Hejt a krytyka: gdzie przebiega granica
Marta Dybińska, NaszaPolska.plPani Moniko, czym różni się konstruktywna krytyka od hejtu?
Monika Chrapińska-KrupaPodstawowa różnica polega na tym, w jaki sposób odnosimy się do drugiego człowieka. Konstruktywna krytyka dotyczy konkretnego zachowania, decyzji czy wypowiedzi. Możemy się z kimś nie zgadzać, wskazywać błędy, a nawet wyrażać zdecydowany sprzeciw, ale nadal szanować tę osobę. Hejt natomiast często uderza bezpośrednio w człowieka, jego wygląd, pochodzenie, przekonania czy poczucie własnej wartości.
Warto też zwrócić uwagę na intencję i formę przekazu. Krytyka może służyć zmianie, zwróceniu uwagi na problem czy rozpoczęciu dyskusji. Hejt najczęściej ma charakter poniżający, ośmieszający lub agresywny. Nie zawsze jednak osoba hejtująca świadomie zastanawia się nad tym, jak bardzo może kogoś zranić.
Co istotne, nie każda negatywna opinia jest hejtem. Mamy prawo do odmiennych poglądów, także tych wyrażanych stanowczo. Granica zostaje przekroczona wtedy, gdy zamiast odnosić się do problemu, zaczynamy odbierać drugiej osobie godność. Można przecież powiedzieć komuś, że jego zachowanie było niewłaściwe, nie nazywając go przy tym człowiekiem bezwartościowym.
Marta Dybińska, NaszaPolska.plAnonimowość sprawia, że coraz chętniej komentujemy postępowanie innych?
Monika Chrapińska-KrupaAnonimowość z pewnością może temu sprzyjać. W psychologii opisujemy zjawisko rozhamowania w internecie, które polega na tym, że w przestrzeni wirtualnej ludzie niekiedy pozwalają sobie na zachowania, na jakie nie zdecydowaliby się podczas bezpośredniego spotkania. Kiedy nie widzimy twarzy rozmówcy, jego emocji czy reakcji na nasze słowa, łatwiej jest nam zapomnieć, że po drugiej stronie ekranu znajduje się prawdziwy człowiek. Dodatkowo poczucie anonimowości może osłabiać odczuwanie odpowiedzialności za własne wypowiedzi.
Nie oznacza to oczywiście, że każda anonimowa osoba będzie agresywna. Anonimowość bywa również czymś pozytywnym, na przykład pozwala ludziom mówić o trudnych doświadczeniach, których wstydziliby się ujawnić pod własnym nazwiskiem. Problem pojawia się wtedy, gdy poczucie bezkarności staje się przyzwoleniem na obrażanie innych. Warto pamiętać, że internet nie jest przestrzenią pozbawioną konsekwencji. Słowa napisane w komentarzu mogą ranić równie mocno jak te wypowiedziane prosto w twarz.
Marta Dybińska, NaszaPolska.plZ czego wynika nieustanna obecność w mediach społecznościowych? Komentujący nie mają swojego życia, czy ich życie jest zbyt nudne, dlatego wolą oglądać życie innych?
Monika Chrapińska-KrupaNie oceniałabym tego w tak jednoznaczny sposób. Sam fakt, że ktoś spędza dużo czasu w mediach społecznościowych, nie oznacza, że jego własne życie jest nudne czy pozbawione wartości. Korzystamy z internetu z bardzo różnych powodów. Szukamy kontaktu z innymi, rozrywki, informacji, inspiracji, a czasami po prostu odpoczynku od codziennych obowiązków.
Media społecznościowe są jednak zaprojektowane tak, aby skutecznie przyciągać i utrzymywać naszą uwagę. Nowe powiadomienia, reakcje na komentarze czy kolejne interesujące treści zachęcają do częstego sprawdzania telefonu. Z czasem może to stać się automatycznym nawykiem. U części osób intensywne komentowanie życia innych może także wiązać się z potrzebą bycia zauważonym, uzyskania akceptacji, rozładowania frustracji czy poczucia wpływu. Kiedy nasz komentarz wywołuje wiele reakcji, możemy odczuwać satysfakcję, nawet jeśli sama wypowiedź była negatywna.
