Wywiad z Marzeną Machałek: sześciolatki do szkół i „Platforma boi się rodziców”

8 min. czytania

Redakcja

11 lutego 2014 r.

Poseł Marzena Machałek

8 min. czytania

Redakcja

11 lutego 2014 r.

Marzena Machałek, posłanka PiS z Dolnego Śląska, nauczycielka i była dolnośląska wicekurator oświaty, od 2009 r. pilotowała w imieniu swojego klubu sprawę obniżenia wieku szkolnego. Pod koniec stycznia 2014 r. posłowie Platformy złożyli projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który ma umożliwić cofnięcie sześciolatka z pierwszej klasy do zerówki i zatrudnianie osób wspierających nauczycieli. Wcześniej milion rodziców podpisał się pod wnioskiem o referendum w sprawie sześciolatków, a stowarzyszenie „Ratuj Maluchy” publikowało instrukcje, jak uzyskać odroczenie obowiązku szkolnego. W rozmowie z redakcją „Naszej Polski” poseł Machałek tłumaczy, dlaczego jej zdaniem projekt PO stygmatyzuje dzieci, ocenia minister Joannę Kluzik-Rostkowską i przypomina słowa Michała Boniego, że reformie chodziło o szybsze wypchnięcie młodych na rynek pracy. Zwraca też uwagę na nieprzygotowane szkoły i klasy łączone.

Z poseł Marzeną Machałek (PiS), byłą nauczycielką i dolnośląskim wicekuratorem oświaty, rozmawia redakcja „Naszej Polski”

Odroczenie obowiązku szkolnego sześciolatków

Posłowie Platformy Obywatelskiej 28 stycznia br. zaproponowali nowelizację ustawy oświatowej. Ich projekt dotyczy odraczania obowiązku szkolnego dla sześciolatków i zatrudniania osób wspierających nauczycieli, a także ustala standard opieki świetlicowej. Wydawałoby się, że to wyjście naprzeciw postulatom opozycji i rodziców, bo ci ostatni będą mogli wnioskować o odroczenie spełniania obowiązku szkolnego przez swoje dziecko, nawet wtedy, gdy rozpocznie ono już naukę w I klasie. Pomimo tego skrytykowała Pani jednoznacznie propozycję Platformy. Dlaczego?

Marzena Machałek: Krytykuję propozycje oświatowe Platformy Obywatelskiej od 2009 r., kiedy uchwalono reformę oświatową. Pilotowałam wówczas tę sprawę w imieniu klubu PiS. Natomiast dzisiaj w projekcie poselskim PO – bo, co ciekawe, nie jest to projekt rządowy – mamy teoretycznie dobry zapis mówiący o tym, że rodzic może cofnąć swoje dziecko do zerówki. Jednak to oznacza, że musi je najpierw posłać w wieku sześciu lat do pierwszej klasy, a dopiero potem po konsultacjach i uzyskaniu opinii w poradni psychologiczno-pedagogicznej musi czekać do jakiegoś momentu i może dziecko wycofać do zerówki, do przedszkola, jeśli stwierdzi się, że dziecko sobie nie radzi. Niby dobrze, ale to nie załatwia istoty problemu, czyli tego, że to rodzic powinien decydować, czy dziecko jest gotowe, czy też nie, na wcześniejszą edukację. Owszem, według nas dopuszczalne jest umożliwienie rodzicom skorzystania z możliwości wcześniejszego posłania dziecka do szkoły, ale dotąd było to przecież możliwe i nie był to obowiązek. Teraz proponuje się rodzicom jedynie, że łaskawie będą mogli dzieci cofnąć do przedszkola, jeśli dziecko nie poradzi sobie w szkole. To stygmatyzowanie dzieci i wpajanie im świadomości porażki: „Nie poradziłem sobie w szkole, dlatego muszę wracać do przedszkola”. To absurdalne z punktu widzenia pedagogiki.

PO wycofała się jednak częściowo z koncepcji sześciolatków w szkołach…

Marzena Machałek: Platforma nie potrafi się wprost przyznać do błędu, stąd propozycja nowelizacji ustawy oświatowej. Tymczasem należy się całkowicie wycofać z reformy narzucanej przez PO. Szkoły powinny mieć możliwość przyjmowania dzieci sześcioletnich, a rodzice posyłania ich do szkół, ale to nie powinno być obligatoryjne. Platforma powinna się z tego wycofać, przyznać do błędu i przeprosić rodziców, a nie próbować robić jakieś protezy, aby te złe decyzje były mniej bolesne dla dzieci. Oczywiście, że to lepsze niż nic, ale to nie zmienia faktu, że podstawowy problem – przymusowe wysyłanie sześciolatków do szkół – pozostaje. Najlepszym rozwiązaniem jest – o czym muszą pamiętać politycy i pedagodzy – pozostawienie decyzji rodzicom.

