Marzenia o godnej pracy. Umowy śmieciowe, płaca minimalna i bieda w 2014 roku

9 min. czytania

Redakcja

21 stycznia 2014 r.

Tablica z ofertami pracy w urzędzie pracy - umowy śmieciowe i bezrobocie w 2014 roku

9 min. czytania

Redakcja

21 stycznia 2014 r.

Umowy śmieciowe, niska płaca minimalna i rosnące rozwarstwienie dochodów to główne wątki tekstu Jerzego Pawlasa z początku 2014 r. Autor zestawia optymistyczne diagnozy społeczne z danymi GUS, Komisji Europejskiej, Banku Światowego i NBP: w biedzie żyje od 2,5 do 6 mln obywateli, ponad 13 proc. pracujących nie potrafi z niej wyjść, a ponad połowa młodych pracuje na umowach cywilnoprawnych. Porównuje polskie zarobki i zasiłki z niemieckimi, pokazuje skalę wynagrodzeń menedżerów spółek giełdowych i pyta, dlaczego państwo, które ma rosnącą gospodarkę, nie potrafi zatrzymać emigracji. Pisze o pracownikach bitych przez pracodawców, o słabości Państwowej Inspekcji Pracy i związków zawodowych oraz o polityce rządu, którą uznaje za antypracowniczą. Minimalne wynagrodzenie reguluje ustawa z 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Punktem wyjścia jest pytanie, jak to możliwe, że w takich warunkach Polacy wciąż deklarują zadowolenie z życia.

Bieda w Polsce w liczbach

Mimo ożywionej działalności reformatorów transformacyjnych, a nawet terapii szokowej tow. Leszka Balcerowicza, zamożność polskich obywateli wciąż plasuje się na końcu europejskiej tabeli (przed Rumunią i Bułgarią). Z 13,5 mln gospodarstw 5 proc. wegetuje w skrajnym ubóstwie (na gospodarstwo jednoosobowe przypada 520 zł miesięcznie), zaś 45 proc. gospodarstw znajduje się poniżej granicy niedostatku (1718 zł miesięcznie na gospodarstwo jednoosobowe). Średniej pensji (3770 zł miesięcznie) nie osiąga ponad 60 proc. zatrudnionych, zaś dochody (niskie) 70 proc. rodzin wielodzietnych nie pozwalają im na odliczenie ulg podatkowych na dzieci.

Notabene co piątemu z nich grozi ubóstwo. Niemniej dyżurny medialny socjolog Janusz Czapiński w swoich diagnozach społecznych przekonuje (zresztą od czasów PRL), że 80 proc. respondentów jest zadowolonych z własnego życia. Stan szczęśliwości to możliwość (76 proc. rodzin) zaspokojenia swoich potrzeb ze stałych dochodów.

Jak na razie żaden z transformacyjnych reformatorów nie wyjaśnił, jak to się dzieje, że polska gospodarka rozwija się szybciej niż niemiecka, a bezrobocie w naszym kraju jest dwa razy większe od niemieckiego. Nie mówiąc o wynagrodzeniach – niemieckie są średnio cztery razy większe od polskich – a tym bardziej o zasiłku dla bezrobotnych – polski dziesięć razy mniejszy od niemieckiego. Jak to się stało, że biednych nie ubywa, a w dodatku stają się coraz biedniejsi? Tego nie wie nawet GUS, który w raporcie „Ubóstwo w Polsce w 2012 roku” szacuje, że w biedzie żyje od 2,5 mln do 6 mln obywateli (6,7 proc. – 16 proc. ludności kraju.

W każdym razie władze takiego państwa – członka UE – powinny się wstydzić, ale jakoś na to nie wpadły. Tymczasem bieda (2,5 mln beneficjentów pomocy społecznej) staje się dziedziczna. Mimo kryzysu zarobki menedżerów podniosły się w ostatnich latach o jedną trzecią. Zarządzający spółkami giełdowymi (prywatnymi i państwowymi) licytują się w dochodach. Połowa z nich zarabia ponad milion złotych rocznie. Transformacyjne rozwarstwienie płac osiąga poziomy himalajskie. Szefowie dużych firm 10-krotnie dystansują pracowników średniego szczebla.

Podobnego zróżnicowania zarobków trzeba szukać w Panamie, Indiach, Egipcie, Rumunii czy na Ukrainie. W porównaniu z płacą minimalną (1600 zł brutto miesięcznie), menedżerowie mają się czym pochwalić. Niemniej tak niskie wynagrodzenie (ok. 40 proc. średniej krajowej) nie tylko dumpinguje brukselski rynek pracy (MOP rekomenduje przynajmniej 50 proc. średniej krajowej), lecz także pauperyzuje społeczeństwo. Z raportu KE wynika, że ponad 13 proc. polskich zatrudnionych nie jest w stanie wyjść z biedy.

Płaca minimalna i rozwarstwienie zarobków

Niskie zarobki to niewielki popyt i – w konsekwencji – słaby rozwój gospodarczy. To również zapaść demograficzna i stymulator emigracji. Nie wykorzystuje się ani potencjału produkcyjnego, ani możliwości tzw. kapitału ludzkiego. Zyskują przedsiębiorcy, bądź globalne firmy transferujące zyski. Rozwija się neokolonializm gospodarczy, niegodny suwerennego państwa.

