Pola tulipanów w Grevenbroich w regionie Neuss kwitły 13 kwietnia 2020 roku tak samo jak co roku – czerwone, żółte i różowe pasy ciągnące się przez około 100 hektarów Nadrenii. Różnica była jedna: w szczycie sezonu nie było komu ich sprzedać. Pandemia COVID-19 w jeden tydzień złamała europejski rynek kwiatów ciętych, a holenderscy hodowcy w samym marcu zniszczyli około 400 milionów kwiatów, w tym blisko 160 milionów tulipanów. Rachunek dotknął także polskiego konsumenta przed Wielkanocą.
Najważniejsze fakty
– Co się stało: W połowie marca 2020 r. popyt na kwiaty cięte załamał się w całej Europie, a niesprzedane tulipany trafiały na kompost.
– Skala: Około 400 mln kwiatów zniszczonych w marcu, w tym ~160 mln tulipanów; sprzedaż giełdy Royal FloraHolland spadła o ponad 70 proc.
– Gdzie: Pola w Niemczech (region Neuss, Nadrenia) i giełda w Holandii – dwa końce tego samego łańcucha dostaw.
– Dlaczego: Zamknięte granice, odwołane wesela i pogrzeby, brak eksportu w szczycie sezonu wielkanocnego.
– Co to znaczy dla Polski: Droższe i trudniej dostępne kwiaty na święta oraz cios w polskich plantatorów.
Tulipany kwitły, kupujących nie było
Zdjęcie z 13 kwietnia 2020 roku pokazuje to, czego statystyka nie odda – pole pod Grevenbroich w pełnym rozkwicie. W regionie Neuss tulipany uprawia się na około 100 hektarach i każdej wiosny ściągają tu fotografów z całej Nadrenii. Tej wiosny kwiaty kwitły do nikogo. Dwa tygodnie wcześniej, w piątek 13 marca, na holenderskiej giełdzie Royal FloraHolland trzeba było zniszczyć około jednej piątej dostarczonego towaru, bo nie znalazł nabywców.
Trzy dni później, 16 marca, straty były już dramatyczne. W przypadku kwiatów ciętych sięgnęły niemal połowy dostaw, przy roślinach doniczkowych przekroczyły 30 procent – i to mimo że podaż była już ograniczona o czwartą część względem normalnego poziomu o tej porze roku. Dane przytacza branżowy serwis podoslonami.pl, relacjonujący sytuację na holenderskim rynku roślin ozdobnych.
Mechanika tej zapaści jest brutalnie prosta. Kwiat cięty nie jest towarem, który można przeczekać w magazynie. Tulipan ścięty dziś, niesprzedany w ciągu kilkudziesięciu godzin, jutro nadaje się już tylko na kompost. Gdy rządy zamykały granice, popyt wyparował z dnia na dzień, a kwiaty rosły dalej – bo natura nie zna pojęcia kwarantanny.
Liczby, które robią wrażenie
Fred van Tol, odpowiedzialny za sprzedaż w Royal FloraHolland, oszacował, że tylko w marcu zniszczono około 400 milionów kwiatów. W tej masie mieściło się blisko 160 milionów tulipanów. Sprzedaż giełdy spadła o ponad 70 procent w stosunku do normy, a van Tol przewidywał, że przychody holenderskich hodowców skurczą się co najmniej o połowę. Cios przyszedł w najgorszym momencie – w szczycie tulipanowych żniw, tuż przed Wielkanocą, Dniem Kobiet i Dniem Matki, czyli w okresie największych rocznych obrotów.
