Wolność akademicka to fundament każdego uniwersytetu – w teorii. W praktyce, jak pokazała sprawa odwołanego w grudniu 2021 roku wykładu dr Grzyb na Uniwersytecie Jagiellońskim, nawet najstarsza polska uczelnia musi się dziś tłumaczyć z decyzji, które dwadzieścia lat temu zapadałyby bez wahania. Naciski studenckich aktywistów o określonym profilu światopoglądowym – wystarczające, by władze uczelni przesunęły z kalendarza spotkanie naukowe. Pytanie nie brzmi już „czy uniwersytet broni wolnej dyskusji”, lecz „pod jakim naciskiem ulegnie po raz kolejny”.
Dr Magdalena Grzyb z UJ miała na uczelni wygłosić wykład podczas kampanii przeciwko przemocy ze względu na płeć. Kryminolożka twierdzi, że jej prelekcję odwołano z powodu „hejtu transaktywistów”. Studenci tłumaczą: – Nie wyrażamy zgody na żadne przejawy transfobii w przestrzeni uniwersyteckiej – informuje Gazeta Wyborcza.
Sekcja Psychologii Sądowej należąca do Koła Naukowego Studentów Psychologii UJ poinformowała kilka dni temu, iż planowany w ramach Kampanii 16 Dni przeciwko przemocy ze względu na płeć wykład dr Magdaleny Grzyb został odwołany. Powód? Poglądy dr Grzyb.
Wśród zainteresowań badawczych dr Grzyb znajdują się m.in. przemoc wobec kobiet; polityka kryminalna; populizm penalny; przestępstwa motywowane kulturowo; kryminologia narracyjna oraz kryminologiczna problematyka prostytucji.
W ubiegłym roku, tuż po zatrzymaniu Michała Szutowicza ps. Margot i osadzeniu go w męskim areszcie, na łamach „Kultury liberalnej” dr Grzyb pisała: „Czy każdy mężczyzna, nawet seryjny gwałciciel, czy domowy kat, jeśli powie, że czuje się kobietą, to też ma prawo domagać się osadzenia w celi z kobietami, często ofiarami właśnie takich panów? (…) Kobieta, która naprawia w domu zmywarkę do naczyń, też jest niebinarna. Ba, kobieta, która zarabia więcej od męża, też jest już niebinarna. Mężczyzna, który prasuje sobie ubrania i myje podłogę mopem, również jest niebinarny. (…) Czy należy się im się z tego tytułu specjalne traktowanie i miejsce w celi z kobietami?”. Swój wywód, mocno skrytykowany przez społeczność LGBT+, spuentowała zdaniem, że niebinarność nie jest walką o równość, a utrwalaniem seksistowskiego myślenia o płci.
Poglądy dr Grzyb spotkały się z szeroką krytyką środowisk lewicowych, m.in. Mai Heban, transpłciowej aktywistki i dziennikarki, która pisze na Twitterze: „Nie mam wątpliwości, że jako transpłciowa studentka albo członkini TęczUJ, czyli studenckiego stowarzyszenia na rzecz osób LGBT+, czułabym się niesamowicie niekomfortowo, słuchając jej wystąpienia czy organizując je. (…) Z drugiej strony temat nie dotyczy transpłciowości”.
Przeglądaj pozostałe teksty z działu Polska…
Sprawę dla „Wyborczej” komentuje Magdalena Dropek z fundacji Równość.org.pl: – Uniwersytet inkluzywny, bezpieczny, to uniwersytet, który dba o dobrostan i komfort także studentów i studentek transpłciowych. Danie w ramach kampanii przeciwko przemocy przestrzeni wykładowczyni, która wykorzystuje swoje platformy do wykluczania, jest moim zdaniem oburzające. W ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami nagonki na osoby transpłciowe i niebinarne, także w środowiskach akademickich, o czym w lipcu pisałam w liście otwartym w sprawie jednego ze studentów. List podpisało kilkadziesiąt osób. Na akademiach i studentach spoczywa odpowiedzialność edukowania na temat różnorodności i transpłciowości, ale także wzmacniania naszej wrażliwości i empatii, bo transfobia to także przemoc i trzeba powiedzieć to głośno – mówi dla GW Dropek.
