Wołodymyr Zełenski chce, aby miliony Ukraińców, którzy wyjechali za granicę z powodu wojny, teraz wróciły do kraju. W rozmowie z amerykańską stacją Fox News ukraiński prezydent stwierdził, że jego kraj potrzebuje powrotu 9,5 mln ludzi, którzy stracili swoje domy. To znacznie wyższa liczba od tej, którą podają europejskie statystyki. Apel dotyczy także setek tysięcy Ukraińców mieszkających w Polsce. Gdyby faktycznie zdecydowali się na powrót do swojej ojczyzny, mogłoby to wpłynąć na naszą gospodarkę.
Zełenski zwrócił się do rodaków: wracajcie
W udzielonym 21 października wywiadzie dla Fox News Zełenski mówił o tym, jak ma wyglądać Ukraina po zakończeniu wojny. Podkreślał, że odbudowa kraju nie będzie możliwa bez ludzi, którzy z powodu rosyjskiej agresji musieli opuścić swoje domy i wyjechać.
„Potrzebujemy 9,5 miliona ludzi, którzy stracili swoje domy i przebywają w różnych krajach za granicą, żeby wrócili do Ukrainy. Po prostu żyli i budowali swój kraj”
– Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy, w rozmowie z Fox News

Zełenski już wcześniej mówił, że Ukraina potrzebuje, aby do kraju wróciły miliony obywateli. W maju tego roku przyznawał jednak, że wielu z nich zdecyduje się na to dopiero po zakończeniu wojny. Część uchodźców obawia się obecnie wracać z powodu trwających rosyjskich ataków i niepewnej sytuacji w kraju.
Ilu Ukraińców wyjechało z kraju?
Podana przez Zełenskiego liczba jest znacznie wyższa niż w unijnych statystykach. Według Eurostatu na koniec sierpnia 2026 roku w krajach Unii Europejskiej ochroną tymczasową było objętych ok. 4,43 mln osób, z czego zdecydowaną większość stanowili obywatele Ukrainy. Najwięcej, bo ok. 1,29 mln Ukraińców, przebywało na tamten czas w Niemczech, natomiast w Polsce ok. 939 tys.
Różnica wynika częściowo z tego, że statystyki unijne nie obejmują Ukraińców, którzy wyjechali poza UE, ani tych, którzy w krajach Unii mają inny status pobytowy, np. kartę pobytu. Nie wiadomo, skąd Zełenski dokładnie wziął liczbę 9,5 mln.
Ilu Ukraińców jest w Polsce?
Polska jest drugim zaraz po Niemczech krajem UE pod względem liczby Ukraińców z ochroną tymczasową. Na koniec września 2026 roku było ich w Polsce ok. 859 tys. To jednak o ok. 81 tys. mniej niż na koniec sierpnia, co oznaczało największy spadek w całej Unii Europejskiej. Część tego spadku wynika ze zmian w przepisach, a nie z faktycznych wyjazdów. Do tego dochodzą Ukraińcy, którzy mieszkają i pracują w Polsce na innej podstawie. Pod koniec sierpnia w ZUS było ubezpieczonych ponad 911 tys. obywateli Ukrainy.
Co wyjazd Ukraińców oznaczałby dla Polski?
Gdyby apel Zełenskiego został wysłuchany, Polska mogłaby odczuć to przede wszystkim na rynku pracy. Ukraińcy pracują u nas m.in. w budownictwie, transporcie, logistyce, przemyśle i usługach, czyli w branżach, w których od lat brakuje rąk do pracy. Według wyliczeń ekonomistów mBanku nagły wyjazd pół miliona pracowników z Ukrainy mógłby w krótkim okresie obniżyć tempo wzrostu polskiego PKB nawet o 0,8 pkt proc.
Z drugiej strony Polska od początku wojny poniosła ogromne koszty pomocy uchodźcom. Przyjmowaliśmy ich w domach, zapewnialiśmy świadczenia, opiekę zdrowotną i miejsca w szkołach. Dla wielu Polaków apel Zełenskiego to więc naturalna konsekwencja tego, że ta pomoc miała być tymczasowa, a uchodźcy po zakończeniu wojny wrócą do siebie.
Warto również zwrócić uwagę na inny aspekt. Wśród Ukraińców przebywających za granicą znajduje się wielu mężczyzn w wieku poborowym. Kijów, który zmaga się z brakami na froncie, od dawna chciałby, żeby wrócili. Na razie jednak powrót milionów ludzi zależy przede wszystkim od zakończenia wojny i od tego, czy Ukraina będzie bezpieczna.



