Ofiary „Łączki” wołają o pamięć

15 min. czytania

Tadeusz M. Płużański

02 stycznia 2015 r.

Stanislaw Kasznica (pierwszy z lewej) podczas procesu

15 min. czytania

Tadeusz M. Płużański

02 stycznia 2015 r.

Kwatera „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach. W latach 2012–2013 Instytut Pamięci Narodowej wydobył tam szczątki 194 polskich patriotów zamordowanych przez komunistów w więzieniu mokotowskim. Tadeusz Płużański przedstawia sylwetki 36 zidentyfikowanych Żołnierzy Niezłomnych z „Łączki” – m.in. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki„, komandora Stanisława Mieszkowskiego, ppłk. Stanisława Kasznicy i płk. Bolesława Kontryma „Żmudzina”.

Kwatera „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Podczas prac w latach 2012 i 2013 Instytut Pamięci Narodowej wydobył z ziemi szczątki 194 polskich patriotów. Do dziś zidentyfikowano 36 z nich – zamordowanych przez komunistów w areszcie przy ul. Rakowieckiej i wrzuconych jak worki na śmieci do dołów na „Łączce”. Potajemnie, pod osłoną nocy. Nago, czasem w więziennych butach i ze związanymi rękami. Aby bohaterowie tej prawdziwej Polski nigdy nie zostali odnalezieni, doły śmierci zasypano warstwą ziemi, czasem dodano wapna, aby zatrzeć wszelkie ślady. Komunistyczny mord miał na zawsze pozostać tajemnicą. Pozostał?

Prócz tragicznego końca ich życia powinniśmy przypominać niezwykłe życiorysy tych obywateli najpiękniejszego polskiego pokolenia: pokolenia II Rzeczypospolitej, dla którego triada: „Bóg, Honor, Ojczyzna” to nie były puste slogany, tylko wartości, za które walczyli i byli gotowi oddać życie. Przedstawiamy niektóre sylwetki polskich żołnierzy, wyklętych przez komunę, a dla nas niezłomnych.

Wrócił do nas teraz

Pierwszy zidentyfikowany na „Łączce” to Edmund Bukowski, Wilnianin, porucznik Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego. Po 1945 r. nie złożył broni, by przez całą Europę wozić rozkazy i fundusze do dalszej walki o wolną Polskę. Wielokrotnie odznaczony, m.in. Krzyżem Walecznych. W ciężkim śledztwie na UB nie przyznał się, że prowadził… antypolską działalność. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 13 kwietnia 1950 r. Miał 32 lata.

– Gdy zabrali mi ojca, miałem osiem miesięcy. Nie było też mamy, która jako łączniczka odsiadywała wyrok 15 lat więzienia. Wychowywali mnie dziadkowie. Z naszej rodziny komuniści aresztowali 16 osób – mówi Krzysztof Bukowski, syn porucznika Bukowskiego. – Przez lata nie wiedziałem, co się stało z ojcem. Teraz, dzięki IPN, już wiem.

Drugi to Eugeniusz Smoliński, wybitny chemik, którego wiedza z zakresu materiałów wybuchowych służyła Komendzie Głównej AK. W 1945 r. komunistyczne władze zgodziły się, aby w Łęgnowie koło Bydgoszczy uruchomił fabrykę zbrojeniową. W lipcu 1947 r. rozpoczął produkcję trotylu. Miesiąc później zatrzymany pod fałszywym zarzutem sabotażu. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 9 kwietnia 1949 r. Miał 44 lata.

Gdy córki Eugeniusza Smolińskiego straciły ojca, jedna miała trzy lata, druga 11 miesięcy. – Mama całe swoje długie życie czekała na tatę, do końca nie wierzyła w jego śmierć – wspominają. – Przecież obiecał, że wróci. Wrócił do nas teraz.

Trzecią ofiarę – Stanisława Łukasika, aby jeszcze bardziej go pohańbić, pogrzebano (i wcześniej zamordowano) w mundurze Wehrmachtu. Zrzucony do zbiorowego dołu śmierci, razem z siedmioma innymi mężczyznami. Jeden na drugiego. Głowa na nogi, nogi na głowę… Stanisław Łukasik, „Ryś”, to kapitan AK, żołnierz września 1939 r., dowódca partyzantki na Lubelszczyźnie. Po 1945 r. w zgrupowaniu mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych. Zatrzymany 16 września 1947 r., wraz z innymi „Zaporczykami”, w wyniku prowokacji UB podczas próby przekroczenia granicy. Przeszedł okrutne śledztwo. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 7 marca 1949 r. Miał 32 lata.