Krótko mówiąc wykład, który miał dotyczyć kryminologicznych aspektów zabójstw kobiet i mężczyzn został odwołany przez poglądy Grzyb, niedotyczące materii wykłady, a które nie podobają się lewicowym aktywistom.
Najczęściej zadawane pytania o sprawę odwołanego wykładu na UJ
Dlaczego wykład został odwołany?
Oficjalne wyjaśnienie władz uczelni odwoływało się do „względów organizacyjnych” lub „bezpieczeństwa uczestników” – to standardowy katalog uzasadnień stosowany przy odwoływaniu wydarzeń pod presją. Realny powód, zgłaszany przez krytyków decyzji, jest inny: protest lewicowych grup studenckich, którym nie odpowiadały poglądy dr Grzyb wyrażane wcześniej w sferze publicznej. Mechanizm: grupa głośna i zorganizowana wywiera presję, władze uczelni – nie chcąc konfrontacji – łatwiej ustępują.
Czym jest wolność akademicka i co o niej mówi prawo?
Wolność akademicka w Polsce jest zagwarantowana konstytucyjnie (art. 73 Konstytucji RP) oraz ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Obejmuje wolność prowadzenia badań, wolność nauczania, wolność wyrażania poglądów naukowych oraz wolność dyskusji. Uniwersytet, który odwołuje wykład pod naciskiem politycznym jednej strony sporu światopoglądowego, formalnie nie łamie ustawy – ale działa wbrew jej duchowi. To rozróżnienie nie zawsze trafia do publicznej debaty, lecz jest istotne dla zrozumienia, gdzie polskie uczelnie znajdują się dziś w europejskim spektrum.
Czy podobne sytuacje zdarzają się w innych polskich uczelniach?
Tak – i nie są to przypadki marginalne. W ostatnich latach z polskich uczelni systematycznie napływają sygnały o spotkaniach naukowych odwołanych pod naciskiem aktywistów, o pracownikach uczelni, którzy spotykają się z konsekwencjami zawodowymi za wypowiedzi w mediach społecznościowych, o zmianie programów studiów pod kątem „inkluzywności”. Trend nie ogranicza się do Polski – analogiczne zjawiska obserwujemy na uniwersytetach amerykańskich i zachodnioeuropejskich, gdzie krytycy mówią wprost o „kulturze unieważniania” (cancel culture) jako nowej formie cenzury w środowiskach akademickich.
Jakie środowiska organizują takie protesty?
W polskich realiach są to głównie organizacje studenckie o profilu lewicowo-progresywnym – związane z agendą gender studies, prawami osób LGBT, krytyką katolicyzmu w sferze publicznej. Często działają w ramach struktur uczelnianych (samorządy studenckie, koła naukowe) oraz w ramach szerszych ruchów społecznych. Skala bezpośredniego poparcia społecznego dla tych grup jest zazwyczaj niewielka – ale ich aktywność medialna i organizacyjna nieproporcjonalnie wysoka.
Co władze uczelni mogłyby zrobić inaczej?
Standardową odpowiedzią uniwersytetu na próbę zerwania wydarzenia naukowego powinno być: zapewnienie warunków, by wydarzenie się odbyło. To wymaga decyzji władz rektorskich, ewentualnie wsparcia służb porządkowych, a przede wszystkim – jasnego komunikatu, że uniwersytet nie jest stroną sporu światopoglądowego, lecz instytucją, w której toczą się różne dyskusje na podstawie merytorycznych argumentów. Odwołanie wydarzenia pod presją jednej strony jest precedensem – który zachęca do podobnych prób w przyszłości.
Pytanie o przyszłość polskiej nauki
Każda taka sprawa, choć z perspektywy bieżącego kalendarza wydaje się jednostkową kontrowersją, jest tak naprawdę krokiem w długim procesie zmiany kultury polskiej akademii. Uniwersytety, które przez stulecia broniły wolności myślenia jako swojej cechy konstytutywnej, dziś coraz częściej stoją przed wyborem: bronić jej dalej, czy płynnie dostosować się do nowych, zewnętrznych presji. Każda decyzja – w jedną lub drugą stronę – kształtuje to, jak wyglądać będzie polska nauka za dziesięć lub dwadzieścia lat. Sprawa wykładu dr Grzyb na Uniwersytecie Jagiellońskim jest w tym kontekście nie jednorazowym incydentem, lecz kolejnym sygnałem, na który warto zwracać uwagę.





