Żołnierze armii ukraińskiej nieśli trumnę, nad konduktem powiewały flagi Ukrainy i czerwono-czarne sztandary OUN-UPA, a władze obwodu lwowskiego opublikowały na swojej oficjalnej stronie wzruszające pożegnanie „wojownika dywizji Hałyczyna”. W sobotę 3 października 2026 r. Lwów pochował z wojskowymi honorami Zenona Wróblewskiego, który jako szesnastolatek zgłosił się na ochotnika do 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. Dla Polaków to nie jest neutralna ceremonia, bo formacja, którą dziś czci się we Lwowie, ma na rękach krew mieszkańców Huty Pieniackiej, Podkamienia i Palikrów.
Pogrzeb weterana SS „Galizien” z honorami wojskowymi we Lwowie
Uroczystości żałobne rozpoczęły się w lwowskim kościele garnizonowym świętych Apostołów Piotra i Pawła, czyli w dawnym kościele jezuitów, który dziś służy ukraińskiemu wojsku. Przy trumnie wartę zaciągnęli żołnierze w mundurach Sił Zbrojnych Ukrainy, jeden z nich trzymał krzyż z tabliczką, a inny portret zmarłego.
Po nabożeństwie kondukt przeszedł ulicami miasta, a Wróblewski spoczął na polu nr 83 Cmentarza Łyczakowskiego, tego samego, na którym znajduje się polski Cmentarz Obrońców Lwowa.

Relację z pogrzebu opublikowała Lwowska Rada Obwodowa, czyli organ samorządu całego obwodu lwowskiego, na swoim oficjalnym portalu lvivoblrada.gov.ua oraz na profilu w mediach społecznościowych. To nie jest więc prywatna inicjatywa garstki ,,historyków”, tylko komunikat instytucji publicznej, który zatytułowano „Na Lwowszczyźnie pożegnano wojownika dywizji «Hałyczyna»”. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele organizacji „Rezerwa dywizji «Hałyczyna»”, Bractwa Weteranów OUN-UPA, organizacji kombatanckich i społecznych oraz czynni żołnierze.
W imieniu władz regionu przemawiała deputowana Lwowskiej Rady Obwodowej Oresława Chomyk. W jej słowach nie padło ani jedno zdanie o tym, czym była formacja, w której służył zmarły. Zamiast tego usłyszeliśmy, że „«Bóg i Ukraina ponad wszystko» były dla niego nie tylko słowami, lecz codziennym czynem”, a przemówienie zakończyło się życzeniem, by jego dusza „przebywała odtąd w rajskich ogrodach, w objęciach Pana”.

Kim był Zenon Wróblewski
Zenon Wróblewski, urodził się 17 marca 1927 r. we Lwowie, czyli w polskim wówczas mieście, i nosił nazwisko, które każdy Polak odczyta jako swojskie. W 1943 r., mając zaledwie szesnaście lat, porzucił naukę w gimnazjum i potajemnie przed rodzicami zgłosił się na ochotnika do dywizji SS „Galizien”. Według ukraińskich biogramów był osobistym kierowcą pułkownika Iwana Rembolowicza, dawnego oficera armii Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Po rozbiciu dywizji przez Armię Czerwoną pod Brodami w lipcu 1944 r. Wróblewski trafił do sowieckiej niewoli i do obozu w obwodzie permskim, skąd po dwóch latach zbiegł. Po powrocie do Lwowa związał się z podziemiem OUN, dlatego ukraińskie media nazywają go dziś weteranem „dywizji «Hałyczyna» i UPA”. W 1947 r. aresztowało go NKWD, a sąd skazał na 25 lat łagrów, które odbywał kolejno w Swierdłowsku, Karagandzie, Kemerowie i na Workucie. Do Lwowa wrócił w 1960 r., a po ogłoszeniu niepodległości Ukrainy działał w organizacjach kombatanckich.
