Zbigniew Żmigrodzki w felietonie „Wróg główny” z 31 maja 2016 r. stawia diagnozę filozoficzną: panujący w świecie i narzucany Polsce przez koalicję KLD-UD-UW-PO liberalizm laicyzujący o libertyńskim charakterze uznał za swojego najważniejszego wroga religię katolicką i tę część polskiego społeczeństwa, którą określa się mianem „fundamentalistów” i „konserwatystów”. Publicysta przypomina, że od początku transformacji 1989 r. głównym politycznym wrogiem tej lewicowo-liberalnej ideologii była orientacja narodowa i patriotyczna, przez oskarżycieli piętnowana jako „antysemityzm”. Żmigrodzki podnosi problem zaskakującej postawy niektórych przedstawicieli Kościoła – księży wypowiadających się przeciw polskiemu patriotyzmowi i przyłączających się do „opozycji i jej niemieckich sprzymierzeńców”. Autor pyta klasycznie: cui bono? Komu to służy? Felieton stawia pytanie o wewnętrzne pęknięcia w Kościele katolickim wobec kwestii tożsamości narodowej i o rolę zagranicznych ośrodków wpływu.
Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Dlaczego Ukraińcy z UPA zabijali Polaków?
Panujący w świecie i narzucany Polsce przez polityków KLD-UD- UW – PO „liberalizm” laicyzujący o libertyńskim charakterze, za najważniejszego swego wroga uznał religię katolicką oraz część społeczeństwa polskiego, określoną mianem „fundamentalistów” i „konserwatystów”.
Jednak od początku wprowadzania do nas lewicowej ideologii, jej głównym politycznym wrogiem była i jest orientacja narodowa, bo miłości Ojczyzny i patriotyzmu nienawidzili ci kosmopolici zawzięcie i konsekwentnie, jeszcze bardziej niż religii. Ich zwalczanie przejęli od komunistów razem z ich tendencjami – dążeniem do totalitarnego władania państwem i opanowania umysłów obywateli, wraz z dyskryminacją myślących inaczej. Najskuteczniejszym narzędziem wdrażania ideologicznego przymusu o lewicowo-liberalnym charakterze, stała się przejęta od komunizmu presja umysłowa „politycznej poprawności”, powodująca stosowanie imperatywu pożądanego przez władzę kierunku myślenia i postępowania we wszystkich dziedzinach życia – zarówno w aspekcie społecznym, jak i osobowym. Metody, jakie przyjęła wobec resztek stronnictwa narodowego działająca pod nadzorem NKWD „Służba Bezpieczeństwa” – UB, polegały zarówno na fizycznym eliminowaniu jego potencjalnych przywódców, jak i na agenturalnej infiltracji środowisk mogących stać się kontynuacją ruchu narodowego. Tę taktykę uprawiano przez cały czas istnienia „Polski Ludowej”, a po zawarciu umów z „doradcami Solidarności” w Magdalence, przeniesiono do Trzeciej Rzeczypospolitej, gdzie konsekwentnie ją rozwijały liberalno-laicyzujące partie polityczne: KLD, UD, UW i PO. Niestety, miazmaty antynarodowej nienawiści przeniknęły w dużym stopniu do prawicowych ugrupowań politycznych, a i do części hierarchii Kościoła Katolickiego. Na tzw. prawej stronie sceny publicznej działa w Polsce wielu polityków płci obojga, uprzywilejowanych przez media, którzy popisują się nieskrywaną wrogością wobec nurtu patriotyczno-narodowego, wspierając przez to zakamieniałe i wciąż nie dające się osłabić elementy postkomunistyczne, utrwalane przez „liberalne” rządy, nazwane, jakże trafnie, „udokomuną”. „Czerwony oszust dogadał się z różowym złodziejem”.- Tak, nadzwyczaj celnie, określił tę symbiozę vox populi… Antynarodowa wrogość przeniknęła też do hierarchii kościelnej: patriotyczne Radio Maryja zwalczali zawzięcie eksponowani biskupi Pieronek i Życiński, „postępowi” jezuici i dominikanie, księża Luter, Sowa i im podobni. Młodzieżowy ruch, nawiązujący do idei narodowych, traktowany jest nader nieżyczliwie przez czynniki kościelne – dowód stanowi prześladowanie jego opiekuna, ks. Jacka Międlara, który doczekał się nawet nagany ze strony abp. Gądeckiego. Represje spotykają też księży opowiadających się po stronie polskiej patriotycznej prawicy, jak wielce zasłużonego ks. Stanisława Małkowskiego; natomiast duchowni laicyzatorzy występują publicznie bez najmniejszych przeszkód. Ataki z ich strony na Kościół są przez cały czas tolerowane; jako „katolicki” egzystuje wciąż „Tygodnik Powszechny”. Świeccy obrońcy wartości chrześcijańskich nie znajdują należytego wsparcia, zaś arcybiskupi Kowalczyk i Nycz wystąpili w obronie prezydent Gronkiewicz- Waltz, gdy miało miejsce referendum przeciwko niej. „Odwdzięczyła się” po swojemu, broniąc aborcji przez usunięcie profesora Chazana i oskarżając teraz Polaków o antysemityzm, do wtóru awanturnikom z „opozycji” i ich niemieckim sprzymierzeńcom. Jak to być może, aby ludzie Kościoła, wbrew wieloletniej jego nauce i tradycji, tak się zachowywali? Cui bono?
Przeczytaj również: Kim są maślarze i kim są harcerze
Zbigniew Żmigrodzki



