Aneks do raportu WSI, czyli wykaz 64 osób współpracujących niejawnie z żołnierzami Wojskowych Służb Informacyjnych poza sprawami obronności państwa, to jedna z najbardziej przemilczanych części „Raportu z likwidacji WSI”. 16 lutego 2014 r. minęło 7 lat od publikacji tego 374-stronicowego dokumentu, przygotowanego na zlecenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. Redakcja „Naszej Polski” przypomina najważniejsze wątki: aferę FOZZ, w której z funduszu wytransferowano co najmniej 334 mln zł, a dyrektor Grzegorz Żemek przyznał się do współpracy z wywiadem wojskowym, rosyjską firmę Classic Diamond działającą obok krakowskiego Klubu Garnizonowego, handel bronią przez spółki Cenrex, Steo i Falcon, także z Syryjczykiem Monzerem al-Kassarem, oraz 67 współpracowników WSI w redakcjach. Przywołuje też serię niewyjaśnionych zgonów wokół FOZZ i sprawę Romualda Szeremietiewa, którą sąd zakończył uniewinnieniem po dziewięciu latach.
Afery
16 lutego minęło 7 lat od publikacji na zlecenie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego „Raportu z likwidacji WSI”. Raport liczący 374 strony i przygotowany pod kierownictwem likwidatora Wojskowych Służb Informacyjnych Antoniego Macierewicza był jednym wielkim zarzutem wobec postkomunistycznej agentury wojskowej, która przekraczając swoje obowiązki zajmować miała się praniem brudnych pieniędzy, handlem bronią z terrorystami, tolerowaniem działalności agentów rosyjskich na terenie Polski, zakładaniem sieci agencji towarzyskich i pozyskiwaniem przez nie kompromitujących informacji o biznesmanach i środowisku prawniczym, przechwytywaniem wpływów w mediach i spółkach skarbu państwa, inwigilacją polityków czy nielegalnym handlem paliwem.
Lista grzechów WSI skutkowała złożeniem w prokuraturze przez Komisję Weryfikacyjną kilku doniesień o możliwości popełnienia przestępstwa. Warto jednak przyjrzeć się z bliska mechanizmowi działalności WSI i związanych z nimi agentów z Aneksu nr 16 („Zidentyfikowane osoby współpracujące niejawnie z żołnierzami WSI w zakresie działań wykraczających poza sprawy obronności państwa i bezpieczeństwa Sił Zbrojnych RP”).
FOZZ – matka wszystkich afer
WSI to nie tylko dodatek do GRU, jak mówił Konstanty Miodowicz; to nie tylko rzesza wojskowych wyszkolonych przez komunistów w Moskwie – to także krajowe i zagraniczne machinacje gospodarcze. Po 1989 r. największą aferą tego typu był FOZZ. Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego powołany w 1989 r. miał teoretycznie zajmować się spłatą polskiego zadłużenia zagranicznego. Faktycznie za to skupował na wtórnym rynku długi PRL po obniżonych cenach. Mechanizm polegał na obniżaniu wielkości długu wobec zachodnich wierzycieli, na co ci przystawali, by otrzymać część wierzytelności na wtórnym rynku. Długi wykupywały podstawione spółki. Z funduszu wytransferowano przynajmniej 334 mln zł., które trafiły do różnych podmiotów w rajach podatkowych. Szybko okazało się, że za operacją mogą stać spec służby wojskowe, a dokładnie PRL-owski Zarząd II Sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego (później przekształcony w WSI). Do takich wniosków doszedł m.in. premier Jan Olszewski, którego rząd obalono z obawy przed lustracją i zgłębianiem takich afer jak FOZZ. Agentami „wojskówki” miał być Grzegorz Wójtowicz i Janusz Sawicki (członkowie Rady Nadzorczej FOZZ). Dopiero w 2003 r. do współpracy z wywiadem wojskowym przyznał się sam Grzegorz Żemek, dyrektor generalny FOZZ, którego ostatecznie sąd skazał na 9 lat więzienia (dzisiaj jest na przedterminowym zwolnieniu). Ale czy Żemek, nagradzany w PRL odznaczeniami państwowymi (m.in. w 1980 r. przez Wojciecha Jaruzelskiego Srebrnym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju), był postacią numer jeden w aferze FOZZ? „Koordynatorem” Żemka miał być pułkownik Krzysztof Łada, a nadzorować nielegalne transfery miał pułkownik Zenon Klamecki. Obaj po FOZZ-ie awansowali zostając m.in. wiceszefami WSI…