W lipcu 2025 r. komisja działająca przy Ukraińskim Instytucie Pamięci Narodowej oficjalnie uznała go za ofiarę komunistycznych represji politycznych. Zmarł 1 października 2026 r. we Lwowie, w setnym roku życia. Nikt rozsądny nie broni stalinowskiego systemu łagrów, który był zbrodniczy i skazywał ludzi w procesach bez cienia sprawiedliwości. Problem polega na tym, że państwowa rehabilitacja i wojskowy pogrzeb nie oddzielają cierpienia w łagrze od wcześniejszej, dobrowolnej służby w formacji Waffen-SS, tylko łączą jedno z drugim w jeden bohaterski życiorys.
Czym była 14. Dywizja Grenadierów SS „Galizien”
Nazwy ,,dywizja Hałyczyna”czy ,,dywizja galicyjska” którymi posługują się dziś ukraińskie władze i media, brzmią niewinnie, niemal regionalnie. W rzeczywistości była to 14. Dywizja Grenadierów Waffen-SS, część zbrojnego ramienia organizacji Heinricha Himmlera, którą Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze uznał za organizację przestępczą ze względu na udział w zbrodniach wojennych
i zbrodniach przeciwko ludzkości.
W kwietniu 1943 r. niemiecka machina propagandowa ogłosiła werbunek do ukraińskiej dywizji w ramach Waffen-SS, a inicjatorem przedsięwzięcia był gubernator Dystryktu Galicja Otto Wächter, współodpowiedzialny za zagładę galicyjskich Żydów. W ciągu kilku tygodni do punktów rekrutacyjnych zgłosiło się około 80 tysięcy ochotników, a w Mościskach chęć wstąpienia do SS zadeklarowało 20 procent mieszkających tam Ukraińców. Do szeregów dywizji trafiło wielu byłych funkcjonariuszy Ukraińskiej Policji Pomocniczej, formacji, która wcześniej współuczestniczyła w zagładzie Żydów. Oficjalnie dywizję sformowano 30 lipca 1943 r.

Członkowie nowej formacji składali przysięgę na wierność Adolfowi Hitlerowi, a dopiero od lutego 1945 r. także „ludowi ukraińskiemu”. Podobnie jak innym esesmanom tatuowano im na przedramieniu oznaczenie grupy krwi. Według relacji niektórych weteranów od pozostałych formacji SS odróżniało ich to, że na powitanie „Heil Hitler” odpowiadali zawołaniem „Chwała Ukrainie”.
Jak traktowała ich wierchuszka III Rzeszy, najlepiej pokazuje przemówienie Reichsführera-SS Heinricha Himmlera wygłoszone 16 maja 1944 r. do oficerów dywizji. „Wiem, że gdybym wydał Dywizji rozkaz eksterminacji Polaków (…) stałbym się bardzo popularnym człowiekiem” – mówił Himmler do ludzi, którzy według niego już „udowodnili” pokładane w nich nadzieje. Kilka tygodni wcześniej wywiad Polskiego Państwa Podziemnego meldował krótko: „Nastroje w dywizji są przeciwpolskie”.
W lipcu 1944 r. dywizja została rozbita w kotle pod Brodami. Odtworzona jesienią, walczyła przy tłumieniu słowackiego powstania narodowego, a następnie z partyzantką w Słowenii i Styrii. W 1945 r. przemianowano ją na 1. Dywizję Ukraińskiej Armii Narodowej, a jej żołnierze poddali się Brytyjczykom. Większość uniknęła wydania Sowietom, przeszła przez obóz jeniecki w Rimini i wyemigrowała, głównie do Wielkiej Brytanii i Kanady.
Huta Pieniacka, Podkamień, Palikrowy – zbrodnie ochotników SS „Galizien”
Huta Pieniacka, 28 lutego 1944 r.