Niebezpieczne jest natomiast to, że zaczynamy porównywać własną codzienność z wybranymi fragmentami życia innych ludzi. Oglądamy ich sukcesy, wygląd, podróże czy związki, zapominając, że widzimy jedynie niewielką część rzeczywistości. Takie porównania mogą nasilać niezadowolenie z siebie, zazdrość i frustrację. Dlatego zamiast zastanawiać się, czy osoby komentujące mają własne życie, warto zapytać, jaką potrzebę zaspokaja u nich aktywność w internecie i czy nie zaczyna zastępować tego, czego brakuje im poza ekranem.
Marta Dybińska, NaszaPolska.plCzyli jak – wolimy pisać komentarze i hejtować, bo boimy się szczerej rozmowy w „cztery oczy”?
Monika Chrapińska-KrupaW niektórych przypadkach rzeczywiście może tak być. Bezpośrednia rozmowa wymaga od nas większej odwagi emocjonalnej. Musimy zmierzyć się z reakcją drugiego człowieka, jego spojrzeniem, argumentami, a czasami również z własnym dyskomfortem. W internecie łatwiej jest napisać coś pod wpływem impulsu, zamknąć aplikację i nie zastanawiać się nad konsekwencjami.
Jednak nie każdy hejt wynika ze strachu przed konfrontacją. Czasami za agresywnymi komentarzami stoi nagromadzona złość, frustracja, potrzeba dominacji albo chęć zaimponowania innym użytkownikom. Zdarza się również, że ludzie dołączają do obrażania konkretnej osoby tylko dlatego, że robią to pozostali. To zjawisko szczególnie niepokojące, ponieważ odpowiedzialność niejako rozmywa się w grupie. Ktoś może pomyśleć: „Przecież inni piszą znacznie gorsze rzeczy, mój komentarz niczego nie zmieni”. Tymczasem każdy kolejny obraźliwy wpis dokłada swoją część do cierpienia osoby, która staje się celem ataku. Dlatego umiejętność wyrażania złości i niezgody bez poniżania innych powinna być jedną z podstawowych kompetencji, których uczymy się zarówno w domu, jak i w szkole.
Hejt w szkole: sygnały, które powinny zaniepokoić rodziców
Marta Dybińska, NaszaPolska.plJakie zachowanie dziecka powinno być sygnałem dla rodziców, że ich dziecko jest ofiarą hejtu?
Monika Chrapińska-KrupaPrzede wszystkim powinna nas zaniepokoić wyraźna zmiana w zachowaniu dziecka, szczególnie jeśli nastąpiła stosunkowo nagle. Dziecko, które wcześniej chętnie chodziło do szkoły, spotykało się z rówieśnikami i opowiadało o swoim dniu, może zacząć się wycofywać, unikać kontaktów, zamykać w pokoju czy szukać powodów, aby nie uczestniczyć w zajęciach. Często pojawiają się również zmiany nastroju, rozdrażnienie, płaczliwość, problemy ze snem, bóle brzucha lub głowy. Rodzice mogą zauważyć, że dziecko staje się wyjątkowo nerwowe po otrzymaniu wiadomości albo przeciwnie – nagle przestaje korzystać z telefonu i mediów społecznościowych.
Niepokojącym sygnałem mogą być także wypowiedzi świadczące o obniżonym poczuciu własnej wartości, takie jak „nikt mnie nie lubi”, „jestem beznadziejny” czy „wszyscy się ze mnie śmieją”. Oczywiście pojedyncze zachowanie nie oznacza automatycznie, że dziecko doświadcza hejtu. Ważne jest obserwowanie całokształtu jego funkcjonowania.
