Niemiecka policja zatrzymała dwóch obywateli Turcji podejrzanych o podpalenie stacji Starlink w Woli Krobowskiej na Mazowszu. W Berlinie zatrzymano dodatkowo kobietę, która miała im pomagać. Polskie władze nie mają wątpliwości, że za sabotażem stoją rosyjskie służby. Podejrzani mają teraz trafić do Polski i usłyszeć zarzuty dywersji na zlecenie obcego wywiadu.
Co się stało w Woli Krobowskiej?
Do pożaru stacji satelitarnej Starlink doszło 23 września 2026 r. wieczorem w Woli Krobowskiej w powiecie grójeckim. Około godz. 21 strażacy dostali zgłoszenie o ogniu na terenie stacji bazowej, która odpowiadała za transmisję systemu satelitarnego internetu kierowanej przez Elona Muska firmy SpaceX. Na miejsce pojechały trzy zastępy straży pożarnej. Ogień objął obudowę skrzynki zasilającej i uszkodził agregat prądotwórczy. Pożar rozprzestrzenił się na obszar ok. 3 m². Nikt nie ucierpiał w wyniku podpalenia.
Choć zniszczenia nie były duże, to cała sprawa od początku wzbudzała spory niepokój. Stację obsługuje państwowa spółka Exatel, a obiekt jest jednym z kluczowych punktów, którym przez Polskę płynie internet satelitarny m.in. dla Ukrainy. Niedługo po pożarze informowaliśmy, że rząd nie wykluczał sabotażu. Dwa dni później Prokuratura Krajowa oficjalnie wszczęła śledztwo. Natomiast w tym tygodniu temat powrócił na nagłówki za sprawą najnowszych doniesień.
Kto został zatrzymany?
W poniedziałek 12 października niemiecka policja zatrzymała dwóch obywateli Turcji. Według lokalnych mediów podejrzani to 34-letni Muslum T. i 38-letni Umit E. Do ich zatrzymania doszło na dworcu kolejowym w Nürtingen w Badenii-Wirtembergii. Akcja służb została przeprowadzona na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania, który wydała polska prokuratura. Informację jako pierwszy przekazał szef MSWiA Marcin Kierwiński. Chwilę później zatrzymanie potwierdził premier Donald Tusk.
Dzień później okazało się, że zatrzymań było więcej. Niemiecki serwis „Bild” przekazał, że w berlińskiej dzielnicy Spandau tamtejsza jednostka specjalna zatrzymała 25-letnią kobietę. Jak ustalono, miała ona pełnić rolę kierowcy i zapewniać sprawcom wsparcie logistyczne. Oficjalnie potwierdzone jest jednak tylko samo zatrzymanie trzeciej osoby, o czym poinformowała Komenda Główna Policji. Wiek, narodowość i rola zatrzymanej opierają się wyłącznie na medialnych doniesieniach. Więcej szczegółów ma ponoć niedługo ujawnić Prokuratura Krajowa.
Jak wpadli podejrzani?
Według niemieckich mediów podejrzani 23 września przyjechali z Niemiec do Polski samochodem prowadzonym przez kobietę. Natomiast po dokonaniu podpalenia mieli uciekać m.in. taksówką. Co ciekawe, kilka godzin po pożarze polscy policjanci wylegitymowali ich ok. 10 km od miejsca zdarzenia, po czym ich puścili. Przeprowadzona kontrola pomogła jednak później w ustaleniu ich tożsamości.
Śledczy twierdzą, że są w posiadaniu twardych dowodów na winę zatrzymanych mężczyzn. Komendant główny policji Marek Boroń zapewnił, że zabezpieczono ślady, które mogą przesądzić o sprawie.
„Dysponujemy śladami linii papilarnych, DNA sprawców”
– Marek Boroń, komendant główny policji, podczas konferencji prasowej w sprawie zatrzymania podejrzanych o podpalenie stacji Starlink
Kto stoi za podpaleniem stacji Starlink?
Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie aktu dywersji i sabotażu na rzecz obcego wywiadu. Rząd wskazuje wprost na Rosję. Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak podkreślił, że Moskwa coraz częściej zleca tego typu akcje obywatelom innych państw, często związanym ze środowiskiem przestępczym, zamiast swoim agentom.
„Nie mamy żadnych wątpliwości, że za tym aktem dywersji stoją rosyjskie służby”
– Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych, podczas konferencji prasowej w sprawie zatrzymania podejrzanych o podpalenie stacji Starlink
Szef MSWiA Marcin Kierwiński określił podpalenie jako „akcję sabotażową i dywersyjną”. Premier Tusk mówi zaś o „kolejnym akcie wojny hybrydowej”. To nie pierwszy taki przypadek w ostatnich miesiącach. ABW zatrzymała już m.in. Ukraińca, który miał podłożyć bombę na zlecenie Rosji, a służby sprawdzały, czy dywersją nie był pożar w fabryce dronów w Skarżysku.
Co dalej z zatrzymanymi?
Dwaj Turcy czekają w Niemczech na przekazanie do Polski w ramach procedury Europejskiego Nakazu Aresztowania. Dopiero po przewiezieniu ich do kraju usłyszą zarzuty. Na razie nikt nie został formalnie oskarżony, a do czasu prawomocnego wyroku wszystkie zatrzymane osoby pozostają niewinne. Premier zapowiada, że sprawcy odpowiedzą przed polskim sądem.





