Polska doczekała się pierwszej rodzimej aplikacji diagnostycznej dedykowanej pandemii koronawirusa. COVID.Termini.app to narzędzie stworzone przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym we współpracy z firmą Termini, które ma pomóc rozpoznawać osoby zakażone bez konieczności wizyty w gabinecie. Aplikacja opiera się na trzech prostych wskaźnikach – saturacji, temperaturze i subiektywnej ocenie duszności – a dane trafiają automatycznie do lekarza lub ratownika medycznego. Poniżej pokazujemy, jak działa, kto za nią stoi i dlaczego jej twórcy widzą w niej realną szansę na odciążenie polskiego systemu ochrony zdrowia.
Polska służba zdrowia pod presją pandemii – dlaczego powstała aplikacja COVID.Termini.app
Kolejki pod przychodniami POZ, godzinne oczekiwanie na dodzwonienie się do rejestracji, teleporady dostępne dopiero po kilku dobach. Tak dziś wygląda codzienność wielu Polaków szukających pomocy medycznej. Pandemia COVID-19 wystawiła publiczny system ochrony zdrowia na próbę, jakiej nie było od dekad. Środowisko akademickie i polski sektor technologiczny szukają rozwiązań, które mogą ulżyć zapracowanym lekarzom rodzinnym.
Efektem takiej współpracy jest właśnie COVID.Termini.app – pierwsza w kraju aplikacja tego rodzaju. Twórcy nie ukrywają, że chodzi o zautomatyzowanie części pracy, którą dziś wykonuje personel medyczny ręcznie: wstępnej klasyfikacji pacjentów zgłaszających objawy infekcji dróg oddechowych. Wskaźnik saturacji krwi mierzony pulsoksymetrem, subiektywnie odczuwana duszność i temperatura ciała – trzy proste dane, które w wielu przypadkach wystarczają, aby lekarz podjął decyzję o dalszym postępowaniu.
Kiedy o aplikacjach do walki z pandemią mówiło się w mediach głównie w kontekście globalnych rozwiązań – indyjskiej Aarogya Setu, polskiego ProteGO Safe czy niemieckiej Corona-Warn-App – mało kto zwracał uwagę na fakt, że polska scena akademicko-technologiczna również ma coś do powiedzenia. COVID.Termini.app to właśnie taki polski głos.
Jak działa aplikacja – trzy podstawowe parametry, jedna klasyfikacja ryzyka
Korzystanie z narzędzia nie wymaga szczególnych umiejętności technicznych. Po zarejestrowaniu się w aplikacji dostępnej online pacjent wprowadza kilka podstawowych informacji zdrowotnych. Na ich podstawie system dokonuje wstępnej oceny ryzyka i przekazuje dane właściwemu pracownikowi ochrony zdrowia.
– procentowy wynik badania pulsoksymetrem (saturacja krwi)
– subiektywna ocena odczuwalnych duszności w skali od 1 do 10
– temperatura ciała
– liczba oddechów na minutę
– wartość tętna
Kluczowe jest to, że aplikacja pełni rolę filtra wstępnego. Nie zastępuje badania fizykalnego u lekarza rodzinnego, ale pomaga rozdzielić przypadki wymagające pilnej interwencji od tych, którymi można zająć się w trybie zdalnym. W czasach, gdy pojedynczy lekarz POZ przeprowadza kilkadziesiąt teleporad dziennie, taki filtr może mieć realne znaczenie dla organizacji pracy.
Prawdę mówiąc, saturacja krwi mierzona pulsoksymetrem to jeden z najważniejszych wskaźników przy podejrzeniu infekcji COVID-19. Zdrowa osoba dorosła ma saturację na poziomie 95-99 procent. Spadek poniżej 94 procent to sygnał ostrzegawczy. Spadek poniżej 90 procent wymaga natychmiastowej interwencji medycznej. Aplikacja pomaga wychwycić te niebezpieczne wartości bez konieczności czekania na wizytę u lekarza.
Kto stoi za projektem – Warszawski Uniwersytet Medyczny, Termini i NCBR
Aplikacja to owoc współpracy trzech podmiotów. Centrum Symulacji Medycznych i Innowacji (CSMI) Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego dostarczyło zaplecze merytoryczne i kliniczne. Spółka Termini odpowiada za stronę technologiczną – to jej programiści przygotowali działający system. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju współfinansuje cały projekt w ramach systemu rejestracji pacjentów.
Kod aplikacji powstał w krótkim czasie. Siedmioosobowy zespół programistów spółki Termini przygotował działającą wersję online w ciągu kilku miesięcy intensywnej pracy nad zdefiniowanym problemem. Skala projektu jest porównywalna z tym, co robią średniej wielkości startupy technologiczne – z tą istotną różnicą, że tu mówimy o polskich programistach, polskim uniwersytecie i polskich środkach publicznych.
