanie zamachów na czołowe osobistości Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego). Po 73 dniach oczekiwania w celi śmierci na wykonanie wyroku Bierut zmienił mu KS na dożywotnie więzienie. We wrześniu 1948 r. Tatę przetransportowano do ciężkiego więzienia karno-śledczego we Wronkach.
Zachęcamy do lektury: Łukasz Ciepliński „Pług” – biografia, grypsy do syna i śmierć

Od ślusarza do profesora filozofii
Po wyjściu z Wronek (w czerwcu 1956 r., na skutek amnestii) pracował jako ślusarz – tyle potrafił po więzieniu. Aby wyzwolić się od przeszłości, poszedł na studia filozoficzne. W obozach i więzieniach był numerem, niewolnikiem, nikim, podczas gdy filozof Mounier mówił, że osoba to coś niepowtarzalnego, siedlisko godności. Prof. Zbigniew Mikołejko: „Był świetnym znawcą filozofii chrześcijańskiej. Analizował myśl przedstawicieli personalizmu, Maritaina, Teilharda de Chardin. Ale nade wszystko podziwiał swojego równolatka Jana Pawła II”.
Szybko nadrabiał stracony czas. W 1964 r. (3 lata po magisterium) zrobił doktorat, w 1969 r. habilitację, w 1979 r. otrzymał profesurę. Wcześniej Ministerstwo Sprawiedliwości PRL uwzględniło wniosek o „zatarcie śladów skazania”. Jako dydaktyk i popularyzator filozofii wydał, prócz prac naukowych, podręczniki dla licealistów i studentów: „Przyjaciel Mądrości”, „Filozofia dla prawników”, „Filozofia dla ekonomistów”. Jako aktywny do końca nauczyciel akademicki walczył, aby przedmioty humanistyczne, w tym filozofia, nie były spychane na margines. To postulat jakże aktualny także dziś.
Tadeusz M. Płużański
Autor jest pisarzem, publicystą, autorem książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2″, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”, „Księga oprawców”, prezesem Fundacji „Łączka”.
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Tadeusza M. Płużańskiego pt. „Mój Ojciec, kurier Pileckiego” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 17 (964) z dnia 22 kwietnia 2014 roku, s. 14. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Tadeusz M. Płużański / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 17 (964)/2014, s. 14.


