Z Marcinem Palade, politologiem i założycielem Polskiej Grupy Badawczej, rozmawia Redakcja „Naszej Polski”:
– W Pana najnowszej prognozie PiS praktycznie zrównał się z PO. Przy słabej frekwencji wyborczej ma szansę wygrać. Czy obecne poparcie dla partii wydaje się Panu stabilne, czy też jest to raczej wypadkowa chwili?
– W ostatnich miesiącach mamy do czynienia ze stabilizacją w notowaniach PO, PiS, SLD i PSL. Różnica poparcia między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością nie przekracza 3-5 punktów procentowych. Do kwietnia zyskiwało PiS, zmniejszając dystans do PO. Potem różnica między partią Tuska a partią Kaczyńskiego nieco się zwiększyła na skutek udanej transferowej polityki PO względem znanych działaczy lewicy. Od miesiąca nadwyżka sympatii między Platformą a PiS jest niewielka. Na kilkunastoprocentowe poparcie może liczyć Sojusz Lewicy Demokratycznej. Bezpiecznie od progu oddalone jest Polskie Stronnictwo Ludowe. Trzeba jednak pamiętać, że prognoza to nic innego jak fotografia preferencji wyborczych na daną chwilę. Jesteśmy dopiero na starcie intensywnej kampanii, a co najważniejsze – nie wiemy, ilu ugrupowaniom uda się ostatecznie zarejestrować listy ogólnopolskie. Dlatego w publikowanej przeze mnie prognozie mamy kilka wariantów. Od najmniej prawdopodobnego, uwzględniającego start dziewięciu komitetów, aż po ten najbardziej możliwy z udziałem siedmiu podmiotów. W tym ostatnim wariancie istotnie PiS bardzo nieznacznie wyprzedza PO, ale dlatego, że jest monopolistą w walce o głosy elektoratu prawicowego, podczas gdy PO traci je na rzecz Ruchu Palikowa i komitetu Polska Jest Najważniejsza.
– Wiele sondażowni podaje wciąż 10-procentową przewagę Platformy nad PiS-em. Są też takie, które miały zupełny blamaż w czasie wyborów prezydenckich, “wieszcząc” wygraną Bronisława Komorowskiego w pierwszej turze wyborów, a teraz mówią jedynie o 2-procentowej przewadze PO nad PiS. Czy można mówić o pewnym urzetelnieniu badań w placówkach badających preferencje polityczne Polaków?
Więcej na ten temat w tekście: Rozwój Plus Morawieckiego ma klub parlamentarny. Rozłam w PiS
– Nie spodziewałbym się w tym obszarze jakichkolwiek zmian na lepsze. Polską socjometrię toczy od kilkunastu lat gangrena. Środowisko badaczy, socjologów-komentatorów, poza nielicznymi wyjątkami nie jest zainteresowane zmianami na lepsze, zarówno w zakresie korzystania z narzędzi poprawiających precyzję wyników pomiarów, jak i poprawy wizerunku w oczach opinii publicznej. Nie jest, bo niezależnie od tego, czy wyprodukuje jeden dwa czy dziesięć bubli sondażowych, zaprzyjaźnione media i tak opublikują wyniki badań bez mrugnięcia okiem. A partie subwencyjne od PO, przez PiS, SLD czy PSL nie kiwną palcem w bucie, bo na co dzień korzystają z usług “wielkich firm”, zlecając badania wewnętrzne. Innymi słowy w końcówce tegorocznej kampanii przygotujmy się na kolejną wziętą z kosmosu rewelację sondażową, porównywalną ze wspomnianą przez Pana “wpadką stulecia” “Gazety Wyborczej” przed I turą wyborów prezydenckich. PO z przewagą 20 pkt. procentowych nad PiS? A może SLD i PSL poza parlamentem? Jedno mogę przewidzieć z całą pewnością w przypadku firm zrzeszonych w OFBOR. Wzorem poprzednich kampanii dmuchana będzie niemal do ostatniej chwili opcja centrowo-liberalna, a w ostatnim momencie nastąpi jej “zrzucenie” przy jednoczesnym znaczącym przypływie wyborców prawicy, a także w mniejszym stopniu lewicy. To już standard w “dokonaniach renomowanej polskiej socjometrii”.
– Nie zdziwiło Pana, że nawet marszałek Grzegorz Schetyna powiedział ostatnio, że robi mu się zimno, kiedy widzi w sondażach 10-procentową przewagę PO, dając jej jedynie kilka punktów przewagi nad PiS-em?
– Ten chłód, o którym mówił marszałek Schetyna, to nic innego jak narastająca obawa tego polityka o rezultat, jaki może osiągnąć w wyborach Platforma Obywatelska. Politycy PO doskonale wiedzą, że pokazywana przez wiodące media kilkunastoprocentowa przewaga partii Tuska nad partią Kaczyńskiego nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wszystko wskazuje na to, o czym już wspomniałem, że różnica między PO a PiS będzie niewielka. A to mocno skomplikuje powyborcze formowanie większości rządowo-parlamentarnej. W 2007 roku niemal 10-punktowa wygrana PO nad PiS dawała możliwość dobrania przez zwycięskie ugrupowanie wyłącznie jednego koalicyjnego partnera – Polskiego Stronnictwa Ludowego. Teraz sytuacja może się znacznie skomplikować. Przy starcie Ruchu Palikota wynik lewicy może być słabszy, a co za tym idzie przyszła koalicja rządowa być może będzie musiała składać się nie z dwóch, a z trzech partii.