Filozofia projektu – cytat dr Marcina Kaczora z WUM
Autorzy nie ukrywają, jakie problemy chcieli rozwiązać. Prezes CSMI WUM, dr Marcin Kaczor, tłumaczy motywację twórców wprost.
„Głównym celem, jakie sobie postawiliśmy jest odciążenie polskiego systemu ochrony zdrowia poprzez zautomatyzowanie działań na niektórych poziomach opieki nad pacjentami. Aplikacja pomoże typować osoby, które mogą już być zakażone, nawet jeśli nie odczuwają jeszcze objawów infekcji. Wskaże też czy dany pacjent potrzebuje bezpośredniej konsultacji lekarskiej, czy też może zostać w domu, gdzie jego stan będzie na bieżąco monitorowany”– dr Marcin Kaczor, prezes Centrum Symulacji Medycznych i Innowacji WUM (za: PAP)
Dr Kaczor podkreśla przy tej okazji, że korzystanie z narzędzia nie zastępuje pełnego badania medycznego. Chodzi o przyśpieszenie decyzji diagnostycznych i terapeutycznych – zwłaszcza w warunkach masowego napływu pacjentów, kiedy klasyczna ścieżka „telefon do rejestracji, teleporada za trzy dni, wizyta pod koniec tygodnia” po prostu nie sprawdza się w praktyce.
Kto może zamówić usługę – samorządy zamiast obciążonych placówek POZ
Twórcy przyjęli w polskich warunkach dość odważny model biznesowy. Nie liczą, że aplikację wykupi Ministerstwo Zdrowia czy Narodowy Fundusz Zdrowia. Zakładają, że administratorami systemu będą placówki medyczne – ale też, co ważniejsze, jednostki samorządu terytorialnego. Województwa, powiaty, gminy i miasta same mogą podjąć decyzję o objęciu mieszkańców taką usługą.
Perspektywę operacyjną wyjaśnia prezes spółki Termini, Michał Szulecki.
„Usługę obsługi mieszkańców może zamówić np. samorząd: województwa, powiatu gminy czy miasta. Ze swojej strony zapewniamy też zakontraktowanie ratowników medycznych do obsługi aplikacji, zarządzania danymi i działaniami dla pacjentów”– Michał Szulecki, prezes spółki Termini (za: PAP)
Sprawdź także: Alert RCB w całej Polsce. Poradnik jest, schronów brak…
Argumentacja jest logiczna. W dobie pandemii to samorządy odczuwają bezpośrednio presję ze strony obywateli, którzy nie mogą dodzwonić się do przychodni. Wojewódzka lub gminna sfera odpowiedzialności to opieka nad mieszkańcem – nie tylko drogi i śmieci. Aplikacja diagnostyczna wpisuje się w szerszy trend rozwoju polskich e-usług samorządowych.
W wielu gminach na Podkarpaciu i w Lubelskiem sekretariaty wójtów w ostatnich tygodniach miały listy kilkudziesięciu osób oczekujących na pomoc w kontakcie z lekarzem. Aplikacja taka jak COVID.Termini.app rozwiązałaby ten problem administracyjnie: mieszkańcy nie muszą dzwonić do gminy – dzwonią do systemu, który natychmiast klasyfikuje ich stan i przesyła dane do ratownika medycznego.
Dlaczego polska aplikacja diagnostyczna to sygnał ważny dla całego systemu
COVID.Termini.app to konkretny przypadek, w którym polska nauka i polski biznes technologiczny dostarczają narzędzie odpowiadające na realny problem. Bez importu know-how z Doliny Krzemowej, bez licencjonowania rozwiązania od Google czy Microsoftu, bez ryzyka wypływu danych pacjentów na serwery obce polskiej jurysdykcji.
W kontekście dyskusji o suwerenności technologicznej – temacie stale obecnym w prawicowym dyskursie – takie projekty mają znaczenie strategiczne. Kiedy polska służba zdrowia korzysta z aplikacji stworzonej przez polski uniwersytet i polskich programistów, jesteśmy niezależni od zagranicznych dostawców. Dane medyczne Polaków pozostają pod polską jurysdykcją i podlegają wyłącznie polskim regulacjom RODO.
Trzeba jednak realistycznie przyznać, że aplikacje diagnostyczne to nie panaceum. Nie zastąpią one podstawowego niedofinansowania POZ, brakujących lekarzy rodzinnych ani niesprawnego systemu kontraktowania świadczeń przez NFZ. Aplikacja to narzędzie – jego skuteczność zależy od tego, czy zostanie wdrożona masowo. To zaś wymaga od urzędników samorządowych odwagi wyjścia poza standardową ścieżkę zakupów.
