Zdzisław Marchwicki (1927–1977) – robotnik z Dąbrowy Górniczej, skazany w 1975 roku przez Sąd Wojewódzki w Katowicach na karę śmierci za 14 zabójstw kobiet i 7 usiłowań popełnionych w Zagłębiu Dąbrowskim w latach 1964–1970. Wyrok wykonano 26 kwietnia 1977 roku w więzieniu przy ulicy Montelupich w Krakowie. Pół wieku po procesie pokazowym w hali fabrycznej „Silesia” historycy, prawnicy i dziennikarze wciąż zadają to samo pytanie: czy „wampira z Zagłębia” rzeczywiście powieszono – czy też zlikwidowano niewygodnego człowieka, którego rodzina nie potrafiła obronić się przed maszyną PRL-owskiego śledztwa.
Kim był wampir z Zagłębia i dlaczego Polska bała się o zmierzchu
Od 7 listopada 1964 roku – kiedy w Dąbrówce Małej znaleziono ciało Anny Mycek, pierwszej znanej ofiary – przez sześć kolejnych lat Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie żyły w stanie zbiorowej psychozy. Trzymilionowa populacja regionu liczyła kolejne ofiary, jak rachunek krzywd. Co kilka tygodni, czasem co kilka miesięcy, w lasach, na łąkach, przy torach kolejowych albo w parkach milicja znajdowała ciała kobiet z roztrzaskanymi głowami. Maksymalna przerwa między atakami trwała rok. Łącznie sprawcy przypisano 21 brutalnych napaści: 14 kobiet poniosło śmierć, 7 zostało trwale okaleczonych.
Schemat zbrodni był uderzająco powtarzalny. Sprawca podchodził od tyłu, uderzał ofiarę ciężkim tępym przedmiotem w głowę, po upadku bił dalej – aż do śmierci lub utraty przytomności. Następnie częściowo obnażał ofiarę i, jak ujawniła sekcja zwłok kolejnych kobiet, dokonywał manipulacji genitaliami. Co znamienne: nie dochodziło do gwałtu w klasycznym rozumieniu. Niepowiązane z atakiem były także wiek, wygląd czy postura ofiar. Sprawca nie miał „typu” – atakował brunetki, blondynki i rude, młode i starsze, szczupłe i tęższe.
– O tym, że morderstw dokonywał jeden człowiek, świadczył sposób zabijania, wyjątkowo bestialski. Ofiary miały ogromne rany na głowie, przecięte małżowiny uszne i były obnażone – pisała Grażyna Starzak w pierwszej powojennej książce kwestionującej oficjalną wersję wydarzeń: Powrót wampira. Zdzisław Marchwicki 20 lat później: morderca czy ofiara? z 1993 roku.
Najkrwawszy w całej historii „Wampira” był rok 1965 – zginęło wtedy dziewięć kobiet. Po roku 1966 śląskie miasta zaczynały zamierać już o godzinie osiemnastej. Mężowie i bracia eskortowali kobiety w drodze z pracy. Matki nie wypuszczały córek z domu. Maciej Pieprzyca – śląski reżyser, autor dwóch filmów o tej sprawie – zapamiętał z dzieciństwa, jak jego ojciec i brat wychodzili po matkę pod fabrykę o zmierzchu.
Lista ofiar – 21 napaści w sprawie kryptonimu „Anna”
Specjalna grupa operacyjna MO, powołana w Komendzie Wojewódzkiej w Katowicach pod kryptonimem „Anna” (od imienia pierwszej ofiary), prowadziła śledztwo od 1965 roku. Na jej czele stał wtedy zaledwie 29-letni kapitan Jerzy Gruba – postać, która w tej historii odegra rolę kluczową i kontrowersyjną.
