Komunistyczne obozy śmierci

8 min. czytania

Redakcja

20 stycznia 2015 r.

książka Więzienia stalinowskie w Polsce

8 min. czytania

Redakcja

20 stycznia 2015 r.

Co najmniej 102 sowieckie obozy koncentracyjne funkcjonowały na ziemiach polskich w latach 1944–1946: od Miednik Królewskich pod Wilnem przez Trzebuskę, Bakończyce, Jaworzno, po Rembertów. Po ich likwidacji NKWD przejęło dla swoich celów więzienia w Białymstoku, Krakowie, Wadowicach, Sanoku, Gliwicach i Wołowie. Tomasz Plaskota rozmawia z prof. Tadeuszem Wolszą, autorem książki „Więzienia stalinowskie w Polsce”, o codzienności represji, słynnych ucieczkach i bezkarności komendantów – m.in. Salomona Morela i Czesława Gęborskiego.

Z prof. Tadeuszem Wolszą, historykiem, autorem książki „Więzienia stalinowskie w Polsce. System, codzienność, represje”, rozmawia Tomasz Plaskota:

Więzienie a obóz NKWD

– Czym różniło się życie codzienne więźniów w komunistycznych więzieniach, ośrodkach pracy więźniów i obozach?

– Z uwagi na charakterystykę tych miejsc, wygląd zewnętrzny i wewnętrzny oraz wyposażenie cel i baraków, wielu różnic nie widać. Nie było opieki lekarskiej, podstawowych mebli ani dostatecznego wyżywienia. Po lekturze pamiętników z epoki można zorientować się, że pewne różnice były. W więzieniach łatwiej można było represjonować uwięzionych, np. katować ludzi. Większość wyroków śmierci na żołnierzach pierwszej i drugiej konspiracji oraz żołnierzach Polskich Sił Zbrojnych, którzy powrócili z Zachodu, była wykonywana w zakładach karnych, np. w więzieniu na Mokotowie, ale i w innych zakładach karnych na terenie Polski. Ostatnie wyroki śmierci z orzecznictwa Wojskowych Sądów Rejonowych wykonywano jeszcze w 1955 r. To nie znaczy, że w obozach była sielanka. Tym bardziej, że w Polsce przez jakiś czas prowadziły działalność obozy pod sowiecką kontrolą. W obozach NKWD nikt się z życiem ludzkim nie liczył. Nie przejmowano się epidemiami, niskimi temperaturami czy marnym wyżywieniem, więc śmiertelność była wysoka. Zwróciłem uwagę, że w więzieniu łatwiej było człowieka zamordować, natomiast w obozach łatwiej było o śmierć na masową skalę, np. jeśli chodzi o wywołanie epidemii, w których były setki ofiar, tak jak np. w obozie w Świętochłowicach – Zgoda, kierowanym przez Salomona Morela, gdzie epidemia tyfusu zdziesiątkowała więźniów.

Polecamy także: Stanisław Sojczyński „Warszyc” – twórca KWP, Żołnierz Wyklęty

102 sowieckie obozy na ziemiach polskich

– W latach 1944–1945 na ziemiach polskich pod kontrolą sowiecką działały obozy koncentracyjne. Gdzie one się znajdowały i kogo tam więziono?

– Było nie mniej niż 102 takie placówki na ziemiach polskich. Sowieckie obozy pojawiały się zaraz po „wyzwoleniu” terenu przez Armię Czerwoną. Najpierw były to Kresy Wschodnie. Pierwszy obóz koncentracyjny Sowieci założyli w lipcu 1944 r. w Miednikach Królewskich koło Wilna, przebywało tam 7–8 tysięcy żołnierzy AK z Okręgu Wileńskiego. Kolejnym była Trzebuska koło Sokołowa Małopolskiego. Obóz rozpoczął działalność w lipcu 1944 r., a zakończył w październiku 1944 r. Na obrzeżu tego obozu był przetrzymywany gen. Filipkowski, dowódca AK Okręgu Lwowskiego. Kolejne obozy powstały w Bakończycach pod Przemyślem oraz w Jaworznie. Natomiast bardziej na północ obozy były zlokalizowane w Krzesimowie i w Krześlinie koło Siedlec. Najbardziej znanym był jednak obóz NKWD w Rembertowie, głównie z powodu rozbicia przez polskie podziemie niepodległościowe. W tym obozie przetrzymywano polityków Polskiego Państwa Podziemnego, głównie szefów okręgowych Delegatur Rządu na Kraj. Niektórzy na szczęście nie zostali zidentyfikowani przez Sowietów. Tak było z gen. Emilem Fieldorfem „Nilem”, który z Rembertowa został wywieziony do łagru w Sowietach, skąd uwolniony i nierozpoznany powrócił do kraju. Przebywał tam również sędzia Zbigniew Hanke z Grójca, który po wojnie miał zostać wojewodą warszawskim. Był tam przetrzymywany m.in. Jan Hoppe, Witold Bieńkowski, Józef Haydukiewicz. Sowieckie obozy znajdowały się na terenie całej Polski. Najwięcej tego rodzaju miejsc odosobnienia było zlokalizowanych na terenach zajętych wcześniej przez III Rzeszę, na Pomorzu, Górnym i Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. W obozach pod Bydgoszczą, np. w Zimnych Wodach, odbywały się nocne egzekucje przeprowadzane przez sowieckich żołnierzy. Na terenach zajętych przez Sowietów, w Polsce i wschodnich Niemczech, obozy dla przeciwników politycznych znajdowały się pod nadzorem NKWD. Część obozów położonych w zachodniej Polsce – Gorzów Wlkp., Toszek, Poznań, Żagań i Świętoszów – należała do systemu obozowego podporządkowanego NKWD we wschodnich Niemczech.