WSI i rosyjska agentura
Dziennikarz Witold Gadowski kilkukrotnie opisywał działalność firmy Classic Diamond, która spokojnie przez 5 lat mogła funkcjonować z siedzibą ulokowaną tuż obok Klubu Garnizonowego w Krakowie. W 2000 r. spółką kierował pułkownik Specnazu Sobolew (dawniej pracował dla GRU i współpracował ze Stasi). CD miała zajmować się diamentami, a tak naprawdę zbierała informacje o polskich oficerach i badaniach prowadzonych przez Akademię Górniczo-Hutniczą. „Rosjan interesowały szczególnie odkrycia związane z wydobyciem gazu łupkowego i ropy naftowej w Polsce. Precyzyjne informacje dotyczące tej firmy otrzymałem od oficera krakowskiej delegatury WSI. Raport na ten temat wiele miesięcy przed tym, nim ja się o tym dowiedziałem, został wysłany do Warszawy. Jak zwykle – bez skutku” – pisał niedawno Gadowski. Dopiero po 2006 r. (pomimo posiadanej wcześniej wiedzy) do siedziby CD weszli agenci ABW. Dom stał pusty, a po pułkowniku Sobolewie ślad zaginął…
Trudno taką niemoc WSI i ABW tłumaczyć inaczej, jak wpływami rosyjskich spec służb w polskich strukturach wywiadowczych i kontrwywiadowczych, które w przypadku WSI w dużej mierze szkolone były w Moskwie, jeszcze za czasów Zarządu II Sztabu Generalnego LWP i Wojskowej Służby Wewnętrznej. Zresztą centrala WSI lekceważyła też inne raporty, także te, z których wynikać miało, że Rosjanie chcą przejąć gdański Lotos, tarnowskie Azoty, PKP Cargo, a jednocześnie dążą do ograniczenia wydobycia w Polsce węgla kamiennego (co miało spowodować zwiększenie zapotrzebowania na rosyjski gaz).
Handel bronią z terrorystami
Raport o WSI precyzyjnie opisuje nielegalne działania w handlu bronią, który stanowić miał „pozabudżetowe źródła finansowania działalności wojskowych służb specjalnych”. Służby wojskowe formalnie miały otoczyć osłoną kontrwywiadowczą „zbrojeniówkę”. Prawdziwym celem było stworzenie mechanizmu nielegalnego handlu bronią. W tym m.in. celu utworzono specjalny oddział zajmujący się tymi zagadnieniami – Oddział 6 (później: 36) Ochrony Przemysłu Zbrojeniowego w składzie 14 stanowisk wojskowych. Od samego początku w Oddziale tym służył Marek Słoń, a kierowali nim m.in. oficerowie wywodzący się z Oddziału Y i szkoleni w ZSRR: Eugeniusz Lendzion i Cezary Lipert. Działania Oddziału 6 (36) Zarządu III były swoistym zabezpieczeniem interesów Zarządu II (wywiadu) WSI – napisali autorzy Raportu. Do tego celu Zarząd II Sztabu Generalnego LWP (później funkcjonujący jako Zarząd Wywiadu WSI) stworzył spółki handlujące bronią takie jak Cenrex, Steo czy Falcon. Autorami intratnej „osłony” kontrwywiadowczej miał być gen. Konstanty Malejczyk i kontradmirał Kazimierz Głowacki (za zgodą szkolonego przez GRU gen. Bolesława Izydorczyka).

Wymiar Sprawiedliwości w tej sprawie jedynie pogroził palcem, ale w najbardziej łagodny dla wojskowych „specjalistów” sposób. Malejczyk i Głowacki mieli za handel bronią zarzuty przekroczenia uprawnień, ale śledztwo Wojskowej Prokuratury Okręgowej umorzono w 2010 r. z braku cech przestępstwa. WSI nielegalnie handlowało bronią – co dokumentuje raport – z krajami objętymi embargiem, a nawet terrorystami. Najsłynniejszym odbiorcą miał być Syryjczyk Monzer al-Kassar, który podejrzany jest o zamachy terrorystyczne, w których zginęło ok. 400 osób. Biznes z al-Kassarem zdaniem autorów Raportu prowadził płk Jerzy Dembowski, oficer pod przykryciem kierujący Cenreksem. Dembowski znał się zresztą z al-Kassarem jeszcze z lat 80. Na początku lat 90. Syryjczyk miał być dla WSI pewnego rodzaju pośrednikiem, przez którego broń trafiła do Chorwacji i Somalii.
