Balcerowicz: hejt na Ukrainę to podłość lub głupota. Nie można już pytać o UPA i rolnictwo?

5 min. czytania

Filip Dzięciołowski

12 października 2026 r.

Balcerowicz

5 min. czytania

Filip Dzięciołowski

12 października 2026 r.

Leszek Balcerowicz od miesięcy przekonuje, że niechęć do Ukraińców w Polsce jest ,,haniebna i głupia”, a jej źródeł doszukuje się w działaniach Kremla. Problem w tym, że w jednym worku z prawdziwym hejtem coraz częściej lądują pytania o gloryfikację UPA, o konkurencję dla polskich rolników czy o tempo wejścia Ukrainy do Unii. Tymczasem większość Polaków ma dziś coraz więcej zastrzeżeń wobec pomocy dla Ukraińców. Czy według tej logiki są podli, czy tylko głupi?

Leszek Balcerowicz o antyukraińskim hejcie

Na początku lipca 2026 r. były wicepremier i twórca kontrowersyjnych reform z początku lat 90. opublikował na X krótki, ale bardzo ostry wpis. Stwierdził w nim, że antyukraiński hejt w Polsce to jego zdaniem przejaw podłości lub głupoty, przy czym jedno nie wyklucza drugiego. Jego zdaniem mowa o podłości, bo jest wymierzony w ofiary agresji Putina. Jego zdaniem głupota wynika z faktu, że Ukraińcy, broniąc siebie, pośrednio bronią również Polski.

Moment publikacji nie był tu przypadkowy. Warto przypomnieć, że kilka tygodni wcześniej, pod koniec maja 2026 r., Wołodymyr Zełenski nadał jednej z ukraińskich jednostek  sił specjalnych imię „Bohaterów UPA”. Ta decyzja wywołała ostrą krytykę w Polsce, zarówno ze strony polityków rządu, jak i prezydenta Karola Nawrockiego, który w efekcie odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego. Niedługo potem ekonomista stwierdził, że jego obowiązkiem jest więc pouczać Polaków o hejcie.

Czy Balcerowicz powtarza tę tezę od dawna?

Warto zwrócić uwagę, że Balcerowicz wraca do tego tematu dość regularnie. W sierpniu w rozmowie z serwisem naTemat.pl przekonywał, że bez ukraińskich pracowników polska gospodarka byłaby w znacznie gorszej kondycji. Powołał się przy tym na szacunki, według których PKB Polski mógłby być niższy nawet o około 7 proc.

Bez miliona Ukrainek i Ukraińców do pracy byłoby dużo gorzej.

Leszek Balcerowicz, „Wieczór naTemat”, 11 sierpnia 2026 r.

W tej samej rozmowie były wicepremier rzucił, że antyukraińskie nastroje są nie tylko haniebne, ponieważ uderzają w ludzi, których kraj padł ofiarą agresji Putina, ale także głupie. Należy jednak przypomnieć, że Balcerowicz w kwestiach ukraińskich nie jest tak do końca bezstronnym obserwatorem. W 2016 r. ówczesny prezydent Ukrainy Petro Poroszenko powołał go na swojego przedstawiciela w tamtejszym rządzie, gdzie ten doradzał Kijowowi w sprawie reform.

Gdzie kończy się krytyka Ukrainy, a zaczyna hejt?

Postawmy sprawę jasno. Nikt rozsądny nie broni wyzwisk pod adresem Ukrainek w tramwaju ani zaczepek wobec ludzi mówiących ze wschodnim akcentem. Tego typu zachowania są po prostu złe i trudno się z Balcerowiczem w tym punkcie nie zgodzić. Ksenofobia w żadnym wypadku nie jest dobra, a to, że ludzie uciekają przed wojną do bardziej bezpiecznego miejsca, jest w pełni zrozumiałe. Problem w kwestii Ukrainy leży zupełnie gdzie indziej i polega na tym, że w debacie publicznej pojęcie „antyukraińskiego hejtu” coraz częściej obejmuje także zupełnie uzasadnione wątpliwości i kwestionowanie pewnych rzeczy.

Mowa tu choćby o gloryfikacji UPA, która uderza w pamięć ofiar rzezi wołyńskiej. Podobnie jest z interesami polskich rolników, którzy pytają, dlaczego nawozy i paliwo trafiające na Ukrainę są wyceniane niżej niż w Polsce. Kolejne znaki zapytania rodzi także tempo integracji Kijowa z Unią, zwłaszcza gdy ukraiński minister rolnictwa zapowiada, że Ukraina nie zgodzi się na limity dla swoich produktów rolnych.

