W III RP wyłoniły się nowe kategorie obywateli: wykluczeni, czyli bezrobotni; wypędzeni, a więc ludzie zmuszeni do emigracji zarobkowej – albo z braku pracy, albo z powodu zarobków niepozwalających utrzymać siebie i rodziny; oraz kategoria najbardziej dramatyczna – wyrzuceni, czyli osoby bezdomne.
W niniejszym artykule zajmiemy się wykluczonymi.
Skąd taka nazwa? Powód jest prosty. Ludzie długotrwale pozbawieni stałego zatrudnienia znajdują się na marginesie życia społecznego, a ich aktywność sprowadza się zwykle do szukania pracy – stałej, jednorazowej lub okresowej. Gorzej, że niektórzy wchodzą na drogę przestępstwa albo popadają w nałogi. Przy dłuższym pozostawaniu bez pracy pojawia się tzw. syndrom bezrobocia, oznaczający już niechęć do pracy w ogóle. Bywa, że syndrom ten przenosi się na dzieci bezrobotnych. W wielu przypadkach droga od bezrobocia do bezdomności jest oczywista. Polacy – podobnie jak inne narody krajów postkomunistycznych – przeżywają brak pracy szczególnie dotkliwie, ponieważ w PRL zjawisko to nie występowało.
Ćwierćwiecze bezrobocia
Z tabeli 1 wynika, że w ciągu 23 lat stopa bezrobocia miała charakter jednocyfrowy zaledwie dwukrotnie – w nietypowym roku 1990 oraz w 2008, co było osiągnięciem rządów centroprawicowych (PiS-LPR-Samoobrona). Obecnie (dane na koniec listopada 2013 r.) wynosi ona 13,2 proc., czyli 2,12 mln osób bez pracy – nie licząc tych, którzy wyjechali „za chlebem” za granicę, a jest to liczba potężna, sięgająca ok. 2,5 mln.
Tab. 1 Bezrobocie ogółem w latach 1990-2013
|
Rok |
1990 |
1991 |
1992 |
1993 |
1994 |
1995 |
1996 |
1997 |
|
Stopa proc. |
6,1 |
11,4 |
13,6 |
16,4 |
16 |
14,9 |
13,2 |
10,3 |
|
Ogółem w mln |
1,13 |
2,16 |
2,51 |
2,89 |
2,84 |
2,63 |
2,36 |
1,83 |
|
Rok |
1998 |
1999 |
2000 |
2001 |
2002 |
2003 |
2004 |
2005 |
|
Stopa proc. |
10,4 |
13,1 |
15,1 |
17,5 |
20 |
20 |
19 |
17,6 |
|
Ogółem w mln |
1,83 |
2,35 |
2,7 |
3,11 |
3,22 |
3,18 |
3 |
2,77 |
|
Rok |
2006 |
2007 |
2008 |
2009 |
2010 |
2011 |
2012 |
2013 |
|
Stopa proc. |
14,8 |
11,2 |
9,5 |
12,1 |
12,4 |
12,5 |
13,4 |
13,2 |
|
Ogółem w mln |
2,31 |
1,75 |
1,47 |
1,89 |
1,95 |
1,98 |
2,14 |
2,12 |
Źródło: dane Min. Pracy. Uwagi: 1. Liczby ogółem podano w zaokrągleniu do drugiej cyfry po przecinku. 2. Dane za 2013 rok na koniec listopada.
Przyjrzyjmy się jednak tej tabeli od strony politycznej, pytając, które ekipy bezrobocie zwiększały, a które próbowały to narodowe nieszczęście ograniczyć.
Zachęcamy do lektury: Dzień Wolności Podatkowej 2026. Ponad pół roku pracowaliśmy na państwo – czy ta data w ogóle coś znaczy?