Ograniczenia – kiedy nie polegać wyłącznie na aplikacji
– nagłego zaostrzenia objawów – duszności spoczynkowej, sinicy warg
– saturacji krwi poniżej 90 procent
– temperatury utrzymującej się powyżej 39°C dłużej niż 48 godzin
– bólu w klatce piersiowej lub zaburzeń świadomości
– dzieci poniżej 3 roku życia – zawsze konsultacja pediatry
– kobiet w ciąży z jakimikolwiek objawami infekcjiW każdym z tych przypadków – niezależnie od wskazań aplikacji – należy zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub udać się bezpośrednio na SOR.
Najczęściej zadawane pytania
Czym jest aplikacja COVID.Termini.app?
To polska aplikacja diagnostyczna online stworzona przez Warszawski Uniwersytet Medyczny we współpracy z firmą Termini. Na podstawie pięciu parametrów zdrowotnych (saturacja mierzona pulsoksymetrem, subiektywna duszność, temperatura, liczba oddechów, tętno) pozwala wstępnie ocenić ryzyko zakażenia koronawirusem. To pierwsze tego typu narzędzie w Polsce, dostępne online i gotowe do wdrożenia po aktywowaniu przez administratora systemu.
Jak działa pulsoksymetr używany w aplikacji?
Pulsoksymetr to niewielkie urządzenie zakładane na palec, które mierzy saturację krwi – czyli procent hemoglobiny nasyconej tlenem. Prawidłowa saturacja u zdrowej osoby dorosłej wynosi 95-99 procent. Wartość poniżej 94 procent to sygnał ostrzegawczy, poniżej 90 procent wymaga natychmiastowej interwencji medycznej. Pulsoksymetr jest podstawowym narzędziem monitorowania stanu pacjenta z podejrzeniem COVID-19.
Kto może korzystać z COVID.Termini.app?
Aplikacja wymaga aktywowania przez administratora systemu. Twórcy przewidzieli dwie ścieżki: placówki medyczne wykupujące abonament oraz jednostki samorządu terytorialnego – województwa, powiaty, gminy i miasta – obejmujące usługą swoich mieszkańców. Spółka Termini oferuje też zakontraktowanie ratowników medycznych do obsługi zgłoszeń.
Czy aplikacja zastępuje wizytę u lekarza?
Nie. Dr Marcin Kaczor, prezes CSMI WUM, wyraźnie podkreśla, że korzystanie z aplikacji nie zastępuje badania. Aplikacja przyśpiesza decyzje diagnostyczne i terapeutyczne, ale w przypadku nagłego pogorszenia stanu, saturacji poniżej 90 procent, temperatury powyżej 39 stopni utrzymującej się dłużej niż dwa dni, bólu w klatce piersiowej czy zaburzeń świadomości należy skorzystać z bezpośredniej opieki medycznej lub zadzwonić pod 112.
Ile kosztuje aplikacja COVID.Termini.app?
Model biznesowy opiera się na abonamencie. Nie jest to aplikacja bezpośrednio dostępna dla obywateli – musi ją wykupić placówka medyczna lub samorząd, który następnie udostępnia usługę mieszkańcom. Konkretne stawki abonamentu spółka Termini negocjuje indywidualnie z każdym zainteresowanym samorządem lub placówką.
Czy dane pacjentów są bezpieczne?
Aplikacja została zbudowana zgodnie z wymaganiami polskiego prawa ochrony danych osobowych oraz przepisami RODO. Dane pacjentów przetwarzane są na serwerach zlokalizowanych na terytorium Polski i podlegają polskiej jurysdykcji. To istotny argument w kontekście dyskusji o suwerenności technologicznej i ochronie danych medycznych Polaków przed przesyłem na obce serwery.
Jak duży zespół pracował nad aplikacją?
Kod aplikacji wykonał siedmioosobowy zespół programistów spółki Termini we współpracy z ekspertami medycznymi Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. To zespół porównywalny z małym startupem technologicznym, co pokazuje, że polska scena programistyczna jest w stanie realizować projekty o dużej skali oddziaływania społecznego.
Źródła
- Polska Agencja Prasowa (PAP) – komunikat prasowy o powstaniu aplikacji COVID.Termini.app przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym
- Warszawski Uniwersytet Medyczny (WUM) – informacja prasowa o współpracy CSMI i Termini (wum.edu.pl)
- Centrum Symulacji Medycznych i Innowacji (CSMI WUM) – materiały o działalności centrum i projektach innowacyjnych
- Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) – informacje o finansowanych projektach z zakresu systemu rejestracji pacjentów (ncbr.gov.pl)
- Ministerstwo Zdrowia RP – wytyczne dotyczące zdalnej opieki medycznej i teleporad (gov.pl/web/zdrowie)
- WHO – Guidelines on the use of pulse oximetry in COVID-19 monitoring (who.int)



