Pytanie, czy Powstanie Warszawskie miało sens, wraca w tych samych sierpniowych dniach, w których stolica czci swoich powstańców. Odpowiedź zaczyna się od faktu, który w tym sporze ginie: sierpniowy zryw nie był incydentem ani odruchem, lecz realizacją planów politycznych i militarnych Polskiego Państwa Podziemnego, przygotowywanych przez wiele miesięcy. Warto przy tym postawić pytanie odwrotne – dlaczego identycznych wątpliwości nikt nie formułuje wobec powstania w getcie warszawskim.
Powstanie Warszawskie nie było incydentem. Decyzja zapadła 31 lipca 1944 roku
Rozkaz o rozpoczęciu Powstania był ostatnim ogniwem planu, nad którym pracowano od jesieni 1943 roku. Akcja „Burza” to opracowana w Komendzie Głównej Armii Krajowej koncepcja atakowania cofających się Niemców i ujawniania się wobec wkraczających Sowietów jako legalny gospodarz polskiej ziemi. Przygotowania ruszyły w październiku 1943 roku, po rozkazach Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego.
Powstanie powszechne było zresztą sensem istnienia Armii Krajowej od początku. W dokumentach konspiracji od lat pisano o zbrojnym wystąpieniu w decydującym momencie, a rząd emigracyjny w Londynie i podległe mu struktury w kraju przygotowywały je równolegle w wymiarze wojskowym i cywilnym. Kto kwestionuje sens sierpnia 1944 roku, kwestionuje w praktyce sens powołania podziemnych sił zbrojnych, bo do tego jednego zadania były budowane przez pięć lat.
Decyzja o walce w stolicy zapadła 31 lipca 1944 roku, na spotkaniu gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” z gen. Leopoldem Okulickim „Niedźwiadkiem” i gen. Tadeuszem Pełczyńskim „Grzegorzem”. Rozkaz wyszedł tego wieczoru z budynku przy ulicy Filtrowej 68, około godziny 19.00. Bezpośrednim impulsem był meldunek dowódcy Okręgu Warszawskiego AK płk. Antoniego Chruściela „Montera” o sowieckich oddziałach pancernych, które przełamały niemieckie pozycje i zajęły Radość oraz Wołomin. Zgodę cywilną dał Delegat Rządu na Kraj Jan Stanisław Jankowski. Walki ruszyły 1 sierpnia o 17.00, w godzinie oznaczonej kryptonimem Godzina W.
Dowódca, który ten rozkaz wydał, nigdy się z niego nie wycofał. Po latach tłumaczył decyzję nie nadzieją na zwycięstwo, lecz rachunkiem, w którym bierność też miała swoją cenę.
„Gdybyśmy zachowali się biernie, Warszawa nie uniknęłaby zniszczeń”
gen. Tadeusz Komorowski „Bór”, Komendant Główny Armii Krajowej
Dlaczego nikt nie pyta, czy powstanie w getcie warszawskim miało sens
Bo tak nie wypada. To zestawienie stawia w tekstach o sierpniu 1944 roku publicysta „Naszej Polski” Tadeusz M. Płużański: dwa zrywy z tej samej okupacji, w tym samym mieście, a pytanie o sens stawia się tylko przy jednym z nich.
Powstanie w getcie warszawskim wybuchło 19 kwietnia 1943 roku i trwało do 16 maja. Do walki stanęło około tysiąca słabo uzbrojonych żydowskich bojowników, mających przeciw sobie ponad 2 tysiące żołnierzy Wehrmachtu, SS i oddziałów pomocniczych, wsparte pojazdami opancerzonymi i artylerią. Bojownicy szli do boju z butelkami zapalającymi, granatami domowej roboty i żarówkami wypełnionymi kwasem siarkowym. Marek Edelman ujął to bez złudzeń: „Nie marzyliśmy o zwycięstwie, broniliśmy godności i człowieczeństwa”.
Akcją niemiecką dowodził gen. SS Jürgen Stroop. Bojownicy warszawskiego getta stanęli do walki przeciw Niemcom w środku Zagłady, po tym jak latem 1942 roku wywieziono stąd do Treblinki większość mieszkańców. Dzielnicę zrównano z ziemią, a 16 maja 1943 roku wysadzono Wielką Synagogę na Tłomackiem. Zniszczenie tej części Warszawy było wcześniejsze i bardziej całkowite niż to, które przyniósł sierpień 1944 roku. Szans na wygraną nie było żadnych, a mimo to nikt w rocznicę tamtego zrywu nie pyta publicznie o jego sens.

