Amerykańska baza coraz bliżej. Polacy zapłacą nawet 17 mld zł

5 min. czytania

Filip Dzięciołowski

21 września 2026 r.

5 min. czytania

Filip Dzięciołowski

21 września 2026 r.

Warszawa i Waszyngton coraz głośniej mówią o stałej bazie wojsk USA w Polsce. Formalnej decyzji jeszcze nie ma, ale – jak zapewnia szef MON – negocjacje znajdują się już na bardzo rozwiniętym etapie, a prezydent Donald Trump zapowiada ogłoszenie lokalizacji już niebawem. Pytanie jednak, kto za to zapłaci i jakie będą tego skutki dla naszego kraju?

Baza USA w Polsce. Co wiadomo?

Już kilka miesięcy temu, pod koniec maja minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przedstawił Pentagonowi oficjalną propozycję utworzenia stałej bazy US Army w Polsce. W połowie czerwca rząd przyjął uchwałę, która upoważniała szefa MON  do dalszych konsultacji z USA.

Po rozmowie z sekretarzem obrony Pete’em Hegsethem szef MON informował, że Departament Wojny jest otwarty na polską ofertę, jednak ostateczna decyzja będzie zależeć od szczegółów porozumienia.

„To nie jest przyjście samych żołnierzy, bo takich już mamy, ale też rodzin na stałe – szkoła, miejsce odpoczynku, sport, kultura. (…) To najlepsza inwestycja w bezpieczeństwo”

Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony narodowej, fragmenty jednej wypowiedzi z 11 września

W czerwcu Kosiniak-Kamysz pisał, że po odpowiedzi Pentagonu rozmowy weszły w kolejny etap. W połowie września ocenił już, że negocjacje są w fazie finałowej. Gdzie jednak taka baza miałaby się znajdować? Kosiniak-Kamysz wskazywał Poznań i Wrocław jako miejsca bardzo wysoko oceniane przez stronę amerykańską.

W mediach, m.in. na Money.pl (Business Insider), pojawia się też Oleśnica i teren dawnego lotniska wojskowego – MON nie potwierdziło jednak publicznie tej lokalizacji z nazwy, mówiąc jedynie o rekonesansie na zachodzie Polski. Jeżeli zaś chodzi o koszty wybudowania takiej bazy, to kwota leżąca po stronie polskiej miałaby wynosić 15-17 mld zł.

Premier Donald Tusk mówił, że z „wielką satysfakcją” odczytał list Hegsetha i nie spodziewał się tak szybkiej, pozytywnej reakcji Amerykanów. Zastrzegł jednak, że to jeszcze nie ostateczne rozstrzygnięcie, bowiem potrzebne są kolejne ustalenia. Jego zdaniem stała baza to szansa na „radykalne zwiększenie bezpieczeństwa”, ale też „wielki wysiłek organizacyjny i finansowy”. Na tym polu widać pewną zgodność co do celu na linii rząd-pałac prezydencki, choć niekoniecznie co do tego, komu przypisać zasługi.

Karol Nawrocki wypowiadał się o stałej obecności Amerykanów jako o „strategicznym celu” Polski. Jak stwierdził, „im więcej żołnierzy amerykańskich, tym lepiej”. 16 września przekazał, że Polska jest „w przededniu realizacji decyzji Donalda Trumpa”. Dzień później amerykański prezydent napisał na Truth Social o „znaczących postępach” dzięki „odważnemu przywództwu” Nawrockiego, a Biały Dom powtórzył ten wpis na X:

Głos zabrała też Kancelaria Prezydenta – jej szef Zbigniew Bogucki napisał, że nigdy wcześniej nie było tak daleko idącej deklaracji prezydenta USA i że Polska jest dziś najbliżej stałej obecności Amerykanów „w historii”:

Gdzie mogłaby powstać baza?

Oficjalnie lokalizacji przyszłej amerykańskiej bazy wojskowej wciąż nie ogłoszono. W mediach najczęściej wracają dwa warianty: okolice Wrocławia (lotnisko w przebudowie, poligony w Świętoszowie i Bolesławcu, wizytacje amerykańskich delegacji) oraz okolice Poznania, gdzie już działają Wysunięte Dowództwo V Korpusu i Garnizon Armii USA (Camp Kościuszko). Rzadziej wymieniany jest Szczecin. Wojewoda zachodniopomorski Adam Rudawski twierdzi, że chętnie widziałby tam bazę, chociaż on sam nie bierze udziału w rozmowach. Media wskazują, że wybór sprowadza się przede wszystkim do lokalizacji, która znajduje się blisko dużego miasta i lotniska. I tutaj pojawia się ważna kwestia – żołnierze mieliby przyjechać z całymi rodzinami. W związku z tym rozbudowa samych poligonów w Świętoszowie czy Bolesławcu jako głównej bazy raczej odpada.

