Zdrowie, nasz kłopot. Felieton Zbigniewa Żmigrodzkiego o kolejkach do lekarza

4 min. czytania

Zbigniew Żmigrodzki

04 marca 2014 r.

Pusty korytarz przychodni i okienko rejestracji, ilustracja o kolejkach do lekarza

4 min. czytania

Zbigniew Żmigrodzki

04 marca 2014 r.

Kolejki do lekarza to w lutym 2014 r. codzienność milionów pacjentów, którzy płacą składki do Narodowego Funduszu Zdrowia, a mimo to muszą wstawać przed świtem, by w ogóle zarejestrować się w przychodni. Zbigniew Żmigrodzki w kolejnej odsłonie „Politnotek” opisuje własne doświadczenia: aby dostać się do lekarza rodzinnego, który przyjmuje dwie godziny dziennie, trzeba stanąć pod drzwiami o piątej rano, zabrać „kolejkowego zmiennika” i liczyć się z limitem 20 do 30 pacjentów. Telefoniczna rejestracja nie działa, a na operację czeka się nieskończenie długo. Autor zauważa, że szybkie leczenie oferują prywatne kliniki i gabinety, ale stać na nie tylko nielicznych zamożnych obywateli, a reszta musi się zapożyczać albo sięgać do resztek oszczędności. Wspomina też procedury pogotowia, lekarskie błędy i słowa jednej z polityczek, że „za dużo ludzi u nas chce się leczyć”.

Politnotki

„Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz”. Dzisiaj cenimy zdrowie jeszcze bardziej, gdy musimy „do dnia” wstać i iść do kolejki przed przychodnię, której drzwi otwierają się o ósmej, a w najlepszym razie o siódmej. W moim miejscu zamieszkania trzeba stanąć o piątej, aby zdołać się zarejestrować, gdy kolejka wpuszczana jest do środka. Stanie w zimie jest szczególnie przykre; jeżeli ktoś ma na ulicy swój samochód, może się w nim chwilowo ogrzać, ale najlepiej zabierać ze sobą kolejkowego zmiennika, bo wyszedłszy na chwilę, można usłyszeć po próbie powrotu: „Pan tu nie stał”…

Rejestracja, limity i „Pan tu nie stał”

Personel sprzątający oraz inny dokonujący rejestracji (są to zwykle energiczne, groźne panie) nie otwiera drzwi wcześniej, bo jeszcze pacjenci co ukradną albo nabrudzą; o rejestracji telefonicznej mowy nie ma (słuchawka jest stale odłożona albo się jej nie podnosi). Obowiązują limity na przyjęcie do jednego lekarza 20-30 osób. Mój doktor rodzinny przyjmuje codziennie przez dwie godziny, od 11.00 do 13.00. Chcąc się doń dostać, należy przesiedzieć pod drzwiami niemal pół dnia. Pod warunkiem, że udało się zarejestrować.

Prywatne kliniki dla zamożnych

Oczekiwanie na operację trwa zwykle nieskończenie długo – chyba że zdecydujemy się na wysoce kosztowne leczenie i zabieg w prywatnej klinice. Takich zakładów leczniczych wiele się namnożyło, tak jak i prywatnych gabinetów lekarskich. Jest to niewątpliwe dobrodziejstwo: chcąc się leczyć, należy mieć pieniądze albo trzeba się zapożyczyć, zarządzić rodzinną składkę bądź wygrzebać ze skrytki resztki oszczędności. Poza tym z płatnych czynności leczniczych mogą korzystać tylko co majętniejsi obywatele, a tych jest w Polsce ograniczona liczba.

Przeczytaj również: Pieniądze uciekają z NFZ. Fikcyjne świadczenia i Zintegrowany Informator Pacjenta

W Internecie usługi lekarskie są szeroko reklamowane. Istnieje specjalny ogólnokrajowy portal: można się zarejestrować u dowolnego specjalisty w wybranym miejscu, a nawet z wyprzedzeniem zamówić wizytę. Ogłaszają się też indywidualnie różni lekarze – tylko wybierać. Jednak tzw. szara masa ludzka, opłacająca przez lata ubezpieczenie, ma prawo liczyć na społeczną służbę zdrowia. Gdy ktoś zasłabnie, pogotowie wiezie go do wyznaczonego ośrodka, aby tam sprawdzono, czy jest chory naprawdę, czy przypadkiem tylko mu się wydaje – ta procedura trwa niekiedy kilka godzin. Dopiero potem, gdy pacjent jeszcze żyje, dostarcza się go do odpowiedniego szpitala, na właściwy oddział.

Błędy, zaniedbania i bankrutujące lecznice

W środkach przekazu znajdujemy bezustannie doniesienia o zaniedbaniach, lekarskich błędach w sztuce i fatalnej sytuacji bankrutujących lecznic. Jedna z „tuskowych”, politycznych pań, gdy była ministrem zdrowia, ustaliła przyczynę zła: „Za dużo ludzi u nas chce się leczyć”. Pisał Janusz Szpotański: „Hej, staruszku, emerycie, zbyt wesołe pędzisz życie. Ciebie nic nie czeka już, więc czym prędzej kładź się wzdłuż”.

Zbigniew Żmigrodzki

 


ⓘ Informacja o publikacji
Felieton Zbigniewa Żmigrodzkiego pt. „Zdrowie – nasz kłopot” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 10 (957) z dnia 4 marca 2014 roku, s. 5. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Zbigniew Żmigrodzki / „Nasza Polska”. Ilustracja: grafika poglądowa, redakcja naszapolska.pl.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Inne kategorie

Czytaj także