Rolnicy wychodzą na ulice. Wywiad z Edytą Jaroszewską-Nowak

7 min. czytania

Magdalena Kowalewska-Wojtak

28 stycznia 2014 r.

Rolniczki na proteście w Szczecinie pokazują przetwory z gospodarstwa przy stoisku z napisem żywność nielegalna

7 min. czytania

Magdalena Kowalewska-Wojtak

28 stycznia 2014 r.

W minionym tygodniu rolnicy z województwa zachodniopomorskiego wyszli na ulice Szczecina. Jednym z ich głównych żądań jest uproszczenie zasad, na jakich gospodarstwo może prowadzić sprzedaż bezpośrednią produktów rolnych, także przetworzonych: soków, dżemów, konfitur czy wędlin. Dziś każde małe przetwórstwo w gospodarstwie musi spełniać te same wymogi sanitarne co wielki zakład przemysłu spożywczego, choć unijne przepisy pozwalają państwom członkowskim tworzyć łagodniejsze regulacje dla małej skali produkcji. O postulatach protestujących, o konkurencji z supermarketami, o certyfikatach dla żywności z małych gospodarstw, o obrocie ziemią i o uprawach GMO Magdalena Kowalewska rozmawia z Edytą Jaroszewską-Nowak, przewodniczącą Zachodniopomorskiego Oddziału Stowarzyszenia Ekoland. Pod rozmową publikujemy apel Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC) w obronie prawa dostępu do lokalnego jedzenia, który ukazał się na tej samej stronie numeru.

Z Edytą Jaroszewską-Nowak, przewodniczącą Zachodniopomorskiego Oddziału Stowarzyszenia Ekoland, rozmawia Magdalena Kowalewska

Dlaczego rolnicy protestowali w Szczecinie

Dlaczego w minionym tygodniu rolnicy protestowali w Szczecinie?

Edyta Jaroszewska-Nowak: Protest rolników w województwie zachodniopomorskim dotyczy wielu postulatów. Jeden z nich stanowi żądanie ułatwienia sprzedaży bezpośredniej i możliwości sprzedaży produktów w gospodarstwie rolnika. Wyszliśmy na ulice, ponieważ – mimo że przepisy Unii Europejskiej pozwalają krajom członkowskim na stworzenie odrębnych przepisów dostosowanych do skali sezonowości produkcji danych produktów wytwarzanych w gospodarstwie – nasz rząd nie stworzył takiego prawa. A to skutkuje tym, że każde małe przetwórstwo w gospodarstwie musi spełniać takie same wymogi, jak wielkie zakłady przemysłu spożywczego. Żądamy pochylenia się wreszcie na tym problemem i ustanowienia przepisów, które nie będą zbyt restrykcyjne i rygorystyczne. Chcemy, żeby było tak, jak w innych krajach Unii. Żeby nasi rolnicy mogli konkurować z produktami tamtejszych rolników, a konsument do tych produktów miał dostęp. Produkty z małych gospodarstw są przecież żywnością najlepszej jakości.

Supermarkety wypierają małe gospodarstwa

Czy w obecnej sytuacji produkty rolników są wypierane przez duże supermarkety i koncerny przemysłowe?

Edyta Jaroszewska-Nowak: Właśnie tak się dzieje. Skutkuje to powolnym ograniczaniem działalności małych gospodarstw. Małe gospodarstwa nie mają dużej ilości ziemi i są w stanie się utrzymać tylko wtedy, gdy wartość dodana przy przetwarzaniu produktów rolnych zostanie w gospodarstwie. Ta wartość dodana musi zostać w gospodarstwie, ponieważ stabilizuje dochody oraz pozwala na dochód innych członków rodziny. Przy takim przetwarzaniu produktów może pracować cała rodzina, a wówczas finanse takiego gospodarstwa ulegają polepszeniu. Nie ma na co czekać. Wiadomo, że dopłaty będą ograniczane z roku na rok i jeśli sytuacja małych gospodarstw nie zmieni się, po prostu będziemy świadkami ich powolnej likwidacji.

Eksport, lokalny rynek i certyfikaty

Czy produkty rolnicze z małych gospodarstw są eksportowane?

Edyta Jaroszewska-Nowak: Produkty rolnicze, które trafiają na eksport, nie są wytwarzane przez małe gospodarstwa, tylko przez przedsiębiorców. I dlatego prawdopodobnie obecnie ma miejsce nagonka na wyrób wędlin, wskutek której próbuje się uniemożliwić tradycyjne wędzenie małym przedsiębiorstwom.

