Wyklęci z „Toledo”

6 min. czytania

Tadeusz M. Płużański

08 września 2020 r.

Stare miasto Toledo o zmierzchu, mury i dachy katedry, hiszpański krajobraz

6 min. czytania

Tadeusz M. Płużański

08 września 2020 r.

Toledo – miasto, którego nazwa od stuleci znaczy dla każdego Polaka katolickiego więcej niż geograficzny punkt na mapie Hiszpanii. Stolica dawnej hiszpańskiej monarchii, siedziba prymasa Hiszpanii, miasto, w którym splatają się katolicka tożsamość państwa i kultura europejska. Z perspektywy polskiej – i z perspektywy uchodźcy politycznego z czasów komunizmu – Toledo bywało miejscem, w którym los rzucał Polaków, którzy nie chcieli żyć pod sowieckim butem. „Wyklęci z Toledo” to tytuł, za którym kryje się jeden z mniej znanych rozdziałów historii polskiej emigracji niepodległościowej – i tym ciekawszy, że niewiele osób w Polsce dziś o nim pamięta.

Na terenie ciężkiego więzienia karno-śledczego NKWD i UB – „Toledo” w Warszawie, IPN odnalazł ludzkie szczątki. Fragmenty polskich mundurów, a zamiast trumien kości zakopane w bezimiennym dole – to wszystko nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z zamordowanymi przez czerwone bestie Żołnierzami Wyklętymi.

Tu, w nieistniejącym już budynku przy ul. Ratuszowej 11 (obecnie Namysłowska 6), polscy niepodległościowcy byli po wojnie „nie tylko” katowani, ale i mordowani. Bo „Toledo” to miejsce zarówno tortur, jak i egzekucji. Wielu z nich dokonał naczelnik Kazimierz Szymonowicz (właściwie Kopel Klejman), nazywany przez więźniów Krwawym Kaziem. Czasem w zabijaniu wyręczał się upośledzonym młodym chłopakiem.

Polecamy także: Polacy we Francji: jest nas ponad milion. Najstarsza Polonia Europy wyrosła z klęski powstania

W znęcaniu się nad więźniami miała brać również udział słynna Julia Brystiger, dyrektorka departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Krwawa „Luna” uwielbiała bicie batem po twarzy. Do najczęstszych metod tortur należało bicie gumowymi pałkami, kopanie po nerkach, głowie i piszczelach, a także sadzanie więźniów na nodze od stołka z uniesionymi nogami. Zwłoki pomordowanych – głównie młodych patriotów – grzebano w rowie na terenie więzienia. Mieszano je ze śmieciami i zasypywano wapnem. Ale zdarzało się, że więźniowie „Toledo” byli chowani w bezimiennych dołach śmierci na „Łączce” , lub na Cmentarzu Bródnowskim.

Temat kontynuujemy w artykule: Polacy we Włoszech: jest nas ponad 70 tysięcy, a tu powstał nasz hymn

Dziś, na miejscu rozebranego budynku więzienia „Toledo” stoją bloki mieszkalne, wybudowane w latach 70., a w 2001 r. stanął tu pomnik „Ku Czci Pomordowanych w Praskich Więzieniach 1944–1956”. Oprotestowany – oficjalnie ze względów estetycznych przez… „Gazetę Wyborczą”. 

To miejsce czeka teraz na opisanie – wmurowanie tablic z nazwiskami straconych. Tak jak wiele innych punktów na czerwonej mapie warszawskiej Pragi, w których od 1944 r. działały sowieckie i komunistyczne katownie.

Inną praską katownią była Strzelecka 8. W piwnicach zachowały się liczne inskrypcje wyryte w cegle przez więźniów. Nazwiska, daty, modlitwy. Numery cel na drzwiach, które stały się potem komórkami lokatorskimi. Jak ustalił IPN, żołnierzy niepodległościowego podziemia bito tu metalowymi prętami, przypalano papierosami, wybijano im zęby i polewano lodowatą wodą.

Temat kontynuujemy w artykule: IPN wznowił ekshumacje na Wołyniu. W Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej odnaleziono szczątki kilkudziesięciu ofiar

Tak jak w „Toledo” – czerwoni okupanci „nie tylko” przetrzymywali tu i represjonowali tysiące polskich żołnierzy, ale także dokonywali na nich mordów – ofiary grzebano m.in. na terenie posesji. Później budynek przejął Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Po 1948 r. pokoje przesłuchań zamieniono na mieszkania, również dla krwawych funkcjonariuszy bezpieki. Czyli wszystko zostało w rodzinie. Tej resortowej.

Wydawało się, że w III RP będzie tylko lepiej. Nic bardziej błędnego. Kilka lat temu budynek przy ul. Strzeleckiej przejął deweloper. Piwnicom zagroziła likwidacja, a tylko dzięki organizacjom społecznym udało się je wpisać do rejestru zabytków. Ostatecznie powstała tu Izba Pamięci IPN.

Najczęściej zadawane pytania o polską emigrację niepodległościową

Czym była polska emigracja niepodległościowa po II wojnie światowej?

Polska emigracja niepodległościowa to ten nurt emigracji, który po 1945 roku odmówił uznania komunistycznego rządu w Warszawie i kontynuował działalność polityczną na Zachodzie. Punktem zbiorczym pozostał Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie z siedzibą w Londynie – istniejący nieprzerwanie od września 1939 do 22 grudnia 1990 roku, kiedy ostatni prezydent uchodźczy Ryszard Kaczorowski przekazał insygnia prezydenckie Lechowi Wałęsie. Wokół tej struktury skupiali się żołnierze 2. Korpusu Polskiego, członkowie AK, Brygady Świętokrzyskiej, kuriera Jana Karskiego, dowódców polskich z Zachodu – oraz tysiące Polaków, dla których powrót do PRL oznaczał aresztowanie lub śmierć.