| # | Ofiara | Miejsce | Data |
|---|---|---|---|
| 1 | Anna Mycek | Dąbrówka Mała | 7.11.1964 |
| 2 | Ewa Pakuła | Czeladź-Piaski | 20.01.1965 |
| 3 | Lidia Nowacka | Będzin | 17.03.1965 |
| 4 | Irena Szymańska | Grodziec | 14.05.1965 |
| 5 | Jadwiga Zygmunt | Sosnowiec | 22.07.1965 |
| 6 | Eleonora Gąsiorowska | Łagisza | 26.07.1965 |
| 7 | Zofia Wiśniewska | Łagisza | 4.08.1965 |
| 8 | Maria Błaszczyk | Czeladź | 15.08.1965 |
| 9 | Genowefa Łebek | Będzin | 25.08.1965 |
| 10 | Teresa Tosza | Będzin | 25.10.1965 |
| 11 | Alicja Dubiel | Garbierze | 28.10.1965 |
| 12 | Irena Szrek | Czeladź | 12.12.1965 |
| 13 | Stanisława Samul | Gródków | 19.02.1966 |
| 14 | Genowefa Bijak | Niepiekło | 11.05.1966 |
| 15 | Maria Gomółka | Zagórze | 15.06.1966 |
| 16 | Julianna Kozierska | Będzin | 15.06.1966 |
| 17 | Jolanta Gierek | Będzin | 11.10.1966 |
| 18 | Zofia Kawka | Grodziec | 15.06.1967 |
| 19 | Zofia Garbacz | Wojkowice | 3.10.1967 |
| 20 | Jadwiga Sąsiek | Cieśle | 3.10.1968 |
| 21 | Jadwiga Kucia | Siemianowice-Bytków | 4.03.1970 |
Szczególne miejsce w tej liście zajmują dwie ofiary. Jolanta Gierek – 17-letnia bratanica Edwarda Gierka, ówczesnego I sekretarza KW PZPR w Katowicach, w 1970 roku I sekretarza KC PZPR. Jej ciało wydobyto z rzeki Przemszy 11 października 1966 roku. Ta zbrodnia podniosła sprawę do rangi politycznej – odtąd „Wampir” stał się wrogiem publicznym numer jeden PRL. Dr Jadwiga Kucia – pracownik Uniwersytetu Śląskiego, ostatnia ofiara z 4 marca 1970 roku – odegra rolę kluczową w akcie oskarżenia: to za jej zabójstwo prokuratura przypisała Zdzisławowi pomoc rodzeństwa, w tym Jana Marchwickiego, brata oskarżonego, kierownika sekretariatu Wydziału Prawa UŚ.
Przeczytaj artykuł o tym, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” – biografia legendarnego dowódcy 5. Brygady Wileńskiej AK
Pionierski „komputer śląski” – fakt czy propaganda
Oficjalna wersja schwytania Marchwickiego brzmi spektakularnie. MO miała zebrać dane o 400 tysiącach mężczyzn z regionu, opracować model 483 cech fizycznych i psychicznych sprawcy (na bazie raportu amerykańskiego eksperta dr. Jamesa A. Brussela – tego samego, który pomógł złapać „dusiciela z Bostonu”), a następnie przepuścić te dane przez „komputer śląski”, który po serii zawężeń kryteriów wytypował 23 tysiące podejrzanych, potem 250 kandydatów, w końcu wskazał Marchwickiego na czwartej pozycji.
Wielu dzisiejszych historyków traktuje tę narrację jako propagandową bajkę epoki Gierka. Dramaturg Wojciech Tomczyk, autor sztuki Wampir (prapremiera w Teatrze Nowym w Zabrzu, 2003), w rozmowie z PAP nazwał ją wprost „komunistycznym mitem”. Jeżeli uwierzymy, iż w 1970 r. władza miała taką możliwość inwigilacji, tajną wiedzę o społeczeństwie, a do tego, że istniał tak zaawansowany +komputer śląski+, który typował sprawców z taką precyzją, to uwierzymy w każdą propagandową komunistyczną bajkę – argumentował Tomczyk. W rzeczywistości – twierdzą krytycy – Marchwicki został wskazany przez własną żonę, Marię Marchwicką, która 6 grudnia 1971 roku złożyła na milicji zawiadomienie o znęcaniu się męża nad rodziną. Miesiąc później, 6 stycznia 1972 roku, Zdzisław został aresztowany w drodze do pracy w kopalni Siemianowice. Trzy dni po zatrzymaniu jego zdjęcie ukazało się we wszystkich gazetach z podpisem: „ujęto osobnika podejrzanego o dokonanie serii potwornych zbrodni”.

Rodzina na ławie oskarżonych – Jan, Henryk, Halina i Józef K.