My, rolnicy, chcemy mieć możliwość produkowania w małych gospodarstwach. Te produkty nie muszą wyjeżdżać gdzieś daleko. Przecież mogą trafiać na lokalny rynek i do lokalnych konsumentów. Jest wiele osób, które chcą kupować bezpośrednio od rolnika. Wystarczy im to umożliwić. Należy odbudować wzajemne zaufanie i więź między rolnikami i konsumentami. Chcemy, aby przepisy obejmowały wzajemne zaufanie, a nie rygorystyczne restrykcje, które teraz obowiązują.

A jak wygląda kwestia przyznawania certyfikatów rolnikom na wytwarzane produkty?

Edyta Jaroszewska-Nowak: Certyfikaty obejmują tylko produkty nieprzetworzone, tj. świeże warzywa czy owoce. Natomiast już sok z owoców nie uzyska certyfikatów, ponieważ żeby go wytworzyć należałoby, wedle przepisów, zbudować przetwórnię…

Emigracja, ziemia i GMO

Czy w takiej sytuacji rolnicy są zmuszani wyjeżdżać za granicę, żeby móc zarobić na przysłowiowy chleb?

Edyta Jaroszewska-Nowak: Właśnie tak się dzieje! Jeśli np. w małym gospodarstwie mieszka czteroosobowa rodzina i nie znajdzie ona zajęcia w gospodarstwie, a dzieci nie widzą w nim perspektyw, to wyjeżdżają masowo za granicę. Jeśli takie gospodarstwo mogłoby ukierunkować się na różnorodne przetwórstwo, niekoniecznie nastawiając się na jeden określony typ produkcji, i móc zostawić wartość dodaną w gospodarstwie, robiąc np. soki, dżemy, konfitury, to członkowie tych rodzin nie musieliby dorabiać za granicą.

Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Rolników Województwa Zachodniopomorskiego wystosował list otwarty do rządu w sprawie rolników…

Edyta Jaroszewska-Nowak: Tak, jednym z naszych podstawowych postulatów jest likwidowanie nieprawidłowości w obrocie ziemią. Chcemy, aby polska ziemia trafiała do polskich rolników, a nie do spółek z kapitałem zagranicznym i do obcokrajowców. Wszystkie nasze postulaty dotyczą obecnego stanu rolnictwa. Oprócz domagania się wprowadzenia przepisów umożliwiających rolnikom przetwarzanie własnych surowców gospodarczych i ich sprzedaż, zgłaszamy również problemy dotyczące GMO i niektórych ich upraw, które są rozpowszechniane i stanowią zagrożenie dla tradycyjnego, polskiego rolnictwa. Mamy tutaj również do czynienia z próbą przejmowania produkcji żywności przez wielkie korporacje GMO. Domagaliśmy się zakazu obrotu siewnym GMO i zakazu upraw GMO. Ten postulat w zasadzie został spełniony połowicznie, ponieważ został wprowadzony zakaz siewu, natomiast nie ma zakazu sprzedaży nasion, które są w obrocie. To będzie skutkowało stopniowym zanieczyszczaniem polskich pól. Zresztą jak wskazują ubiegłoroczne kontrole, już tak właśnie się dzieje.

Przeczytaj również: Rząd nie chce bronić ziemi i lasów. Wywiad z prof. Janem Szyszko

O sprawiedliwe przepisy dla prawdziwej żywności

W obronie prawa dostępu do lokalnego jedzenia

Jak prawdziwi, dobrzy rolnicy mają zarobić na życie, jeśli nie wolno im bezpośrednio sprzedawać własnych produktów rolnych?

Polska jest obecnie związana najbardziej represyjnym prawem żywnościowym w całej Unii Europejskiej. Specjalnie wymyślono, w większości nieodpowiednie, przepisy sanitarno-higieniczne, aby uniemożliwić indywidualnym rolnikom wykonywanie w pełnym zakresie ich zawodu. Przepisy te nie przyszły z Brukseli lecz z Warszawy!