Powstańcy nie pytali o sens. „Halicz” był gotowy od 1 września 1939 roku
Dla pokolenia, które poszło do walki, sens nie był kwestią kalkulacji, tylko pięciu lat okupacji. Syn Henryka Kończykowskiego „Halicza” z elitarnego batalionu „Zośka” nie ma wątpliwości, że Powstanie musiało wybuchnąć.
„Byłem gotowy do Powstania od 1 września 1939 roku. Byliśmy wychowani na etosie polskich powstańczych zrywów. Musieliśmy się Niemcom odwinąć za pięć bitych lat prześladowania, poniżania”
Henryk Kończykowski „Halicz”, żołnierz batalionu „Zośka”, w relacji syna Andrzeja Kończykowskiego
Tę samą logikę oddał Delegat Rządu Jankowski, gdy kurier Jan Nowak-Jeziorański ostrzegał go przed konsekwencjami. Odpowiedział porównaniem: człowiek, który przez pięć lat biegnie w stronę muru, nie zatrzyma się krok przed nim. Albo przeskoczy, albo się roztrzaska.
Do walki stanęło 40-50 tysięcy powstańców. Broń palną miał zaledwie co czwarty z nich, a zapas amunicji liczono w dniach, nie w tygodniach. To była w większości młodzież: chłopcy i dziewczęta z konspiracyjnych kompletów i drużyn harcerskich, tacy jak Jan Rodowicz „Anoda” z batalionu „Zośka”. Walczył tu również Witold Pilecki, dowodząc na Woli placówką znaną jako „Reduta Witolda”.
Co o słuszności Powstania sądzi Bogusław Linda
Aktor sprowadza całą dyskusję do motywacji, a nie do rachunku strat. Bogusław Linda mówi wprost, że ludzie, którzy przeżyli Powstanie, tłumaczyli mu swoją decyzję prosto: byli tak wściekli na Niemców po latach upokorzeń, że poszli walczyć, żeby przez choćby pięć minut poczuć się wolnymi. Ten sam mechanizm widzi w powstaniu styczniowym, gdzie alternatywą dla lasu była branka i Sybir. Reszta, jego zdaniem, to ideologia dopisana później przez polityków.
Czy Powstanie Warszawskie miało szanse powodzenia
Miało szanse na to, co zaplanowano, i nie miało szans na to, co się wydarzyło. Plan zakładał kilka dni walki do wejścia Armii Czerwonej, a nie dwa miesiące oblężenia – i pod ten plan liczono amunicję. Niemcy mieli 1 sierpnia w Warszawie około 14 tysięcy żołnierzy, policjantów i formacji pomocniczych, czyli mniej, niż wynosił stan powstańczych oddziałów.
Pierwsze dni potwierdziły, że kalkulacja nie była fantazją. Powstańcy opanowali znaczną część Śródmieścia, Woli, Starego Miasta, Żoliborza i Mokotowa. Największym sukcesem militarnym całego zrywu było zdobycie gmachu PAST-y przy Zielnej w nocy z 19 na 20 sierpnia 1944 roku przez batalion „Kiliński” pod dowództwem rtm. Henryka Leliwy-Roycewicza. Zginęło tam 36 Niemców i 38 Polaków, a 63 powstańców odniosło rany.
Czego nie udało się osiągnąć, przesądziło resztę. Nie opanowano mostów, lotniska na Okęciu ani głównych arterii wylotowych, więc Powstanie od pierwszych dni walczyło w kotle, bez możliwości przyjęcia zrzutów na dużą skalę i bez połączenia z Pragą. Amunicji obliczonej na kilka dni starczyło dokładnie na tyle, na ile ją obliczono.

Czy decyzja o Powstaniu Warszawskim była słuszna. Historycy spierają się do dziś
Spór nie dzieli się na obrońców i krytyków według sympatii politycznych – biegnie przez samo dowództwo i przez samych uczestników. Po obu stronach stoją ludzie, którzy w 1944 roku mieli w tej sprawie realny głos.