Stanisław Łukasik – m.in. jegoszczątki znaleziono na Powązkach
Stanisław Łukasik – m.in. jego
szczątki znaleziono na Powązkach (Fot. z materiałów autora)

Tata będzie miał swój grób…

– Miałem wtedy cztery lata. Aż do dziś nie wiedziałem, gdzie pogrzebali ojca. Kwiaty składałem w kilku symbolicznych miejscach. Nie spodziewałem się, że będę miał go kiedykolwiek obok siebie – mówi ze łzami w oczach Stanisław Łukasik, syn kapitana Łukasika.

Czwarty zidentyfikowany na „Łączce” to Tadeusz Pelak, „Junak” – kolega „Rysia”, także żołnierz „Zapory”. Wyrokiem tego samego krzywoprzysiężnego sądu – razem ze swoim dowódcą i pozostałymi „Zaporczykami” – skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 7 marca 1949 r. Miał 27 lat. – Nie było dnia, by mama nie wspominała brata. Nie doczekała jego odnalezienia, ale doczekałyśmy my, jego siostry – mówi Marianna Gawlik, jedna z sióstr zamordowanego porucznika.

Piąty – Stanisław Abramowski, „Bury”, członek AK, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, Narodowych Sił Zbrojnych (po 1945 r. Narodowego Zjednoczenia Wojskowego). Po zakończeniu wojny z Niemcami wcielony do „ludowego” Wojska Polskiego, skąd zdezerterował. Uczestniczył w wielu akcjach samoobrony przed komunistycznym aparatem represji. W marcu 1947 r. ujawnił się przed komisją amnestyjną. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 30 lipca 1948 r. Miał 26 lat. Materiał genetyczny, który pozwolił zidentyfikować „Burego”, przekazali IPN jego bracia Władysław i Henryk.

Szósty – Bolesław Budelewski, „Pług”, członek AK i NZW. Podobnie jak pozostali – żołnierz dwóch okupacji. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 15 lipca 1948 r. Miał 38 lat. Jego syn Edmund miał wtedy cztery lata. – Do dziś pamiętam moment, jak zabierali mi ojca. Potem mamę przez wiele lat wyzywano, że była żoną bandyty. Rodzina wiedziała, że tata został zabity, ale nie wiedziała, gdzie go pochowano. Baliśmy się, że tego nigdy nie uda się ustalić. Jestem szczęśliwy, że dzięki IPN tata będzie miał swój grób.

Siódmy – Stanisław Kasznica, „Stanisław Wąsacz”. Żołnierz września 1939 r. i Powstania Warszawskiego. Prawnik, działacz narodowy, porucznik Wojska Polskiego, podpułkownik i komendant NSZ, po 1945 r. w NZW. Kawaler orderu Virtuti Militari i Krzyża Walecznych (dwukrotnie). Torturowany w śledztwie. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na czterokrotną karę śmierci i stracony na Mokotowie 12 maja 1948 r. Miał 40 lat.

Bo to jest „Zapory” piechota

Po tych siedmiu zidentyfikowanych, na następne nazwiska musieliśmy czekać wiele miesięcy. I doczekaliśmy się m.in. kolejnych żołnierzy „Zapory”, w tym Edmunda Tudruja, ps. „Mundek”. W AK od 1943 r., ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych. W październiku 1944 r. zatrzymany i wywieziony w głąb ZSRS, skąd wrócił w marcu 1946 r. Próbował podjąć pracę i kontynuować naukę. Od maja 1946 r. ponownie w szeregach oddziału kpt. Stanisława Łukasika „Rysia”. Nie ujawnił się, w maju 1947 r. wyjechał na zachód Polski. Poszukiwany przez UB, często zmieniał miejsce zamieszkania. Zatrzymany 16 września 1947 r., wraz z innymi „Zaporczykami”, w wyniku prowokacji UB podczas próby przekroczenia granicy. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na czterokrotną karę śmierci i stracony na Mokotowie 7 marca 1949 r. Miał 26 lat.