W ciągu kolejnych miesięcy aresztowano niemal całą bliską rodzinę Zdzisława. Jan Marchwicki – homoseksualny brat oskarżonego, kierownik sekretariatu Wydziału Prawa UŚ – został oskarżony o zlecenie Zdzisławowi zabójstwa dr Jadwigi Kuci, która rzekomo szantażowała go znajomością jego orientacji seksualnej i udziału w aferze łapówkarskiej. Henryk Marchwicki, przyrodni brat, miał pomóc Zdzisławowi w ostatniej zbrodni. Halina Flak, siostra, odpowiadała za przyjmowanie przedmiotów zrabowanych ofiarom. Jej syn – Zdzisław Flak – za to, że wiedział o planach i nie zawiadomił milicji. Wreszcie Józef Klimczak – życiowy partner Jana Marchwickiego – został oskarżony o współudział w zabójstwie dr Kuci.
Ze wszystkich oskarżonych tylko Klimczak na pierwszej rozprawie odpowiedział na pytanie sądu „czy oskarżony przyznaje się do winy?” – Tak, przyznaję się w całej rozciągłości. (…) Chciałbym powiedzieć całą prawdę, wszystko co wiem. Jest to moja jedyna szansa rehabilitacji. Pieprzyca i jego konsultanci dowiedli później, że Klimczakowi obiecano łagodny wyrok, ukończenie technikum i wyjazd do Szwecji. Otrzymał 4 lata pozbawienia wolności.
Halina Flak dostała 4 lata, jej syn – 2 lata. Henryk Marchwicki – 25 lat. Jan Marchwicki – karę śmierci za „kierowniczą rolę” w zabójstwie dr Kuci. Zdzisław Marchwicki – karę śmierci za 14 zabójstw i 6 usiłowań.

Proces pokazowy w hali „Silesia” i wyrok śmierci
18 września 1974 roku w Klubie Fabrycznym Zakładów Cynkowych „Silesia” w Katowicach rozpoczął się największy proces karny w powojennej historii Polski. Akta śledztwa obejmowały 141 opasłych tomów z zeznaniami 550 świadków. Akt oskarżenia liczył ponad 200 stron – jego odczytanie zajęło sądowi cztery dni. Rozprawom przewodniczył sędzia Sądu Wojewódzkiego w Katowicach Władysław Ochman. Oskarżał prokurator Prokuratury Generalnej PRL Józef Gurgul.
Salę rozpraw – kulturalno-rozrywkową halę huty – zapełniało nieraz osiemset osób. Wejście wymagało specjalnej przepustki. Sąd przesłuchiwał kolejnych członków rodziny, kochanki Zdzisława, sąsiadów, technicznych ekspertów. Najbardziej obciążającym świadkiem była żona oskarżonego, Maria Marchwicka, która opowiadała o sadystycznych skłonnościach męża, jego rzekomych zboczeniach i tym, że „używał jej” w czasie ataków padaczki. Maria ważyła wówczas około 120 kilogramów. Zdzisław – niemal połowę tego. Dwie kochanki Marchwickiego, zeznające w sprawie, opisywały go zgoła odmiennie: jako delikatnego, schludnego, nieużywającego brzydkich słów.
Zachęcamy do lektury: Łukasz Ciepliński „Pług” – biografia, grypsy do syna i śmierć
Po niemal roku procesu, 28 lipca 1975 roku, sąd ogłosił wyrok. Zdzisław Marchwicki został uznany winnym 14 zabójstw, 6 usiłowań, znęcania się nad rodziną, znieważenia milicjanta na służbie i zaboru mienia społecznego. Sąd Najwyższy wyrok utrzymał. Próby ułaskawienia okazały się bezskuteczne. 26 kwietnia 1977 roku w więzieniu przy ulicy Montelupich w Krakowie wykonano wyrok przez powieszenie. Godzinę później powieszono Jana Marchwickiego. Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywają ich ciała – być może na cmentarzu na Podlesiu wśród innych skazanych na karę śmierci, być może trafili jako preparaty anatomiczne na Akademię Medyczną.

Pamiętnik Zdzisława Marchwickiego – dowód winy czy fabrykat?
Najbardziej kontrowersyjnym dokumentem w sprawie pozostaje pamiętnik Zdzisława Marchwickiego, napisany w celi już po ogłoszeniu wyroku pierwszej instancji. Powstał za namową współwięźnia, któremu – jak ustaliła później Grażyna Starzak – obiecano skrócenie kary za skłonienie skazanego do takiej autobiografii.
Pamiętnik jest fascynującym, a jednocześnie wstrząsającym dokumentem. Marchwicki opisuje w nim swoje dzieciństwo, pracę przymusową w czasie wojny w Niemczech, pierwsze doświadczenia seksualne z niemiecką gospodynią Emą, próby stosunków z krową, kłótnie z żoną. Wszystko zapisane fonetyczną pisownią półpiśmiennego człowieka po 4 klasach szkoły podstawowej („z tosunek”, „odbywałem z stosunki”, „uderzyłem ją prętem wgłowe”, „pobawiłem się jej przyrodzeniem”).