Dzisiaj, zgodnie z prawem, rolnikowi – jeśli nie prowadzi firmy – nie wolno sprzedawać takich produktów jak soki, dżemy, przeciery, kasze, mąki, chleb domowy, mięso surowe i jego przetwory (poza drobiem, zajęczakami i dziczyzną), oleje, masło, sery, mleko i wielu innych. Sprzedaż wyżej wymienionych produktów jest nielegalna i grozi wysokimi karami. To oczywiście powoduje, że rolnicy nie mogą właściwie uprawiać swojego zawodu i nie mogą uczciwie zarobić na życie.

Przeczytaj również: Świńskie sprawy. Oszukani rolnicy, chore warchlaki i bezkarni pośrednicy

Tak więc najlepszej jakości i najbardziej poszukiwana żywność jest nielegalna. Jest to celowa, cyniczna próba umożliwienia supermarketom i przemysłowi spożywczemu uzyskania pełnego monopolu w całym kraju.

Osiąga się to przez likwidowanie konkurencji jaką stanowią małe i średnie gospodarstwa rodzinne, tworząc przepisy sanitarno-higieniczne zbyt skomplikowane, tak by większość rolników nie była w stanie im sprostać. Tesco i inne korporacje nie mają żadnych trudności z uzyskaniem kapitału na inwestowanie w budowę zakładów przetwórczych spełniających takie normy. Natomiast rolnicy indywidualni w małych i średnich gospodarstwach rolnych, uzyskujący minimalny dochód, nie mają absolutnie żadnej szansy na zakładanie takich przetwórni. A jednak do tego właśnie usiłują ich zmuszać owe przepisy, w przeciwnym razie sprzedają nielegalnie swoją żywność dobrej jakości narażając się na wysokie kary.

Jakie są konsekwencje tej rażąco niesprawiedliwej zmowy wielkiego przemysłu i rządu RP dla rolnictwa i gospodarki wiejskiej?

Odpowiedź brzmi: tysiące małych i średnich gospodarstw rolnych są zmuszone do wycofania się z produkcji. Polska traci swą reputację posiadania wyjątkowej bioróżnorodności i jakości żywności. Ale najwięcej traci konsument.

Nadszedł czas, by upomnieć się o nasze podstawowe prawo dostępu do żywności dobrej jakości!

Domagajmy się dostosowania regulacji do skali produkcji tak, by były one korzystne dla małych i średnich gospodarstw rodzinnych i dla konsumentów, którzy poszukują dobrej jakości żywności.

Domagajmy się zalegalizowania sprzedaży bezpośredniej przez rolników zarówno nieprzetworzonych, jak i przetworzonych produktów żywnościowych, jak to ma miejsce w innych krajach Unii Europejskiej.

Podejmijmy działania, które doprowadzą do tego, że już nigdy najlepszej jakości polska żywność nie będzie określana mianem nielegalnej.

Kupujmy bezpośrednio u lokalnych, prawdziwych rolników!

Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC) wspiera prawdziwą żywność, prawdziwych rolników i sprawiedliwe prawo! A Ty?

Sir Julian Rose, Jadwiga Łopata

 


ⓘ Informacja o publikacji
Wywiad Magdaleny Kowalewskiej pt. „Rolnicy wychodzą na ulice” oraz apel ICPPC pt. „O sprawiedliwe przepisy dla prawdziwej żywności” ukazały się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 5 (952) z dnia 28 stycznia 2014 roku, s. 19. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – „Nasza Polska”. Zdjęcie: ICPPC, archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 5 (952)/2014, s. 19.

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Sławomir Zapała z miłości do Warszawy nagrał „Syrenkę” z Powstańcami. Szczery wywiad udzielony Naszej Polsce o Kajrze, synu Kordianie, ojcostwie i rodzinie

Jacek Pulikowski: czym jest rodzina i co ją niszczy. Przez 40 lat nie spotkał pary bliskiej rozwodu, która codziennie się modli

Poseł Konfederacji w wywiadzie dla „Naszej Polski” o Gibale: majstersztyk wizerunkowy, ale to człowiek z Platformy i Ruchu Palikota

Film akcji napędzany ponadczasowymi wartościami – rozmowa z twórcami filmu „Sygnał”

[WYWIAD] Prezydent Przemyśla: ludzie są zszokowani naszą pomocą

Rosjanie myśleli, że to będzie blitzkrieg. Mylili się – rozmowa z red. Arturem Żakiem

Ukraińcy doceniają polską pomoc – rozmowa z red. Arturem Żakiem

ONZ jest po prostu potrzebne – rozmowa z Edgarem Kobosem

Inne kategorie

Czytaj także