Rząd Tadeusza Mazowieckiego (sierpień 1989 – styczeń 1991) pozostawił swojemu następcy, Janowi K. Bieleckiemu (styczeń 1991 – grudzień 1991), 1,13 mln bezrobotnych – ten zaś zwiększył ich liczbę ponad dwukrotnie. Niewiele zdziałał Jan Olszewski, rządzący zaledwie pół roku, po którym władzę przejął gabinet Hanny Suchockiej (lipiec 1992 – październik 1993). Ekipa ta „postarała się” o dalszy wzrost bezrobocia, kształtującego się wówczas znacznie powyżej 2,5 mln. Rządząca następnie koalicja SLD-PSL (październik 1993 – październik 1997), z premierami W. Pawlakiem, J. Oleksym i W. Cimoszewiczem, zdusiła bezrobocie o niemal milion. Rząd Jerzego Buzka (koalicja AWS-UW, październik 1997 – październik 2001) błyskawicznie odrobił tę „zaległość”, niemal podwajając liczbę bezrobotnych. Nic dziwnego – właśnie wtedy apogeum osiągnęła wyprzedaż majątku narodowego obcemu kapitałowi. Z kolei ekipa SLD-PSL z premierami L. Millerem i M. Belką zmniejszyła bezrobocie o nieco ponad 900 tysięcy. Podobnym sukcesem może pochwalić się koalicja PiS-LPR-Samoobrona (premierzy Kazimierz Marcinkiewicz i Jarosław Kaczyński, październik 2005 – listopad 2007), która ograniczyła liczbę bezrobotnych o ok. 840 tysięcy (rekordowa stopa bezrobocia – 9,5 proc.).
Magistrowie Tuskowi niepotrzebni
Rządząca już 6 lat zgraja Donalda Tuska wprawdzie nie dorównała jeszcze rekordom Buzka, ale robi, co może, również i na tym polu. Przede wszystkim bezrobocie systematycznie rośnie – średnio o 110 tysięcy miesięcznie (łącznie 650 tys.). Analiza tab. 2 pokazuje, że wzrasta ono we wszystkich kategoriach wiekowych z wyjątkiem przedziału 45-54 lata. Najbardziej niepokojący jest przyrost bezrobocia w grupie 25-34 lata – o 208 729 osób (ok. 28 proc.) – a więc wśród ludzi młodych, przeważnie posiadających jakieś wykształcenie i pragnących zakładać rodziny.
Tab. 2 Bezrobocie w okresie rządów D. Tuska wg kategorii wieku
|
Przedział wieku |
Lata |
|||||
|
2007 |
2008 |
2009 |
2010 |
2011 |
2012 |
|
|
18-24 |
332.669 |
304.553 |
425.869 |
428.269 |
416.077 |
424.227 |
|
25-34 |
485.159 |
418.740 |
547.837 |
570.883 |
581.883 |
627.469 |
|
35-44 |
336.904 |
273.866 |
345.443 |
358.777 |
373.406 |
418.101 |
|
45-54 |
443.736 |
347.923 |
404.377 |
397.186 |
385.315 |
400.354 |
|
55-59 |
124.584 |
109.065 |
141.448 |
162.611 |
179.498 |
207.169 |
|
60-wyżej |
23.521 |
19.605 |
27.756 |
36.953 |
146.497 |
59.495 |
Źródło: dane Min. Pracy. Uwaga: brak danych za rok 2013
Gospodarce pod dowództwem Tuska ludzie z wyższym wykształceniem są najwyraźniej zbędni (patrz tab. 3). W tej kategorii nastąpił dwukrotny (!) wzrost bezrobocia – największy spośród wszystkich poziomów wykształcenia. Mają więc do wyboru: albo pętać się po urzędach pracy bez większych nadziei na zatrudnienie, albo wyemigrować „za chlebem”. To marnotrawienie wysiłku i talentów tej młodzieży. Jeśli przebiją się za granicą, swoją wiedzą i umiejętnościami będą służyć obcym, a nie własnej Ojczyźnie. Ale przecież właśnie o to chodzi – by z naszego kraju uczynić bantustan.