Zwolennicy poglądu, że Marchwicki był „Wampirem z Zagłębia”, powołują się na ten pamiętnik jako dowód winy – w końcu autor sam przyznaje się do kolejnych zabójstw. Przeciwnicy mają jednak poważne zastrzeżenia. Po pierwsze – daty i miejsca napaści, które Marchwicki podaje w pamiętniku, nie zawsze pokrywają się z dokumentacją sprawy „Anna”. Po drugie – w tekście wielokrotnie powracają zwroty rodem z policyjnego protokołu: „dokonałem zabójstwa”, „oddaliłem się”, „pojechałem w celu napaści jakiej kobiety”. To język raportu funkcjonariusza, nie wspomnień robotnika z Zagłębia. Po trzecie – pamiętnik kończy się zdaniem, które brzmi raczej jak wymuszone wyznanie wiary: „wszyscy ci kturzy będą czytali ten pamiętnik niech wiedzą że nie warto jest zabijać te cierpienia które ja przechodze uniknie jedynie ten kto będzie przestrzegał piątego przykazania Bożego. Marchwicki Zdzisław wampir Zagłębia.”
Pomijany trop: Piotr Olszowy i tajemnicze anonimy
Marzec 1970, dziesięć dni po ostatniej zbrodni przypisanej Marchwickiemu (zabójstwo dr Jadwigi Kuci). Piotr Olszowy, właściciel zakładu rzemieślniczego z Zagłębia, człowiek chory psychicznie, znęcający się nad rodziną, podczas przesłuchania w sprawie Kuci spontanicznie oświadcza: „to ja jestem Wampirem”. Milicja go wypuszcza z braku dowodów. Dziesięć dni później Olszowy zabija żonę nożem, dzieci młotkiem, oblewa dom benzyną i ginie razem z ofiarami w pożarze. Z ciała nie udało się pobrać odcisków palców.
Przeczytaj również: Feliks Selmanowicz „Zagończyk”
Trzy dni przed samobójstwem Olszowego do milicji wpłynął anonim, którego autor pisze, że jest „Wampirem” i nie wytrzymuje już psychicznie. Zapowiada, że odbierze życie sobie i całej rodzinie. Po śmierci Olszowego – w odstępie 20 dni – wpływa drugi anonim od tego samego autora. Biegli językoznawcy ustalą później, że pisma nie pochodzą od Olszowego. Ale – jak wykazują późniejsze ekspertyzy grafologiczne – nie pochodzą również od Zdzisława Marchwickiego. Trop Olszowego został z śledztwa usunięty.

„Wampir z Bytomia” – Joachim Knychała i druga seria morderstw
Najmocniejszym argumentem przeciw uznaniu Marchwickiego za sprawcę zbrodni z lat 1964–1970 jest postać Joachima Knychały – „Wampira z Bytomia”. Knychała rozpoczął serię ataków na kobiety w 1974 roku – czyli już po aresztowaniu Marchwickiego. Modus operandi był uderzająco podobny: ataki o zmierzchu na samotne kobiety, ciężki tępy przedmiot, częściowe obnażenie ofiary, manipulacja genitaliami. Knychała został złapany w 1982 roku i skazany na karę śmierci, której wykonanie odroczono. Zmarł w więzieniu.
Co kluczowe: jedna z kobiet, którą oficjalnie pozostawiono w spisie ofiar Marchwickiego (jako przeżyła atak i odzyskała przytomność), została później dobita przez Knychałę. Pierwsze pytanie historyków brzmi więc: jeśli Knychała kontynuował serię zbrodni o tej samej metodologii – czy nie jest możliwe, że to on, a nie Marchwicki, jest sprawcą przynajmniej części wcześniejszych ataków? W 1972 roku, w chwili aresztowania Marchwickiego, Knychała miał już 18 lat i swobodnie poruszał się po regionie.
Sam Marchwicki – jak wspominał technik policyjny mjr Wiesław Tomaszek – w chwili przyjazdu milicji na komendę miał powiedzieć ironicznie: „dwa samochody marki Wołga, no to po takiego jednego człowieka jak ja?” oraz „ile was tu jest, jakbyście co najmniej tego wampira ujęli”. W aktach śledztwa zdanie to brzmi już inaczej: „o proszę, nareszcie ście wampira ujęli”. Drobna manipulacja – ale symptomatyczna.