| Kto | Stanowisko |
|---|---|
| gen. Tadeusz Pełczyński, szef sztabu KG AK | za: „Broniliśmy swoich praw do udziału w przyszłym zwycięstwie aliantów” |
| płk Antoni Chruściel „Monter”, dowódca Okręgu Warszawa | za: „Walka wydobyła na wierzch pierwiastek dumy narodowej” |
| gen. Leopold Okulicki, ostatni Komendant Główny AK | za: „Nie było to polityczną awanturą” |
| Jan Nowak-Jeziorański, kurier Rządu RP | za: Powstanie miało efekt odstraszający na ZSRS, widoczny jeszcze w latach 1980-1981 |
| gen. Władysław Anders, dowódca 2. Korpusu Polskiego | przeciw: „Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię” |
| gen. Kazimierz Sosnkowski, Naczelny Wódz | przeciw: bez uprzedniego porozumienia z ZSRS byłoby politycznie nieusprawiedliwione |
| prof. Jan Ciechanowski, żołnierz AK i historyk | przeciw: decyzję podjęło trzech generałów, bez wysłuchania pozostałych oficerów sztabu |
| Władysław Pobóg-Malinowski, historyk | przeciw: „Nierozumna i fatalna decyzja rozpętała furię niemiecką” |
Najmocniejszy argument krytyków to cena: 18 tysięcy poległych powstańców, około 180 tysięcy zabitych cywilów i zburzona stolica. Tego nikt rozsądny nie kwestionuje i to jest realny koszt decyzji z 31 lipca. Sosnkowski ostrzegał zresztą, że Powstanie zamieni jedną okupację na drugą, ale wyraźnie go nie zakazał, a decyzję pozostawił dowództwu w kraju.
Słabszy jest argument, że gdyby nie Powstanie, Warszawa by ocalała. O losie Polski przesądzono wcześniej i gdzie indziej. Na konferencji w Teheranie, trwającej od 28 listopada do 1 grudnia 1943 roku, Józef Stalin, Winston Churchill i Franklin Delano Roosevelt ustalili wschodnią granicę Polski mniej więcej wzdłuż linii Curzona, a zachodnią na Odrze. Polskich władz o niczym nie poinformowano. Jak pisze Marcin Chorązki z Instytutu Pamięci Narodowej, Stalin zręcznie wykorzystał różnicę zdań między Rooseveltem a Churchillem i uzyskał poparcie prezydenta USA dla swoich celów strategicznych. Rozkaz do walki padł osiem miesięcy po tych rozmowach.
Osobną sprawą jest wsparcie dla Powstania, którego zabrakło. Ofensywa Armii Czerwonej stanęła na prawym brzegu Wisły, a sowieckie czołgi widziane na Pradze pod koniec lipca nie ruszyły dalej. Alianci zachodni ograniczyli się do zrzutów lotniczych. Rozwoju sytuacji na froncie nie dało się w sierpniu i wrześniu 1944 roku odwrócić żadną decyzją podjętą nad Wisłą.
Jest wreszcie argument, który krytykom umyka. Rok 1944 był w skali politycznej kalką roku 1920: znów powstawały równoległe struktury polskich komunistów, najpierw Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, potem Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Różnica polegała na tym, że tym razem Sowieci po raz kolejny zobaczyli, ile Polacy są gotowi zapłacić za własne państwo – i to jest, zdaniem części historyków, powód, dla którego z Polski nie zrobiono kolejnej republiki sowieckiej.
Kto tłumił Powstanie Warszawskie. Udział dywizji SS Galizien to mit
W powszechnym obiegu funkcjonuje przekonanie, że Powstanie tłumiła ukraińska 14. Dywizja Grenadierów SS „Galizien”. Historyk Hubert Kuberski wskazuje, że to niemożliwe: po rozbiciu pod Brodami w czerwcu 1944 roku ocalałe pododdziały przewieziono do Neuhammer i nie mogły wziąć udziału w walkach w Warszawie.
Formacje wschodnie rzeczywiście brały udział w stłumieniu Powstania, ale były to inne jednostki – w większości Rosjanie, a nie Ukraińcy. Sięgnięcie po nie wynikało ze szczupłości sił niemieckich w mieście.
- brygada RONA Bronisława Kamińskiego, czyli Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa – około 1700 ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie na Ochocie
- ukraińscy policjanci z Legionu Samoobrony pod dowództwem płk. Petra Diaczenki – około 400 ludzi oznaczonych jako 31. batalion policji pomocniczej, wprowadzonych do walki na początku września
- bataliony azerbejdżańskie i kompanie Ostlegionen, wchodzące w skład grupy bojowej Heinza Reinefartha
- pułk specjalny Oskara Dirlewangera, w którym według Kuberskiego około 40 procent stanu stanowili kryminaliści, a resztę niemiecki personel wojskowy
Rozróżnienie ma znaczenie praktyczne, a nie wyłącznie akademickie. Przypisywanie zbrodni dywizji, której w mieście nie było, ułatwia podważanie ustaleń o tych formacjach, które naprawdę mordowały ludność cywilną Woli i Ochoty.