Najważniejsza jest jednak reakcja rodzica. Zamiast przesłuchiwać dziecko lub od razu zabierać mu telefon, warto spokojnie powiedzieć: „Widzę, że ostatnio coś Cię martwi. Jeśli dzieje się coś trudnego, możesz mi o tym powiedzieć. Pomogę Ci”. Dziecko musi mieć pewność, że zostanie wysłuchane, a nie ocenione. Jeśli potwierdzi się, że doświadcza przemocy, potrzebne jest konkretne działanie dorosłych, również we współpracy ze szkołą. Samo zapewnienie, że „nie należy się przejmować”, zdecydowanie nie wystarczy.
Marta Dybińska, NaszaPolska.plDlaczego ofiary szkolnego hejtu tak często boją się o tym problemie powiedzieć innym?
Monika Chrapińska-KrupaJednym z głównych powodów jest wstyd. Dziecko, które jest wyśmiewane, poniżane czy odrzucane przez grupę, może zacząć wierzyć w to, co słyszy na swój temat. Zamiast postrzegać sytuację jako krzywdzące zachowanie innych, zaczyna szukać winy w sobie. Bardzo silny jest również lęk przed pogorszeniem sytuacji. Dzieci obawiają się, że jeśli powiedzą rodzicom lub nauczycielom o prześladowaniu, sprawcy zemszczą się na nich, a rówieśnicy uznają je za osoby skarżące.
Nie bez znaczenia pozostaje reakcja dorosłych. Jeżeli dziecko wcześniej słyszało, że powinno „nie zwracać uwagi”, „być twardsze” albo „nie przesadzać”, może uznać, że jego problem nie zostanie potraktowany poważnie. Musimy pamiętać, że dla młodego człowieka akceptacja rówieśników jest niezwykle ważna. Odrzucenie przez grupę może być przeżywane bardzo dotkliwie, ponieważ uderza w podstawową potrzebę przynależności. Dlatego tak ważne jest, aby dziecko wiedziało, że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Przeciwnie, jest właściwym sposobem reagowania na przemoc. To dorośli mają obowiązek zapewnić mu bezpieczeństwo.
Marta Dybińska, NaszaPolska.plJak żarty na korytarzu szkolnym, memy, złośliwe komentarze wpływają na zachowanie dziecka w realnym świecie?
Monika Chrapińska-KrupaDorośli często nie doceniają siły takich zachowań. To, co z naszej perspektywy może wydawać się niewinnym żartem, dla dziecka może być doświadczeniem ogromnego upokorzenia, szczególnie jeśli sytuacja powtarza się regularnie i uczestniczy w niej większa grupa rówieśników. Wyobraźmy sobie dziecko, którego zdjęcie zostaje przerobione na ośmieszający mem i rozesłane po szkolnych grupach. Ono nie doświadcza tej sytuacji wyłącznie w internecie. Następnego dnia musi wejść do klasy, spojrzeć na kolegów i koleżanki, zastanawiając się, kto widział zdjęcie i kto będzie się z niego śmiał.
W konsekwencji może zacząć unikać szkoły, wycofywać się z relacji, ograniczać aktywność na lekcjach czy rezygnować z rzeczy, które wcześniej sprawiały mu przyjemność. Może również stale kontrolować własne zachowanie i wygląd, aby nie dostarczyć innym kolejnego powodu do żartów. Długotrwałe doświadczanie takich sytuacji może prowadzić do utraty poczucia bezpieczeństwa i przekonania, że otoczenie jest wrogie. Oczywiście nie każdy żart jest przemocą. Znaczenie ma kontekst, powtarzalność zachowania, relacja między dziećmi oraz to, czy osoba będąca obiektem żartu rzeczywiście odbiera go jako zabawny. Jeśli jedno dziecko cierpi, a reszta świetnie się bawi jego kosztem, trudno mówić o niewinnej rozrywce.
Skutki psychiczne hejtu
Marta Dybińska, NaszaPolska.plNie ma chyba ludzi, którym hejt byłby obojętny. Jakie skutki psychiczne najczęściej dotykają tych, którzy stają się ofiarami hejtu?