Bilans dowodów – analiza redakcji „Naszej Polski”
Po przeanalizowaniu dostępnych dokumentów, wspomnień śledczych, książek dziennikarskich i opracowań filmowych – przedstawiamy zestawienie dowodów po obu stronach.
Argumenty za winą Zdzisława Marchwickiego
- Własnoręczny pamiętnik z przyznaniem się do kolejnych zabójstw.
- Zeznania żony – Maria Marchwicka opisała sadystyczne skłonności męża, przemoc, używanie jej w czasie ataków padaczki.
- Zeznania Józefa Klimczaka – szczegółowy opis udziału w zabójstwie dr Kuci.
- Motyw rodzinny w sprawie Kuci – szantaż homoseksualnego brata przez doktor Uniwersytetu Śląskiego.
- Pejcz znaleziony u dziadka Marchwickiego – wskazany jako narzędzie zbrodni.
- Opinia psychiatryczna dr. Brussela – opis paranoidalnego schizofrenika pasował do osobowości oskarżonego.
- Społeczny konsensus – w PRL i przez dekady po transformacji „99 procent Polaków uznawało winę Marchwickiego” (jak ocenił Pieprzyca).
- Brak alibi Marchwickiego na większość dat napaści.
Argumenty przeciw winie Zdzisława Marchwickiego
- Brak twardych dowodów rzeczowych – żadnych odcisków palców, śladów biologicznych, narzędzi pewnie powiązanych ze sprawcą (testy DNA wówczas nie istniały).
- Odciski palców na rowerze jednej z ofiar – wykluczyły wszystkich braci Marchwickich.
- Pejcz dziadka – bez śladów krwi, materiałowo zbyt miękki, by spowodować takie obrażenia.
- Rezygnacja prokuratora Leszka Polańskiego – zbierał dowody, miał oskarżać, ale wycofał się ze sprawy, nie będąc przekonanym o winie.
- Rozłam w grupie „Anna” – płk Zygmunt Kalisz, ppor. Zbigniew Gątarz, płk Stefan Tokarz oraz inni oficerowie odsunięci po wątpliwościach co do śledztwa.
- Sprawa Piotra Olszowego – alternatywny podejrzany, samodzielne przyznanie się, samobójstwo razem z rodziną, niewyjaśnione anonimy.
- Pamiętnik napisany pod presją – za namową współwięźnia, w języku zaczerpniętym z policyjnych protokołów.
- Niespójność dat i miejsc w pamiętniku Marchwickiego.
- Joachim Knychała – kontynuował identyczną serię po aresztowaniu Marchwickiego, dobił jedną z „ofiar” Wampira z Zagłębia.
- Ekspertyza grafologiczna wykluczyła Marchwickiego jako autora anonimów Wampira.
- Józef Klimczak otrzymał obietnicę łagodnego wyroku, technikum i wyjazdu do Szwecji w zamian za zeznania.
- Modus operandi nieodpowiada psychotypowi – typowy seryjny morderca z lubieżności przyznaje się od razu i opowiada szczegółowo. Marchwicki przeczył przez 3 miesiące, a gdy załamał się – opisywał napaści, które nigdy nie miały miejsca.
- Sprawa polityczna po śmierci Jolanty Gierek – generał Gruba i inni oficerowie mieli silną motywację, by „dostarczyć” sprawcę.
- Późniejsza kariera gen. Jerzego Gruby – zastępca komendanta głównego MO, dowódca ZOMO przy pacyfikacji kopalni „Wujek” (1981), szef zespołu tuszującego zabójstwo Grzegorza Przemyka (1983). Człowiek instrumentalny w „dostarczeniu” Wampira.
- Proces pokazowy – hala fabryczna z 800 widzami, miesięczny termin dla obrońców na zapoznanie się z 141 tomami akt.