Zadawanie pytań, które dla jednej ze stron mogą być niewygodne (co nie znaczy, że nie są ważne), nie jest równoznaczne z szerzeniem nienawiści. Konstruktywna krytyka oraz poddawanie pewnych kwestii pod wątpliwość to nie jest szerzenie hejtu, wbrew temu, co głosi były wicepremier. Natomiast z wniosków, jakie stawia Balcerowicz (którego specjalizacją jest ekonomia, a nie socjologia), wynika bowiem, że Ukraińców należy albo bezkrytycznie kochać, albo ich nienawidzić. Tymczasem relacje między dwoma sąsiednimi państwami, jak każde inne, opierają się na różnych interesach, a te często bywają sprzeczne.

Czy Polacy są negatywnie nastawieni do Ukraińców?

Gdyby przyjąć tok rozumowania Leszka Balcerowicza, trzeba by uznać, że ,,haniebny i głupi” sposób zachowuje się dziś większość społeczeństwa. Rzućmy okiem na przeprowadzone w lipcu badanie CBOS. Wynika z niego, że po raz pierwszy przeciwnicy przyjmowania uchodźców z Ukrainy (52 proc.) zaczęli przewyższać zwolenników (42 proc.). Dla kontrastu: w 2022 r. poparcie wynosiło aż 94 proc.

Poparcie dla wspierania naszego wschodniego sąsiada spada systematycznie od 2023 r., a lipiec 2026 r. stanowi jedynie okres, w którym przeciwnicy po raz pierwszy stali się większością. Ponad połowa ankietowanych uważa też, że Polska za bardzo pomaga Ukraińcom. Coraz chłodniej Polacy patrzą również na szybkie wejście Ukrainy do Unii Europejskiej.

Trudno jednak uznać, że wszyscy ci ludzie ulegli rosyjskiej propagandzie albo nagle stali się podli. Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że po ponad czterech latach wojny oczekują od państwa i od sąsiada partnerskich relacji, a nie wyłącznie kolejnych gestów solidarności. Sama ,,wdzięczność” narodu ukraińskiego, o której niedawno mówił szef MON Władysław Kosiniak Kamysz, wskazując ją jako walutę w zamian za wysłanie do Kijowa polskiego sprzętu, dziś po prostu już nie wystarcza.

Co o Polakach mówią sami Ukraińcy?

Jeżeli ktoś twierdzi, że Polska jest krajem trawionym przez nienawiść do uchodźców, to jest zwyczajnie w błędzie. Nie potwierdzają tego nawet badania prowadzone wśród społeczności ukraińskiej. Jak pisaliśmy w sobotę, część Ukrainek opowiada o nieprzyjemnych komentarzach i strachu przed mówieniem z akcentem. Jednak według sondażu Rating Group prawie połowa ukraińskich uchodźców (49 proc.) w ciągu ostatniego roku nie spotkała się w Polsce ani z dyskryminacją, ani z uprzedzeniami.

Co więcej, połowa badanych Ukraińców deklaruje, że ma ciepły stosunek do Polaków, a 44 proc. – neutralny. Spośród tych, którzy chcieliby zostać za granicą na stałe, 40 proc. wybrałoby właśnie Polskę. Trudno o lepszy dowód na to, że sami zainteresowani nie postrzegają Polaków tak, jak opisuje to Leszek Balcerowicz.

Źródła: naTemat.pl, Rating Group. Opracowanie: Nasza Polska.

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Wojna z Rosją w ciągu 5 miesięcy? Wójt Gdowa Zbigniew Wojas, teść szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, potwierdza to naszej redakcji

Czy za atakami w szkołach stoi Rosja? Rząd częściowo przyznaje rację Kaczyńskiemu, ale żąda dowodów

Ukrainki chcą wyjechać z Polski? Co naprawdę mówią badania

„Krwawy piątek” w szkołach: policja w 15 tys. placówek, są zatrzymania. Challenge nie istnieje?

Zdążyła pomachać dzieciom. Darię zabił 15-letni nożownik

Sejm przyjął ustawę o blokowaniu treści w sieci. Cenzura w internecie czy walka z hejtem?

Sejm uchwalił nocną prohibicję w całej Polsce. Największa rewolucja od czasów PRL

Emerytury dla artystów? Sejm przegłosował dopłaty do składek za 375 mln zł

Inne kategorie

Czytaj także