Polecamy także: Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” – biografia legendarnego dowódcy 5. Brygady Wileńskiej AK

okładka książki Więzienia stalinowskie w Polsce
Okładka książki „Więzienia stalinowskie w Polsce” (Fot. www.holdruski.pl)

Likwidacja obozów i specjalne więzienia NKWD

– Do kiedy NKWD formalnie nadzorowało obozy na ziemiach polskich?

– To skomplikowana sprawa. Generalnie mówimy o latach 1944–1946. W pewnym momencie pojawił się pomysł, żeby zamienić obozy na miejsca odosobnienia, które będą łatwiejsze do ukrycia, np. przed opinią publiczną. Obozy NKWD zlikwidowano, ludność przebywającą w tych obozach wywieziono na Wschód (skalę deportacji szacuje się na 80–90 tysięcy ludzi), inni zmarli w wyniku chorób czy morderstw. Poza tym obozy za bardzo rzucały się w oczy, były pilnowane przez uzbrojonych ludzi w sowieckich mundurach, ogrodzone drutem kolczastym itp. Podjęto decyzję, aby przejąć kilka więzień, które będą pełniły rolę specjalnych zakładów zarządzanych przez Sowietów. Taką rolę pełniły przez jakiś czas więzienie w Białymstoku, więzienie przy Montelupich w Krakowie, więzienia w Wadowicach, Sanoku, Gliwicach i w Wołowie. Przeznaczeniem tych zakładów karnych było przetrzymywanie ludzi niebezpiecznych dla Sowietów. Osoby te były ofiarami inwigilacji NKWD, a dodatkowo zatrzymanych selekcjonował resort Bezpieczeństwa Publicznego i następnie przekazywał Sowietom. Zatrzymani byli przesłuchiwani oraz poddawani represjom. Jeżeli przeżyli, byli wysyłani do łagrów w Związku Sowieckim. W zakładach karnych rozstrzeliwano również obywateli sowieckich, którzy walczyli po stronie III Rzeszy, m.in. własowców oraz oficerów sowieckich, którzy dostali się do niemieckiej niewoli i pod ich adresem wysuwano zarzuty o zdradę. Najdłużej funkcjonującym specjalnym więzieniem NKWD było więzienie w Wołowie. Sowieci nie podawali danych o liczbie osób w nim przetrzymywanych, później okazało się, że to więzienie było w zarządzaniu MBP, ale czasowo przekazano je do użytku NKWD. System więziennictwa sowieckiego na ziemiach polskich przestał funkcjonować w 1953 r.

Słynne ucieczki z więzień i konwojów

– Jakie były najsłynniejsze ucieczki z różnego rodzaju miejsc odosobnienia i z konwojów?

Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Łukasz Ciepliński „Pług” – biografia, grypsy do syna i śmierć

– Akcja rozbicia w 1946 r. więzienia św. Michała w Krakowie, gdzie otwarto wszystkie cele. Nie uciekli tylko ci, którzy mieli do odsiedzenia najkrótsze wyroki, bardziej opłacało im się posiedzieć dwa czy trzy miesiące niż potem ukrywać się. Filmową ucieczkę zorganizowano w więzieniu w Barczewie. Więźniowie przygotowali kilkudziesięciometrowy podkop i uciekli nim. Później zostali aresztowani, niemniej przez jakiś czas cieszyli się wolnością. W historii każdego więzienia były udane ucieczki. Dla przetrzymywanych punktem honoru była ucieczka. Często zdarzały się również ucieczki z konwojów. Odbić więźniów dokonywali koledzy z podziemia. Najbardziej znana akcja miała miejsce pod Dęblinem, kiedy żołnierze drugiej konspiracji uwolnili cały transport więźniów, chociaż pociąg był zabezpieczony silnie uzbrojoną eskortą, a UB podjęło decyzję, że transport pojedzie inną drogą. W przygotowanej przez Mariana Gołębiewskiego ucieczce z więzienia w Sieradzu przy odrobinie szczęścia mogli uciec wszyscy więźniowie. Organizatorzy dysponowali wszystkimi kluczami, aresztowali personel więzienia, nie potrafili tylko sforsować bramy więziennej i po krótkiej walce z KBW skapitulowali i złożyli broń. Zasądzono im kary dożywotniego więzienia – gdyby nie Październik 1956 r., to prawdopodobnie nigdy by nie wyszli na wolność.

