„Idźcie do pracy” to już mowa nienawiści? Cienkowska oburzona słowami Mentzena o artystach

4 min. czytania

Filip Dzięciołowski

26 października 2026 r.

Cienkowska Mentzen

4 min. czytania

Filip Dzięciołowski

26 października 2026 r.

Minister kultury Marta Cienkowska uznała, że krytyka dopłat do składek dla artystów to „mowa nienawiści”. W taki właśnie sposób odpowiedziała na słowa Sławomira Mentzena, który przekonuje, że twórcy, których nie stać na składki ZUS, powinni po prostu iść do pracy. Szefowa resortu jest również święcie przekonana, że większość Polaków stoi po jej stronie, chociaż nie przedstawiła na to żadnych dowodów, a to przecież podatnicy, w tym ci zarabiający płacę minimalną i sami opłacający swoje składki, mają dopłacać do składek artystów.

Krytyka rządu to już „mowa nienawiści”

Minister kultury Marta Cienkowska 22 października była gościem „Porannej rozmowy” w RMF FM. Rozmowa dotyczyła przede wszystkim kontrowersyjnej ustawy o zabezpieczeniu społecznym artystów, która przewiduje dopłaty z budżetu do ich składek. W trakcie rozmowy przywołano stanowisko lidera Konfederacji Sławomira Mentzena, który od miesięcy przekonuje, że artyści powinni sami zarabiać na swoje utrzymanie, a jeśli nie są w stanie opłacić składek, to powinni iść do pracy.

Cienkowska nie kryła oburzenia. Określiła słowa Mentzena jako „skandaliczne” i wprost oskarżyła go o szerzenie mowy nienawiści.

„Myślę, że większość społeczeństwa zgadza się z nami. (…) W ten sposób nie można się wypowiadać nie tylko o twórcach, ale w ogóle. (…) Jak można w ten sposób szerzyć de facto mowę nienawiści i obrażać ludzi?”

– Marta Cienkowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego

O co chodzi w ustawie o artystach?

Sejm 8 października przyjął ustawę o zabezpieczeniu społecznym artystów. Za głosowało 232 posłów, przeciwko było 197. Ustawa wprowadza status artysty, a tym, którzy zarabiają najmniej, państwo ma dopłacać do składek ZUS. Dopłata przysługuje osobom, których średni przychód z trzech lat nie przekracza 125 proc. płacy minimalnej, czyli ok. 68 tys. zł brutto rocznie.

Według resortu kultury dopłaty może otrzymać ok. 21 tys. osób. Już w 2027 roku ustawa ma kosztować ok. 375 mln zł. Pieniądze pochodzić będą oczywiście z budżetu, czyli z kieszeni wszystkich podatników. O ostatecznym losie ustawy zdecyduje prezydent Karol Nawrocki, który może ją podpisać, zawetować lub odesłać do Trybunału Konstytucyjnego.

Mentzen: „Emerytury nierobów”

Sławomir Mentzen od samego początku krytykuje projekt Ministerstwa Kultury. Już w maju pisał wprost, że nie zgadza się, by ludzie zarabiający najniższą krajową płacili za „emerytury nierobów”. Twierdził też, że część artystów wykazuje niskie dochody, choć w rzeczywistości zarabia znacznie więcej. Warto podkreślić, że formalnie ustawa ta nie przyznaje artystom emerytur, a jedynie dopłaty do składek ZUS. W debacie publicznej często mówi się jednak w skrócie o „emeryturach dla artystów”.

Argument lidera Konfederacji jest dość prosty, ale racjonalny. Kasjerka, kierowca czy pracownik budowy zarabiający płacę minimalną sami opłacają swoje składki. Nikt nie proponuje im dopłat z budżetu, a ich praca wcale nie jest mniej znacząca niż kogoś, kto tworzy muzykę, maluje obrazy czy pisze wiersze. Dlaczego więc mieliby dorzucać się do emerytur artystów, którym nie udało się utrzymać z twórczości? Przecież sztuka to także biznes, więc to w interesie twórcy jest sprawienie, aby jego dzieło udało się jak najlepiej zmonetyzować. Poza tym nikt przecież nie zabrania artystom zarabiania na czymś innym niż ich „sztuka”.

Jeżeli obrazy się nie sprzedają, a koncerty się nie zwracają, zawsze można odłożyć swoją pasję na bok i pójść do pracy, która przyniesie pewniejsze zarobki. Dla przykładu, może powinno się więc również rozważyć dopłaty dla piłkarzy okręgówki, aby poza amatorskim kopaniem piłki ktoś im dopłacał do składek emerytalnych?

Etykieta zamiast argumentów

Można się z Mentzenem zgadzać lub nie, ale jego wypowiedź trudno uznać za mowę nienawiści. To zwykła opinia w sporze o to, na co mają iść publiczne pieniądze. Tego typu spory są w demokracji czymś normalnym, a wręcz potrzebnym.

Ministra kultury nie podjęła jednak dyskusji o kosztach ustawy i jej sprawiedliwości. Zamiast tego przykleiła przeciwnikowi etykietę „hejtera”. To wygodny sposób na zamknięcie debaty. Kto krytykuje dopłaty, ten „szerzy nienawiść”, tak więc nie trzeba odpowiadać na jego argumenty. To dość powszechne stanowisko rządu Donalda Tuska w odniesieniu do jego krytyków. Kto stoi w opozycji, ten szerzy mowę nienawiści albo jest agentem Putina.

Argumentacja Cienkowskiej, że „większość społeczeństwa” stoi po jej stronie jest także dość wątpliwa. Na poparcie tej tezy nie ma żadnych dowodów, a sama minister nie przedstawiła żadnych badań. Trudno też zakładać, że Polacy, którzy sami ledwo wiążą koniec z końcem, z entuzjazmem zgodzą się płacić za składki innych. Jeżeli ktoś chce wesprzeć działalność danego artysty, to raczej przeznacza swoje pieniądze na zakup biletu na jego koncert lub jego pracy w postaci obrazu czy wydanej płyty.

Źródła: RMF FM, Dziennik.pl. Opracowanie: Nasza Polska.

Cykl

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Szyszko też odchodzi z rządu po rezygnacji Pełczyńskiej-Nałęcz. „Zanik politycznego i moralnego kompasu”

„Agresywny kraj to dobry kraj”. Korwin-Mikke chwali Rosję i pozdrawia z Moskwy

Rząd chce zwiększyć zadłużenie z SAFE? „Na stole leży” 20 mld euro

Kompromitacja PSL i koniec marzeń o wiecznych wójtach. Pełczyńska-Nałęcz odchodzi z rządu

Kwaśniewski staje w obronie Tuska. Były działacz PZPR uczy Nawrockiego, jak patrzeć na Rosję

Sejm przegłosował dekryminalizację aborcji. Zdecydowały cztery głosy

Sondaż CBOS: tylko cztery partie w Sejmie. Koalicjanci Tuska pod progiem, prawica z przewagą

Francja płonie, a dziennikarka Newsweeka wskazuje na Rosję. Wpis Długosz wywołał falę drwin

Inne kategorie

Czytaj także