Projekt poselski PO i minister Kluzik-Rostkowska

Klub PO złożył projekt nowelizacji ustawy oświatowej, pomijając w tym procesie ministra edukacji narodowej Joannę Kluzik-Rostkowską, która jest przecież członkiem Platformy. Pani minister nie cieszy się zaufaniem „starych” posłów PO i traktowana jest jedynie jako minister „przejściowy”?

Marzena Machałek: Otrzymuje wiele telefonów ze środowisk naukowych zajmujących się edukacją i padają stwierdzenia, że projekt poselski PO mający polepszyć fatalną ustawę oświatową to zagrywka, by pokazać, że poza złym rządem Platformy są dobrzy posłowie tej partii; posłowie, którzy dystansują się od reformy. Politycy PO wiedzą, że sprawa sześciolatków mogła wpłynąć na obniżenie notowań ich partii, dlatego być może próbują stworzyć tzw. pozornie pozytywną frakcję edukacyjną w swoich szeregach. Osobiście jednak myślę, że rząd zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że popełnił błąd, i rękoma posłów próbuje coś po cichu naprawiać, bo formalnie jest to projekt poselski, który wychodzi naprzeciw rodzicom. Rząd już teraz wie przecież, że kiedy nadejdzie dzień przymusowego posłania sześciolatków do szkół, to w Polsce może pojawić się ogromny bunt rodziców, z których milion podpisało się pod wnioskiem o referendum w tej sprawie. Wiadomo też, że aż 70 proc. Polaków jest przeciwnych obligatoryjnemu posyłaniu sześciolatków do szkół, więc rząd – rękoma posłów PO – próbuje stworzyć jakiś wentyl bezpieczeństwa zabezpieczający przed buntem, zamiast po prostu przyznać się do błędu.

Stowarzyszenie „Ratuj maluchy” na swojej stronie internetowej zamieściło instrukcję dla rodziców, jak odroczyć obowiązek szkolny dla sześciolatków – poprzez zdobycie opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej, która wykaże brak gotowości szkolnej dziecka. Minister Kluzik-Rostkowska stwierdziła od razu, że to „upupianie” sześciolatków, a stowarzyszeniu nie zależy na dobru dziecka, tylko na postawieniu na swoim. Zdaniem pani minister, dzieci na Zachodzie z powodzeniem zaczynają edukację szkolną nawet w wieku pięciu lat…

Marzena Machałek: Można i trzyletnie dzieci zabrać rodzicom i oddać do szkół, tylko po co? I co to znaczy: z powodzeniem? Jako nauczyciel, pedagog i osoba, która zawodowo zajmowała się oświatą, mogę jednoznacznie powiedzieć, że nie istnieją miarodajne badania, z których wynikałoby, że wczesne rozpoczynanie edukacji w szkole ma jakikolwiek pozytywny wpływ na rozwój dzieci. Pomimo to, nie jesteśmy kategorycznie przeciwko temu, żeby sześcioletnie dziecko rozpoczynało edukację szkolną, tyle że dotąd w podstawie programowej, przygotowanej m.in. przez ministra Ryszarda Legutkę, dzieci w zerówkach mogły w odpowiednich warunkach i przy odpowiedniej metodyce pracy z dziećmi odbywać edukację, nie odczuwając presji szkolnej. W przypadku reformy firmowanej przez Platformę Obywatelską ta edukacja ma odbywać się w szkole, która nie stwarza takich warunków dla najmłodszych, jak przedszkole. Politycy zapominają albo nie wiedzą, że rok w życiu sześcioletniego dziecka to olbrzymia część jego życia. Ta reforma jest więc czymś drastycznym dla sześciolatków. Jeśli jeszcze wyobrazimy sobie, że te dzieci będą często w różnym wieku w jednej klasie, to przecież mamy tu absurdalny efekt reformy oświatowej, czyli szkoły z klasami pełnymi sześciolatków i siedmiolatków. Klasy łączone na pewno powstaną, chociażby ze względu na brak możliwości infrastrukturalnych wielu szkół w Polsce. Być może później rząd zwali winę za wszystko na samorządy – że te nie przygotowały szkół jak należy, ale samorządom przecież ciągle obcina się dochody i jednocześnie nakłada na nie nowe obowiązki. Więc już teraz można śmiało prognozować, że w wielu miejscach w Polsce dzieci trafią do szkół zupełnie do tego nieprzygotowanych, a chodzi tu o mnóstwo bardzo prozaicznych rzeczy, jak chociażby umywalki w łazienkach dostosowane do wzrostu sześciolatków.