Monika Chrapińska-KrupaKażdy z nas ma inną wrażliwość psychiczną, doświadczenia i zasoby pozwalające radzić sobie z trudnymi sytuacjami. Niektóre osoby potrafią stosunkowo szybko zdystansować się od obraźliwych komentarzy, inne przeżywają je znacznie silniej. Nie oznacza to jednak, że hejt jest zjawiskiem niegroźnym. Do najczęstszych konsekwencji należą obniżenie samooceny, poczucie wstydu, smutek, lęk, napięcie emocjonalne oraz wycofywanie się z kontaktów społecznych. Osoba doświadczająca hejtu może zacząć nadmiernie analizować własne zachowanie, wygląd czy wypowiedzi, zastanawiając się, co zrobiła nie tak i jak uniknąć kolejnego ataku.
Szczególnie niebezpieczna jest sytuacja, gdy przemoc trwa przez dłuższy czas, a osoba nią dotknięta nie otrzymuje wsparcia. Może wtedy dochodzić do pogorszenia nastroju, problemów ze snem, trudności z koncentracją, nasilonego lęku, a w części przypadków również rozwoju objawów depresyjnych. Nie możemy też zapominać, że treści opublikowane w internecie mogą być wielokrotnie udostępniane. Ofiara ma wówczas poczucie, że upokarzająca sytuacja nigdy się nie kończy. W skrajnych przypadkach długotrwała przemoc psychiczna może wiązać się również z myślami samobójczymi czy zachowaniami autoagresywnymi. Dlatego nigdy nie powinniśmy bagatelizować cierpienia drugiego człowieka tylko dlatego, że jego źródłem są słowa, a nie przemoc fizyczna.
Hejt po tragedii w Jarosławiu i odpowiedzialność zbiorowa
Marta Dybińska, NaszaPolska.plSkąd bierze się w ludziach psychologiczny mechanizm stosowania tzw. „odpowiedzialności zbiorowej” wobec milionów migrantów i uchodźców z powodu brutalnego czynu jednego człowieka?
Monika Chrapińska-KrupaTo zjawisko można wyjaśnić poprzez kilka mechanizmów psychologicznych. Jednym z nich jest generalizacja, czyli przenoszenie oceny pojedynczego człowieka na całą grupę, do której należy. W sytuacji silnego zagrożenia lub lęku nasz umysł często poszukuje prostych wyjaśnień. Łatwiej jest wskazać jedną grupę jako źródło niebezpieczeństwa, niż zaakceptować, że rzeczywistość bywa znacznie bardziej skomplikowana.
Znaczenie mają również stereotypy oraz mechanizm podziału na „swoich” i „obcych”. Osoby należące do naszej grupy postrzegamy zwykle bardziej indywidualnie, natomiast przedstawicieli innych społeczności możemy traktować jako ludzi bardzo do siebie podobnych. W takich okolicznościach dramatyczne wydarzenie może uruchamiać wcześniej istniejące uprzedzenia i wzmacniać przekonanie, że zachowanie jednostki jest reprezentatywne dla całej zbiorowości.
Warto jednak bardzo wyraźnie oddzielić dwie kwestie. Mamy pełne prawo obawiać się przestępczości, oczekiwać bezpieczeństwa i dyskutować o polityce migracyjnej. Są to ważne tematy społeczne. Nie oznacza to jednak, że można przypisywać odpowiedzialność za zbrodnię milionom ludzi tylko dlatego, że mają takie samo obywatelstwo czy pochodzenie jak sprawca. Z psychologicznego punktu widzenia odpowiedzialność zbiorowa może dawać złudne poczucie kontroli nad zagrożeniem. Nie rozwiązuje jednak problemu, a dodatkowo wzmacnia wrogość i podziały społeczne.
Marta Dybińska, NaszaPolska.plHejt, który wybuchł w internecie po tragedii w Jarosławiu, to też sygnał, że widzimy realne zagrożenie?