Ilu żołnierzy USA ma przylecieć do Polski?

Chodzi o stałą bazę US Army, a nie o nową, wielonarodową kwaterę NATO. W nieoficjalnych komunikatach i wcześniejszych zapowiedziach Trumpa pojawia się liczba ok. 5 tys. dodatkowych żołnierzy. Amerykański przywódca mówił o niej już w maju, choć nie jest to zatwierdzony skład przyszłej bazy. Obecnie w Polsce stacjonuje łącznie ok. 10 tys. żołnierzy USA. W większości przypadków mamy tu do czynienia z systemem rotacyjnym. Natomiast po stałym rozmieszczeniu nowych wojskowych ich obecność mogłaby wzrosnąć do 11-15 tys., zależnie od tego, czy rotacje zostaną utrzymane. Nieoficjalnie mówi się o przeniesieniu do Polski 2. Pułku Kawalerii z niemieckiego Vilseck.

Kosiniak-Kamysz wprost potwierdził, że wraz z żołnierzami mają przyjechać ich rodziny.  Z tego też powodu wynika potrzeba szkół, mieszkań, miejsc sportu i kultury. Szacuje się, że konieczne będzie zagwarantowanie zaplecza dla nawet 20-25 tys. osób przy 5 tys. żołnierzy. To właśnie odróżnia stałą bazę od dotychczasowych rotacji.

Ile to będzie kosztować Polskę?

Szacunki kosztów budowy bazy wojsk amerykańskich w Polsce z każdym kolejnym miesiącem rosną. W czerwcu nieoficjalnie mówiono o 10-12 mld zł, we wrześniu Kosiniak-Kamysz oficjalnie podał kwotę 15-17 mld zł po stronie polskiej. To głównie koszty infrastruktury  po stronie „gospodarza”: koszary, magazyny, drogi, mieszkania, szkoły, obiekty sportowe i kulturalne. Strona amerykańska zwykle pokrywa żołd żołnierzy i część sprzętu.

Zalety i wady stałej bazy

Czy taka baza jest nam w ogóle potrzebna? Zwolennicy tego pomysłu, czyli rząd i duża część sceny politycznej, wskazują na silniejsze odstraszanie wobec Rosji. Stała baza jest politycznie i militarnie „twardsza” niż rotacja, którą można szybko odwołać. Do tego dochodzi krótszy czas reakcji NATO na wschodniej flance, a także sygnał, że USA traktują Polskę jako „modelowego sojusznika” przy wydatkach obronnych na poziomie ok. 5 proc. PKB. Te argumenty przemawiają na korzyść realizacji tego planu.

Po drugiej stronie bilansu znajdują się wysokie koszty rzędu 15-17 mld zł, obciążające budżet, który i tak finansuje rekordowe zbrojenia. Baza w razie konfliktu stałaby się celem o wysokiej wartości, a Polska uzależniłaby się od decyzji Waszyngtonu i cyklu politycznego w USA. Do tego dochodzi presja na lokalną infrastrukturę – szkoły, służbę zdrowia, mieszkania, komunikację – oraz możliwe spory o grunty czy specustawę przyspieszającą budowę. Stała baza nie zastępuje również własnych zdolności Wojska Polskiego. Jest ona wyłącznie uzupełnieniem, a nie gwarancją automatycznej obrony w każdym scenariuszu.

Źródła: gov.pl, PAP, TVN24, Polskie Radio, Rzeczpospolita, POLITICO, Do Rzeczy, Business Insider/Money.pl, X/Truth Social (White House, Władysław Kosiniak-Kamysz, Kancelaria Prezydenta). Opracowanie: Nasza Polska.
Udostępnij

Cykl

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

Wpadka Einsteina Lewicy. Trela skompromitował się z prędkością światła

Sprawa „Skóry”: Janczewski żąda 22,7 mln zł. Prokuratura gra na zwłokę

ZUS w Polsce płaci parom jednopłciowym

Polska dołącza do koalicji antybalistycznej. Wcześniej miała nas blokować Ukraina

Plany ewakuacji 2477 gmin już są. Warszawa szykuje metro i 120 autobusów z noszami.

W Warszawie powstaje kolejny islamski sklep halal. Spór o ubój rytualny to nie jedyny problem

Noblista Victor Ambros otrzymał polskie obywatelstwo. To hołd dla ojca z Wileńszczyzny

Gizela Jagielska w pół roku zgarnęła trzy głośne nagrody. „Wyborcza”: to za legalną aborcję

Inne kategorie

Czytaj także