„Zrobiłabym to samo!”. Kaci z UB, ich rodziny i prawda, której nie chcą znać

4 min. czytania

Redakcja

01 kwietnia 2014 r.

Grób oficera UB Eugeniusza Chimczaka na Cmentarzu Północnym w Warszawie

4 min. czytania

Redakcja

01 kwietnia 2014 r.

Eugeniusz Chimczak, jeden z okrutnych katów więzienia na Rakowieckiej w Warszawie, został w marcu 2014 r. pochowany na Cmentarzu Komunalnym Północnym, a na jego pogrzeb poszedł Tadeusz Płużański, syn żołnierza wyklętego. Gdy zapytał wdowę, czy wie, co jej mąż robił po wojnie, usłyszał, że musi być synem „jakiegoś bandyty”. Alina Czerniakowska przywołuje tę scenę jako puentę rozważań o tym, że prawda o czasach komunistycznych wcale nie jest w Polsce powszechnie znana. Pisze o dawnych ubekach, partyjniakach różnych szczebli i ich potomkach, którzy dostają furii na hasło lustracji i dekomunizacji, oraz o willach Mokotowa, Wilanowa i Żoliborza przejętych przez „funki i półfunki”. Przypomina swoją rozmowę z sędzią Marią Gurowską, która skazała gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” i do dziś krzyczy, że zrobiłaby to samo.

Publicystyka

Jeśli ktoś myśli, że prawda o ostatnim półwieczu, o czasach rządów komunistycznych, jest w Polsce dobrze znana i właściwie oceniana, to się głęboko myli. Dawni oprawcy z Urzędu Bezpieczeństwa, jak również wszelkiego rodzaju partyjniacy wyższych i niższych szczebli oraz ich kolejne pokolenia, są nadal przekonani o swojej uprzywilejowanej roli, bezczelni, bez żadnej skruchy, nie mówiąc o przyznaniu się do winy, często do strasznych zbrodni.

Ich synowie i wnuki, dzisiaj dobrze ustawieni, „europejczycy”, „światowcy”, publicznie trochę wstydzą się optować za komunistami, wychwalać swoich przodków i minione lata, ale przy pierwszej nadarzającej się okazji ustawiają się po „właściwej” stronie i głosują na „swoich”. Dostają furii, gdy słyszą o lustracji, dekomunizacji, reprywatyzacji, o rozliczeniu zbrodniarzy i złodziei mienia publicznego.

Kto mieszka w willach Mokotowa

Często po pokazach moich filmów dokumentalnych wywiązują się dyskusje i wtedy wychodzi przysłowiowe „szydło z worka”. Jestem pewna, że gdyby nadarzyła się sytuacja, ogromna część naszego społeczeństwa machałaby czerwonymi flagami i wspierała swoją dawną władzę. I nie są to tylko ci z partyjnej góry, powszechnie znani (Jaruzelski, Kiszczak), ale całe rzesze drobnych partyjniaków, dawnych sekretarzy gminnych, powiatowych, wojewódzkich, aż do Komitetu Centralnego, milicjantów, ormowców, dyrektorów, kierowników, wszelkich urzędników i innych mizernych ludzików, wdzięcznych władzy za przywileje – wszyscy z rodzinami, kolejnymi pokoleniami. Do tego dochodzą tzw. ludzie kultury, pupile władzy tamtego półwiecza i ich następcy dzisiaj, a że „jabłko nie pada daleko od jabłoni”, mamy kolejne pokolenia ludzi bezmyślnych, nakierowanych tylko na zyski, wyklinających „moherów, pisiorów, kaczorów, śmiesznych patriotów, ideowców, biednych nieudaczników…”. Wystarczy przejechać się po Warszawie, Aleją Róż, Przyjaciół, Marszałkowską od Placu Unii, Idzikowskiego, wśród willi Mokotowa, Wilanowa, Żoliborza, a potem zajrzeć do apartamentowców w Ogrodzie Saskim i zapytać, czyja to jest własność, kto tam mieszka, a odpowiedź o „stan ducha narodu”, o który pytał Jan Paweł II, stanie się jasna.

Jerzy Kasprzycki w „Korzeniach miasta” napisał: „Najlepsze ocalałe i odbudowane kamienice, place, tereny miasta, przejmowali funki i półfunki, sporządzali księgi wieczyste i stawali się właścicielami”.

Przeczytaj również: Kaci obok ofiar. Kto spoczywa przy Łączce na Powązkach?

Pogrzeb kata z Rakowieckiej

Aby puenta była bardziej czytelna, warto zamyślić się nad zdarzeniem sprzed kilku dni. Tadeusz Płużański, syn żołnierza wyklętego, autor wielu znakomitych książek o zbrodniach ubeckich, poszedł na pogrzeb Eugeniusza Chimczaka, jednego z okrutnych katów więzienia na Rakowieckiej w Warszawie, podszedł do żony i zapytał: „Czy pani wie, co robił pani mąż po wojnie?”. Usłyszał odpowiedź: „Jeśli pan tak pyta, to znaczy, że jest pan synem jakiegoś bandyty, a my walczyliśmy z takimi bandytami”. Jak widać, nic nie zrozumieli, są butni, pewni siebie i mordowaliby dalej, może tylko trochę innych przeciwników, bo tamtych bohaterów już nie ma. Podobnie odpowiedziała mi wcześniej sędzina Maria Gurowska z domu Zand, która skazała na śmierć generała Fieldorfa „Nila”. Gdy pytałam, jak dzisiaj osądziłaby Fieldorfa, odpowiedziała z wielką butą, krzycząc: „Zrobiłabym to samo!”.

Widać jasno do czego doprowadziła polityka III RP: brak lustracji, ukarania i rozliczenia wszelkich zbrodni i nieprawości.

Alina Czerniakowska

 


ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Aliny Czerniakowskiej pt. „Komu jest potrzebna ta prawda?” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 14 (961) z dnia 1 kwietnia 2014 roku, s. 18. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Alina Czerniakowska / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 14 (961)/2014, s. 18.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Wojskowe honory dla esesmana z SS Galizien. Ukraina pożegnała Zenona Wróblewskiego.

Ius primae noctis: prawo pierwszej nocy. Prawda czy mit

Porzucanie dzieci w starożytnym Rzymie. List Hilariona do żony

Kolejna rocznica na Reducie Ordona, która odbyła się na szczątkach jej obrońców.

Wolf Messing – jasnowidz Stalina, który przewidział klęskę Hitlera

Zmarła Danuta Szlajmer „Siódemka”. Powstanka miała 99 lat

Kłomino – opuszczone miasto widmo w Polsce. Zostały cztery budynki i garstka ludzi

Czy Muzeum Żydów Polskich „POLIN” chce wybielić komunistyczną prokurator?

Inne kategorie

Czytaj także