Werdykt redakcji
Bilans dowodów wyraźnie wskazuje, że Zdzisław Marchwicki najprawdopodobniej nie był sprawcą wszystkich zbrodni przypisanych Wampirowi z Zagłębia – być może nie był sprawcą żadnej. Mówią za tym: brak twardych dowodów rzeczowych, rezygnacja prokuratora prowadzącego, rozłam wśród doświadczonych oficerów śledczych, sprawa Piotra Olszowego nieuczciwie zamknięta, kontynuacja serii morderstw przez Joachima Knychałę z identycznym modus operandi już po aresztowaniu Marchwickiego, ekspertyzy wykluczające autorstwo anonimów, manipulacje w aktach. Pamiętnik – najczęściej cytowany dowód – nosi wyraźne ślady redagowania pod presją i nie pasuje stylistycznie do języka półanalfabety. Sam Marchwicki przez większość śledztwa zaprzeczał, a jego końcowe „przyznanie się” wyglądało raczej na akt rezygnacji niż na opis prawdziwych czynów.
Z drugiej strony pełnej pewności nigdy nie uzyskamy. Akta sprawy były spreparowane na potrzeby procesu pokazowego. Wątpliwi oficerowie odeszli. Bezpośredni świadkowie nie żyją. Testów DNA nie wykonano – i wykonać już nie sposób. Pozostają fragmentaryczne, peerelowskie protokoły z epoki, kiedy procesy pokazowe były normą polityczną, a sukces dochodzeniowy oznaczał awans w hierarchii partyjnej.
Jeśli przyjąć kryterium prawne in dubio pro reo – wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego – Zdzisław Marchwicki nie powinien był zostać skazany na karę śmierci. Wyrok wydany w 1975 roku, wykonany w 1977, pozostaje jedną z najmroczniejszych pomyłek wymiaru sprawiedliwości w historii PRL. Druga ofiara tej sprawy – obok 14 zamordowanych kobiet – to być może właśnie sam Marchwicki i jego rodzina.
Henryk Marchwicki – brat, który spędził w więzieniu 25 lat
Najtragiczniejszą postacią po Zdzisławie pozostaje Henryk Marchwicki, przyrodni brat skazanego, który odbył pełen 25-letni wyrok i wyszedł na wolność w 1992 roku. Schorowany, bez środków do życia, bez mieszkania, dokonał spektakularnego aktu protestu: przykuł się łańcuchem do balustrady Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Domagał się rehabilitacji i uznania niewinności rodziny.
W 1998 roku Henryk miał wystąpić w filmie dokumentalnym Macieja Pieprzycy Jestem mordercą… – miał być jego głównym bohaterem. Tuż przed rozpoczęciem zdjęć zginął w niewyjaśnionych okolicznościach – według oficjalnej wersji spadł ze schodów. Zwolennicy teorii spiskowych sugerują zemstę kogoś z rodzin ofiar (większość zamordowanych kobiet osierociła dzieci). Sam Pieprzyca uważa, że to raczej tragiczny wypadek – Henryk po latach więzienia nie mógł już nikomu „zaszkodzić” swoimi zeznaniami.

Sztuka, książka, film – sprawa, która wraca w kulturze
Sprawa Wampira z Zagłębia stała się jednym z najszerzej eksploatowanych wątków polskiej kultury kryminalnej. Najważniejsze dzieła:
- Janusz Kidawa, Anna i wampir (1981) – pierwszy fabularny film o sprawie, jeszcze w realiach PRL, przedstawiający oficjalną wersję wydarzeń.
- Grażyna Starzak, Powrót wampira. Zdzisław Marchwicki 20 lat później: morderca czy ofiara? (1993) – pierwsze powojenne dziennikarskie śledztwo kwestionujące wyrok, oparte na rozmowach z byłymi członkami grupy „Anna”.
- Maciej Pieprzyca, Jestem mordercą… (1998) – film dokumentalny, w którym wypowiedzi byłych śledczych stały się materiałem dowodowym w przygotowywanej kasacji.
- Robert Makłowicz, Stanisław Mancewicz, Zjeść Kraków (2002) – książka kulinarna z wzmiankami o sprawie. Sam Tomczyk przyznał, że to ta lektura skłoniła go do napisania sztuki Wampir – „skoro już w książkach kucharskich o tym piszą, coś musi w tym być”.
- Wojciech Tomczyk, Wampir (2003) – sztuka teatralna, prapremiera w Teatrze Nowym w Zabrzu.
- Maciej Pieprzyca, Jestem mordercą (2016) – fabularny dramat kryminalny, w którym reżyser świadomie uczynił bohaterem nie sprawcę czy ofiarę, lecz śledczego, który dla kariery został katem. Film zdobył liczne nagrody, w tym na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
- Przemysław Semczuk, Wampir z Zagłębia – najbardziej kompletna współczesna monografia historyczna sprawy, oparta na dostępnych aktach i wywiadach.