Przeczytaj również: Co wymyślą nowego? Wojciech Reszczyński o nagonce na likwidatora WSI
Medialne wpływy WSI
WSI (a więc w pewnym sensie sowiecka ekspozytura) brały udział w tworzeniu „wolnych” mediów w latach 90. Taki był jeden z owoców grubej kreski i pozostawienia w krwioobiegu politycznym czy medialnym dawnych agentów wojskowych i cywilnych. „W początkach lat 90. działania operacyjne były prowadzone tak w mediach publicznych, jak w komercyjnych, co doprowadziło do wypracowania przez WSI pozycji, z których można było kontrolować wszystkie stacje telewizyjne i większość pism centralnych” – można przeczytać w raporcie, w którym udało się ustalić aż 67 współpracowników WSI „w redakcjach telewizyjnych, radiowych i prasowych”. W rzeczywistości było ich więcej.
Udokumentowano też (podobnie jak w przypadku handlu bronią) mechanizm tworzenia różnych instytucji i spółek zajmujących się formalnie mediami lub kulturą, a de facto będących źródłem informacji, biznesem i ośrodkiem kreowania opinii społecznych według dyrektyw narzucanych przez oficerów WSI zajmujących „pod przykryciem” stanowiska kierownicze w mediach. Najlepszym przykładem jest tu rola jaką odegrać miał oficer WSI Janusz Brodniewicz ps. „Burski”. W 1993 r. Brodniewicz tworzył instytucję przykrycia o nazwie „Fundacja Kultury” i spółkę jej podległą „Dom Polski”, a następnie rozpoczął pracę w TVP. W 1994 r. „<Burski> został wprowadzony do TVP na stanowisko zastępcy dyrektora w organizowanej Prasowej Agencji Telewizyjnej (PAT) i formalnie zajmował się m.in. weryfikacją umów TVP z jej partnerami, ich opracowaniem itd. <Burski> dążył do uzyskania wpływu na TVP i w 1994 r. zaproponował Centrali WSI realizację projektu dotyczącego kontroli obiegu informacji. Chodziło o wykorzystanie tzw. sieci rozsiewczych do przesyłu informacji gromadzonych przez wszystkie regionalne stacje telewizyjne w Polsce” – opisano działalność Brodniewicza w raporcie.
Takich „Burskich” były dziesiątki, jeśli nie setki. Jednym z nich był Ryszard Pospieszyński, o którym w zeznaniach mówił dyrektor FOZZ, Żemek. Według niego to Pospieszyński („zrobiony” dyrektorem Filmu Polskiego) był odpowiedzialny „za lokowanie agentów w sferze mediów”. „Ja dostałem od służb specjalnych wojskowych zadanie po konsultacjach z Pospieszyńskim, aby znaleźć za granicą firmę, która mogłaby pełnić rolę <konia trojańskiego>, to znaczy, która mogłaby służyć do wprowadzenia agentów na obszar na Zachodzie w dziedzinie mediów. Był to rok 1987. Jedyną firmą zagraniczną w dziedzinie mediów, którą znałem, była firma należąca do Jana Wejcherta, ulokowana w Irlandii (…). Firma ta nazywała się Cantal, a później zmieniono jej nazwę na ITI. Zapytałem służby wojskowe, czy mogę podjąć kontakt z Wejchertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste” – zeznawał pod przysięgą Żemek w sprawie FOZZ przed Sądem Okręgowym w Warszawie. ITI jest obecnie współwłaścicielem Grupy TVN i nowej platformy satelitarnej nc+.
Zgony à la WSI
Nie wszyscy oficerowie WSI lub ich ofiary doczekali naturalnej śmierci, a raczej przyczyny wielu zgonów można domniemywać jako nagłe, ale spowodowane udziałem osób trzecich. Oczywiście takich interpretacji trudno spodziewać się w polskich prokuraturach i sądach w III RP. Warto jednak przypomnieć kilka zgonów pośród osób, które znalazły się zwłaszcza w słynnym aneksie do raportu opublikowanym pod numerem porządkowym 16. Mówiąc wprost, mowa o personalnej liście 64 agentów i niejawnych oficerów WSI. Niektórzy z tej listy już nie żyją. W październiku 2007 r. w tajemniczych okolicznościach zmarł Adam Kapica, który jako wiceprezes ZUS w latach 1998-2001 nadzorował pion informatyczny, w tym osławiony kontrakt na komputeryzację ZUS, zawarty z firmą Prokom Ryszarda Krauzego. W katastrofie smoleńskiej zginął Piotr Nurowski, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, wcześniej PRL-owski dyplomata i członek władz telewizji Polsat. W grudniu 2011 r. zmarł w wieku zaledwie 43 lat Grzegorz Hołdanowicz, redaktor naczelny miesięcznika „Raport – Wojsko Technika Obronność”.