Tab. 3. Bezrobocie w okresie rządów D. Tuska wg poziomu wykształcenia
Zachęcamy do lektury: Jaka będzie waloryzacja i podwyżka rent i emerytur w 2027?
|
Wykształcenie |
Lata |
|||||
|
2007 |
2008 |
2009 |
2010 |
2011 |
2012 |
|
|
wyższe |
120.132 |
124.848 |
178.328 |
204.679 |
225.832 |
250.989 |
|
policealne i średnie zawodowe |
386.232 |
328.485 |
418.381 |
429.867 |
440.693 |
472.460 |
|
Ogólnokszt. |
158.977 |
150.106 |
203.800 |
213.148 |
214.463 |
226.270 |
|
zasadnicze zawodowe |
516.563 |
422.057 |
547.725 |
556.193 |
555.826 |
603.912 |
|
gimnazjalne i poniżej |
564.569 |
448.256 |
5444.446 |
550.819 |
545.862 |
583.184 |
Źródło: dane Min. Pracy. Uwaga: brak danych za rok 2013
Rozkład niedoli
Najniższe wskaźniki bezrobocia zanotowano w województwach wielkopolskim, mazowieckim, śląskim i małopolskim – odpowiednio 9,5 proc., 11 proc., 11,1 proc. i 11,4 proc. Najwyższe zaś w warmińsko-mazurskim (21,1 proc.), kujawsko-pomorskim (17,8 proc.) i zachodniopomorskim (17,4 proc.). Zbliżone wartości do „przodowników” bezrobocia notują województwa: świętokrzyskie – 16,1 proc., podkarpackie – 16 proc. i lubuskie – 15,3 proc. Czwartą grupę tworzą: łódzkie – 13,9 proc., opolskie – 14 proc., lubelskie – 14 proc. i podlaskie – 14,9 proc. Do piątej należą dolnośląskie – 13 proc. i pomorskie – 13,1 proc. Stopa bezrobocia wzrosła we wszystkich województwach poza mazowieckim, gdzie pozostała bez zmian.
Kobiety stanowią mniej więcej połowę bezrobotnych – zarówno w skali ogólnopolskiej, jak i w poszczególnych województwach.
Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Wyższy ryczałt dla przedsiębiorców od 2027 r. Kto zapłaci więcej?
W listopadzie 2013 r. pracodawcy zgłosili 55 tysięcy ofert pracy i miejsc aktywizacji zawodowej, czyli o 12 proc. więcej niż rok wcześniej. Wobec rozmiarów bezrobocia to kropla w morzu potrzeb.
Mit walki z bezrobociem
Utrzymywanie bezrobocia na wysokim lub względnie wysokim poziomie jest jedną z metod trzymania społeczeństwa w ryzach. W ten sposób gasi się zarzewie buntu – któż bowiem spośród pracujących zaryzykuje protest, mając przed oczami perspektywę braku środków na utrzymanie siebie i rodziny, a w konsekwencji zaległości w spłacie kredytów i eksmisję z mieszkania, o ile je posiada? A bezrobotni nie są zorganizowani.
Wszystkie ugrupowania polityczne, kolejne ekipy rządowe i związki zawodowe deklarują tzw. walkę z bezrobociem. To mit, a właściwie oszustwo. Bezrobocie w Polsce ma charakter strukturalny – nie wynika bowiem z chwilowego wahnięcia koniunktury, nadzwyczajnego wydarzenia czy ogólnokrajowej katastrofy. Jest logicznym następstwem zniszczenia gospodarki, przede wszystkim przemysłu, który dawał największe możliwości zatrudnienia. Dopiero niedawno część partii politycznych „odkryła” potrzebę ponownej industrializacji Polski. Czyżby ta prosta prawda wcześniej do nich nie docierała? Śmiem wątpić.
Wątpliwości te dotyczą również wspomnianych przed chwilą związków zawodowych. Całkiem niedawno szef „Solidarności” zapowiadał – także w imieniu sprzymierzonych central związkowych – że jeśli premier nie spełni ich żądań, zorganizują strajk generalny. Tuskowi ani w głowie realizacja tych postulatów, a działacze związkowi jakby zapomnieli o swojej groźbie.
Zbigniew Lipiński




