Ministerstwo Obrony Narodowej uruchamia Zieloną Listę – katalog konkretnych modeli wyposażenia osobistego, które żołnierz może kupić sam i legalnie używać na służbie. Chodzi o gogle, rękawice, obuwie taktyczne, pasy, a nawet kolby do karabinu i małe drony. Program i ta zgoda dla żołnierzy rusza w październiku, a resort nie przewiduje zwrotu kosztów zakupu.
Decyzja nr 173/MON wchodzi w życie po 30 dniach
Szczegóły przedstawiono na 34. Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach i opisano w komunikacie Ministerstwa Obrony Narodowej. O rozwiązaniu mówili sekretarz stanu w MON Cezary Tomczyk i pełnomocnik ministra obrony do spraw warunków służby wojskowej Paweł Mateńczuk, znany w środowisku jako „Naval”. Decyzja ta została obwieszczona w kategoriach decyzji sukcesu.
Podstawą jest decyzja nr 173/MON. Katalog ma zacząć działać w ciągu 30 dni od jej ogłoszenia, a narzędzia cyfrowe do obsługi listy – w ciągu 40 dni. Wpis konkretnego modelu poprzedzają testy prowadzone przez zespoły problemowe w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego, złożone z żołnierzy będących użytkownikami sprzętu.
Gogle, rękawice, kolby i małe drony – z kieszeni żołnierza
Wiceminister Tomczyk wyliczył w Kielcach, o jakich przedmiotach mowa.
Mówimy o małych elementach, typu gogle, rękawiczki, mówimy o słuchawkach, o wszystkich elementach.
Cezary Tomczyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej
W komunikacie z 3 września 2025 roku resort wymieniał szerzej: okulary taktyczne, ochraniacze, obuwie taktyczne, pasy taktyczne, rękawiczki, a także kolby do karabinu i małe drony. Produkty mają być wcześniej sprawdzane, a konkretne modele dopuszczane do użytkowania przez wojsko.
Zakup finansuje żołnierz. MON wskazywał, że ma sięgać po środki z corocznego równoważnika na umundurowanie, a serwis Radar rp.pl, opisując zasady Zielonej Listy, podał wprost: „Resort nie przewiduje zwrotu kosztów zakupu”. Innymi słowy: jeśli żołnierz chce używać sprzętu, który bardziej mu odpowiada, będzie musiał za niego zapłacić sam.

Czy ten wybór jest realną korzyścią oraz dlaczego płaci za to żołnierz?
Z punktu widzenia żołnierzy sama możliwość wyboru bywa korzystna. Sprzęt indywidualny jest czymś bardzo osobistym. Inne rękawiczki, buty czy pas mogą lepiej pasować do konkretnego użytkownika, a rozwiązania dostępne na rynku bywają wygodniejsze od produktów wydawanych centralnie. Praktykę, którą decyzja legalizuje, opisał płk Michał Pycio, były operator jednostki GROM.
Biorę, kupuję, ale jak kupiłem, nikt nie ma prawa zabronić.
płk Michał Pycio, były operator Jednostki Wojskowej GROM
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego w oficjalnym przekazie MON trudno uniknąć: dlaczego żołnierz zawodowo wykonujący zadania dla państwa ma finansować z własnej kieszeni sprzęt, który uważa za lepszy do wykonywania swojej służby? Jeżeli prywatnie kupione rękawice, buty czy okulary okażą się na tyle dobre, że MON przeprowadzi ich weryfikację i dopuści je do użytkowania podczas służby, to naturalne staje się pytanie, dlaczego odpowiedniej klasy wyposażenia nie zapewnia żołnierzowi po prostu armia. Sam kierunek zmiany jest zrozumiały. Wojsko wychodzi naprzeciw tym, którzy chcą mieć wyposażenie dopasowane do siebie, i przestaje karać za praktykę, która w oddziałach i tak funkcjonuje od lat. Rzecz w tym, że zgoda i finansowanie to dwie różne sprawy. Jeżeli resort przetestował dany model, wpisał go na listę i dopuścił do służby, to wziął za niego odpowiedzialność. A skoro tak, to powinien za niego zapłacić.
Miliardy na „Szpej”, ale za wybrane wyposażenie żołnierz płaci sam
Sytuacja jest tym bardziej zastanawiająca, że MON chwali się dużymi wydatkami na poprawę indywidualnego wyposażenia żołnierzy. W ramach operacji „Szpej” resort informował o zakupie ponad 200 tys. nowych hełmów kevlarowych, 100 tys. kamizelek kuloodpornych i taktycznych, ponad 50 tys. sztuk sprzętu optoelektronicznego oraz ponad miliona elementów umundurowania, a także o modernizacji karabinków GROT.
MON podawało też, że na samą operację w 2024 roku przeznaczono 3 mld zł, a na lata 2026-2027 planowane są wydatki przekraczające 5 mld zł. Nie można więc uczciwie powiedzieć, że państwo w ogóle nie wydaje pieniędzy na wyposażenie polskich żołnierzy. Można jednak zapytać, dlaczego przy tak dużym budżecie rozwiązaniem problemu jakości i dopasowania części indywidualnego wyposażenia staje się otwarcie żołnierzowi drogi do własnego portfela.
Skalę własnych środków żołnierza wyznacza mundurówka, czyli coroczny równoważnik pieniężny na uzupełnienie umundurowania. Stawki reguluje rozporządzenie MON znowelizowane w styczniu 2024 roku (Dz.U. 2024 poz. 63). Szeregowy w pierwszych 60 miesiącach służby dostaje 563 zł rocznie. Po pięciu latach służby w Wojskach Lądowych jest to 2804 zł dla mężczyzny i 2976 zł dla kobiety.
Polska przekazała Ukrainie sprzęt za 16,45 mld zł
Mocno wygląda to również w zestawieniu z zaangażowaniem Polski we wsparcie Ukrainy. Wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podał 7 lipca 2026 roku w Wojskowym Centrum Edukacji Obywatelskiej, że łączny koszt zrealizowanych polskich donacji dla Ukrainy wynosi około 16,45 mld zł, z czego 14,9 mld zł przypadło na lata 2022-2023, a około 1,55 mld zł na okres od 2024 roku. Zaznaczył przy tym, że proces odtajniania donacji potrwa i podane liczby są szacunkami.
Resort podkreśla, że wsparcie militarne sąsiada jest uzasadnione interesem bezpieczeństwa Polski i że przekazanie sprzętu poprzedzano analizami potrzeb Wojska Polskiego. Dzień przed ogłoszeniem Zielonej Listy wiceminister obrony Paweł Zalewski potwierdził, że Polska przekaże Ukrainie sprzęt o wartości 50 mln euro, w tym elementy obrony powietrznej. Więc pojawia się zasadnicze pytanie, dozbrajamy Ukrainę a nie mamy pieniędzy na wysokiej jakości sprzęt dla Polskiego Wojska?
Źródła: Ministerstwo Obrony Narodowej, Polska Zbrojna, Radar rp.pl. Opracowanie: Nasza Polska.