Umierali także ci, którzy byli niewygodni i zbyt dużo mówili lub widzieli. Pierwsze ofiary sięgają już czasów FOZZ. Osoby, które ujawniły tę aferę szybko musiały odejść. Pierwszą ofiarą był Michał Falzmann, który ujawnił skalę defraudacji w funduszu jako członek zespołu kontrolnego NIK. Falzmann został odsunięty od sprawy FOZZ, a wkrótce potem zmarł na „zawał”. Z kolei w wypadku samochodowym życie stracił Walerian Pańko, prezes NIK. Wypadek ten jednak zostawił przy życiu świadków rzekomej katastrofy drogowej. Ci też musieli zginąć. W przeciągu kilku miesięcy od wypadku kierowca służbowej lancii Jan Budziński, który przeżył wypadek, zmarł – za przyczynę zgonu uznano „przetestowany” na Falzmannie zawał. Dwaj policjanci z drogówki, którzy pierwsi przyjechali na miejsce wypadku, również zmarli – za przyczynę zgonu uznano utonięcie, na rybach… W 1993 r. zginął w wypadku samochodowym jeden z oskarżonych w sprawie – Jacek Sz.
Lista zgonów przy sprawach, w które zamieszane były WSI, mogłaby stanowić temat na osobny artykuł. Niech mechanizm zawałów i zatonięć przy FOZZ, pokaże nam, że współcześnie politycy, którzy chlubią się kontaktami z byłymi oficerami WSI, np. Artur Dębski z Twojego Ruchu czy prezydent Bronisław Komorowski, który jako jedyny poseł PO głosował przeciwko likwidacji WSI, albo też media, w których dalej rezydują oficerowie i agenci służb wojskowych, to poważna sprawa, a zabranie się za nią musi zakrawać na pojedynek Dawida z Goliatem. Stąd cały spektakl nienawiści skierowanej wobec Antoniego Macierewicza, który organizację o charakterze przestępczym – co otwarcie podkreślał – po prostu zlikwidował.
WSI dzisiaj
Obecna działalność rozwiązanych, lecz ciągle żywych Wojskowych Służb Informacyjnych – poza nagłaśnianymi ciągle procesami, planowaną komisją śledczą czy próbami postawienia przed Trybunałem Stanu Antoniego Macierewicza – to także wciąż wypływające nowe wątki starych spraw. W 2001 r. dziennik „Rzeczpospolita” zrealizował operację „wycięcia” Romualda Szeremietiewa, ówczesnego wiceministra obrony, który miał rzekomo przyjmować duże łapówki. Sąd uniewinnił Szeremietiewa po 9 latach, jednak na skutek publikacji minister musiał odejść z resortu. Co to ma wspólnego z WSI? 18 lutego br. głos zabrał sam poszkodowany. „Kluczową rolę w przygotowaniu tej afery i głównym pomocnikiem sprawców moich kłopotów był zespół oficerów WSI kierowany przez zastępcę szefa tej służby ds. kontrwywiadu. Sprawa była b. tajna skoro o powołaniu i działalności zespołu mieli prawo wiedzieć tylko szef WSI i nadzorujący służby minister obrony (Bronisław Komorowski – dop. red.)” – napisał Szeremietiew. Co ciekawe, dziennikarze śledczy, którzy stali za artykułem w „Rzeczpospolitej”, stracili „wenę” po rozwiązaniu WSI, a jeden z nich musiał znaleźć pracę w… NIK.
A więc zbrojeniówka, media – wszystko to, o czym pisaliśmy wyżej, gra jak zgrana orkiestra, kiedy trzeba zrealizować jakiś cel, w tym przypadku „zatopić” niewygodnego polityka. Sprawa realizowania wytycznych WSI wróciła też w innym przypadku. Miesiąc temu sąd uznał, że dziennikarze „Gazety Polskiej” nie muszą przepraszać byłego sekretarza programowego TVN Milana Suboticia za podanie, jakoby był agentem Wojskowych Służb Informacyjnych i miał wpływ na program TVN z 2006 r., gdzie ujawniono nagrania rozmów Renaty Beger z politykami PiS. Informacje o tym, że Subotić był agentem WSI znalazły się „Raporcie z likwidacji WSI”. Dziennikarz temu zaprzeczał (sąd przyznał mu rację w 2012 r.), jednak przyznał się do kontaktów z wywiadem wojskowym PRL w latach 80.
Redakcja
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Redakcji „Naszej Polski” pt. „Prawda o agentach i aferach WSI” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 9 (956) z dnia 25 lutego 2014 roku, s. 1, 10-11. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Redakcja / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 9 (956)/2014, s. 1, 10-11.