Bezkarność Salomona Morela i Czesława Gęborskiego

– Dlaczego komendanci komunistycznych miejsc odosobnienia nie byli ścigani przez polski wymiar sprawiedliwości po 1989 r.? Salomon Morel, komendant stalinowskiego obozu koncentracyjnego w Świętochłowicach, odpowiedzialny za śmierć kilkuset osób, nie został przez polski ani międzynarodowy trybunał osądzony i do śmierci otrzymywał z Polski wysoką emeryturę…

– Salomona Morela po ogromnej epidemii, nad którą nie zapanował, a być może celowo ją zataił, skazano na kilka dni aresztu domowego. Po 1956 r. próbowano tych ludzi rozliczyć, ale nie zostało to niestety doprowadzone do końca. Nie dotyczy to wyłącznie Morela, ale również komendantów obozów z Mysłowic, Siemianowic Śląskich, Łambinowic i Jaworzna. Oskarżeni zwykle zostawali uniewinnieni, jako funkcjonariusze MBP doczekali się wysokich emerytur i żyli spokojnie, chociaż przeciw nim toczyły się sprawy w RFN. Niemcy wielokrotnie występowali do Polski z prośbą o pomoc w sprawie Morela. Sąd niemiecki zebrał świadków i materiał dowodowy. Po 1989 r., kiedy nastąpiła zmiana ustroju w Polsce, rozpoczęły się procesy przeciwko komendantom komunistycznych miejsc odosobnienia. Polska otrzymywała w tych sprawach nawet pomoc od niemieckich sądów. Tyle tylko, że żadnej sprawy nie udało się doprowadzić do końca, bo albo zawodzili świadkowie, których zeznaniom nie dawał wiary sąd, albo – jak w wypadku Morela, który poczuł się zagrożony i uciekł z Polski – państwo Izrael odmówiło jego ekstradycji. Doszło do wymiany korespondencji między polskim a izraelskim ministerstwem sprawiedliwości. Resort sprawiedliwości w Izraelu dał do zrozumienia, że polskie ministerstwo powinno zająć się antysemityzmem w Polsce, zaś Morela pozostawić w spokoju. Mieszkał więc sobie spokojnie w Tel Awiwie i otrzymywał wysoką emeryturę z Polski, którą później zmniejszono do najniższej z możliwych. Czesław Gęborski, komendant obozu w Łambinowicach, zmarł kilka dni przed wydaniem wyroku i do końca utrzymywał, że jest niewinny. Prof. Edmund Nowak, wybitny badacz historii powojennych obozów, który w tym procesie był rzeczoznawcą, nie znając oczywiście wysokości kary grożącej Gęborskiemu, podkreślił, że oskarżony byłby skazany raczej na symboliczną karę. Dopiero przełom 1989 r. spowodował, że na poważnie zajęto się obozami i zbrodniami w więzieniach. Za późno jednak rozpoczął się proces rozliczenia komunistycznych zbrodni, popełnionych na żołnierzach pierwszej i drugiej konspiracji. Nie jest wykluczone, że tych spraw nie da się już nigdy, z różnych powodów, rozliczyć, pomimo dużego zaangażowania Instytutu Pamięci Narodowej. Można i trzeba jednak o nich pisać.

 


ⓘ Informacja o publikacji
Wywiad Tomasza Plaskoty pt. „Obietnice puste i bezczelne” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 3 (1001) z dnia 20 stycznia 2015 roku, s. 10. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Tomasz Plaskota / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 23 (970)/2014, s. 3.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Wojskowe honory dla esesmana z SS Galizien. Ukraina pożegnała Zenona Wróblewskiego.

Ius primae noctis: prawo pierwszej nocy. Prawda czy mit

Porzucanie dzieci w starożytnym Rzymie. List Hilariona do żony

Kolejna rocznica na Reducie Ordona, która odbyła się na szczątkach jej obrońców.

Wolf Messing – jasnowidz Stalina, który przewidział klęskę Hitlera

Zmarła Danuta Szlajmer „Siódemka”. Powstanka miała 99 lat

Kłomino – opuszczone miasto widmo w Polsce. Zostały cztery budynki i garstka ludzi

Czy Muzeum Żydów Polskich „POLIN” chce wybielić komunistyczną prokurator?

Inne kategorie

Czytaj także