Zbigniew Żmigrodzki w nostalgicznym felietonie „O dawnej Warszawie” z 1 grudnia 2016 r. sięga po wojenną książkę emigracyjną Ignacego Balińskiego „Wspomnienia o Warszawie” – pisaną z londyńskiej perspektywy przez znaną osobistość Polski przedwojennej. Baliński (1862–1951), piastujący wysokie urzędy, ceniony literat i publicysta, opisał w niej Warszawę lat swojej młodości pod trzema zaborami i lata dwudziestolecia międzywojennego. Żmigrodzki obserwuje polską pamięć o stolicy jako mieście utraconym w gruzach 1944 r. i w powojennej odbudowie, która zatarła w wielu miejscach ślady dawnej Warszawy. Publicysta cytuje wspomnienia Balińskiego i porównuje je z okresem PRL – kiedy dawne kamienice wyburzano nawet po odbudowie, aby zrobić miejsce blokowiskom. „Pozostała w pamięci coraz mniej licznych osób i na komputerowych rekonstrukcjach”. Felieton wpisuje się w polską konserwatywną tradycję nostalgii za utraconą warszawszczyzną.
Na wojennej emigracji wydał swoją książkę „Wspomnienia o Warszawie” Ignacy Baliński, w Polsce przedwojennej i w jej stolicy znana osobistość.
Więcej na ten temat w tekście: Powstanie warszawskie: Godzina W. Marsz w rocznicę wybuchu
Piastujący wysokie urzędy, ceniony literat i publicysta. Pisał o Warszawie lat swojej młodości, ale też o tej, jaka była, gdy ją opuścił w 1939 r. – z wielkim sentymentem, w porywający sposób. Przeczytałem książkę Balińskiego w latach 50.ubiegłego wieku, wypożyczając ją z Biblioteki Jagiellońskiej za specjalnym zezwoleniem. Jak wszystkie wydawnictwa emigracyjne, była zaliczona do działu oznaczonego groźnymi literkami RES, niedostępnego dla ogółu czytelników. Wydano ją w niewielkim nakładzie również w kraju po 1989 roku – przeszła niezauważona i przeczytał ją mało kto. W dawnej Warszawie nie mieszkałem, ale pochodziła z tych stron moja rodzina. Rodzice zabierali mnie wyjeżdżając do stolicy: na południowe przedstawienia dla dzieci w Teatrze Wielkim, wizyty u krewnych, spacery po mieście, które mimo upływu lat doskonale pamiętam. Tamta Warszawa imponowała zabudową Alei Jerozolimskich, Marszałkowskiej, Nowego Światu, Krakowskiego Przedmieścia. Na ulicach aż do późnego wieczora pełno było elegancko ubranych przechodniów, świeciły różnymi kolorami neony w wymyślnych kształtach. Bajeczne wystawy sklepów skłaniały do oglądania i zakupów. Dużo kin z reklamami najnowszych filmów, wiele linii tramwajowych, ożywiony ruch uliczny. Zatrzymywaliśmy się w czasie pobytu w Warszawie w pensjonacie przy ulicy Moniuszki; obok w gmachu towarzystwa ubezpieczeń „Riunione Adriatica di Sicurta” mieściła się sławna kawiarnia z dancingiem, „Adria”, a niedaleko, na Jasnej, secesyjny budynek Filharmonii. Pierwszy raz po zakończeniu działań wojennych odwiedziliśmy Warszawę w 1942 roku. Straszne wrażenie robiły ruiny Marszałkowskiej od dworca w stronę placu Dąbrowskiego, wypalone Filharmonia i Teatr Wielki, zniszczona Świętokrzyska, pozasłaniane deskami bramy i okna Nowego Światu. Godzina policyjna ograniczała ruch. Powstanie i akcja Niemców po nim przyniosły dużo więcej zniszczeń, a po wojnie, aby zrealizować wizję „socjalistycznej stolicy”, wyburzono znaczną część zachowanej i nadającej się jeszcze do odbudowania substancji miasta. Ostatnie dziesięciolecia, z ich bezplanowym „boomem” budowlanym, zniosły w wielu miejscach ślady dawnej Warszawy ostatecznie. Pozostała w pamięci coraz mniej licznych osób i na komputerowych rekonstrukcjach. Zbigniew Żmigrodzki