Dlaczego wielu Żołnierzy Wyklętych emigrowało?

Żołnierze polskiego podziemia antykomunistycznego, którzy uniknęli aresztowania i wyroku, mieli ograniczone możliwości: ukrywać się w lasach, przejść do legalnej pracy z fałszywymi dokumentami, albo opuścić Polskę. Trasy emigracji wiodły najczęściej przez Niemcy Zachodnie (strefa amerykańska), Włochy (po szlaku 2. Korpusu Polskiego), Francję, Wielką Brytanię, Hiszpanię, Stany Zjednoczone, Kanadę, Australię. Hiszpania frankistowska – choć kontrowersyjna z perspektywy zachodnioeuropejskiej – była dla polskich antykomunistów krajem przyjaznym, gdzie polski paszport i deklaracja antykomunistyczna otwierały drogę do legalnego pobytu.

Jaką rolę w polskiej emigracji odgrywała Hiszpania?

Hiszpania pod rządami gen. Francisco Franco utrzymywała ostentacyjnie antykomunistyczny kurs i nigdy nie uznała komunistycznego rządu w Warszawie jako legalnej władzy. Madryt utrzymywał stosunki dyplomatyczne z polskim Rządem na Uchodźstwie znacznie dłużej, niż uczyniła to większość krajów zachodnich. W Hiszpanii działały polskie struktury wojskowe i cywilne – m.in. Radio Madryt z polską redakcją, która przez dekady nadawała programy do Polski, omijając PRL-owską cenzurę. Polska kolonia w Hiszpanii nie była liczna, ale wśród jej członków znaleźli się oficerowie, dziennikarze, naukowcy z biografią ukształtowaną przez doświadczenie wojny i podziemia.

Co znaczy „Wyklęci” w kontekście emigracji?

W oficjalnej narracji PRL emigracja niepodległościowa była określana mianem „wrogów ludu”, „faszystowskich niedobitków”, „zaprzedanych imperializmowi”. Ludzie ci byli wpisywani na listy poszukiwanych przez Urząd Bezpieczeństwa, ich nazwiska usuwano z polskich dokumentów, a kontakty z nimi mogły kosztować rodzinę w kraju pracę, mieszkanie, miejsce na studiach. „Wyklęci” – termin, który od lat 90. opisuje żołnierzy podziemia w Polsce – w naturalny sposób obejmuje również tych, którzy znaleźli się poza granicami i przez dziesięciolecia pozostawali poza oficjalną pamięcią polską. Toledo jest tu jednym z takich miejsc – punktem na mapie polskiej diaspory, o którym pamięć przywracają dziś historycy, dziennikarze i potomkowie emigrantów.

Dlaczego warto pamiętać o tych historiach dziś?

Polska XX wieku to nie tylko Warszawa, Kraków, Wrocław. To również Londyn, Paryż, Madryt, Buenos Aires, Chicago – miasta, w których przez dziesięciolecia działała druga Polska, opozycyjna wobec PRL, podtrzymująca przy życiu tradycje II Rzeczypospolitej. Bez tej drugiej Polski nie byłoby Polski wolnej w 1989 roku – to z emigracji przyszły fundusze, kontakty, dokumenty, archiwa, ludzie. Pamięć o „Wyklętych z Toledo” jest częścią tej szerszej pamięci o polskiej diasporze niepodległościowej – i ma znaczenie zarówno historyczne, jak i polityczne, w czasach, gdy formuje się nowa polska tożsamość narodowa po komunizmie.

Polska pamięć o emigracji – wciąż otwarty rozdział

Wielka opowieść o polskiej emigracji niepodległościowej XX wieku jest dziś w fazie odbudowy. W ostatnich dwóch dekadach Instytut Pamięci Narodowej, Ośrodek Dokumentacji Polonijnej KUL, Muzeum Emigracji w Gdyni i wiele lokalnych stowarzyszeń wykonują pracę, której PRL nie chciał wykonać przez czterdzieści lat: porządkują archiwa, identyfikują nazwiska, wydają wspomnienia, organizują uroczystości. Każdy z tych „Wyklętych z Toledo” – i z dziesiątek innych miejsc na świecie – jest historią, która zasługuje na opowiedzenie do końca. Tekst poniżej jest jedną z takich opowieści – i wart jest spokojnego, uważnego przeczytania.

Cykl

Osoby

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

42. rocznica śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Abp Galbas: nie wolno się bać

Wojskowe honory dla esesmana z SS Galizien. Ukraina pożegnała Zenona Wróblewskiego.

Ius primae noctis: prawo pierwszej nocy. Prawda czy mit

Porzucanie dzieci w starożytnym Rzymie. List Hilariona do żony

Kolejna rocznica na Reducie Ordona, która odbyła się na szczątkach jej obrońców.

Wolf Messing – jasnowidz Stalina, który przewidział klęskę Hitlera

Zmarła Danuta Szlajmer „Siódemka”. Powstanka miała 99 lat

Kłomino – opuszczone miasto widmo w Polsce. Zostały cztery budynki i garstka ludzi

Inne kategorie

Czytaj także