- W telewizji wątek wampira z Zagłębia pojawiał się również w polskich serialach kryminalnych – m.in. w Kryminalnych, gdzie sprawa stanowiła osnowę jednego z odcinków inspirowanych prawdziwymi przestępstwami PRL.

Dzieci, syn, rodzina – co stało się z bliskimi Zdzisława Marchwickiego
Sprawa Wampira z Zagłębia trwale obciążyła kolejne pokolenia rodziny Marchwickich. Zdzisław pozostawił pięcioro własnych dzieci (Marek, Zbigniew, Barbara, Bogdan i Iwona) oraz dwoje przyjętych za swoje, których ojcem nie był (Czesław i Jolanta – jak Marchwicki sam pisał w pamiętniku, „żona przyniosła mi z kurestwa”). Wszystkie dzieci żyły później z piętnem „dzieci wampira”. Maria Marchwicka, wdowa, na obietnicy nagrody w wysokości miliona złotych za doprowadzenie do skazania męża miała oprzeć plany nowego życia w innym mieście. Pieniędzy nie dostała. Zmarła w Zagłębiu, do końca życia z piętnem żony zabójcy. Pieprzyca, który spotkał ją u schyłku życia, wspominał: „miała swoją prawdę o tych drastycznych wydarzeniach, która nie miała nic wspólnego z realizmem. Oczywiście wybielała swój udział w sprawie.”
Trzeci z braci, który przeżył więzienie (Henryk), zmarł – jak wspomniano – w 1998 roku przed rozpoczęciem zdjęć do filmu. Większość świadków i uczestników tamtych wydarzeń już nie żyje. Gen. brygady MO Jerzy Gruba, doktor nauk prawnych, wpływowy zastępca komendanta głównego MO – zmarł w 1991 roku.
Najczęściej zadawane pytania o sprawę Zdzisława Marchwickiego (FAQ)
Kim był Zdzisław Marchwicki?
Zdzisław Marchwicki (1927–1977) to robotnik z Dąbrowy Górniczej, konwojent w kopalni Siemianowice, skazany w 1975 roku przez Sąd Wojewódzki w Katowicach na karę śmierci za serię 14 zabójstw kobiet i 7 usiłowań, popełnionych w Zagłębiu Dąbrowskim między 1964 a 1970 rokiem. Znany jako „Wampir z Zagłębia”. Wyrok wykonano 26 kwietnia 1977 roku w więzieniu przy ulicy Montelupich w Krakowie.
Czy Zdzisław Marchwicki był niewinny?
Po latach analiz akt, wspomnień śledczych i ekspertyz historycznych wątpliwości co do winy są coraz silniejsze. Brak twardych dowodów rzeczowych (odcisków palców, śladów biologicznych), rezygnacja prokuratora prowadzącego, rozłam wśród oficerów śledczych, pomijany trop Piotra Olszowego i – co najważniejsze – kontynuacja podobnej serii morderstw przez Joachima Knychałę po aresztowaniu Marchwickiego stanowią mocne argumenty za jego niewinnością. Pełnej pewności jednak po pięciu dekadach od wyroku już nie da się uzyskać.
Kim był Jan Marchwicki?
Jan Marchwicki to młodszy brat Zdzisława, kierownik sekretariatu Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Homoseksualista, zamieszany w aferę łapówkarską. Został skazany na karę śmierci za rzekomą „kierowniczą rolę” w zabójstwie dr Jadwigi Kuci – pracownicy UŚ, która miała szantażować go znajomością jego orientacji seksualnej. Powieszony godzinę po Zdzisławie 26 kwietnia 1977 roku.
Co stało się z dziećmi i synem Zdzisława Marchwickiego?
Marchwicki pozostawił pięcioro własnych dzieci (synowie: Marek, Zbigniew, Bogdan; córki: Barbara, Iwona) i dwoje pasierbów (Czesław, Jolanta). Wszystkie żyły później z piętnem „dzieci wampira”, o czym wspominał Maciej Pieprzyca po spotkaniach z rodziną. Część dzieci wyemigrowała lub zerwała kontakty z regionem.
Co to był „komputer śląski” i czy istniał?
„Komputer śląski” to oficjalna wersja, według której MO miała wykorzystać pionierski w Polsce system zbierający dane o 400 tysiącach mieszkańców regionu i porównujący je z profilem psychologicznym sprawcy (483 cechy fizyczne i psychiczne). Z 23 tysięcy podejrzanych algorytm miał wytypować Marchwickiego na czwartej pozycji. Historycy i dramaturg Wojciech Tomczyk traktują tę wersję jako propagandę gierkowską – w 1970 roku polskie organy ścigania nie dysponowały taką technologią. W rzeczywistości Marchwicki został wskazany na podstawie zawiadomienia złożonego przez własną żonę.
