Pakt migracyjny i uchodźcy: „stanowczo nie”. Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

8 min. czytania

Jerzy Biernacki

18 czerwca 2026 r.

Migranci przy granicznym płocie, w rogu flaga UE — pakt migracyjny i spór o relokację uchodźców w Polsce

8 min. czytania

Jerzy Biernacki

18 czerwca 2026 r.

Z cyklu „Sprawdzam. Kartka z kalendarza”. Wracamy do felietonu Jerzego Biernackiego z czerwca 2015 roku i sprawdzamy, ile z jego diagnozy obronił czas – a sprawdza się boleśnie dokładnie.

O czym jest ten tekst: u szczytu kryzysu migracyjnego 2015 roku Bruksela próbowała rozdzielić uchodźców między państwa UE według obowiązkowych kontyngentów. Jerzy Biernacki odpowiadał: stanowczo „nie” przymusowi – Polska nie ma kolonialnego „długu”, a swoje zobowiązania ma wobec Polaków z Kazachstanu i przybyszów z ogarniętej wojną Ukrainy. Dekadę później, gdy pakt migracyjny już obowiązuje, a na wschodniej granicy zginął polski żołnierz, zestawiamy jego tezy z rzeczywistością.

Trzy tezy autora warto dziś sprawdzić:

  1. „Stanowczo nie” przymusowym kontyngentom. Sprawdzenie: stanowisko stało się ponadpartyjną linią Polski. W 2015 r. Polska znalazła się wśród nielicznych państw odmawiających obowiązkowej relokacji (Komisja Europejska pozwała je do TSUE w 2017 r.), a sprzeciw wobec przymusowej relokacji podtrzymał i rząd PiS, i rząd Donalda Tuska – który wynegocjował czasowe zwolnienie z mechanizmu relokacji, choć sam pakt migracyjny przyjął i 12 czerwca 2026 r. wszedł on w życie.
  2. „Już przyjęliśmy prawie milion” przybyszów z Ukrainy. Sprawdzenie: po rosyjskiej napaści w 2022 r. Polska przyjęła miliony uchodźców z Ukrainy – argument autora o realnie dźwiganym ciężarze okazał się proroczy.
  3. „Mamy obowiązki polskie”. Sprawdzenie: spór trwa do dziś – zwolnienie Polski z unijnego mechanizmu relokacji obowiązuje tylko do końca 2026 r., a by je przedłużyć, trzeba co roku udowadniać „presję migracyjną”. Linia, którą Biernacki zarysował w 2015 r., wciąż jest osią polskiej polityki.

Tekst pierwotnie ukazał się w „Naszej Polsce”.


Poniżej oryginalny felieton Jerzego Biernackiego – tekst archiwalny.

Czy Polska powinna przyjąć uchodźców?

Jerzy Biernacki

Unia Europejska, zmagając się, w dużej części z własnej winy, ze wzmożonym napływem uchodźców z krajów Afryki i Bliskiego Wschodu, postanowiła odwołać się do solidarności państw członkowskich i obdzielić je stosownymi kontyngentami imigrantów. Polska ma ich przyjąć ok. 2000, a wśród nich są osoby zróżnicowane pod względem wyznania, zawodu, stopnia zagrożenia, w którego wyniku zdecydowały się na tę niebezpieczną podróż, zasługujące na azyl polityczny bądź też takie, które zdecydowały się na ten krok dla poprawy swojej sytuacji ekonomicznej. Niewątpliwie, będą w tej grupie liczni wyznawcy islamu, a mogą się też zdarzyć odpowiednio zakamuflowani terroryści Państwa Islamskiego czy Al-Kaidy.

Oczywiście, jeśli popatrzeć na tę sprawę z moralnego punktu widzenia, należałoby tym ludziom pomóc. Polska jako kraj o tradycjach Rzeczypospolitej wielu narodów ma tolerancję (we właściwym tego słowa znaczeniu) niejako we krwi i w swej historii znana jest nawet z przyciągania imigrantów z całej Europy, którzy następnie szybko polonizowali się i w drugim lub trzecim pokoleniu walczyli ramię w ramię z naszymi przodkami o wolność i niepodległość, nierzadko bohatersko ginąc w tej walce. Wielu też swoim życiem i pracą dla przybranej ojczyzny dokumentowało silne z nią więzi. Ale to działo się w tym samym kręgu kulturowym i religijnym.