Biznesmen ponad wszystko

Co prawda domorośli neoliberałowie coś tam bełkoczą o kapitalizmie, ale obserwując grubokreskową transformacyjną rzeczywistość, należy wątpić, by zapoznali się choćby z podstawami myśli ekonomicznej Adama Smitha. Tenże klasyk twierdził, że wynagrodzenie powinno pozwolić zatrudnionemu na utrzymanie żony i dwójki dzieci. W przyszłości jedno będzie pracowało dla rodziców, a drugie – dla przedsiębiorcy. Tymczasem w nadwiślańskim quasi-kapitalizmie oligarchiczno-nomenklaturowo-agenturalnym liczy się tylko zysk, i to osiągany jak najniższym kosztem.

Co tam innowacyjność, co tam prawa pracownicze, nie mówiąc o konstytucyjnych zapisach, ustanawiających społeczną gospodarkę rynkową czy zasady sprawiedliwości społecznej. I chociaż podatki niskie – 19 proc. (podczas gdy w Niemczech – 45 proc., a w Szwajcarii dochodzą do 73 proc.), to przedsiębiorcy narzekają, wykorzystując byle pretekst (kryzys, kraj na dorobku), by skąpić na wynagrodzenia. Jakby tego było mało, mnożą się przypadki pobić pracowników przez pracodawców lub ich ludzi. Za domniemaną kradzież 20 litrów paliwa, za domaganie się wynagrodzenia, za rozwiązanie umowy o pracę.

W jakim kraju żyjemy? Ano w takim, gdzie praca jest luksusem i przywilejem, bo jej nie ma, więc pracownik godzi się na każdą (najniższą) stawkę. Ponad 30 proc. umów śmieciowych, rugowanie starszych pracowników (młodzi mają mniejsze wymagania) na bezrobocie – to brukselskie rekordy. Bank Światowy szacuje, że polscy pracownicy w wieku 24-64 lat pozostają na bezrobociu 13,5 roku. Dzieje się tak nie bez pomocy PO-rządu (choćby przetargi na budowę infrastruktury), który, wybierając najtańsze oferty, powoduje, że firmy zatrudniają pracowników na śmieciówkach lub na czarno.

Wyższą niż w naszym kraju płacą minimalną szczycą się nawet Bułgaria i Rumunia (bo to koniec brukselskiej tabeli), ale dla rodzimych przedsiębiorców i tak jest zbyt wysoka, a poza tym sprzyja bezrobociu i szarej strefie. Być może w kraju, gdzie bezprawie jest na porządku dziennym, można tak dywagować. Niemniej raport KE z 2012 r. nie pozostawia wątpliwości – płaca minimalna nie ma związku z bezrobociem. Korzystając z dobrodziejstw rynku pracodawcy, przenoszą wszelkie ryzyko działalności na pracowników, choć nie mają oni wpływu na produktywność, organizację pracy, innowacyjność czy wydajność.

Pracownik – jako element taśmy produkcyjnej – ma być dyspozycyjny w piątek, świątek i niedzielę. Wprowadzenie elastycznego czasu pracy rozbija życie prywatne, ale likwidacja nadgodzin pozbawi zatrudnionych 8-10 mld zł. Swego czasu przywrócenie święta Trzech Króli miało – zdaniem biznesmenów – zrujnować gospodarkę (choć nie rujnuje jej Święto Pracy w kraju rekordowego bezrobocia). Teraz ma to uczynić zakaz handlu w niedzielę, choć nie po to noblista skakał przez płot, by jego rodacy pracowali w wolne soboty i niedziele.

Plakat z polskim hydraulikiem promujący Polskę we Francji
„Polski hydraulik” – symbol idealnego pracownika. Fot. forum.polki.pl / archiwum „Nasza Polska”

Pracownik śmieciowy

Dla prawie 2 milionów bezrobotnych, pozbawionych zasiłku, każdy zatrudniony wydaje się szczęśliwcem. Nic więc dziwnego, że połowa młodych (18-34 lat) obawia się utraty pracy. Tym bardziej, gdy GUS policzył, że liczba bezrobotnych do 35. roku życia przekroczyła milion. W tej sytuacji blisko 2/3 respondentów opowiada się za pracą w budżetówce, ceniąc sobie przede wszystkim bezpieczeństwo zatrudnienia, choć liczą się również trzynastki, dodatki, premie. Pracodawcy prywatni nie dają takich gwarancji, co więcej, nędznie płacąc zatrudnionym, obniżają popyt wewnętrzny, co już dawno wykazali eksperci „S” w raporcie „Praca polska 2010”.

