„Polskie obozy śmierci” i „polskie obozy zagłady” to określenia, które od lat pojawiają się w zagranicznych mediach. W styczniu 2014 r. do sejmowej komisji trafił projekt, który rozszerza pojęcie „kłamstwa oświęcimskiego” właśnie o ten termin. Kilka dni później głos zabrało Zrzeszenie Historyków i Historyczek Niemiec (VHD). W apelu z 19 stycznia niemieccy historycy uznali sformułowanie „polskie obozy” za fałszywe, ale jednocześnie sprzeciwili się karaniu za jego używanie. Michał Soska analizuje ten apel, przypomina, że „polskim obozem zagłady” nazwano nawet Majdanek, i zwraca uwagę na to, czego w niemieckim stanowisku zabrakło. Projekt dotyczy ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Autor pokazuje też, jak apel podchwyciła w Polsce „Gazeta Wyborcza”, przedstawiając nowelizację ustawy o IPN jako wyłączny pomysł PiS.
Apel VHD w sprawie „polskich obozów zagłady”
Zrzeszenie Historyków i Historyczek Niemiec w oficjalnym apelu do opinii publicznej w Niemczech z 19 stycznia odrzuca określenie „polskie obozy koncentracyjne” jako fałszywe i jednocześnie krytykuje rozważaną właśnie w Polsce penalizację stosowania określenia „polskie obozy zagłady”. Kilka dni po skierowaniu do sejmowej komisji projektu ustawy zawierającej rozszerzenie pojęcia „kłamstwa oświęcimskiego” właśnie o termin „polskie obozy zagłady”, doczekaliśmy się nagle oficjalnego stanowiska stowarzyszenia niemieckich historyków (VHD).
Z jednej strony VHD odrzuca sformułowanie „polskie obozy” jako fałszywe, z drugiej krytykuje ewentualne karanie za jego użycie z powodu rzekomego zagrożenia dla wolności badań, wolności intelektualnej i rzekomo sprzecznego z wolnością „definiowania prawdy historycznej przez władze publiczne”. „Sformułowania, jak
„W wolnym kraju nie jest rzeczą jakiejkolwiek władzy politycznej definiowanie prawdy historycznej ani ograniczanie swobód historyków za pomocą sankcji karnych”. W kolejnych zdaniach niemieccy historycy argumentują, że należy wprawdzie przeciwdziałać stosowaniu określenia „polskie obozy” w sferze publicznej, medialnej i przede wszystkim w dydaktyce historycznej, jednakże w żadnym wypadku nie należy opowiadać się za prawnym zakazem stosowania takiego pojęcia.
Kłamstwo oświęcimskie tak, „polskie obozy śmierci” nie
Nie padło natomiast żadne wytłumaczenie, w jaki sposób prawny zakaz rozpowszechniania historycznego kłamstwa może ograniczać wolności historyka. Co ciekawe, nie padło też ani jedno słowo o tym, że takie wolności ograniczałaby sama ustawa o kłamstwie oświęcimskim, czyli negowaniu, rewizjonizmie holocaustu. Logiczny wniosek jest taki, że dla niemieckich historyków prawne ściganie kłamstwa oświęcimskiego jest jak najbardziej słuszne, natomiast prawne sankcje za kłamstwa antypolskie i zniesławianie Polaków już nie.
Jak w Polsce przyjęto apel niemieckich historyków
W Niemczech apel historyków nie odbił się większym echem ani w mediach tradycyjnych, ani elektronicznych. Natomiast w Polsce od razu nie tylko odnotowała go, ale i uczyniła z niego czołówkę „Gazeta Wyborcza”, podkreślając wyraźnie, że próba nowelizacji ustawy o IPN jest dziełem wyłącznie PiS-u, i ustawa skierowana została do komisji, „choć rząd przestrzegał, że nowe przepisy nie mają sensu”. Można więc śmiało powiedzieć o sojuszu „GW” z niemieckimi historykami na rzecz cichego przyzwolenia dla antypolskich kłamstw historycznych.
Michał Soska
Przeczytaj również: Wybielanie Niemców, oczernianie Polaków
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Michała Soski pt. „Niemieccy historycy o „polskich obozach”” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 5 (952) z dnia 28 stycznia 2014 roku, s. 13. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Michał Soska / „Nasza Polska”. Zdjęcie: pl.wikipedia.org, archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 5 (952)/2014, s. 13.