Flaga Powstania Warszawskiego i kotwica Polski Walczącej
Powstanie nie miało własnej flagi – walczyło pod biało-czerwoną i pod znakiem, który powstał dwa lata wcześniej. Kotwicę Polski Walczącej wybrano w pierwszym kwartale 1942 roku, w konkursie Biura Informacji i Propagandy, spośród 27 propozycji. Autorstwo przypisuje się Annie Smoleńskiej, studentce tajnego Uniwersytetu Warszawskiego, choć w części opracowań pojawia się także nazwisko malarza Jana Sokołowskiego.
Znak składa się z litery „P” jak Polska, wpisanej w literę „W” jak walka, i wygrywał w konkursie dwiema cechami naraz: czytelną wymową patriotyczną oraz tym, że dało się go namalować ukradkiem i w pośpiechu. Pierwsze kotwice pojawiły się na murach Warszawy 20 marca 1942 roku, wymalowane przez członków organizacji Wawer. Najgłośniejszy z tych wyczynów to kotwica na pomniku Lotnika przy placu Unii Lubelskiej, dzieło Jana Bytnara „Rudego”, wykonane skonstruowanym w tym celu urządzeniem. Już 16 kwietnia 1942 roku „Biuletyn Informacyjny” zawiadamiał, że „znak kotwicy opanował stolicę”, a gen. Stefan Rowecki „Grot” rozkazami z 18 lutego i 13 marca 1943 roku polecił symbol propagować.
W sierpniu 1944 roku ten sam znak z konspiracyjnych murów przeszedł na opaski powstańców, a biało-czerwona flaga zawisła nad zdobytymi gmachami, z PAST-ą na czele. Dla mieszkańców Warszawy, którzy przez pięć lat nie widzieli polskich barw legalnie, był to jeden z najmocniejszych obrazów całego zrywu – i to on, a nie rachunek strat, przetrwał w pamięci potocznej.
Jak zakończyło się Powstanie Warszawskie i ile kosztowało
Walka trwała 63 dni i zakończyła się kapitulacją 2 października 1944 roku. Układ o zaprzestaniu działań wojennych podpisano w Ożarowie, w kwaterze SS-Obergruppenführera Ericha von dem Bacha-Zelewskiego. Dowództwo AK reprezentowali pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki „Jarecki” i podpułkownik Zygmunt Dobrowolski „Zyndram”.
Warunki były nietypowe jak na wojnę, którą Niemcy prowadzili na Wschodzie. Żołnierze Armii Krajowej z chwilą złożenia broni mieli korzystać z praw konwencji genewskiej z 1929 roku dotyczącej traktowania jeńców wojennych, a strona niemiecka zagwarantowała, że nie będą ścigani za działalność wojenną ani polityczną. Do niewoli trafiło ponad 15 tysięcy powstańców, w tym 2 tysiące kobiet – i to właśnie ten zapis uratował im życie, bo dotąd schwytanych żołnierzy podziemia rozstrzeliwano.
Bilans 63 dni jest znany i nie da się go złagodzić.
- około 18 tysięcy poległych i 25 tysięcy rannych powstańców
- około 180 tysięcy zabitych cywilów, przy czym raport gubernatora Ludwiga Fischera z grudnia 1944 roku mówił o co najmniej 180 tysiącach, a prawdopodobnie o 200 tysiącach ofiar
- około 30 tysięcy ofiar samej obrony Starego Miasta, gdzie walki w sierpniu i wrześniu 1944 roku były najcięższe
- około 500 tysięcy mieszkańców wypędzonych przez obóz przejściowy Dulag 121 w Pruszkowie, z czego 60 tysięcy trafiło do obozów koncentracyjnych, a 90 tysięcy na roboty przymusowe w Rzeszy
- straty niemieckie szacowane przez Hannsa von Krannhalsa i Grzegorza Bączyka na 10-13 tysięcy zabitych, rannych i zaginionych
Po kapitulacji Niemcy przez ponad trzy miesiące systematycznie burzyli to, co jeszcze stało. Ludzie, którzy wyszli z miasta, przez lata szukali się nawzajem po kartkach przypinanych do parkanów i ruin.

