Resortowe dzieci. Media to książka, której nikt nie przewidział takiego sukcesu: w styczniu 2014 r. jej nakład przekroczył 100 tysięcy egzemplarzy. Po raz pierwszy bohaterami poczytnej publikacji stali się negatywnie ukazani czołowi dziennikarze głównych mediów, przez lata przedstawiani jako autorytety. Wojciech Reszczyński, wieloletni dziennikarz radiowy i telewizyjny, opisuje mechanizm, który jego zdaniem stoi za ich karierami: pochodzenie ze środowisk komunistycznych i laickich, ułatwiony start w III RP zbudowanej na PRL-u, a w niektórych przypadkach tajna współpraca z SB. Przypomina nerwową reakcję Jacka Żakowskiego, który zażądał usunięcia swojej podobizny z okładki, i zapowiedź kolejnych tomów o resortowych dzieciach nauki, biznesu, polityki i służb. Pisze też, jak to zjawisko łączy się z walczącym feminizmem, ideologią gender i aurą wokół Jerzego Owsiaka. Felieton kończy zdanie o trzecim pokoleniu esbeków walczącym z trzecim pokoleniem polskich patriotów. To jeden z najczęściej komentowanych tematów tamtej zimy.
Książka, która zaskoczyła wszystkich
Nikt się nie spodziewał, że książka „Resortowe dzieci. Media” doczeka się ponad 100-tysięcznego nakładu. Do tej pory nie zdarzyło się, aby bohaterami poczytnej książki stali się negatywnie ukazani czołowi dziennikarze głównych mediów, znani w III RP jako autorytety, fachowcy, celebryci itd. Historia karier i zawodowego sukcesu „resortowych dzieci” jest w sumie banalnie prosta. Ponieważ olbrzymia większość z nich wywodziła się ze środowisk komunistycznych, laickich, mieli oni ułatwione zadanie budowania i utrzymania przez lata swojej uprzywilejowanej pozycji w mediach, jako że III RP zbudowano na PRL-u.
Niektórzy mogli w dziennikarstwie kontynuować jawnie to, co robili w ukryciu ich rodzice. Ojciec Moniki Olejnik, pułkownik tajnych służb, zajmował się inwigilacją prawicy, jego córka „przepytuje” polityków w studiu radiowym i telewizyjnym, przeistaczając się często – wobec niewygodnych polityków prawicy – w prokuratora. Inni, bardzo liczni, podjęli tajną współpracę z SB na dowód lojalności wobec reżimu, który odwdzięczał się im tym, co komunizm miał deficytowego – możliwością wyjazdów zagranicznych, zdobycia stanowiska, przebicia się wśród konkurencji podobnych karierowiczów.
Nerwowa reakcja bohaterów
„Resortowe dzieci” zareagowały na książkę niezwykle nerwowo. Szczególnie Jacek Żakowski, którego podobizna znalazła się wśród innych (Olejnik, Michnika, Solorza, Lisa, Paradowskiej, Baczyńskiego i Kwiatkowskiego) na okładce. Ponieważ jego rodzice nie byli „resortowi”, zażądał usunięcia swojej podobizny z okładki, równocześnie jednak zapewnił, że towarzystwo, w którym się znalazł, jak najbardziej mu odpowiada. Dodał, że celowo nie czytał tej książki, aby „nie zburzyć relacji” ze swoimi przyjaciółmi. „Resortowe dzieci” znalazły się więc w niezręcznej sytuacji.
Nie mogą udowodnić, że ich wysoka pozycja w głównych mediach wynikała wyłącznie z faktu ich szczególnych osobistych umiejętności i talentów dziennikarskich. Bo nie jest to łatwe, a może nawet niemożliwe. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy bowiem, że tak liczna i wpływowa grupa zawodowa, od lat walcząca z lustracją, dekomunizacją, z objawami „polskiego faszyzmu” i „klerykalizmu”, zwalczająca narodową i katolicką prawicę, w zasadzie nieustannie walcząca z Polską, z jej historią i tradycją, samodzielnie dorosła do tych poglądów, bez wpływu wychowania komunistycznego i ateistycznego, jakie wyniosła ze swoich domów.
Czerwona pałeczka w sztafecie pokoleń
Książka, rzecz jasna, nie oskarża ich za rodziców budujących w chrześcijańskim kraju bolszewicki marksizm, zniewalających polski naród, ale pokazuje, że dzieci tych rodziców nie padły daleko od jabłoni. A szkoda, że nie zadały sobie trudu refleksji nad Polską, nie zdobyły się na samonaukę, dokształcanie, nie podjęły wysiłku umysłowego i duchowego zrozumienia kraju, w którym przyszło im żyć i pracować. Gdyby skorzystały z okazji i, jak to się mówi, siedziały cicho, wszystko byłoby w porządku. Ale „resortowe dzieci” podjęły czerwoną pałeczkę w sztafecie pokoleń komunistów, kontynuując „pracę” swoich rodziców, równocześnie domagając się od innych akceptacji swoich poglądów, a nawet więcej – przystąpiły do zaciekłego zwalczania swoich ideowych przeciwników, zupełnie jak ich rodzice w czasach stalinowskich.
Problem „resortowych dzieci” nie dotyczy tylko dziennikarzy tzw. mętnego nurtu, stąd zapowiedź autorów książki kontynuowania serii poświęconej „resortowym dzieciom” nauki, biznesu, polityki i tajnych służb. Bez wglądu w atmosferę i środowiska PRL-u, które kształtowały ateistyczne postawy swoich dzieci, nie potrafimy też zrozumieć zjawiska „walczącego feminizmu” i nasilającego się w zawrotnym tempie neobolszewizmu w postaci „gender”, czy chociażby aury, jaką otoczony jest Jerzy Owsiak z jego „orkiestrą”. Ktoś trafnie powiedział: dziś trzecie pokolenie esbeków walczy z trzecim pokoleniem polskich patriotów.
Wojciech Reszczyński
W tym samym numerze: Małe imperium Owsiaka. Ile naprawdę kosztuje Wielka Orkiestra?
ⓘ Informacja o publikacji
Felieton Wojciecha Reszczyńskiego pt. „Resortowe dzieci „obnażone”” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 4 (951) z dnia 21 stycznia 2014 roku, s. 20. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Wojciech Reszczyński / „Nasza Polska”. Ilustracja: grafika poglądowa, redakcja naszapolska.pl.