Sprawdź także: Rumuńscy kibice: „Na polskich ulicach widać piękno Europy”. Transparent z Lublina obiegł świat

Mało kto pamięta i przypomina o tym, że niektóre kraje europejskie mają za sobą wielowiekowy okres kolonizowania innych kontynentów, takich jak Afryka czy Azja, i czerpania z nich ogromnych zysków i bogactw. Zrodziło to w sposób oczywisty ich zobowiązanie do przyjmowania imigrantów z dawnych kolonii, jak to ma miejsce już od dziesięcioleci, po zakończonym procesie dekolonizacji, we Francji czy Wielkiej Brytanii, aż doprowadziło do kryzysu tzw. wielokulturowości, w obliczu niechęci drugiego czy trzeciego pokolenia ludów kolorowych do pełnej asymilacji w nowych ojczyznach.

Polska, nawet w okresie swej wielkiej potęgi w XVI i XVII stuleciu, zajęta obroną olbrzymiego terytorium, a także swoimi szczególnymi zobowiązaniami do obrony chrześcijańskiej Europy przed zalewem tatarsko-tureckim, nie wykazywała żadnych kolonialnych aspiracji. W związku z tym, jak się zdaje, nie ma też dzisiaj takiego ciężaru zobowiązań w tej mierze, jak kraje Zachodniej Europy, a w szczególności Holandia, Hiszpania, Portugalia i wymienione wyżej Francja i Anglia. Wydaje się, że ten czynnik przy nakładaniu obowiązku przyjęcia kontyngentu uchodźców przez Komisję Europejską w ogóle nie jest brany pod uwagę. A więc stanowczo mówimy „nie” nałożonemu na nas kontyngentowi. Tym bardziej że przyjęliśmy przecież prawie milion emigrantów, głównie ekonomicznych, z ogarniętej wojną i biednej Ukrainy.

Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: 42 na 50 pracowało nielegalnie. Straż Graniczna prześwietliła agencję, która ściągała ludzi z drugiego końca świata

Polska, po blisko półwiekowym okresie podległości w stosunku do Związku Sowieckiego (biorąc pod uwagę także pierwszą okupację sowiecką lat 1939-1941, dotyczącą połowy naszego terytorium) nie wypełniła dotychczas swoich zobowiązań wobec pozostałych, w wyniku sowieckich wywózek, tysięcy Polaków w Kazachstanie, z których wielu bardzo pragnie znaleźć się w Polsce (nie piszę: wrócić do Polski, bo to są potomkowie wywiezionych, już tam urodzeni, ale są i czują się Polakami, często mają też Kartę Polaka), która, poza pojedynczymi wyjątkami, takich możliwości na zgodną z potrzebami skalę im nie stworzyła. Ten problem, na co dzień nie przypominany przez media, ciągle jest przed nami. Złożenie ciężaru przyjmowania Polaków z Kazachstanu na samorządy okazało się rozwiązaniem ułomnym i nieskutecznym.

Ostatnio obserwowaliśmy, jak rządzone przez koalicję PO-PSL państwo polskie kiepsko radziło sobie z transportem i przyjęciem niespełna 200 (!) Polaków z Donbasu na Ukrainie, ogarniętego wojną. Skądinąd wiadomo, że wcześniej przybyła do Polski z Ukrainy grupa kilkudziesięciu Polaków, którym na apel Radia Maryja prywatne osoby udzieliły czasowo miejsca w swoich mieszkaniach i domach. Obecnie, gdy mija już rok ich pobytu, państwo polskie odwróciło się tyłem do tych ludzi, nie zauważając ich i nie robiąc nic, by przyjść im z pomocą. Czyżby dlatego, że w sprowadzeniu ich do Polski wziął udział rzekomo „ksenofobiczny i antysemicki” ośrodek toruński?

Pozostaje jeszcze sprawa chrześcijan z Syrii. Nie warto brać pod uwagę oburzenia Jacka Żakowskiego, który w większej chęci przyjęcia chrześcijan z Syrii niż mahometan z Afryki, dostrzegł zjawisko selekcji w duchu ustaw norymberskich.(!) Kwestia obcości czy bliskości kulturowej i religijnej nie jest bez znaczenia. Należy więc zaaprobować przyjęcie przez Polskę uchodźców chrześcijańskich, jest tylko kwestia skali. Tym bardziej że większość z nich pewnie w naszym kraju nie zostanie. Ale przede wszystkim mamy obowiązki wobec Rodaków, bo „mamy obowiązki polskie”.

