Bohaterski policjant wszedł do płonącego bloku w Chorzowie i wyprowadził z niego 17 osób. Dziś Łukasz Schön porusza się o chodziku, cierpi na nieuleczalną chorobę neurologiczną, przez co musiał odejść ze służby. Dopiero po publikacji reportażu Wirtualnej Polski premier Donald Tusk i szef MSWiA Marcin Kierwiński zaczęli publicznie zapewniać, że państwo nie zostawia bohaterów bez pomocy.
Co wydarzyło się w Chorzowie?
Do pożaru doszło w nocy z 8 na 9 sierpnia 2025 roku w bloku przy ul. Morcinka w Chorzowie. Jako jedni z pierwszych na miejscu pojawili się starszy posterunkowy Łukasz Schön i jego kolega z patrolu, Patryk. Klatka schodowa była pełna dymu, a mieszkańcy trzeciego i czwartego piętra zostali odcięci od wyjścia.
Policjanci nie czekali na strażaków, tylko sami wyważali drzwi i raz za razem wracali do zadymionego budynku, wyprowadzając kolejnych lokatorów. Uratowali w ten sposób 17 osób. Schön próbował dotrzeć także do kobiety, która siedziała na parapecie okna na drugim piętrze, ale dym i żar nie pozwoliły mu wejść do mieszkania. Kobieta skoczyła, zanim ktokolwiek zdążył ją złapać. Przeżyła, choć z poważnymi obrażeniami. W mieszkaniu znaleziono ciało jej partnera, który był jedyną ofiarą pożaru.
Na co choruje Łukasz Schön?
Wkrótce po akcji policjant stracił przytomność. Lekarze stwierdzili zatrucie tlenkiem węgla i zapewniali, że objawy miną. Tak się jednak nie stało. W październiku 2025 roku zdiagnozowano u niego zespół Lance’a-Adamsa. To niezwykle rzadkie powikłanie niedotlenienia mózgu, którego na świecie opisano około 300 przypadków. Choroba powoduje niekontrolowane skurcze oraz szarpnięcia mięśni i jest nieuleczalna.
Psychiatra rozpoznał u Schöna również zespół stresu pourazowego. Policjant jest w stanie przejść zaledwie ok. 100 metrów i to tylko z pomocą chodzika. W rozmowie z WP przyznał, że wciąż wraca myślami do pożaru.
„Nie mam żadnej kontroli nad ciałem. […] Tak naprawdę nigdy nie wyszedłem z tamtego płonącego budynku”
– Łukasz Schön, były policjant z Chorzowa
Odszedł z policji. „Nie mam pojęcia, kim jestem”
Wcześniej Schön pracował w straży miejskiej. W sierpniu 2026 roku komisja lekarska uznała go za niezdolnego do służby, a w październiku pożegnał się z mundurem. Dla młodego funkcjonariusza był to ogromny cios.
„Ta praca była całym moim życiem. Po odejściu ze służby nie mam pojęcia, kim jestem”
– Łukasz Schön, były policjant z Chorzowa
Sam nie uważa się za bohatera. „Rachunek jest prosty: siedemnaście ocalonych osób za jedno zniszczone życie” – podsumował w reportażu.
Przez cały ten czas policjant mógł liczyć przede wszystkim na zwykłych ludzi. Dzięki zbiórce internetowej, którą zorganizował jego kolega ze straży miejskiej, udało się zebrać ponad 500 tys. zł. W marcu 2026 roku Schön i jego partner otrzymali medal im. podkomisarza Andrzeja Struja. „Bez tej fali wsparcia bym sobie nie poradził” – przyznał.
Tusk i Kierwiński reagują po reportażu
Reportaż Dariusza Farona zatytułowany „Ten pożar wybucha każdej nocy” ukazał się 22 października na łamach Wirtualnej Polski. Jeszcze w rozmowie z dziennikarzem Schön mówił, że wciąż czeka na decyzję w sprawie renty. Tego samego dnia głos zabrał minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.
Szef MSWiA poinformował, że policjant otrzymał odszkodowanie od Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, a niedługo potem Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA przyznał mu rentę z dodatkiem. Następnie do sprawy odniósł się także premier.
Donald Tusk przekazał, że przyznał Schönowi dodatkowe świadczenie z puli premiera. Kwoty jednak nie podano. Dobrze, że bohater z Chorzowa otrzyma wsparcie. Trudno jednak nie zauważyć, że politycy rządzącej koalicji zainteresowali się jego losem dopiero wtedy, gdy jego historia trafiła do mediów.