I w końcu doczekaliśmy się dowódcy: „Zapory” – Hieronima Dekutowskiego. W czasie niemieckiej okupacji zrzucony do kraju jako cichociemny, przeprowadził 83 akcje bojowe i dywersyjne. Zasłynął jako obrońca mieszkańców Zamojszczyzny przed represjami. Po „wyzwoleniu” nie złożył broni. W odpowiedzi na czerwony terror jego oddział WiN dokonał wielu brawurowych akcji odwetowych na NKWD, UB, KBW i MO. Schwytanym komunistom na ogół wymierzał kary chłosty, a następnie puszczał ich wolno. Jeśli zabijał, to nie za samą przynależność do PPR czy bezpieki, ale za wyjątkowo szkodliwą działalność. Rozbijał także więzienia, uwalniając aresztowanych. Razem ze swoimi żołnierzami, już po wyroku śmierci, trafił do celi dla kaesowców, w której siedziało ponad sto osób. Tam podjęli ostatnią próbę ratunku: przez kilka tygodni wiercili dziurę w suficie, aby przez strych dostać się na dach, a stamtąd zjechać na powiązanych prześcieradłach na chodnik Rakowieckiej. Wsypał ich jeden z więźniów kryminalnych, licząc na złagodzenie swojego wyroku.

Komandorzy

Stanisław Mieszkowski, komandor Marynarki Wojennej. Uczestnik wojny polsko-bolszewickiej. W niepodległej II RP m.in. nadzorował budowę zamówionych przez Polskę okrętów. Oficer artylerii na niszczycielach „Grom” i „Błyskawica”. We wrześniu 1939 r. dowodził kanonierką „Generał Haller”, a następnie walczył w obronie Helu do kapitulacji 2 października. Przez całą okupację przebywał w niemieckich obozach jenieckich, po czym w styczniu 1945 r. został uwolniony przez Armię Czerwoną. Potem kapitan portu w Kołobrzegu, organizator Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni (p.o. komendanta tej szkoły). Od 1947 r. był szefem Sztabu Głównego Marynarki Wojennej, w końcu dowódca Floty. Aresztowany 20 października 1950 r. przez Zarząd Informacji Marynarki Wojennej w Gdyni pod kłamliwym zarzutem szpiegostwa. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 16 grudnia 1952 r. Miał 49 lat.

Razem z Mieszkowskim zamordowano drugiego komandora – Zbigniewa Przybyszewskiego. We wrześniu 1939 r. dowodził baterią na Helu, wygrywając m.in. pojedynek ogniowy z niemieckimi pancernikami „Schleswig-Holstein” i „Schlesien”, został wówczas ranny. Do 1945 r. przebywał w niemieckich obozach jenieckich, m.in. w oflagu II C Woldenberg, skąd dwukrotnie (bez powodzenia) usiłował zbiec. W styczniu 1945 r. uwolniony przez Armię Czerwoną, pracował m.in. w Oddziale Sztabu Głównego Marynarki Wojennej. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 16 grudnia 1952 r. Miał 45 lat.

„Łupaszka”

– To był dół pod asfaltową alejką. Major leżał najwyżej. Wrzucono go jako ostatniego twarzą do ziemi – relacjonował wyniki badań swojego zespołu dr Krzysztof Szwagrzyk z IPN. – Strzał na Rakowieckiej odbył się z wysokości, bo otwór wlotu kuli jest wysoko na czaszce.

Zygmunt Szendzielarz pochodził z Wileńszczyzny. Przedwojenny oficer, po wrześniowej klęsce podjął nieudaną próbę przedostania się do formującej się polskiej armii na Zachodzie. Na Wileńszczyźnie został dowódcą pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego, który przekształcił się w 5. Wileńską Brygadę AK, zadającą Niemcom, a potem Sowietom ogromne straty. W ulotce z marca 1946 r. pisał: „Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. (…) Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości”.

Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Łukasz Ciepliński „Pług” – biografia, grypsy do syna i śmierć

„Łupaszka” próbował rozpocząć normalne życie. Aresztowany 30 czerwca 1948 r. w Osielcu pod Zakopanem i od razu przewieziony na ul. Rakowiecką w Warszawie, gdzie był torturowany przez dwa i pół roku. Podczas procesu przed krzywoprzysiężnym sądem (przewodniczył były AK-owiec, a potem morderca sądowy co najmniej 106 polskich niepodległościowców, mjr Mieczysław Widaj, zmarł w 2008 r. całkowicie bezkarny, pobierając 9 tys. zł emerytury) skazany na osiemnastokrotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. na Mokotowie. – To cud, że mnie wpuszczono na widzenie. Zygmunt wyglądał dobrze, ale był bardzo smutny. Wiedział, że czeka go tu śmierć. Tych wyroków miał przecież kilka – mówi Lidia Lwow-Eberle, sanitariuszka 5. Wileńskiej Brygady AK, odbierając akt identyfikacji zwłok ukochanego dowódcy. – Ja w to nie wierzyłam! Nigdy nie myślałam, że będzie można powiedzieć: „Tu leży Łupaszka”.

Przywódcy wileńskiej AK

Niedaleko „Łupaszki” leżał w dole jego przełożony – Antoni Olechnowicz, ps. „Pohorecki”, kpt. dypl. Wojska Polskiego, podpułkownik AK, ostatni komendant Wileńskiej Armii Krajowej. W II RP ukończył Szkołę Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej i Wyższą Szkołę Wojenną w Warszawie. We wrześniu 1939 r. kwatermistrz 33. Dywizji Piechoty. Na początku października 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której wkrótce zbiegł. Od grudnia 1939 r. na stanowiskach dowódczych w wileńskiej AK, uczestnik Powstania Wileńskiego (operacja „Ostra Brama”). Jako jeden z nielicznych oficerów wileńskiej AK uniknął w lipcu 1944 r. aresztowania przez NKWD. Latem 1945 r. przeprowadził udaną ewakuację wileńskich struktur do Polski centralnej. Aresztowany 26 czerwca 1948 r. we Wrocławiu w wyniku ogólnopolskiej operacji MBP (krypt. „Akcja X”), przeciwko polskim żołnierzom z Wileńszczyzny. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 8 lutego 1951 r. Miał 46 lat.

Razem z ppłk. Olechnowiczem bezpieka aresztowała jego bliskiego współpracownika, Aleksandra Tomaszewskiego, ps. „Al”, przed wojną zawodowego żołnierza, porucznika AK. W wileńskiej AK zajmował się wywiadem, kontrwywiadem, łącznością z młodzieżą. Jego mieszkanie we Wrocławiu było lokalem kontaktowym i miejscem przechowywania części archiwaliów konspiracji wileńskiej. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci (przewodniczył mjr Józef Badecki, morderca sądowy co najmniej 29 polskich niepodległościowców, m.in. rtm. Witolda Pileckiego) i stracony na Mokotowie 13 czerwca 1949 r. Miał 45 lat.

W domu o tym nie mówiono

Oficerem wileńskiej AK był porucznik Zygmunt Szymanowski, ps. „Jezierza”. Przed wojną absolwent Akademii Handlu Zagranicznego we Lwowie i Politechniki Lwowskiej. Uczestnik wojny obronnej 1939 r., bronił m.in. twierdzy Modlin. Dwukrotnie uciekał z niemieckiej niewoli. W latach 1942–1944 kierownik komórki wywiadowczej ZWZ-AK zajmującej się koleją. We wrześniu 1944 r. aresztowany przez NKWD i skazany za działalność w AK na 10 lat pozbawienia wolności. W marcu 1945 r. znów udało mu się uciec. Dzięki niemu Ośrodek Mobilizacyjny Wileńskiego Okręgu AK utrzymywał kontakt z polskim rządem w Londynie. Ukrywał się, aresztowany w Szklarskiej Porębie.

Zygmunta Barańska, córka Zygmunta Szymanowskiego: – W trakcie śledztwa był bity i torturowany. O tych sprawach przez lata nic z siostrami nie wiedziałyśmy, a mama nie chciała o nich mówić. Mama, która niestety też siedziała w więzieniu, i to prawie 6 lat, m.in. za współpracę z tatą, zawsze podkreślała, że ojciec był bardzo inteligentnym, oczytanym i zrównoważonym człowiekiem. Bardzo dobrze znał niemiecki, był bardzo elegancki. Mama była młodsza od niego o 10 lat, trafiła do więzienia mokotowskiego, gdy miała 28 lat i była w ciąży z trzecim dzieckiem. Pobyt w więzieniu był dla niej gehenną. Mama wróciła z gruźlicą do domu, nie mogła dostać pracy, a miała na utrzymaniu troje dzieci. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci (znów przewodniczył mjr Widaj) i stracony na Mokotowie 31 maja 1950 r. Miał 40 lat. Przy jego szczątkach – co jest wyjątkiem – odnaleziono kawałek szczoteczki do zębów i grzebień.