Największą zbrodnią ukraińskich ochotników do SS „Galizien” była pacyfikacja Huty Pieniackiej, polskiej wsi położonej około 85 km na wschód od Lwowa, która liczyła wtedy około tysiąca mieszkańców. Rankiem 28 lutego 1944 r. wieś otoczyło 500-600 uzbrojonych ludzi z 4. Galicyjskiego Ochotniczego Pułku Policji SS, złożonego z ochotników do dywizji, którym pomagały oddziały UPA i paramilitarny oddział ukraińskich nacjonalistów. Jak ustalił Instytut Pamięci Narodowej, mieszkańców wpędzano do stodół, zamykano je od zewnątrz, oblewano benzyną i podpalano, a dowódcę wiejskiej samoobrony po skatowaniu oblano benzyną i spalono żywcem.
Zginęło ponad 850 Polaków, a przeżyło około 160 osób. Spalono praktycznie całą wieś z wyjątkiem kościoła i szkoły. Szczegółowy przebieg tej zbrodni przedstawia komunikat IPN w 80. rocznicę zbrodni w Hucie Pieniackiej.
Ta historia nie jest zamkniętym rozdziałem podręcznika. W czerwcu 2026 r., zaledwie cztery miesiące przed lwowskim pogrzebem, IPN zakończył prace poszukiwawcze w Hucie Pieniackiej i odnalazł szczątki ludzkie w 25 miejscach, w tym zbiorową mogiłę o powierzchni 72 metrów kwadratowych. Kości, częściowo spalone, leżały bez trumien i w nieładzie, a wśród nich były szczątki dzieci. Jak poinformowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w komunikacie o zakończeniu prac poszukiwawczych w Hucie Pieniackiej, IPN wystąpił do władz ukraińskich o zgodę na ekshumacje.
Podkamień i Palikrowy, 11-12 marca 1944 r.
Dwa tygodnie później podobny scenariusz powtórzył się w okolicach Brodów. 11 marca 1944 r. napastnicy zaatakowali klasztor dominikanów w Podkamieniu, w którym schronili się Polacy, także z sąsiednich Palikrów. Następnego dnia, 12 marca, mieszkańców Palikrów spędzono na łąkę nad rzeką, rozdzielono według narodowości, a Polaków rozstrzelano z karabinów maszynowych ustawionych na trzech stanowiskach i dobijano bagnetami. Według IPN zginęło ponad 360 Polaków, a 265 ofiar udało się zidentyfikować z imienia i nazwiska. Sprawcami byli ukraińscy ochotnicy z 14. Dywizji SS „Galizien”, oddziały UPA i bojówka OUN, co opisuje komunikat IPN w 80. rocznicę zbrodni w Palikrowach.
Powstanie Warszawskie
W polskiej pamięci SS „Galizien” często łączona jest z tłumieniem Powstania Warszawskiego. Sama dywizja nie walczyła w Warszawie, natomiast przy pacyfikacji powstania brali udział inni ukraińscy kolaboranci, w tym kompania policyjna stacjonująca w gmachu gestapo przy alei Szucha i Ukraiński Legion Samoobrony, który we wrześniu 1944 r. walczył z powstańcami. W 1945 r. ten właśnie legion włączono w skład dywizji „Galizien”, więc ludzie z Warszawy i ludzie z Huty Pieniackiej zakończyli wojnę w tej samej formacji, pod tymi samymi znakami.
Kult „Hałyczyny” na Ukrainie po 1991 r.
Po 1991 r. na niepodległej Ukrainie, przede wszystkim w Galicji, rozwinął się kult SS „Galizien”. Weteranom stawiano tablice, a ich symbolikę wykorzystują współczesne organizacje i pododdziały wojskowe, w tym lew galicyjski widoczny na koszulkach uczestników sobotniego pogrzebu. Potwierdzeniem tej linii był wyrok ukraińskiego Sądu Najwyższego z 2022 r., który orzekł, że symbol dywizji SS „Galizien” nie jest symbolem nazistowskim. Co roku we Lwowie odbywa się też marsz ku czci kolaboracyjnej dywizji.
Pogrzeb Zenona Wróblewskiego wpisuje się w ten sam ciąg zdarzeń. Państwowa rehabilitacja, warta honorowa wystawiona przez żołnierzy, przemówienie deputowanej i komunikat na oficjalnym portalu władz obwodu składają się na obraz, w którym służba w Waffen-SS staje się po prostu etapem „walki o ukraińską państwowość”.