Czy Powstanie Warszawskie miało sens tylko dla pokolenia 1944 roku
Prawa do zadawania trudnych pytań o historię nikt rozsądny nie kwestionuje. Kwestionować można kalendarz. Pytania o sens polskich zrywów mogą padać przez cały rok, a stawiane akurat w dniach, w których czci się pamięć poległych, przestają być pytaniami i stają się narzędziem dyskredytacji.
Ta sama miara powinna obowiązywać wobec wcześniejszych powstań. Po klęsce listopadowego pytano, po co styczniowe, skoro znów skończy się katastrofą. Powstanie Warszawskie jest w tym ciągu ostatnim ogniwem i zarazem najbliższym, bo dzieli nas od niego 82 lata i pamięć rodzinna, a nie sam podręcznik.
Pytania „czy było warto” i „czy Powstanie było potrzebne” dotykają więc czegoś szerszego niż sierpień 1944 roku. Dotykają tego, czy walka o niepodległość ma wartość także wtedy, gdy kończy się klęską. Muzeum Powstania Warszawskiego, otwarte dopiero w 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, powstało w dużej mierze dlatego, że przez pół wieku odpowiedź na to pytanie narzucała władza, a nie badania.
Konsekwencje sięgają dnia dzisiejszego. Po klęsce przyszedł system, z którego, jak zauważa Płużański, nie otrząsnęliśmy się mentalnie, bo nie zrobiono rachunku sumienia z powojennej współpracy z komunistami. W tym sensie rocznica wybuchu nie jest tylko obrzędem: jest dorocznym testem z tego, czy pamięć o bohaterach Powstania Warszawskiego wytrzymuje konkurencję z wygodnym dystansem.
Najczęstsze pytania
Ile dni trwało Powstanie Warszawskie?
Powstanie Warszawskie trwało 63 dni. Walki rozpoczęły się 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17.00 i zakończyły podpisaniem układu o zaprzestaniu działań wojennych 2 października 1944 roku w Ożarowie. Pierwotny plan dowództwa Armii Krajowej zakładał walkę liczoną w dniach, a nie w tygodniach, ponieważ na tyle wystarczało amunicji.
Kto dowodził Powstaniem Warszawskim?
Rozkaz wydał Komendant Główny Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór”. Bezpośrednim dowódcą walk w mieście był płk Antoni Chruściel „Monter”, dowódca Okręgu Warszawskiego AK. W podjęciu decyzji 31 lipca 1944 roku uczestniczyli także gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” i gen. Tadeusz Pełczyński „Grzegorz”, a zgodę władz cywilnych wyraził Delegat Rządu na Kraj Jan Stanisław Jankowski.
Jakie były przyczyny wybuchu Powstania Warszawskiego?
Powstanie było elementem akcji „Burza”, przygotowywanej od października 1943 roku. Cel podjęcia walki był podwójny: oddziały AK miały pokonać cofających się Niemców i ujawnić się wkraczającej Armii Czerwonej jako legalne władze polskie, cywilne i wojskowe. Bezpośrednim impulsem był meldunek o sowieckich czołgach pod Warszawą, w rejonie Radości i Wołomina, z 31 lipca 1944 roku.
Dlaczego Powstanie Warszawskie upadło?
Złożyły się na to dysproporcja sił i brak pomocy z zewnątrz. Broń palną miał tylko co czwarty powstaniec, a zapas amunicji obliczono na kilka dni walki. Ofensywa sowiecka zatrzymała się na prawym brzegu Wisły, a próba forsowania rzeki przez 1. Dywizję Piechoty imienia Tadeusza Kościuszki w dniach 10-14 września kosztowała ją 1792 zabitych i rannych, nie zmieniając położenia powstańców.
Ile osób zginęło w Powstaniu Warszawskim?
Zginęło około 18 tysięcy powstańców i około 180 tysięcy cywilnych mieszkańców Warszawy, a kolejnych 25 tysięcy powstańców odniosło rany. Około 500 tysięcy warszawiaków wypędzono z miasta przez obóz przejściowy Dulag 121 w Pruszkowie, skąd 60 tysięcy trafiło do obozów koncentracyjnych, a 90 tysięcy na roboty przymusowe w Rzeszy.
Ilu Niemców zginęło w Powstaniu Warszawskim?
Niepełne raporty sztabu niemieckiej 9. Armii mówiły o 2 tysiącach zabitych i 7 tysiącach rannych. Szacunki uznawane za bardziej wiarygodne, autorstwa Hannsa von Krannhalsa i Grzegorza Bączyka, mówią o 10-13 tysiącach zabitych, rannych i zaginionych, w tym około 3 tysiącach zmarłych z ran.