Kolejnym porucznikiem wileńskiej AK był Stefan Głowacki, ps. „Smuga”. Żołnierz zawodowy II RP, w wojnie obronnej walczył w okolicach Augustowa i Suwałk. Dowódca podrejonu AK w Wilnie. W kwietniu 1945 r. jako repatriant przyjechał do Wrocławia, gdzie związał się z ppłk. Olechnowiczem. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 13 czerwca 1949 r. Miał 46 lat.

Hanna Planda, córka Stefana Głowackiego, wspomina, że ojciec współpracował też z Aleksandrem Tomaszewskim, z którym został znaleziony teraz w jednym dole na „Łączce”: – Mama po 8 latach dowiedziała się po raz pierwszy, że tata nie żyje. Pamiętam ze swoich dziecinnych lat, że mama z babcią siadały przy radiu, gdy czytane były listy emigrantów wracających ze Związku Sowieckiego. Łudziły się, że być może tatę również wywieziono gdzieś na Syberię. Rok 1957 rozwiał te złudzenia. Mama miała problemy, bo nigdzie nie mogła dostać pracy. Skończyła technikum księgarskie i pracowała później jako kierownik księgarni. Wiem, że w domu głośno nie mówiło się o tym, co się z ojcem stało. Ojciec miał po wojnie możliwość wyjechania z kraju. Już nawet miał załatwione miejsce na statku do Anglii czy innego kraju. Nie zgodził się jednak na wyjazd z Polski, nie chciał zostawić mamy samej z maleńkimi dziećmi.

Julian Czerwiakowski, ps. „Jurek”. W 1932 r. powołany do służby wojskowej, którą pełnił w Batalionie Mostowym w Kazuniu k. Modlina. W czasie okupacji niemieckiej kierownik wywiadu NSZ na obwód Warszawa-Śródmieście. Od połowy 1943 r. kierownik Placówki Śródmieście w organizacji do walki z przestępstwami pospolitymi o kryptonimie „Start”. Od kwietnia do października 1945 r. działał w organizacji „NIE” oraz Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”. Aresztowany przez UB 21 grudnia 1948 r. w swoim mieszkaniu w Warszawie. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 5 stycznia 1953 r. Miał 42 lata.

Karol Rakoczy. Jako szesnastolatek wiosną 1946 r. wstąpił do oddziału Ruchu Obrony Armii Krajowej Obwodu „Mewa”. W październiku 1947 r. podporządkował się działającej na terenie północno-zachodniego Mazowsza 11. Grupie Operacyjnej Narodowych Sił Zbrojnych, dowodzonej przez por. Stefana Bronarskiego „Liścia”. Aresztowany po walce z grupą operacyjną UB-KBW nieopodal wsi Sinogóra w powiecie mławskim. Postrzelony w kręgosłup, cierpiał na całkowity bezwład kończyn dolnych. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 29 marca 1950 r. Miał 22 lata.

Bolesław Częścik, ps. „Orlik”. Po wejściu Sowietów służył w oddziale Romana Dziemieszkiewicza „Pogody” (starszy brat Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”). Uczestniczył w wielu akcjach zbrojnych na terenie powiatów: ciechanowskiego, makowskiego, ostrołęckiego i pułtuskiego. Wyróżnił się odwagą w rozbiciu – nocą z 1 na 2 maja 1945 r. – aresztu PUBP w Krasnosielcu, skąd uwolniono kilkudziesięciu żołnierzy AK i NSZ, którzy mieli być wywiezieni w głąb ZSRS. Z piwnic, prócz żołnierzy, Częścik wyprowadził m.in. swojego ojca Feliksa (był tak skatowany, że nie poznał syna). Latem 1945 r. Bolesław brał udział w rozbrojeniu Komendy Powiatowej MO w Makowie Mazowieckim, którą zdobyto bez żadnych ofiar z obu stron. Następnie „Orlik” związał się z NZW. Rozbrajał posterunki MO w Różanie, Baranowie, Chorzelach, Myszyńcu i Kolnie, wykonywał wyroki na aktywistach PPR, uczestniczył w akcjach kontrybucyjnych. W kwietniu 1947 r. ujawnił się, po czym wyjechał na „ziemie odzyskane”, gdzie pracował m.in. u rybaka na kutrze. Ponieważ bezpieka prześladowała jego rodzinę, zdecydował się wrócić w rodzinne strony. Aresztowany przez UB 13 września 1950 r. pod zarzutem nieszczerości ujawnienia i poddany 6-miesięcznemu brutalnemu śledztwu. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 10 lipca 1951 r. Miał 27 lat.

