Maurycy Moszkowski, późnoromantyczny kompozytor i pianista, w encyklopediach bywa nazywany kompozytorem niemieckim, choć wywodził się z polsko-żydowskiej rodziny spod Częstochowy lub Pilicy, a jego mazurki, krakowiaki i polonezy brzmią na wskroś po polsku. 9 stycznia 2014 r. w Filharmonii Narodowej w Warszawie odbyła się premiera jego Koncertu fortepianowego h-moll op. 5. Dzieło napisane przez dwudziestoletniego twórcę przeleżało 140 lat w Paryżu, chwalone niegdyś przez Franciszka Liszta, ale nigdy niewydane. Na jego trop wpadł bułgarski pianista Ludmił Angełow, wyróżniony na Konkursie Chopinowskim w 1995 r., i to on doprowadził do publicznego wykonania. Stanisław Dybowski opisuje ten wieczór: 45-minutowy, wirtuozowski koncert, występ orkiestry Filharmonii Podkarpackiej pod batutą Władimira Kiradżijewa, VII Symfonię Dworzaka i bis w postaci Kaprysu hiszpańskiego, którym popisywał się kiedyś Józef Hofmann. Ten utwór, jego zdaniem, powinien wrócić do repertuaru. To ważny wieczór dla polskiej muzyki.
Premiera po 140 latach
Maurycy Moszkowski – kompozytor polski
Polski, a nie niemiecki, jak utrzymuje „Encyklopedia muzyczna PWM” (2000), późnoromantyczny kompozytor Maurycy Moszkowski, pochodził z polsko-żydowskiej rodziny osiadłej pod Częstochową lub – jak chcą inni – pod Pilicą. Urodził się wprawdzie we Wrocławiu (wówczas Breslau) w 1854 r., ale to nie przesądza narodowości i przynależności kulturowej oraz nie wyklucza nazywania go kompozytorem polskim. Zresztą o tym świadczą jego dzieła – na wskroś polskie, jak mazurki, krakowiaki, oberki i polonezy, przesączone naszą specyficzną i charakterystyczną aurą.
Koncert h-moll op. 5 odnaleziony w Paryżu
Przywołuję to nazwisko, bo 9 stycznia w Filharmonii Narodowej odbyła się premiera jego Koncertu fortepianowego h-moll op. 5, który od skomponowania przez 140 lat przeleżał w Paryżu i nikogo nie interesował. Owszem, zachwycił się nim Franciszek Liszt, chwaląc autora, ale od tamtej pory słuch o utworze zaginął. Kompozytor dzieła nie opublikował, skąd można wnosić, że go nie cenił. Przed dwoma laty na trop utworu wpadł w Paryżu znakomity pianista… bułgarski (gdzie są muzykolodzy polscy?) Ludmił Angełow (wyróżniony na Konkursie Chopinowskim w 1995 r. w Warszawie). Teraz doprowadził do wykonania publicznego.
Premiera w Filharmonii Narodowej
Dzieło jest długie (45 min.) i rozbudowane, zdradzające wielki talent pianistyczny i kompozytorski dwudziestoletniego twórcy. Przynosi muzykę bardzo ładną, pełną pomysłów wirtuozowskich w fortepianie i kolorystycznych oraz harmonicznych w partii orkiestry. Pianiście daje szerokie pole do popisu, z czego Angełow z artystycznym skutkiem skorzystał, a orkiestrze pozwala się „wygrać” do syta. Świetny utwór, który powinien teraz ozdabiać programy koncertów symfonicznych. Świetnemu pianiście towarzyszyła orkiestra Filharmonii Rzeszowskiej (dzisiaj Filharmonii Podkarpackiej – nie wiem, dlaczego wstydzić się miasta w nazwie?) pod batutą swego szefa Władimira Kiradżijewa.
Publiczność wysłuchała jeszcze VII Symfonii Dworzaka, wykonanej precyzyjnie, stylowo i ze smakiem. Na bis solista zagrał brawurowo Kaprys hiszpański Moszkowskiego, którym kiedyś popisywali się najwięksi, z Józefem Hofmannem na czele.
Stanisław Dybowski
W tym samym numerze: Blechacz za… 300 tysięcy dolarów
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Stanisława Dybowskiego pt. „Koncert fortepianowy Moszkowskiego” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 4 (951) z dnia 21 stycznia 2014 roku, s. 16. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Stanisław Dybowski / „Nasza Polska”. Zdjęcie: pl.wikipedia.org (fotografia pokolorowana), archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 4 (951)/2014, s. 16.