Monika Chrapińska-KrupaTragedia w Jarosławiu była rzeczywistym, dramatycznym aktem przemocy. Zginął człowiek, inne osoby zostały ranne. Takie wydarzenia naturalnie wywołują strach, gniew, smutek i poczucie zagrożenia. Nie powinniśmy tych emocji lekceważyć ani odbierać ludziom prawa do ich przeżywania.
Z psychologicznego punktu widzenia istotne jest jednak to, co następnie robimy z tymi emocjami. Silny lęk może sprawiać, że zaczynamy postrzegać pojedyncze zdarzenie jako dowód na istnienie znacznie szerszego zagrożenia. Nasza uwaga koncentruje się wówczas na informacjach potwierdzających wcześniejsze obawy, a pomija te, które przedstawiają bardziej złożony obraz sytuacji. Warto też pamiętać, że media społecznościowe sprzyjają szybkiemu rozprzestrzenianiu się emocjonalnych przekazów. Wokół dramatycznych wydarzeń łatwo pojawiają się niezweryfikowane informacje, manipulacje i komentarze, które dodatkowo podsycają społeczne napięcie.
Można jednocześnie stanowczo potępiać sprawcę, domagać się sprawiedliwości i oczekiwać skutecznych działań służb, nie kierując agresji wobec ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z popełnioną zbrodnią. Hejt nie jest więc sam w sobie wiarygodnym miernikiem rzeczywistego poziomu zagrożenia. Jest natomiast sygnałem silnych emocji społecznych, które wymagają odpowiedzialnej rozmowy, rzetelnych informacji i konkretnych działań. Nie chodzi o to, aby przekonywać ludzi, że nie mają prawa się bać. Chodzi o to, aby strach nie odbierał nam zdolności do racjonalnego myślenia i sprawiedliwego oceniania innych.
Wolność słowa a mowa nienawiści
Marta Dybińska, NaszaPolska.plGdzie leży granica między wolnością słowa a mową nienawiści?
Monika Chrapińska-KrupaWolność słowa jest jedną z podstawowych wartości demokratycznego społeczeństwa. Oznacza, że mamy prawo wyrażać swoje poglądy, krytykować decyzje władz, sprzeciwiać się określonym zjawiskom społecznym czy uczestniczyć w trudnych, niekiedy bardzo emocjonalnych dyskusjach.
Nie oznacza jednak, że każda forma wypowiedzi jest dopuszczalna. Istnieje zasadnicza różnica między krytykowaniem czyjegoś zachowania lub określonej polityki a nawoływaniem do nienawiści, grożeniem czy poniżaniem ludzi ze względu na ich pochodzenie lub przynależność do danej grupy. Można na przykład krytykować politykę migracyjną państwa, domagać się zmian przepisów czy wskazywać problemy związane z bezpieczeństwem. To element debaty publicznej. Czymś zupełnie innym jest nawoływanie do przemocy wobec wszystkich osób określonej narodowości albo przedstawianie ich jako ludzi gorszych i pozbawionych podstawowych praw.
W polskim prawie istnieją przepisy dotyczące między innymi publicznego nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym czy publicznego znieważania osób ze względu na ich pochodzenie. Oczywiście nie każdy obraźliwy komentarz automatycznie stanowi przestępstwo, a ocena prawna zależy od jego treści i kontekstu. Jako psycholog chciałabym jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Nie wszystko, co jest prawnie dozwolone, musi być dobre czy obojętne dla psychiki drugiego człowieka. Możemy wygrać internetową dyskusję, napisać wyjątkowo złośliwy komentarz i zdobyć za niego setki polubień, a jednocześnie wyrządzić komuś ogromną krzywdę.
Dlatego warto przed opublikowaniem komentarza zadać sobie trzy proste pytania: Czy to, co piszę, jest zgodne z faktami? Czy rzeczywiście wnosi coś wartościowego do rozmowy? I czy powiedziałabym to samo tej osobie, gdyby stała przede mną? Wolność słowa daje nam prawo do wyrażania opinii, ale nie zwalnia nas z odpowiedzialności za sposób, w jaki traktujemy innych ludzi.