Przeczytaj również: Analfabetyzm trwa

Poseł Marzena Machałek z dziećmi podczas wizyty w Krzeszowie, sześciolatki do szkół
Poseł Marzena Machałek podczas wizyty w Krzeszowie Fot. archiwum „Nasza Polska”

Minister Kluzik-Rostkowska nie będzie raczej elastyczna w kwestii sześciolatków…

Marzena Machałek: Minister Kluzik-Rostkowska o edukacji wie tyle, co każdy człowiek posiadający dzieci, ale trzyma się doktryny, że im wcześniej oderwie się dziecko od rodziców i wrzuci do szkoły, tym lepiej. Natomiast jeśli dziecko jest w przedszkolu i uczy się tam czytać i pisać, to temu maluchowi nie dzieje się żadna krzywda. Przeciwnie, jest w dużo bardziej przyjaznych dla siebie warunkach edukacyjnych i wychowawczych. My się nie kłócimy o to, czy dziecko w wieku sześciu lat ma się uczyć, ale nie chcemy, by ta nauka miała się odbywać na siłę, wbrew rodzicom, w nieprzygotowanej, zaniedbanej i niedofinansowanej polskiej szkole.

Przeczytaj również: Podręcznikowy chwyt wyborczy. Darmowy podręcznik dla pierwszoklasistów

Nauczyciel wspomagający bez Karty Nauczyciela

Platforma chce poprzez nowelizację ustawy oświatowej dać możliwość zatrudniania „osób wspierających nauczyciela”, ale nie daje im przywilejów nauczycielskich. „Nauczyciel wspomagający” byłby zatrudniony nie na mocy Karty Nauczyciela, ale jedynie na podstawie kodeksu pracy. Co Pani na to?

Marzena Machałek: Ta sprawa bulwersuje mnie wyjątkowo jako nauczyciela i wiem, że dużą część nauczycieli także. To jest po prostu dzielenie nauczycieli na lepszych i gorszych. Na tych, którzy będą pracować na podstawie Karty Nauczyciela, i tych, których ona nie będzie dotyczyć. Platforma chce pokazać, że zatrudnieni zostaną nauczyciele, a jednocześnie od razu chce na nich szukać oszczędności. Wiadomo, że małe dzieci potrzebują więcej opieki, dlatego w przedszkolu są zatrudnione osoby wspierające nauczycieli i wychowawców przedszkolnych, a w przypadku szkoły próbuje się dać w to miejsce nauczycieli wspomagających, którzy nie będą pracować na podstawie Karty.

Wygląda na to, że już więcej ustępstw ze strony PO nie będzie…

Marzena Machałek: Reforma oświatowa jest wdrażana z uporem maniaka wbrew społeczeństwu, ponieważ nie chodzi tylko o koncepcje edukacyjne. Już w 2008 r. minister Michał Boni przyznał wprost, że nie chodzi o żaden rozwój dzieci, tylko o jak najszybsze wypchnięcie rocznika młodych Polaków na rynek pracy, ale zapomniał dodać, że na tym rynku dla młodych ludzi pracy po prostu nie ma.

Redakcja

 


ⓘ Informacja o publikacji
Wywiad Redakcji „Naszej Polski” z Marzeną Machałek pt. „Platforma boi się rodziców” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 7 (954) z dnia 11 lutego 2014 roku, s. 10. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Redakcja / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 7 (954)/2014, s. 10.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Sławomir Zapała z miłości do Warszawy nagrał „Syrenkę” z Powstańcami. Szczery wywiad udzielony Naszej Polsce o Kajrze, synu Kordianie, ojcostwie i rodzinie

Jacek Pulikowski: czym jest rodzina i co ją niszczy. Przez 40 lat nie spotkał pary bliskiej rozwodu, która codziennie się modli

Poseł Konfederacji w wywiadzie dla „Naszej Polski” o Gibale: majstersztyk wizerunkowy, ale to człowiek z Platformy i Ruchu Palikota

Film akcji napędzany ponadczasowymi wartościami – rozmowa z twórcami filmu „Sygnał”

[WYWIAD] Prezydent Przemyśla: ludzie są zszokowani naszą pomocą

Rosjanie myśleli, że to będzie blitzkrieg. Mylili się – rozmowa z red. Arturem Żakiem

Ukraińcy doceniają polską pomoc – rozmowa z red. Arturem Żakiem

ONZ jest po prostu potrzebne – rozmowa z Edgarem Kobosem

Inne kategorie

Czytaj także