Ekranowy alians platformiano-eseldowski wydaje pierwsze zatrute owoce. Na antenę
TVP powrócił tandem hien roku Przemysław Orcholski i Grzegorz Nawrocki,
zawdzięczający ten hańbiący tytuł przyznawany rokrocznie przez Stowarzyszenie
Dziennikarzy Polskich – odpowiednio – “licznym manipulacjom faktami i
wypowiedziami oraz niegodnym dziennikarza komentarzem w Wiadomościach TVP” oraz
“niezachowaniu bezstronności w relacjach, rzetelności i dokładności w
informacjach, nie przedstawienia dokumentów mogących potwierdzić finansowanie
znanych polityków ze źródeł FOZZ, ponadto manipulowanie materiałami filmowymi” w
propagandowej agitce pt. „Dramat w trzech aktach”, wzorowanej – jak sądzę – na
twórczości Tadeusza Zakrzewskiego, oficera SB odkomenderowanego „na odcinek
telewizji”, który zasłynął rozdawnictwem koców pośród nowojorskich kloszardów
podczas wizyty tam w charakterze propagandzisty swego bożyszcza – Wojciecha
Jaruzelskiego, a wcześniej pomagający w metamorfozie Marka Piwowskiego w TW
„Krosta”. Duet Orcholski-Nawrocki firmuje magazyny “Punkt widzenia” (TVP 2) oraz
“Newsroom” (TVP 3), których oglądanie – uwaga! – może wywołać torsje.
W TVP INFO – niczym listek figowy – pozostał “Antysalon Rafała Ziemkiewicza”,
nadawany w niedzielny poranek, ale dla przeciwwagi o znacznie lepszej porze
oglądalności (godz. 20.00) wprowadzono do ramówki „Tydzień Jacka Żakowskiego”.
Gospodarz tego ostatniego program czołowe miejsce w kanonie dziennikarskich
bubli zawdzięcza rozmowie zaprzeczającej fundamentalnej zasadzie „wywiadowczej”:
„nie ma złych pytań są tylko głupie odpowiedzi”. Bowiem z wywiadu Żakowskiego z
wdową po Zbigniewie Herbercie – wynikało, że potrzeba lustracji i dekomunizacji
oraz wrogość do michnikowszczyzny, deklarowane przez autora „Pana Cogito”,
stanowiły rezultat… niepoczytalności twórcy.
Żakowski został niedawno dziennikarskim wicemistrzem dwudziestolecia w konkursie
organizowanym pod auspicjami radia „Zet”. Zasłużył na to miano zapewne afirmacją
prerogatyw ustalonych wiosną roku 1989 w Magdalence przez triumwirat w składzie:
Czesław Kiszczak, Adam Michnik, Alojzy Orszulik (czy obecny prezydent RP nadrobi
karygodne niedopatrzenie i tego pierwszego także uhonoruje Orderem Orła
Białego?). Prawdziwa wydaje się hipoteza, że atramentu używa znacznie rzadziej
od wazeliny (vide pisane nią dialogi z Jackiem Kuroniem, od lat zalegające
stragany z bukinistycznymi starociami) tudzież żółci, którą systematycznie
wylewał na pułkownika Ryszarda Kuklińskiego i jego polskiego pełnomocnika. III
RP dzielił Żakowski pomiędzy “Gazetę Wyborczą” i “Politykę” – redakcje
kultywujące “kanty okrągłego stołu”. Na szklanym ekranie początkowo występował w
parze Piotrem Najsztubem, bo co dwie głowy, to nie jedna, potem prowadził „Summę
zdarzeń” produkowaną przez wybitnego beneficjenta salonu – Mirosława
Chojeckiego. Ten magazyn zwiastowało akwarium. Chyba nieprzypadkowo, ponieważ
prowadzącego charakteryzowało wyjątkowe wodolejstwo.
Na ulicę Woronicza powrócili, niczym bumerangi, także inni utrwalacze
okrągłostołowego status quo. Propagandysta stanu wojennego Andrzej Turski,
bankrut “trybunalny” – Wiesław Dębski oraz obrońca generała Jaruzelskiego – Jan
Ordyński. Autorski program otrzymał też Robert Walenciak, lewicowy dziennikarz,
który działalność rozpoczął w organie “czerwonych gołowąsów”, czyli „Sztandarze
Młodych”, gdzie jego mentorami byli m.in. Aleksander Kwaśniewski i Dariusz
Szymczycha, a od lat jest w ekipie postkomunistycznego “Przeglądu”. Telewizyjne
pierwsze kroki stawiał niedawno w doborowym towarzystwie innych swoich
politycznych antenatów: Macieja Szczepańskiego, Władysława Loranca oraz Jerzego
Urbana – z emfazą wspominających telewizją z epoki Peerelu.
Nie będę zaskoczony, jeżeli TVP pod obecną egidą nawiąże i do tej niechlubnej
tradycji.
Tomasz Zb. Zapert
Artykuł ukazał się w tygodniku „Nasza Polska” nr 48 (787) z 30 listopada 2010r.