Mimo rojeń PO-rządu o „zielonej wyspie” i wygranej z kryzysem, dochody gospodarstw domowych spadają od 2010 r. NBP raportuje pogarszanie się ich sytuacji finansowej (w 2012 r. o prawie 1 proc. wobec 2011 r.).Dla pracodawców nie ma to jednak żadnego znaczenia, bo – jak wieść gminna niesie – chcieliby, by pracownik bezkolizyjnie wpisywał się cykl produkcyjny, a czas pracy był równie elastyczny, co wynagrodzenia wirtualne. Niemniej umowy śmieciowe nie tylko kwestionują uczciwą konkurencję, zmniejszają przychody ZUS (straty ok. 5 mld zł), ale przede wszystkim uniemożliwiają zatrudnionym normalne życie (brak środków na rodzinę i prokreację, na otrzymanie kredytu).

Zapewne dlatego pracodawcy tak zachwalają śmieciówki (większa autonomia stron, brak rygorów kodeksowych) i tak utajniają wysokość zarobków. Patologia dotyczy – jak się szacuje – nawet 5-7 mln ludzi, co jednak nie wywołuje zainteresowania rzecznika praw obywatelskich, zajętego korektą metrykalnego określenia płci. Ponieważ miejsc pracy nie przybywa, to przedsiębiorcy dyktują warunki, a medialni mądrale przekonują, że śmieciówki cywilizują pracę. Na ich podstawie pracuje ponad 65 proc. młodych zatrudnionych. Rówieśnicy im zazdroszczą, bo lepsza każda praca niż żadna.

Tania siła robocza to koronny argument dla zagranicznych inwestorów, ale pożytek z tego niewielki, gdyż z reguły transferują zyski. I chociaż zatrudnieni w naszym kraju przepracowują najwięcej godzin spośród państw UE, to minimalne wynagrodzenie nie sięga nawet połowy średniej.

Państwo antypracownicze

Chociaż postulaty związkowców – jak „kapitalizm z ludzką twarzą”, zrównoważona gospodarka społeczno-rynkowa – nie są wygórowane, to jednak od lat nie mogą doczekać się realizacji. Związkowców też nie przybywa (blisko 40 proc. respondentów CBOS wskazuje nieprzestrzeganie praw pracowniczych do zrzeszanie się). Nic dziwnego, że tzw. uzwiązkowienie to zaledwie 7 proc. zatrudnionych (w UE 50-70 proc.). I nawet jak ta garstka protestuje, PO-rząd straszy odebraniem „przywilejów związkowych”, zmianami w kodeksie pracy, zamiast wprowadzić choćby ubezpieczenie w przypadku bezrobocia czy likwidować śmieciówki i godzinówki.

Niezależnie od wielości związków w zakładzie (brak ustawy o reprezentatywności organizacji związkowych), przedsiębiorcy nie traktują pracowników jako partnerów. Zatrudnieni nie są traktowani podmiotowo. Ich uprzedmiotowienie sprzyja wyzyskowi, niespotykanemu w cywilizowanych krajach. Nie dzieje się to bez wiedzy i zgody PO-rządu, który wielokrotnie dowiódł swej antypracowniczej postawy (podwyższenie wieku emerytalnego, elastyczny czas pracy, śmieciówki, płaca minimalna). Państwowa Inspekcja Pracy nie ma narzędzi do efektywnej walki z pracą na czarno (w ciągu ostatnich dwóch lat zlikwidowano zaledwie 10 tys. śmieciówek), a jej kontrole (91 tys. wypadków przy pracy w 2012 r.) są iluzoryczne (niskie grzywny).

Pracodawcy mogą więc zwlekać z wypłatą wynagrodzeń (zaległości przekraczają 100 mln zł) i czuć się bezpiecznie (pracownicy sygnalizujący nieprawidłowości nie są chronieni, jak w innych krajach). Ostatecznie to oni decydują o przyszłości demograficznej kraju, utrudniając kobietom zaistnienie na rynku pracy i cynicznie przerzucają koszty kryzysu na pracowników.

Jerzy Pawlas

W tym samym numerze: Wielka dyskusja nad małymi słowami – Cameron i polscy emigranci

 


ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Jerzego Pawlasa pt. „Marzenia o godnej pracy” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 4 (951) z dnia 21 stycznia 2014 roku, s. 1 i 6. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Jerzy Pawlas / „Nasza Polska”. Zdjęcie: KAPiF, forum.polki.pl, archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 4 (951)/2014, s. 1 i 6.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Zaskoczenie w ZUS. Do kasy płyną nieplanowane miliardy z OFE

Nadzór nad GPW w rękach Paryża? Niemcy wywalczyły wyjątek, a MF milczało do ostatniej chwili

Nie będzie prądu ani internetu? Mastercard ma na to sposób

Podatek cukrowy w górę. Opłata za energetyki ma być 10 razy wyższa. Rząd przyjął już projekt

UOKiK stawia zarzuty Google. Koncern: mamy umowy z ponad 20 wydawcami

Czy jutro jest niedziela handlowa? Zobacz, ile jeszcze wolnych niedziel i kiedy handlowe w 2026

Ceny nawozów i paliw dla Ukrainy niższe niż w Polsce? Rolnicy żądają wyjaśnień od Tuska

Rafał Brzoska i jego podatkowa „lista wstydu” – InPost zapłacił 500 mln zł, DHL 130 tys

Inne kategorie

Czytaj także