Sześćdziesiąt procent dorosłych Polaków nie przeczytało w 2008 roku ani jednej książki. Pięć lat później badanie powtórzono – wynik się nie ruszył. Statystyk nikt nie wstydzi się publicznie, ministerstwo edukacji reformuje program, sięgając po sześciolatki, ale do podstawowej diagnozy nikt nie chce się przyznać: polska szkoła systematycznie produkuje pokolenia, które litery znają, ale czytania nie potrafią. Profesor Piotr Jaroszyński nazywa rzecz po imieniu – to wtórny analfabetyzm.
Człowiek nie musi umieć czytać, aby być człowiekiem. Przez tysiące lat ludzie żyli nie znając pisma, a bez pisma nie ma przecież czytania. Pismo pojawiło się dopiero ok. trzy i pół tysiąca lat przed Chrystusem, czyli stosunkowo niedawno. Początkowo znajomość pisma była zarezerwowana dla wąskiej kasty, która zdawała sobie sprawę, że dzięki temu ma przewagę nad analfabetami, ponieważ zdolność odczytywania informacji otwiera drogę do nieograniczonej wiedzy, a co za tym idzie i władzy. Wiedza analfabety jest zazwyczaj bardzo wąska. Kto jednak nauczył się czytać, ten ceni sobie ten skarb tak bardzo, że nie potrafi wręcz żyć bez czytania. Dlatego ludzie, którzy umieją dobrze czytać, czytają dużo.
Czytanie ożywia, energetyzuje, otwiera drogę do kontaktu z myślami ludzi, których już między nami nie ma albo są gdzieś bardzo daleko, a których nigdy osobiście nie poznamy. Zalety lektury są wprost niezmierzone. Więc nic dziwnego, że społeczeństwo reprezentujące odpowiednio wysoki poziom kultury z największym szacunkiem odnosić się będzie do książki, do biblioteki i do tego, by każde nowe pokolenie było pokoleniem ludzi czytających sprawnie i z przyjemnością.
Nauczenie dzieci pisania i czytania to jest podstawowy obowiązek rodziców i szkoły. To [główne] oczko w głowie dorosłych, by dzieci pisały ładnie i składnie, by potrafiły czytać zarówno cicho, jak i na głos. Czytając cicho, kładziemy nacisk na rozumienie tekstu (to bardzo ważne, aby dzieci rozumiały, co czytają!), a czytając na głos, dbamy o to, by rozumieli nas słuchający. Ta umiejętność musi być doprowadzona do wysokiego poziomu, wręcz do perfekcji. Nie można się zadowolić czytaniem byle jakim, by przejść na kolejny stopień edukacji, bo wówczas pojawia się intelektualny niedowład, który nosi miano wtórnego analfabetyzmu. Wtórny analfabeta to ten, kto poznał litery, poznał zasady czytania, zaczął nawet czytać, ale nie przekroczył progu czytania ze zrozumieniem poprawnego i ładnego.
Gdy ktoś czyta byle jak, to ani sam tego nie chce robić, ani inni nie chcą tego słuchać. I wtedy właśnie ma miejsce zjawisko wtórnego analfabetyzmu: choć umiem trochę czytać, to czytania unikam jak ognia.
Jak ta sytuacja wygląda w naszym kraju? Wygląda nie tylko źle, ale tragicznie. Statystyka pokazuje, że większości rodziców nie interesuje to, czy ich własne dzieci potrafią dobrze czytać. Rodzice wychodzą z założenia, że czytania uczy szkoła. Ale szkopuł w tym, że polska szkoła nie uczy czytania i to od lat! Ktoś powie: niemożliwe. Jak to niemożliwe, skoro jest faktem. Polska szkoła realizuje program ministerstwa edukacji, którego zadaniem jest właśnie wdrażanie wtórnego analfabetyzmu. Dzieci polskie mają mieć trudności z pisaniem i czytaniem przez całe swoje życie, ponieważ mają to być ludzie nie w pełni intelektualnie i kulturowo rozwinięci, ludzie niesamodzielni. A takim jest właśnie wtórny analfabeta.
Czy można to udowodnić? Tak. Wystarczy popatrzeć na statystyki, które od kilku lat się nie zmieniają. Statystyki wstrząsające. Okazuje się bowiem, że – w świetle badań prowadzonych przez Bibliotekę Narodową – w roku 2008 ani jednej książki w ciągu roku nie przeczytało ponad 60 proc. Polaków powyżej 14. roku życia. Ani jednej książki, gdzie pod pojęciem książka kryje się nie tylko powieść czy rozprawa naukowa, ale również album i poradnik. To oznacza, że ponad 60 proc. Polaków to byli wtórni analfabeci. Zapoznawszy się z taką statystyką, normalne ministerstwo edukacji powinno natychmiast bić na alarm, a przede wszystkim zmienić program edukacji tak, by uczniowie mogli w szkole rzeczywiście nauczyć się pisać i czytać. Czy tak się stało? Nic podobnego.
Czytaj więcej w dziale Felietony…
Otwieramy statystyki za rok 2012 i okazuje się, że w dalszym ciągu ponad 60% Polaków to są wtórni analfabeci. Ale nie tylko absolwenci szkół średnich, bo również szkół wyższych, posiadający tytuł magistra. Tylko 40 proc. ankietowanych magistrów przyznało się do lektury od jednej do sześciu książek rocznie, czyli 60 proc. nie przeczytało ani jednej książki. Czy można sobie wyobrazić aż taką zapaść kulturową? A wokół cisza, jak gdyby nic się nie stało. Ministerstwo edukacji wdraża programy i reformy, sięga po nowinki, [uczy] zmieniać [dzieciom] płeć, demoralizować – robi wszystko, z wyjątkiem troski o to, aby uczniowie polskich szkół nauczyli się porządnie pisać i czytać po polsku. Cóż, tak już kiedyś było, że polskie dzieci karano za mówienie i pisanie w szkole właśnie po polsku. A jak tak dalej pójdzie, to karać nie będzie już kogo. Ale chyba nie tędy droga. W takim razie spróbujmy choćby w domach przywrócić odpowiednią rangę głośnej lektury – arcydzieł nam nie brakuje.
ⓘ Informacja o publikacji
Tekst Piotra Jaroszyńskiego pt. „Analfabetyzm trwa” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 14 z dnia 1 kwietnia 2014. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Piotr Jaroszyński / „Nasza Polska”.
Piotr Jaroszyński




