Neomarksistowskie uwiedzenie – niebezpieczny stan umysłu

4 min. czytania

Redakcja

26 maja 2019 r.

4 min. czytania

Redakcja

26 maja 2019 r.

Komentarz Redakcji „Naszej Polski”

Ewa Działa-Szczepańczyk w felietonie z 26 maja 2019 r. przedstawia „neomarksistowskie uwiedzenie” jako niebezpieczny stan umysłu, w którym marksizm kulturowy – przypudrowana wersja XIX-wiecznej ideologii – działa dwutorowo. Twórcy i „wdrażacze” świadomie manipulują w drodze do niczym nieograniczonej władzy, dobrze wiedząc o negatywnych skutkach społecznych. Szeregowi wyznawcy natomiast – w warunkach polskich często praktykujący katolicy – bezkrytycznie zawierzają idolom, słuchają bez wyjaśniania pojęć i manifestują za „prawami” np. mowy nienawiści, faszyzmu, nietolerancji. Autorka przypomina bilans XX-wiecznych realizacji marksizmu: Aleksandr Sołżenicyn w „Archipelagu Gułag” szacuje ok. 60 mln ofiar w łagrach do 1956 r., „wielki skok” Mao Zedonga w Chinach – kolejne 60 mln, Pol Pot w Kambodży – ok. 10 mln. Wielki Głód na Ukrainie 1932-33: 4,5-10 mln. Publicystka pyta retorycznie: czy mając tak tragiczne doświadczenia, musimy przerabiać marksizm ponownie, tylko dlatego że przybrał wyrafinowaną postać? Ostrzega przed „terrorem uwiedzonej większości” widocznym już w wielu krajach Zachodu.

Neomarksistowskie uwiedzenie – niebezpieczny stan umysłu. Ktoś zapyta – a cóż to
za konstatacja? Cóż jest złego w tym, że niektórzy ludzie mają usadowione serce
bardziej po lewej stronie i są szczególnie uwrażliwieni na los drugiego
człowieka. Sęk jednak w tym, że lewicowość to nie tylko szczególne patrzenie na
drugiego człowieka i pochylanie się nad jego losem, ale przede wszystkim sposób
postrzegania świata w ogóle.

 

Okazuje się, że to postrzeganie świata u ludzi lewicy w tym tej o proweniencji
neomarksistowskiej jest mocno ograniczone, zarówno z przyczyn wynikających z
cech osobowych, jak i tych wyznaczonych czynnikami zewnętrznymi. Pierwszy
ogranicznik dotyczy osobników, którzy są twórcami i propagatorami idei
neomarksizmu, a obydwa dotyczą szeregowych wyznawców tejże idei. U twórców
ideologi neomarksistowskiej i głównych jej „wdrażaczy” to ograniczone
postrzegania świata jest świadome i związane z wyznaczonym celem – zdobyciem
niczym nieograniczonej władzy i realizacją bez skrępowania wizji ludzkości
skrojonej według ich autorskiego pomysłu. Oczywiście realizacja tego pomysłu
łączy się z wystąpieniem negatywnych skutków łamania prawideł rządzącym życiem
społecznym, ale właśnie o to chodzi by one wystąpiły. Degrengolada społeczna
ułatwia rządzenie ludźmi, zaś zawładnięcie ludzkimi umysłami jest skutecznym
narzędziem, by uniknąć ich ewentualnego buntu (bowiem, tylko ludziska świadomi
swojego niewolniczego statusu, pragną jego zmiany).

A co dzieje się w umysłach ludzi uwiedzionych lewicową ideą neomarksistowską –
czyli w umysłach szeregowych wyznawców tejże? Okazuje się, że dzieje się tam
wiele – przede wszystkim zamieszania pojęciowego, ale nie tylko. Na przykład, w
warunkach polskich, ludzie lewicy to często praktykujący katolicy, którzy z
gorliwością sympatyzują z partiami jawnie antykatolickimi (popierającymi m.in.
in vitro i aborcję) i nie dostrzegają w tej postawie żadnej sprzeczności. Ci
poczciwcy wierzą, że to co widzą i słyszą „to wszystko prawda”. Problem jest w
tym, że widzą i słyszą niewiele, ale nie zdają sobie z tego sprawy. Słuchają
swoich idoli i przywódców bezkrytycznie – słowem im zawierzają. Zawierzenie i
skłonność brania wszystkiego na serio (zwłaszcza, gdy jest ono sowicie podlane
emocjonalnym sosem) oraz brak wyobraźni, to zdaje się, podstawowe cechy
osobowości tego typu ludzi. Ci, którzy chcą ich pozyskać dla „swojej sprawy” –
dobrze o tym wiedzą i wykorzystują tą wiedzę bez skrupułów (np. ustawicznym
epatowaniem ich jednostronnym przekazem). To działanie oraz wrodzona (ale i
nabyta) skłonność do zawierzania, pozbawiają ludzi zdolności realnej oceny
sytuacji. Efektem tych zabiegów inżynierii społecznej są m.in. hordy
zdezorientowanych osobników manifestujących „swoje” (tak im się wydaje) poglądy
na różnych wiecach i pochodach np. w imię solidaryzmu z uciśnionymi lub
wykluczonymi grupami społecznymi, przeciw mowie nienawiści, przeciw łamaniu
demokracji, za wolnością, za miłością itd. (wystarczy jednak uczestnika tych
spędów zapytać – co wg jego opinii znaczy np. „mowa nienawiści”, by zaraz
przekonać się, że mamy do czynienia z kolejnym uwiedzionym).

Wszystkie nasze artykuły z działu Felietony…

Nawet niezbyt wnikliwy obserwator życia społecznego zauważy, że najbardziej
krwawe i zamordystyczne reżymy tworzące systemy totalitarne zbudowali
łatwowierni i poczciwi ludzie, którzy posłużyli twórcom tych chorych światów za
pożytecznych idiotów. Liczba ofiar tych systemów w skali globu to miliony
istnień ludzkich. Aleksander Sołżenicyn w książce „Archipelag Gułag” szacuje, że
w łagrach uśmiercono tylko od początku rewolucji do 1956 roku około 60 milionów
ludzi (w tym Wielki Głód na Ukrainie w latach 1932-33 pochłonął według różnych
szacunków od 4,5 miliona do 10 milionów istnień ludzkich). W Chinach podczas
„wielkiego skoku” unicestwiono około 60 milionów ludzi. W wyniku krwawych rządów
Pol-Pota zginęło około 10 milionów ludzi. Czy posiadając tak bardzo tragiczne
doświadczenia z marksizmem realizowanym w praktyce, musimy znowu go przerabiać
tylko dlatego, że przybrał dzisiaj bardziej wyrafinowaną i przypudrowaną postać
i wielu ludzi ulega jego „czarowi”? Czy skazani jesteśmy na poddanie się
terrorowi uwiedzionej większości (czego symptomy obserwujemy już w wielu krajach
Zachodu)?

Dlaczego neomarksistowskie uwiedzenie jest tak niebezpiecznym stanem umysłu?
Bowiem, gdy ogarnie ludzi w dużej liczebnie skali, to czeka nas replay.
Pamiętajmy jednak, że tym razem może być tylko gorzej, bowiem twórcy tego
marksistowskiego zamysłu nabyli już sporego doświadczenia w jego wdrażaniu i nie
popełnią błędów swoich ideowych poprzedników – tym, którym „lepszy świat” się
jednak zawalił. 

Ewa Działa-Szczepańczyk

 

 

 

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Inne kategorie

Czytaj także