Polacy w Wielkiej Brytanii stali się w styczniu 2014 r. bohaterami ostrej politycznej debaty. Premier David Cameron zapowiedział, że zamierza pozbawić imigrantów z krajów Unii Europejskiej dodatku na dzieci, które mieszkają w ich krajach ojczystych, i jako przykład wskazał akurat Polaków. Michał Soska rozkłada tę wypowiedź na czynniki pierwsze. Liczy, ile zasiłki na polskie dzieci kosztują brytyjski budżet w zestawieniu z jego wydatkami, przypomina skalę emigracji po 2004 r. i pokazuje, jak zmienił się obraz Polaków na Wyspach: coraz mniej hydraulików i budowlańców, coraz więcej menedżerów, naukowców, lekarzy i przedsiębiorców płacących tam podatki. Opisuje reakcje Jarosława Kaczyńskiego, Radosława Sikorskiego, Donalda Tuska i Parlamentu Europejskiego. Stawia też tezę, że prawdziwym problemem nie są słowa Camerona, lecz przyczyny, dla których dwa miliony Polaków wyjechały z kraju. Tekst ukazał się, gdy debata o słowach brytyjskiego premiera wciąż trwała w Parlamencie Europejskim.
Cameron i polscy emigranci
Zapowiedź Camerona i zasiłki na dzieci w UK
„Polaków wygnam – Arabów się boję” – mówi brytyjski premier David Cameron na jednym z internetowych memów. I choć faktycznie Polacy stanowią jedną z największych grup etnicznych na wyspach, to od dawna już nie pracują wyłącznie na przysłowiowym „zmywaku” i nie wyjeżdżają tylko z myślą o zasiłkach i zapomogach. Dlaczego więc Cameron zaatakował w tak populistyczny sposób akurat nas? Otóż dlatego, że Polaków atakować i obrażać można. Podobny atak na Hindusów, muzułmanów czy murzynów uznany zostałby za przejaw rasizmu, ksenofobii czy faszyzmu.
Wypowiedzi i zapowiedzi brytyjskiego premiera doskonale pokazują, kim w mentalności Europejczyków cały czas jesteśmy: tanią siłą roboczą, żebrakami i nierobami. Nawet jeśli stan faktyczny bynajmniej tak nie wygląda. Samym słowom premiera natomiast nie powinniśmy przypisywać większego znaczenia – dla nas, a przede wszystkim dla naszych polityków, problemem powinny być same przyczyny potężnej emigracji z Polski, a nie populistyczne zagrywki Camerona. Podczas szczytu UE w grudniu 2012 r. Cameron powiedział, że otwarcie brytyjskiego rynku pracy po rozszerzeniu UE na wschód było „wielkim błędem”, biorąc pod uwagę koszty, ponoszone przez brytyjski rząd na rzecz imigrantów.
„Zdrowy rozsądek podpowiada, że tak jak brytyjski rząd powinien wypłacać zapomogi rodzinom mieszkającym w Wielkiej Brytanii, w tym i polskim, tak polski rząd powinien je płacić rodzinom mieszkającym w Polsce” – w wywiadzie dla pięciu dużych europejskich gazet premier Cameron zapowiedział wielkie zmiany systemu pomocy społecznej. David Cameron w wywiadzie dla BBC 12 stycznia powiedział, że zamierza pozbawić pracujących w Wielkiej Brytanii imigrantów z krajów UE dodatku rodzinnego na dzieci, jeśli dzieci te przebywają nie w Wielkiej Brytanii, a w swych krajach ojczystych.
Jako przykład Cameron podał akurat Polaków: ze świadczeń takich korzystać ma w Zjednoczonym Królestwie 24 tys. rodzin imigrantów, posiadających łącznie 40 tys. dzieci – 2/3 z nich (ponad 25 tys. dzieci) to dzieci polskie. Niestety, premier Cameron nie powiedział, ile z nich faktycznie mieszka w Polsce, a ile w Wielkiej Brytanii.
Cwaniacy i kropla w morzu wydatków
W gruncie rzeczy zamiary brytyjskiego premiera należałoby uznać za słuszne. Żaden normalny kraj, także Polska, nie powinien wypłacać zasiłków i zapomóg ludziom, którzy z „dojenia” systemu zabezpieczeń społecznych zrobili sobie sposób na życie. Zwłaszcza, jeśli pieniądze i tak trafiałyby za granicę, a nie zasilałyby gospodarkę narodową kraju. Nie podlega wątpliwościom, że w Wielkiej Brytanii mieszkają tacy polscy cwaniacy: pobierają zasiłki dla bezrobotnych, pracując jednocześnie na czarno, dostają zasiłki rodzinne i na dzieci oraz dopłaty do mieszkania.
W ten sposób co bardziej „przedsiębiorczy” Polacy od państwa dostawać mogą nawet 400-500 funtów brytyjskich (2-2,5 tys. zł), nie wliczając oczywiście pieniędzy zarobionych na czarno. Taka sytuacja jest patologią i wyzyskiem, i należałoby ją faktycznie zlikwidować. Istotne znaczenie posiada jednak kwestia masowości i skali takiego stanu rzeczy. Wielka Brytania posiada ponad 63 milionów obywateli, 6,3 miliona (na rok 2007) z nich to imigranci (dane te są niepełne, nie wliczają bowiem dzieci i wnuków imigrantów, urodzonych już na terenie brytyjskim).