Kim był Joachim Knychała („Wampir z Bytomia”) i dlaczego pojawia się w sprawie Marchwickiego?
Joachim Knychała to seryjny morderca działający w latach 1974–1982 na Górnym Śląsku, po aresztowaniu Marchwickiego. Modus operandi był uderzająco podobny: ataki o zmierzchu na samotne kobiety, ciężki tępy przedmiot, częściowe obnażenie ofiary. Knychała dobił jedną z kobiet, która oficjalnie przeżyła atak przypisywany Marchwickiemu. Te zbieżności rodzą poważne pytanie, czy Knychała mógł być sprawcą przynajmniej części zbrodni z lat 1964–1970, za które stracono Marchwickiego.
Czy istnieje pamiętnik Zdzisława Marchwickiego?
Tak. Marchwicki napisał pamiętnik w celi już po ogłoszeniu wyroku pierwszej instancji, za namową współwięźnia, któremu obiecano skrócenie kary. Dokument opisuje życie skazanego i – pozornie – jego zbrodnie. Tekst jest zapisany fonetyczną pisownią półpiśmiennego człowieka, ale zawiera zwroty typowe dla protokołów policyjnych („dokonałem zabójstwa”, „oddaliłem się”), co podaje w wątpliwość jego autentyczność jako swobodnej autobiografii.
Jakie filmy i książki powstały o sprawie?
Najważniejsze dzieła: film Anna i wampir Janusza Kidawy (1981), książka Grażyny Starzak Powrót wampira (1993), dokument Jestem mordercą… Macieja Pieprzycy (1998), sztuka Wampir Wojciecha Tomczyka (Teatr Nowy w Zabrzu, 2003), fabularny film Jestem mordercą Macieja Pieprzycy (2016) oraz monografia Wampir z Zagłębia Przemysława Semczuka. Wątek pojawiał się także w serialach kryminalnych – m.in. w Kryminalnych.
Gdzie pochowano Zdzisława Marchwickiego?
Miejsce pochówku nie jest oficjalnie znane. Możliwe, że ciało spoczywa w zbiorowym grobie skazanych na cmentarzu na Podlesiu w Krakowie, gdzie chowano egzekutowanych z więzienia przy Montelupich. Inna wersja zakłada, że zwłoki trafiły jako preparaty anatomiczne na Akademię Medyczną. Pełnej odpowiedzi nigdy nie poznano.
Czy rodzina Marchwickich próbuje oczyścić nazwisko?
Tak. Po 1989 roku rodzina kilkukrotnie podejmowała próby kasacji wyroku. Najgłośniejszy akt protestu wykonał Henryk Marchwicki, przykuwając się w 1992 roku do balustrady Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Procesowi towarzyszyły publikacje Grażyny Starzak i filmy Macieja Pieprzycy, ale wyrok formalnie pozostaje w mocy.
Sprawa, której nie da się zamknąć
Pięć dekad po wykonaniu wyroku śmierci na Zdzisławie i Janie Marchwickich pełna prawda o Wampirze z Zagłębia pozostaje nieosiągalna. Bezpośredni uczestnicy tamtych wydarzeń nie żyją. Akta są fragmentaryczne i – jak ustalono w licznych dziennikarskich śledztwach – częściowo spreparowane. Testów DNA wówczas nie wykonywano, a dziś nie ma już z czego ich pobrać. Pozostają wątpliwości historyków, prawników i twórców kultury. Pozostaje rodzina, która kolejne pokolenie próbuje uzyskać sądowe oczyszczenie nazwiska. Pozostaje wreszcie kulturowy ślad – w teatrze, filmie, książkach historycznych – gdzie każde nowe pokolenie autorów dotyka tej sprawy z własnego dystansu.
Czy powieszono mordercę, czy ofiarę? Pełnej odpowiedzi nie poznamy nigdy. Ale każde takie pytanie postawione publicznie jest ważne – bo każda wątpliwość co do jednego z najgłośniejszych wyroków śmierci w PRL jest jednocześnie pytaniem o jakość sprawiedliwości w tamtym państwie. I – pośrednio – o to, jak rozumiemy ją dzisiaj.



