Zbigniew Żmigrodzki w felietonie „Sprawy nieledwie ostateczne” z 29 października 2017 r. bierze na warsztat papieski dokument „Amoris Laetitia” (2016 r.) Franciszka i jego konsekwencje dla polskiej praktyki duszpasterskiej. Publicysta punktuje: ewangeliczne „niech mowa wasza będzie tak, tak, nie, nie” traci obowiązujące znaczenie, kiedy krajowe episkopaty mogą wybierać między „tak” i „nie” w kwestii udzielania Komunii Świętej osobom rozwiedzionym. Żmigrodzki wskazuje na możliwe konsekwencje – udzielanie powtórnych ślubów kościelnych. Autor stawia pytanie o tożsamość doktrynalną Kościoła katolickiego w epoce postsoborowej i o polski episkopat wobec wyzwania. Felieton wpisuje się w polską konserwatywną dyskusję o granicach nauczania kościelnego w kontekście europejskiej sekularyzacji i o roli papieża Franciszka jako reformatora doktryny.
Ewangeliczne „niech mowa wasza będzie tak, tak, nie, nie” straciło na obowiązującym znaczeniu po dokumencie papieskim „Amoris Laetitia”. Krajowe episkopaty mogą wybierać: „ tak albo nie” w kwestii udzielania lub odmawiania Komunii św. osobom rozwiedzionym, a może nawet – w konsekwencji – udzielania im powtórnych ślubów.
Zobacz, co jeszcze piszemy w dziale Felietony…
Powodem tego jest szerząca się w świecie demoralizacja, upadek wiary i drastyczny spadek jej praktykowania, skutkujący na Zachodzie Europy likwidacją parafii i wyprzedażą świątyń na często nieodpowiednie, a nawet niegodne cele. Relatywizację nauki Kościoła, opartej na Bożych Przykazaniach i posłannictwie Chrystusa, tłumaczy się miłosierdziem w stosunku do „wierzących i żyjących inaczej”, ale i względami praktycznymi: Kościół nie może pozostać bez wiernych i bez ich ofiar. Kilku wybitnych kardynałów oraz kilkudziesięciu uczonych i publicystów zwróciło się do Ojca Świętego Franciszka, prosząc o wyjaśnienie wątpliwości dotyczących treści „ Amoris Laetitia”. Odpowiedzi nie było, ale czy można się dziwić? Dokument został tak pomyślany, aby każdy mógł nadać mu taką wymowę, jaka mu odpowiada: jeden biskup wybrać dopuszczanie rozwiedzionych do Sakramentów, a inny – nieustępliwe trwanie przy Ewangelii. I tak się stało: pierwszą drogę wybrali Niemcy, drugą Polska. Światowe lewactwo, uradowane z takiej sytuacji, znalazło zaraz stosowne określenia, dzieląc Kościół na „światły i postępowy” oraz „konserwatywny”, a także głosząc – nie bezpodstawnie – „kryzys w Kościele”. Nie ma co ukrywać, że i w Polsce pomimo zdecydowanego wyboru tradycyjnej opcji, mamy duchownych sprzyjających liberalnej lewicy, a zatem również skłonnych do „światłego postępu”. Co będzie dalej? Niepokoi to katolików wierzących i praktykujących, bo innym pewnie jest wszystko jedno. Miejmy nadzieję, że w dotychczasowym porządku religijnym zdołamy dotrwać, zanim świat się skończy. Zbigniew Żmigrodzki



