Euromajdan 2014 wszedł w najgroźniejszą fazę. W ostatnich dniach w starciach z milicją w Kijowie zginęło pięciu demonstrantów, a prawie 300 osób zostało rannych. Wojciech Reszczyński zwraca uwagę, że polskie media rządowe długo milczały o wydarzeniach na Ukrainie. Pyta, czego chcą Ukraińcy stojący od ponad dwóch miesięcy na barykadach, dlaczego tak liczą na Unię Europejską i Polskę i co oznaczają przepisy ograniczające zgromadzenia, przegłosowane przez parlament Ukrainy. Opisuje też tituszki, czyli młodych prowokatorów sprowadzanych do Kijowa przez „nieznane siły”, i porównuje tę metodę z prowokacją podczas Marszu Niepodległości w Warszawie dwa lata wcześniej. Przypomina, jak na wydarzenia na Ukrainie mógłby zareagować śp. prezydent Lech Kaczyński, i ostrzega, że po Gruzji i Ukrainie Moskwa może zwrócić się ku republikom bałtyckim i Polsce.
Milczenie mediów o Euromajdanie
Niepokojący brak w rządowych mediach relacji z Kijowa został dopiero przerwany, gdy do szturmu na opozycję ruszyła milicja i okazało się, że są ofiary śmiertelne. W sumie zginęło pięciu demonstrantów, w tym czterech zastrzelono z broni palnej, a prawie 300 osób odniosło rany. Polacy nadal nie mają możliwości dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi Ukraińcom stojącym wytrwale już od ponad dwu miesięcy na barykadach zbudowanych wokół Majdanu. A tam właśnie zaczął do głosu dochodzić ukraiński naród ze swoją historią, tradycją i wyznawaną wiarą.
Nie wiemy, jaką mają Ukraińcy wizję swojego kraju, jakie są ich osobiste oczekiwania i nadzieje, wszak to rewolta ludzi głównie młodych, ale i tych starszyc,h pamiętających jeszcze walki o wolną Ukrainę. Dlaczego z taką wiarą oczekuje się tam pomocy Zachodu, Unii Europejskiej? Skąd raptem tyle sympatii do Polski i Polaków? Szczególnie było to widać, gdy na Majdanie Niepodległości przemawiał Jarosław Kaczyński.
Czego żądają Ukraińcy
Ukraińcy domagają się dymisji władzy, która wbrew ich woli odrzuciła szansę stowarzyszenia się z Unią Europejską i zawiązała sojusz z Moskwą, a w tej chwili żądają anulowania restrykcyjnych przepisów wzorowanych na polskim stanie wojennym, które dramatycznie zaogniły sytuację na Ukrainie. Parlament Ukrainy ograniczył bowiem wolność słowa, możliwość zgromadzeń i manifestacji, wprowadził zakaz demonstrowania w kaskach. Władza otrzymała też prawo do strzelania ostrą amunicją, a kuriozalny zakaz stawiania namiotów przypomniał mi szarpaninę warszawskiej policji z garstką osób na Krakowskim Przedmieściu, na czele z Ewą Stankiewicz ze Stowarzyszenia Solidarni 2010, chcących utrzymać w swoich rękach skromny namiot na metalowych nóżkach. W końcu namiotowe drążki trzeba było oprzeć na czubkach butów, tak by nie dotykały ziemi i nie było zarzutu bezprawnego postawienia na ulicy „namiotu”.
Majdan a Polska
Obojętność Polski wobec wydarzeń na Majdanie oddala nas od wolnościowych aspiracji całej Europy Środkowej, w której należne miejsce powinno przypadać suwerennej Polsce i suwerennej Ukrainie. Nietrudno byłoby przewidzieć jak na wydarzenia na Ukrainie zareagowałby śp. prezydent Lech Kaczyński. Z pewnością odniósłby się do deklaracji Moskwy, o „zaniepokojeniu” wydarzeniami na Ukrainie i „pomocy” w rozwiązaniu jej wewnętrznego kryzysu. Trwa bowiem odbudowa moskiewskiego imperium, a Ukraina, po Gruzji, jest kolejnym celem na drodze powrotu Moskwy na „swoje” dawne europejskie terytoria. Po Ukrainie zagrożenia mogą spodziewać się byłe republiki bałtyckie i Polska, która od 10 kwietnia 2010 r. już sprawia wrażenie na wpół samodzielnego państwa.
Tituszki, czyli prowokacja w Kijowie
To, w jaki sposób prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz rozprawia się z opozycją, ma też dla nas pewne praktyczne znaczenie. Uliczne walki w Kijowie wyglądają niekiedy tak, jakby walczyła ze sobą ta sama strona konfliktu. Dobrze zorganizowana ochrona Majdanu Niepodległości, licząca kilka tysięcy ludzi, głównie Kozaków z Siczy Zaporowskiej, jak zauważył obecny na Majdanie red. Tadeusz Płużański, wyłapała dziesiątki tzw. tituszków – młodych ludzi sprowadzonych do Kijowa z głębi kraju przez „nieznane siły” poszukujące w Internecie chętnych do „manifestowania” za pieniądze.
Nazywa się ich tak od nazwiska Tituszko – bandyty, który dotkliwie pobił dwóch dziennikarzy w asyście biernie przyglądającej się temu bestialstwu milicji. Zatem to ta sama metoda prowokacji wypróbowana już w Polsce podczas Marszu Niepodległości dwa lata temu, kiedy to niezidentyfikowana grupa zamaskowanych młodych ludzi atakowała petardami i kamieniami warszawską policję. Ta z kolei miała pretekst do zaatakowania bezbronnej manifestacji, a władza do rozwiązania marszu. O ile jednak my nadal nie wiemy, kim byli ci ludzie, to wyłapane w Kijowie „tituszki” zostały zmuszone do odkrycia twarzy i publicznego przeproszenia za swoje zachowanie na głównej scenie Majdanu. Prowokacja nie udała się, co niewątpliwie dobrze świadczy o stopniu samoorganizacji ukraińskiej opozycji.
Wojciech Reszczyński
Przeczytaj również: Ukraina przegrywa w wojnie informacyjnej
ⓘ Informacja o publikacji
Felieton Wojciecha Reszczyńskiego pt. „Majdan przed bitwą” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 5 (952) z dnia 28 stycznia 2014 roku, s. 20. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Wojciech Reszczyński / „Nasza Polska”. Ilustracja: grafika poglądowa, redakcja naszapolska.pl.