Przeczytaj artykuł o tym, Grzegorz Lorek wraca do PiS. Kim jest poseł z Piotrkowa?
– Pana prognozy wskazują również na to, że kluczową rolę może odegrać także frekwencja wyborcza.
– Nie ulega dla mnie wątpliwości, że frekwencja będzie niższa niż cztery lata temu. Stanie się tak dlatego, że część wyborców Platformy, których aktywność w 2007 roku dała frekwencyjną zwyżkę oraz zwycięstwo tej partii, tym razem pozostanie w domach. Starcie 9 października odbywać się będzie głównie w obrębie tzw. twardych elektoratów. Skorzystać na tym powinien PiS, ale także SLD i PSL.
Przeczytaj artykuł o tym, Kim są maślarze i kim są harcerze
– W zeszłym roku w trakcie wyborów samorządowych mieliśmy ponad trzy miliony głosów nieważnych. W sejmikach nieważny okazał się aż co ósmy głos. Zapytam wprost, czy te dane i takie przypadki, jak udowodnione matactwa wyborcze w Wałbrzychu, nie powodują w Panu podejrzenia, że wyniki październikowych wyborów parlamentarnych mogą zostać sfałszowane?
– Prawo i Sprawiedliwość zaapelowało do swoich sympatyków o aktywne włączenie się do procesu kontroli przestrzegania procedur głosowania w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Korpus Ochrony Wyborów ma przyglądać się pracy komisji wyborczych od najniższego szczebla obwodowego, aż po szczebel centralny. To jest ogromne przedsięwzięcie wymagające zaangażowania około stu tysięcy osób. Osobiście mam wątpliwości, czy PiS zdoła zmobilizować taką liczbę wolontariuszy.
– Czy według Pana poza dobrym wynikiem dwóch głównych partii politycznych będą jakieś niespodzianki przy zbliżających się wyborach parlamentarnych?
– Myślę, że nie ma co liczyć na wielkie niespodzianki. Wszystkie cztery ugrupowania będące w Sejmie robią, co mogą, aby przekonać społeczeństwo, że nie ma dla nich alternatywy. To też przekłada się na “dmuchane” sondaże, które pokazują, że pomiędzy PO, PiS, SLD i PSL a pozostałymi jest przepaść. O przyzwoity wynik może jednak – w mojej opinii – zawalczyć PJN. Jeśli komitetu nie zarejestruje ani Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego, ani Prawica Marka Jurka, partia Pawła Kowala może być niemal pewna posiadania reprezentacji na Wiejskiej. Wokół progu subwencyjnego może zakończyć się przygoda z polityką partii Janusza Palikota. Wynik na plus da dostęp do pieniędzy z budżetu i szansę na przedłużenie politycznej egzystencji. Zejście poniżej tego poziomu to, jak w przypadku innych ugrupowań, może być końcem ich działalności. Po tegorocznych wyborach dwie, może trzy znaczące osobistości rodzimej sceny politycznej, kierujące niewielkimi bytami politycznymi, mogą ostatecznie przejść na polityczną emeryturę.
– Na prawicy mówi się często o utworzeniu alternatywnej formacji politycznej do PiS. Myśli Pan, że takie projekty mogą przekroczyć próg wyborczy?
– W tych wyborach to jest absolutnie niemożliwe. Przypomnę, że na starcie kampanii były próby scalenia trzech środowisk, które obecnie są w trakcie zbierania podpisów niezbędnych do rejestracji list wyborczych. Chodzi tu o komitety: Polska Jest Najważniejsza, Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego i Prawica Rzeczpospolitej Marka Jurka. Wszystko skończyło się jak zwykle na prawicy, czyli kolejnym odcinkiem tragifarsy pod tytułem “konwent św. Katarzyny”. W efekcie zamiast koalicji zdolnej do walki o wynik dwucyfrowy, mamy kilka podmiotów rywalizujących między sobą o okruchy z pańskiego stołu. Mandat do dalszego budowania alternatywy na prawo od PiS będzie miało to ugrupowanie czy ugrupowania, które – po pierwsze: zbiorą podpisy, a więc wykażą się sprawnością organizacyjną, zrzucając z siebie odium “partii kanapowej”. Po drugie: zawalczą o reprezentację poselską. Mam wątpliwości, czy będą to wszystkie wymienione trzy partie. Ich redukcja może sprawić, że przy następnej politycznej rywalizacji o głosy wyborców zwiększy się prawdopodobieństwo powstania licznej, niepodzielonej prawicy wolnościowej w naszym kraju.
Wywiad ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” nr 35 (825) z 30 sierpnia 2011 r.



