Podchody i zmagania. Felieton Zbigniewa Żmigrodzkiego

4 min. czytania

Zbigniew Żmigrodzki

28 stycznia 2014 r.

Zbigniew Żmigrodzki, starszy mężczyzna w swetrze, felietonista Naszej Polski

4 min. czytania

Zbigniew Żmigrodzki

28 stycznia 2014 r.

Rok 2014 zapowiada się jako maraton wyborczy: najpierw eurowybory, potem samorządowe, a za rok parlamentarne. Zbigniew Żmigrodzki w swoim cyklu „W świetle i w cieniu” przygląda się kandydatom ustawiającym się w kolejce po „stołki”. Pisze o łasce partyjnych prezesów, o rodzinach czekających na posady, o „medialności” ważniejszej od kompetencji i o celebrytach werbowanych na listy wyborcze. Felieton kończy obraz z kolońskiej katedry, gdzie podczas pasterki na ołtarz wskoczyła aktywistka z napisem „I am the God”, a kardynał Joachim Meisner ją pobłogosławił.

Rok na „stołki”

Chciałoby się zawołać: „O roku ów, kto ciebie widział w naszym kraju”, dodając: będzie to rok na „stołki” urodzaju. I owe stołki obrodzą obficie – europejskie i samorządowe – a czeka już na nie, a raczej na zyskowne profity, jakie się z nimi wiążą, nader liczna gromada polityków w trwożnym oczekiwaniu: kto się zdoła „załapać”? A może lepiej zaczekać rok na parlament, zamiast łasić się na lokalne korzyści? Bo to i nobliwość niezwykła, i dochody nie do pogardzenia. Pod warunkiem, że się nieopłacenia podatku za zegarek lub nieuregulowania „należności za usługę seksualną” nie zaryzykuje…

Ale to wszystko zależy od łaski patrona – prezesa partii. Wyznaczy, czy też nie? Amatorów do kandydowania jest wielu, a stawka nie byle jaka. Zdobywszy ten czy ów „stołek” i przywdziawszy stosowny „laur”, można urządzić nie tylko siebie, ale i całą rodzinę, i to nieraz na długo lub na stałe. W sytuacji, gdy w kraju pracy nie ma, a za granicą już nas nie chcą, cała gromadka pociotków i potomków czeka na niekłopotliwe a zyskowne zajęcia. Należy się starać, aby ich nadziei nie zawieść…

„Medialność” ponad wszystko

Najważniejszy jest atrybut „medialności”: jak najczęściej błyszczeć na telewizyjnym ekranie, nawet kłamiąc i mówiąc głupstwa, byleby „pokazywać gębę”. Na kogoś takiego lud zagłosuje; ktoś, kogo tam nie widać, choćby był mądry i szlachetny oraz o dobro Rzeczypospolitej dbający, nie ma szans. Stąd starania: kłanianie się byle dziennikarzynie w pas, ugłaskiwanie „swoich” mediów, aby nie tylko pokazywały i chwaliły delikwenta, ale ośmieszały i kompromitowały jego konkurentów. Niezawodne w tym procederze „Gazeta Wyborcza” z radiem „Zet”, TVN i TVN24 już się uwijają, aby mościć drogę lewostronnym faworytom. Jeżeli nawet któryś z nich coś zbroi, nikt się o tym nie dowie, gdy natomiast ktoś prawicowy potknie się, kichnie lub zakaszle, zaraz rozbrzmiewa obmowa: nie umiał się „salonowo” zachować…

Celebryci na listach

Rządzący i ich otoczka mogą być o ten pozytywny dla siebie i negatywny wobec „prawicy” piar spokojni. Także czołowe figury lewicy i wszelkiego lewactwa są reklamy wizualnej pewni: Leszek Miller, Ryszard Kalisz, Magdalena Środa, Robert Biedroń i całe genderowe towarzystwo wprost nie schodzą z małego ekranu. Już się zaczyna werbowanie na lewostronne listy partyjne sportowców, popularnych aktorów, piosenkarzy. Mają oni tę zaletę, że zapewniając poparcie, niczego niekorzystnego dla swoich nie zrobią i nie powiedzą. Są na ogół bezbarwni politycznie, a czasem również wątli intelektualnie. Z reguły naturalnie laicyzujący, pałają często sympatią do antyreligijnych i antykościelnych dewiantów.

Pasterka w kolońskiej katedrze

Uwielbienie we wszystkich mediach zapanowało, gdy Putin wypuścił z odosobnienia bezbożniczki z „Pussy Riot”, ale już ich towarzyszki rozlazły się dawno po świecie. Ostatni popis urządziła w kolońskiej katedrze podczas Pasterki „studentka filozofii”, niejaka Josephine Witt, wskakując na ołtarz w przepasce na biodrach i z obnażoną „górą” oraz napisem na piersi „I am the God” (Ja jestem Bogiem). Zamiast dziewuchę z kościoła wyprowadzić, a na progu pokropić porządnie wodą święconą, znoszono pokornie jej obecność, a na koniec celebrans, ks. kardynał Joachim Meisner, jeszcze ją pobłogosławił. Czyżby w imię obowiązkowej „miłości”? Przedtem odważna Józia próbowała podobnego zachowania w Tunisie, jednak Afryka to nie tolerancyjna Europa. Musiała tam odsiedzieć w więzieniu kilka miesięcy. Widać za krótko…

Zbigniew Żmigrodzki

Więcej felietonów autora: Szczyty niegodziwości. Felieton Zbigniewa Żmigrodzkiego

 


ⓘ Informacja o publikacji
Felieton Zbigniewa Żmigrodzkiego pt. „Podchody i zmagania” z cyklu „W świetle i w cieniu” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 5 (952) z dnia 28 stycznia 2014 roku, s. 5. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Zbigniew Żmigrodzki / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 5 (952)/2014, s. 5.

Napisane przez

Cykl

Tematy

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Inne kategorie

Czytaj także