Oni już wygrali

Stanisław Abramowski, Władysław Borowiec, Henryk Borowy-Borowski, Bolesław Budelewski, Edmund Z. Bukowski, Julian Czerwiakowski, Bolesław Częścik, Hieronim Dekutowski, Stefan Głowacki, Stanisław Kasznica, Bolesław Kontrym, Zygfryd Kuliński, Stanisław Łukasik, Józef Łukaszewicz, Henryk Pawłowski, Tadeusz Pelak, Eugeniusz Smoliński, Zygmunt Szendzielarz, Wacław Walicki i Ryszard Widelski, Jan Czeredys, Adam Gajdek, Roman Groński, Aleksander Adam Kita, Jerzy Miatkowski, Stanisław Mieszkowski, Antoni Olechnowicz, Marian Orlik, Zbigniew Przybyszewski, Karol Rakoczy, Dionizy Sosnowski, Zygmunt Szymanowski, Ludwik Świder, Aleksander Tomaszewski, Edmund Tudruj, Arkadiusz Wasilewski.

36 Żołnierzy Niezłomnych. Oni już wygrali. Wygrali walkę ze złem, z sowieckim totalitaryzmem. Z fizyczną eliminacją i niepamięcią. Mieli zniknąć na zawsze – zamordowani fizycznie, z oplutymi życiorysami, przemilczani. Dziś zostali wydobyci z ziemi. Kiedyś doczekają się godnych pochówków. Przede wszystkim czekają na to ich rodziny. Ale czekamy też i my. Czekamy na kolejne ekshumacje i identyfikacje. I co nie mniej ważne – oni muszą wrócić do naszej pamięci zbiorowej. Na należne im, zaszczytne miejsce.

Tym Niezłomnym, wbrew salonowym, postkomunistycznym „elitom”, należy się nasz szacunek. Bo to im zawdzięczamy wolną Polskę, której mamy dziś zręby. Pamiętajmy o nich wbrew włodarzom III RP, którzy nie chcą czcić bohaterów walki o niepodległość, bo zamiast prawdziwej wolności wolą poddaństwo europejskim i azjatyckim stolicom. Bo gdyby owi zarządcy współczesnej Polski mieli cokolwiek wspólnego z elitami II RP, traktowaliby antykomunistycznych powstańców po 1945 r. tak jak nasi przodkowie traktowali powstańców styczniowych 1863 r. Z należną im czcią. A oni blokują dalsze prace ekshumacyjne.

Tadeusz Płużański
Publicysta, autor książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2″, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”, „Lista oprawców”, prezes Fundacji „Łączka”. Właśnie ukazała się jego nowa książka: „Moje spotkania z bestiami”.

 


ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Tadeusza M. Płużańskiego pt. „Ofiary „Łączki” wołają o pamięć” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 1 (999) z dnia 2 stycznia 2015 roku, s. 10-11. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Tadeusz M. Płużański / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 1 (999)/2015, s. 10-11.

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

42. rocznica śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Abp Galbas: nie wolno się bać

Wojskowe honory dla esesmana z SS Galizien. Ukraina pożegnała Zenona Wróblewskiego.

Ius primae noctis: prawo pierwszej nocy. Prawda czy mit

Porzucanie dzieci w starożytnym Rzymie. List Hilariona do żony

Kolejna rocznica na Reducie Ordona, która odbyła się na szczątkach jej obrońców.

Wolf Messing – jasnowidz Stalina, który przewidział klęskę Hitlera

Zmarła Danuta Szlajmer „Siódemka”. Powstanka miała 99 lat

Kłomino – opuszczone miasto widmo w Polsce. Zostały cztery budynki i garstka ludzi

Inne kategorie

Czytaj także