Ministerstwo Obrony Narodowej przygotowuje specjalną listę leków na czas wojny. Ma ona obejmować najważniejsze substancje do ewakuacji rannych oraz szpitali wojskowych. Obecna lista leków z kategorii „krytycznych” została spisana z myślą o czasach pokoju. Problem w tym, że sama lista nie zastąpi zapasów, których, jak alarmują farmaceuci, w Polsce mocno brakuje. Większość substancji potrzebnych do produkcji leków jest sprowadzana z Chin i Indii.
Czym będzie lista leków na czas wojny?
Ministerstwo Zdrowia poinformowało o trwających pracach nad nową listą leków na wypadek sytuacji kryzysowych. Przygotowuje ją MON we współpracy z resortem zdrowia. Ma ona obejmować substancje i leki o priorytetowym znaczeniu w nadzwyczajnych sytuacjach, w tym w czasie wojny. Chodzi przede wszystkim o ewakuację medyczną rannych, szpitale wojskowe i ratownictwo na polu walki. Ministerstwo nie ujawniło jednak, jakie leki znajdą się na najnowszej liście ani ile finalnie będzie na niej pozycji. Nie wiadomo również, kiedy zostanie opublikowana.
Dlaczego potrzebna jest osobna lista dla wojska?
W Polsce od lat obowiązuje Krajowa Lista Leków Krytycznych. Pierwszą wersję, zawierającą 301 substancji czynnych, Ministerstwo Zdrowia opublikowało w grudniu 2024 r. W lipcu 2025 r. lista została zaktualizowana i rozszerzona do 401 pozycji. Znalazły się na niej leki, które uznano za najważniejsze dla zdrowia wszystkich obywateli. I w tym miejscu ważne rozróżnienie, które warto podkreślić. Samo wpisanie substancji na taką listę nie oznacza, że w Polsce jej brakuje. Taka lista stanowi przede wszystkim narzędzie do monitorowania rynku.
Według resortu zdrowia opracowany spis nie wystarczy na wypadek konfliktu, ponieważ, jak tłumaczono, „nie uwzględnia ona w pełni specyfiki pola walki i operacji militarnych”. Chodzi bowiem o to, że żołnierze, którzy zostaną ranni podczas walk, mają w takiej sytuacji zupełnie inne potrzeby niż przeciętny pacjent. Chodzi w tym wypadku m.in. o leki stosowane przy masywnych krwotokach, ciężkich oparzeniach i wstrząsie pourazowym.
Co z lekami dla zwykłych pacjentów?
Resort Zdrowia zapewnia, że w sytuacji kryzysowej najważniejsze będzie, aby proces leczenia danego pacjenta nie został przerwany w trakcie, a także, żeby ludzie nie wykupowali masowo leków na zapas.
„W sytuacji kryzysowej priorytetem będzie zapewnienie ciągłości leczenia wszystkim pacjentom i zapobieganie nadmiernemu gromadzeniu leków”
– Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi na pytania PAP
Przypomina się także, że już dziś pacjent przewlekle chory może dostać receptę na maksymalnie 360 dni leczenia, natomiast jednorazowo jest w stanie wykupić zapas leków najwyżej na okres 120 dni. To rozwiązanie ma zapobiegać panicznemu gromadzeniu zapasów, które mogłoby doprowadzić do pustek w aptekach. Na wypadek awarii systemu e-recept lekarz może wystawić tradycyjną, papierową receptę.
Czy Polska ma wystarczające zapasy leków?
I w tym miejscu po raz kolejny otrzymujemy dowód, że zapewnienia rządu o pełnej kontroli w kwestii przygotowań na wypadek kryzysu są w dużej mierze deklaratywne. Chodzi bowiem o to, że eksperci od spraw medycznych nie są tak spokojni jak ministerstwo. Prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej Marek Tomków w rozmowie z Radiem ZET przyznał wprost, że „w tej chwili nie mamy wystarczających zapasów leków”. Jego zdaniem potrzebne są realne rezerwy i przygotowane zamienniki.
Największy problem na tym polu stanowi silne uzależnienie od łańcucha dostaw z Azji. Według szacunków ok. 80 proc. substancji czynnych (API), które wykorzystuje się w Europie i w Polsce, pochodzi z Chin i Indii. Polska wytwarza je na niewielką skalę. Gdyby nagle dostawy zostały zahamowane lub mocno ograniczone przez wojnę, blokadę danego szlaku transportowego albo decyzję Pekinu, to braki w aptekach mogłyby pojawić się niemal natychmiast. Zresztą nie trzeba szukać daleko przykładów, ponieważ doskonale pokazała to już pandemia i pierwsze miesiące wojny na Ukrainie, gdy w aptekach brakowało m.in. antybiotyków.