Zasiłek na jedno dziecko to ok. 80 funtów miesięcznie. Jeśli trzymamy się danych podanych przez Camerona, to 25 tys. polskich dzieci (nieważne już czy przebywają na wyspach, czy w Polsce) kosztuje rząd brytyjski 2 miliony funtów rocznie. Wydatki brytyjskiego budżetu na rok 2012 wynosiły 682 bilionów funtów – zasiłki na polskie dzieci są więc dosłownie kroplą w morzu innych wydatków.
Polacy w Wielkiej Brytanii po 2004 roku
Po rozszerzeniu UE m.in. o Polskę, w latach 2004-2007 do Wielkiej Brytanii napłynęło ok. miliona imigrantów. 2/3 z nich – wedle szacunków „The Daily Telegraph” – to Polacy. Od roku 2001 r. liczba Polaków na wyspach wzrosła dziesięciokrotnie i obecnie wynosi na pewno ponad 700 tysięcy. Polacy stali się oficjalnie drugą, po Hindusach (a nieoficjalnie pierwszą) mniejszością narodową w UK. Ogółem w latach 2004-2010 na wyspach urodziło się 65 tys. polskich dzieci, dziś (cały czas mówimy o danych szacunkowych) może ich być nawet 100 tysięcy.
Dzietność na jedną Polkę w Wielkiej Brytanii wynosi 2,5 dziecka, w Polsce zaś 1,3 (w roku 2011). O czymś to jednak świadczy, zwłaszcza, że współczynnik dzietności także wśród Polek mieszkających w innych krajach (Skandynawia, Niemcy) jest o wiele wyższy niż w Polsce. Ile z polskich dzieci urodzonych w Wielkiej Brytanii pozostało na wyspach, a ile wróciło do Polski – oficjalnie nie wiadomo. Polacy nadal napływają nad Tamizę. Zasadniczo jednak w ciągu ostatnich 8 lat zmienił się obraz polskiej emigracji. Choć w potocznym użyciu nadal są dowcipy o polskich hydraulikach i budowlańcach, to coraz trudniej ich spotkać.
Coraz więcej za to jest polskich managerów, doktorantów i naukowców, inżynierów, programistów, lekarzy specjalistów, przedsiębiorców… Oni wszyscy płacą podatki w Wielkiej Brytanii, tworzą tamtejszy PKB, wspierają tamtejszą gospodarkę. Są konsumentami, płacą czynsze, rachunki i robią zakupy na wyspach. Według ekonomistów, utrata tej ogromnej siły nabywczej i dużej części wypracowanego przez Polaków PKB Wielkiej Brytanii spowodowałaby co najmniej poważne osłabienie gospodarki, a być może nawet poważny kryzys. Natomiast żadne statystyki nie potwierdzają proporcjonalnego do wzrostu liczebności imigrantów wzrostu ilości pobieranych świadczeń i zasiłków.
Reakcje polityków i prawdziwy problem
Na słowa Camerona od razu zareagował prezes PiS Jarosław Kaczyński, pisząc list z wyrazami zdziwienia krytycznymi słowami premiera na temat otwarcia brytyjskiego rynku pracy na imigrantów z nowych krajów członkowskich UE. Minister ds. twitteryzacji (dawniej: minister spraw zagranicznych) Radosław Sikorski, zgodnie z nową świecką tradycją, zakomunikował swój sprzeciw wobec słów premiera Camerona na popularnym portalu internetowym, służącym mu za główny kanał komunikacyjny z resztą świata. Davida Camerona skrytykował premier Tusk, minister administracji i cyfryzacji Rafał Trzaskowski, a także cała rzesza innych posłów, polityków, publicystów.
Temat ochoczo podjęli wszyscy uczestnicy polskiej sceny politycznej. 15 stycznia, podczas debaty w Parlamencie Europejskim, rozgorzała emocjonalna dyskusja, podczas której większość eurodeputowanych stanęła po stronie polskiej, zdecydowanie krytykując słowa premiera Camerona. Wielka Brytania znalazła się w ogniu krytyki, a premier Cameron stał się celem fali świętego oburzenia z Polski i nie tylko, z prawa i lewa. A tymczasem, zamiast wybuchać w gniewie i oburzeniu na jednoznacznie populistyczne i wymierzone na wewnętrzny, polityczny użytek hasła, których i tak najprawdopodobniej w żadnym kraju członkowskim UE nie udałoby się wprowadzić w życie, nasi politycy powinni zająć się losem Polaków tutaj, w kraju.
Żeby Polacy nie musieli zostawać emigrantami. Żeby te 2 miliony Polaków, które wyjechały z ojczyzny po przystąpieniu do UE (z czego 700 tys. wyjechało do Wielkiej Brytanii), miały po co i do czego wrócić. Żeby Polacy chcieli żyć, studiować, pracować i zarabiać, płacić podatki i tworzyć PKB, zakładać rodziny i rodzić dzieci w swoim kraju, a nie na emigracji zarobkowej. Ale od tego dzieli nas tak potężna przepaść, że przecież o wiele łatwiej będzie podnosić larum nad jakąś „dyskryminującą” Polaków wypowiedzią brytyjskiego premiera.
Michał Soska
W tym samym numerze: Marzenia o godnej pracy – Jerzy Pawlas o umowach śmieciowych
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Michała Soski pt. „Wielka dyskusja nad małymi słowami” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 4 (951) z dnia 21 stycznia 2014 roku, s. 9. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Michał Soska / „Nasza Polska”. Zdjęcie: pl.wikipedia.org, archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 4 (951)/2014, s. 9.