(czerwiec 2015 r.)


Od redakcji, 2026

Dekada zamieniła ten felieton w tekst niemal proroczy – i w komentarz do najgorętszego dziś sporu w Polsce. Gdy Biernacki pisał swoje „stanowczo nie”, brukselskie kontyngenty z 2015 roku wydawały się odległą abstrakcją. Dziś pakt o migracji i azylu już obowiązuje – wszedł w życie 12 czerwca 2026 roku i na trwałe wprowadza mechanizm „solidarności”: przyjmij migrantów albo zapłać za każdego nieprzyjętego. Rząd ogłosił sukces – Polska niby nie będzie ani przyjmować, ani płacić. Tyle że wynegocjowane zwolnienie obejmuje raptem dwieście kilka dni, do końca 2026 roku, a potem wszystko zaczyna się od nowa. To nie zwycięstwo – to odroczenie sprzedane jako zwycięstwo, i dokładnie ten przymus z Brukseli, przed którym felietonista przestrzegał dekadę wcześniej.

Tyle że dziś to już nie debata przy kawie. Wschodnia granica od 2021 roku jest terenem sterowanego z Mińska naporu: nocne szturmy na zaporę, kamienie, ataki na patrole. W maju 2024 roku 21-letni żołnierz Mateusz Sitek został ugodzony ostrym narzędziem przez ogrodzenie, gdy zasłaniał wyrwę w barierze; zmarł kilka dni później. Polski żołnierz zabity przez nielegalnego migranta w obronie własnej granicy – to nie kolumna w statystyce, to cena, którą Biernacki przewidywał, gdy pisał, że za cudzą naiwnością zawsze ktoś płaci.

Polecamy także: Polacy na Białorusi: nie wyjechali – to granica się przesunęła. Dziś płacą za polskość

Rośnie też przestępczość przyjezdnych – w liczbach bezwzględnych szybciej, niż chciałby ktokolwiek, kto zapewniał, że migracja to wyłącznie ubogacenie. Szczególnie widać to w grupach nadreprezentowanych w policyjnych statystykach, jak zatrzymywani tysiącami przybysze z Kaukazu. Można te liczby relatywizować i porównywać z odsetkiem w całej populacji – i jest to uczciwa uwaga – ale dla zwykłego człowieka, który czyta o kolejnym pobiciu czy włamaniu, rachunek jest prosty: im więcej niekontrolowanej migracji, tym mniej spokoju. To samo, o czym Zachód przekonał się dawno temu, a o czym my dopiero zaczynamy rozmawiać serio – choć felietonista ostrzegał wprost.

I tu wraca cała siła pytania sprzed dekady. Biernacki nie pisał, że Polska ma być twierdzą bez serca – przeciwnie, przypominał, że już dźwigamy ciężar (miliony Ukraińców, Polacy z Kazachstanu) i że pomoc trzeba zacząć od własnych Rodaków. Dziesięć lat później Polska wciąż mówi „nie” przymusowej relokacji, granica wciąż jest pod presją, a rząd lawiruje między Brukselą a wyborcami. „Czy Polska powinna przyjąć uchodźców?” okazało się jednym z tych pytań, które nie znikają – tylko z każdym rokiem stają się dosłowniejsze.

Źródła: decyzje Rady UE o relokacji uchodźców z 2015 r. i odmowa udziału Polski; skarga Komisji Europejskiej do TSUE przeciwko Polsce, Węgrom i Czechom (2017); Pakt o migracji i azylu – wejście w życie 12 czerwca 2026 r. i czasowe zwolnienie Polski z mechanizmu relokacji do końca 2026 r.; śmierć żołnierza sierż. Mateusza Sitka na granicy polsko-białoruskiej (atak w maju 2024 r., zgon w czerwcu 2024 r.); dane o przestępczości cudzoziemców w Polsce w 2024 r.; napływ uchodźców z Ukrainy po 24 lutego 2022 r.

Czytaj dalej z archiwum „Naszej Polski”

Osoby

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Armia zawodowa czy poborowa? Polski dylemat obronny

Byłem pod Trybunałem Konstytucyjnym. Tego rządzący nie chcą zobaczyć

Żelazna Dama polskiej polityki

Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Inne kategorie

Czytaj także