Putin i traktat wersalski to według Wojciecha Reszczyńskiego klucz do zrozumienia tego, co dzieje się na Krymie w marcu 2014 r. Felieton zaczyna się od zestawienia dwóch zdjęć: czterech uśmiechniętych minister obrony Norwegii, Szwecji, Holandii i Niemiec oraz obwieszonego medalami rosyjskiego ministra obrony. Autor ocenia, że plan opanowania Krymu musiał być gotowy wcześniej, a półwysep, odcięty od świata i od Ukrainy, wkrótce potwierdzi w referendum połączenie z Federacją Rosyjską. Pisze o nowym podziale Europy na strefy kontrolowane przez Rosję, od Czeczenii, Naddniestrza i Gruzji po Krym, i o argumentacji przypominającej hitlerowską z końca lat 30. Przypomina przemówienie Putina na Westerplatte w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej, w którym rosyjski przywódca obwinił traktat wersalski i chwalił relacje rosyjsko-niemieckie. Stawia tezę, że Putin chce rządzić Europą razem z Niemcami, a jego atak jest skierowany na państwa powstałe po I wojnie światowej nad Bałtykiem i w Europie Środkowej.
Felieton
Masz wrażenie, że widzisz cztery koleżanki, które usiadły sobie na ławeczce, aby pogadać o różnych domowych sprawach. Wszystkie prawie w równym wieku, młode, elegancko ubrane, uśmiechnięte, zadowolone z siebie i chyba spełnione zawodowo – Europejki. Ale podpis pod zdjęciem wyprowadza nas z błędu. Te cztery panie to szefowe resortów obrony narodowej swoich krajów: Norwegii, Szwecji, Holandii i Niemiec. A tuż pod tym uroczym zdjęciem jakże inne i niewymagające komentarza. Oto stoi wyprostowany jak struna, obwieszony medalami na swoim galowym mundurze, mężczyzna w sile wieku, o wyraźnie azjatyckich rysach i podpis: minister obrony Rosji. Te dwa zdjęcia to dwa światy.
Krym jest już własnością Rosji
Kryzys ukraiński nie przemienił się jeszcze w wojnę, ale o jej możliwym wybuchu mówią nawet czołowi europejscy politycy, zwykle przyzwyczajeni do ogólnikowych formułek i „ściemniania” problemów. Rzecz w tym, że Rosja Putina jest nieobliczalna. Niczym się nie przejmuje, przekonana o swojej sile militarnej i znaczeniu faktów dokonanych. Krym jest już własnością Rosji. Plan jego opanowania musiał być przygotowywany znacznie wcześniej, a może w tej samej chwili, kiedy do głosu w Kijowie doszedł proeuropejski Majdan. Trzeba było zatem zatrzymać ten proces, a skoro przejęcie wschodnich i południowych terenów Ukrainy nie rokowało nadziei, postanowiono zająć rosyjskojęzyczny Krym. Wojska ukraińskie wierne nowemu rządowi w Kijowie stały się zakładnikami Rosji i nie mogą już liczyć na żadną pomoc. Przedstawiciel ONZ nie tylko, że nie dotarł na Krym, ale już przed wjazdem musiał się ewakuować zaatakowany przez cywili. Odizolowany od świata, a szczególnie od Ukrainy, Krym wkrótce potwierdzi w referendum połączenie się z Federacją Rosyjską.
Na co liczy Putin, uruchamiając swoje wojska i potężną machinę propagandową? Tak, okazał się tym, któremu Rosjanie mogą zaufać, silnym przywódcą mającym w nosie Amerykanów i całą tę zdegenerowaną Europę, którą Rosja od zawsze gardziła.
Na naszych oczach dokonuje się nowy podział Europy na strefy kontrolowane przez Rosję. Rosja Putina jest przekonana, że zatrzymała parcie Zachodu na Wschód na tereny będące od stuleci pod ścisłą kontrolą Rosji. Nie zważając na jakiekolwiek prawo międzynarodowe, ustaliła własne granice i w ten sposób kontroluje Czeczenię, Naddniestrze, Gruzję, a teraz Krym.
Przeczytaj również: Pełzający Anschluss. Po co Rosji potrzebny jest Krym?
Arbitralna zmiana granic nie kojarzy się w Europie dobrze, tym bardziej, gdy towarzyszy jej argumentacja wręcz identyczna do hitlerowskiej z końca lat 30. Putin ma to jednak w nosie. Tworzy fakty dokonane, a rosyjska propaganda przedstawia go jako obrońcę tradycyjnych wartości zmuszonego znowu walczyć z odradzającym się, szczególnie na Ukrainie, faszyzmem, neonazizmem, a nawet antysemityzmem.
Westerplatte i porządek wersalski
W co gra Putin? – zastanawia się wolny świat, przerażony bezkarnością i swobodą, z jaką niszczy on tak kruchy europejski ład. Odpowiedź nie jest trudna, gdyż Putin nigdy nie krył, że chce odbudować dawną potęgę Związku Radzieckiego, którego rozpad uznał za „największe nieszczęście XX wieku”. Putin nigdy też nie pogodził się z porządkiem, jaki narzucił Europie traktat wersalski. W swoim przemówieniu na Westerplatte, na obchodach 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, uznał traktat wersalski za główną przyczynę wybuchu wojny, gdyż upokorzone Niemcy utorowały drogę Hitlerowi. Jednak walczący z nazizmem Związek Radziecki naprawił ten błąd. Władimir Putin powiedział jednak wtedy coś znacznie ważniejszego. „Jestem przekonany, że właśnie relacje rosyjsko-niemieckie, oparte o współpracę i partnerstwo, a nie o historyczne rozrachunki, są przykładem tego typu zdrowych porozumień”.
Putin chce rządzić Europą razem z Niemcami, jak dawniej, tworząc wspólny „pokojowy ład” i dwustronny system bezpieczeństwa. Być może dziś chce to na Niemcach wymusić faktami dokonanymi. Dlatego atak Putina skierowany jest na wszystkie te „bękarty” traktatu wersalskiego, czyli państwa powstałe po wojnie nad Bałtykiem i w Europie Środkowej.
Wojciech Reszczyński
ⓘ Informacja o publikacji
Felieton Wojciecha Reszczyńskiego pt. „Putin przywraca europejski „porządek”” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 11 (958) z dnia 11 marca 2014 roku, s. 20. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Wojciech Reszczyński / „Nasza Polska”. Ilustracja: grafika poglądowa, redakcja naszapolska.pl.


