Koń trojański w Kościele? Żmigrodzki o dywersji od środka

4 min. czytania

Zbigniew Żmigrodzki

01 kwietnia 2014 r.

Drewniany koń trojański w drzwiach kościoła, ilustracja do felietonu o dywersji w Kościele i ks. Adamie Bonieckim

4 min. czytania

Zbigniew Żmigrodzki

01 kwietnia 2014 r.

Ks. Adam Boniecki, wieloletni redaktor „Tygodnika Powszechnego”, jest dla Zbigniewa Żmigrodzkiego jedną z najbardziej charakterystycznych postaci tego, co w felietonie z kwietnia 2014 r. nazywa wewnętrzną kościelną dywersją. Autor przypomina, że metodę rozsadzania przeciwnika od środka zalecał Bierutowi już Stalin, a powojenni komuniści próbowali ją realizować przez „księży patriotów” i Pax, którzy jednak nie odważyli się kwestionować zasad wiary. Według Żmigrodzkiego prawdziwy atak na religię i Kościół przyszedł po 1989 r., gdy dawni członkowie PZPR i wyznawcy „socjalizmu z ludzką twarzą” utworzyli „opozycję laicką” i sięgnęli po arsenał sowieckiego bolszewizmu przebrany za liberalizm. Wymienia bp. Tadeusza Pieronka, abp. Józefa Życińskiego i ks. Józefa Tischnera oraz zakonników, którzy odeszli z Kościoła, i pyta, czym jest „jedność Kościoła” chroniąca kontestatorów.

Notatki o polityce, czyli politnotki

Powszechnie stosowaną metodą walki ideologicznej, jaka się współcześnie coraz intensywniej toczy, jest wprowadzanie wewnętrznej dywersji poprzez sadowienie w ugrupowaniu przeciwnika swoich ludzi oraz pozyskiwanie tam stronników spośród osób czymś urażonych albo zniechęconych brakiem oczekiwanych korzyści: nagród, wyróżnień, awansów. Ten sposób walki z religią i z Kościołem katolickim ma swoje odwieczne tradycje, a w czasach nowszych jego kreatorem w Polsce stał się Stalin, zalecając Bierutowi rozsadzanie duchowieństwa od środka jako jedynie skuteczny zabieg.

Od „księży patriotów” do „opozycji laickiej”

Po wojnie polscy komuniści podjęli ten kierunek działania. Jednak ani „księża patrioci”, ani Pax zasad wiary i moralności nie odważyli się kwestionować czy rozmywać. To stało się dopiero po tzw. upadku komunizmu, mającym charakter pozorowany: zwani opozycją byli pezetpeerowcy i wyznawcy „socjalizmu z ludzką twarzą” ruszyli do ataku na religię i Kościół, a także na normalne ludzkie obyczaje, korzystając w tym celu z propagandowego arsenału sowieckiego bolszewizmu i wszelkich ruchów ateistycznych, udrapowanych jednak przemyślnie na „liberalizm”. Po „zwycięstwie demokracji” w 1989 r. rozpoczęła się nowa forma walki z religią i Kościołem, prowadzona przez tzw. michnikowszczyznę i „opozycję laicką”, złożoną przeważnie z byłych członków PZPR. Deklamowano między sobą, że „czerwonego zastąpił czarny” i jego trzeba właśnie osłabić, a nawet, jak dobrze pójdzie, obalić, a przede wszystkim wyrugować z ludzkich umysłów. „Kto dziś dowala czarnym?” – pytał podwładnych na odprawie „naczelny” jednej z lokalnych mutacji „Wyborczej”. Duszpasterskie wizytacje biskupie porównywano z przyjazdami pierwszych sekretarzy partii do organizacji gminnych…

Przeczytaj również: Kościół Rydzyka czy Kościół Franciszka? Zmiana warty w Episkopacie

Wewnętrzna kościelna dywersja

Ale oczywiście najważniejsze było uruchomienie wewnętrznej kościelnej dywersji. Jej czołowymi postaciami stali się dwaj uprzywilejowani hierarchowie: bp Tadeusz Pieronek, sekretarz generalny Episkopatu i przysięgły wróg Radia Maryja, oraz abp Józef Życiński, ordynariusz lubelski, chodzący w aureoli wielkiej uczoności i demonstrujący ją przy każdej okazji. Zaraz też zaczęli się jawić pomniejsi wichrzyciele i kontestatorzy, z głoszącym „góralską” filozofię i zmodernizowaną wiarę ks. Józefem Tischnerem na czele. Dziwnym trafem często zakonnicy, zwłaszcza jezuici i dominikanie, jak Stanisław Obirek i Tadeusz Bartoś, którzy w końcu odeszli z Kościoła, ale także ciągle nowi: oo. Paweł Kozacki, Krzysztof Wiśniowski, Ludwik Mądel, Paweł Gużyński, księża Wojciech Lemański i Kazimierz Sowa. Osobny rozdział należy się długoletniemu redaktorowi „Tygodnika Powszechnego”, ks. Adamowi Bonieckiemu – wytrwałemu bojownikowi przeciw religijnemu „ciemnogrodowi”. Wspierany prestiżowo (i finansowo) ten „postępowy katolik” usiłuje nadal robić swoje, publikując w „Gazecie Wyborczej” krytyki Kościoła i „fundamentalnych” katolików, udzielając wywiadów laicyzującej prasie i kpiąc sobie z kościelnej zwierzchności, która obchodzi się z nim nader łagodnie. W imię „jedności Kościoła”, zapewne. Cóż to wszak za „jedność”? – trzeba zapytać…

Zbigniew Żmigrodzki

 


ⓘ Informacja o publikacji
Felieton Zbigniewa Żmigrodzkiego pt. „Dywersanci” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 14 (961) z dnia 1 kwietnia 2014 roku, s. 5. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Zbigniew Żmigrodzki / „Nasza Polska”. Ilustracja: grafika poglądowa, redakcja naszapolska.pl.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Inne kategorie

Czytaj także