Dlaczego Ukraina prowokuje akurat teraz?
Dla wielu Polaków zajmujących się historią Kresów Wschodnich postać Wróblewskiego jest symbolem problemu, z którym Europa Wschodnia zmaga się do dziś, czyli prób oddzielenia walki z komunizmem od odpowiedzialności za służbę w formacjach III Rzeszy. Rozumiemy, że Wróblewski i jego koledzy chcieli niepodległej Ukrainy i walczyli z Sowietami. Trzeba jednak powiedzieć prawdę do końca: od pierwszego dnia robili to po stronie Niemiec, w mundurach SS, po przysiędze złożonej Hitlerowi, w czasie gdy ich koledzy z tej samej formacji palili żywcem polskie rodziny w stodołach.
Nie twierdzimy, że stuletni weteran osobiście brał udział w konkretnej zbrodni, bo takich dowodów nie ma. Nie chodzi jednak o osobistą winę jednego starca, tylko o to, co wybiera państwo, które go żegna. Ukraina mogła pochować go spokojnie, w rodzinnym gronie, jako ofiarę łagrów. Wybrała wojskową wartę, sztandary „Hałyczyny”, flagi UPA i oficjalny komunikat władz regionu.
Pytanie, które musimy zadać jako Polacy, brzmi więc: dlaczego właśnie teraz? Polska od ponad czterech lat pomaga Ukrainie w wojnie z Rosją, przyjęła miliony uchodźców i przekazała sprzęt wojskowy, a jednocześnie wciąż prosi o zgody na ekshumacje ofiar ludobójstwa. W Hucie Pieniackiej szczątki pomordowanych przez ochotników SS „Galizien” czekają w ziemi na godny pochówek, a we Lwowie żołnierze państwa ukraińskiego niosą z honorami trumnę weterana tej samej dywizji. W chwili, gdy nastroje w Polsce wobec Ukrainy są wyjątkowo napięte, taki gest trudno uznać za przypadek, a tym bardziej za wyraz szacunku dla sąsiada, bez którego Ukraina nie przetrwałaby ostatnich lat.
Z polskiej perspektywy pamięć o ofiarach Wołynia, Małopolski Wschodniej i innych ziem dawnej Rzeczypospolitej pozostaje obowiązkiem narodowym. Dlatego każda próba przedstawiania członków formacji odpowiedzialnych za zbrodnie wyłącznie jako bohaterów walki o niepodległość musi spotkać się ze stanowczym sprzeciwem, także wtedy, gdy wychodzi od państwa, które dziś walczy o przetrwanie.
Uhonorowanie weteranów takich jak Zenon Wróblewski we Lwowie jest wysoce kontrowersyjne i nie rozumiemy narracji, według której oddaje się w ten sposób hołd ich antyradzieckiemu oporowi i walce o ukraińską państwowość. To tak, jakby Niemcy dzisiaj chwalili Hitlera za autostrady i jego politykę demograficzną, zamiast pamiętać go za Auschwitz i Babi Jar. Dywizja SS „Galizien” nie była „dywizją Hałyczyna” z ładnym lwem na naszywce, tylko formacją Waffen-SS, której ochotnicy palili żywcem mieszkańców Huty Pieniackiej i rozstrzeliwali Polaków w Palikrowach. Dopóki Ukraina nie powie tego głośno, każdy kolejny taki pogrzeb będzie dla Polaków policzkiem, a nie gestem pojednania.
Źródła: Lwowska Rada Obwodowa (lvivoblrada.gov.ua), Instytut Pamięci Narodowej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Narodowe Archiwum Cyfrowe, Grzegorz Motyka, „Dywizja SS «Galizien» («Hałyczyna»)”, Inne Oblicza Historii, Rzeczpospolita, Kresy24.pl, ukraińskie media regionalne.