| Wskaźnik (marzec–kwiecień 2020) | Wartość |
|---|---|
| Kwiaty zniszczone w marcu | ok. 400 mln szt. |
| W tym tulipany | ok. 160 mln szt. |
| Spadek sprzedaży Royal FloraHolland | ponad 70 proc. |
| Towar oferowany na aukcji (kwiecień) | ok. 25 proc. normy |
| Prognozowane straty sektora w Holandii | 2–3 mld euro |
| Pola tulipanów w regionie Neuss | ok. 100 hektarów |
Straty nie zatrzymały się na granicy holenderskiej. Branża szacowała wówczas, że jeśli kryzys się utrzyma, sektor poniesie straty rzędu dwóch do trzech miliardów euro, a hodowcy mogli oferować na codziennej aukcji zaledwie około 25 procent towaru. Logika tej katastrofy jest stara jak rynek dóbr luksusowych – kwiat cięty to jedna z pierwszych rzeczy, z których człowiek rezygnuje, gdy robi się niepewnie. Maciej Kmera, rzecznik giełdy hurtowej w Broniszach pod Warszawą, ujął to bez ogródek: kiedy w gospodarce dzieje się coś złego, kwiaty wypadają z koszyka jako pierwsze, bo to towar luksusowy.
Niemcy i Holandia – dwa końce jednego łańcucha
Pola pod Grevenbroich i giełda w Aalsmeer to nie są dwie osobne historie. Niemcy są największym odbiorcą holenderskich kwiatów, a jednocześnie sami uprawiają tulipany na własne potrzeby. Gdy załamuje się jeden punkt tego systemu, drży całość. Przez Royal FloraHolland przechodzi około 90 procent holenderskiego handlu kwiatami ciętymi. Codziennie sprzedaje się tu ponad 20 milionów kwiatów i roślin, rocznie – około 12 miliardów. Filia w Aalsmeer to hala wielkości blisko dwustu boisk piłkarskich. Nie bez powodu mówi się o tym miejscu „kwiatowa Wall Street”.
Czytaj więcej w dziale Świat…
Handluje się tu metodą, od której wziął nazwę cały mechanizm – aukcja holenderska. Zegar aukcyjny nie podbija ceny w górę, tylko ją obniża: start jest wysoki, wskazówka spada, a pierwszy kupujący który naciśnie przycisk, bierze towar po aktualnej cenie. To system zbudowany pod jedno – pod szybkość. Przy produkcie psującym się w kilkadziesiąt godzin liczy się tempo, nie negocjacja. W marcu 2020 ta maszyna zacięła się, bo nie było komu naciskać przycisku.
Tulipan, czyli historia europejskiej spekulacji
Jest w tym gorzka ironia historyczna. Tulipan, dziś symbol holenderskiej i niemieckiej solidności gospodarczej, był też bohaterem pierwszej udokumentowanej bańki spekulacyjnej w dziejach Europy. W latach 30. XVII wieku w Niderlandach wybuchła tzw. tulipomania – ceny cebulek najrzadszych odmian osiągały wartość domu, by w lutym 1637 roku runąć w ciągu kilku dni. Cztery wieki później ten sam kwiat znów padł ofiarą gwałtownego załamania – tym razem nie ludzkiej chciwości, lecz wirusa i decyzji zamykających granice.
Polski rachunek za zagraniczny kryzys
Dla polskiego czytelnika wysypiska tulipanów w Holandii i niesprzedane pola w Nadrenii to nie była egzotyczna ciekawostka. Polska jest dziś drugim eksporterem kwiatów w Unii Europejskiej – choć z udziałem rzędu kilkunastu procent, daleko za niemal całkowitym panowaniem Holandii nad rynkiem. Polscy plantatorzy działają w cieniu giełdy w Aalsmeer i to ona wyznacza ceny odniesienia. Gdy załamuje się notowanie w Holandii, drży cały łańcuch – w tym polskie gospodarstwa spod Warszawy, Kalisza czy Końskich.
Drugi front to konsument. Wiosna 2020 to w Polsce Wielkanoc spędzona w domach, zamknięte cmentarze przed świętami, odwołane komunie i wesela. Popyt na kwiaty cięte spadł w tym samym rytmie co w całej Europie, a krótkoterminowo oznaczało to dla klienta jedno: trudniejszą dostępność i rozchwiane ceny tam, gdzie kwiaciarnie w ogóle pozostały otwarte.
Czego nie widać w statystyce
W relacjach z tamtego okresu powtarza się błędne uproszczenie, że hodowcy „przestali produkować”. Tak to nie działa. Tulipan to roślina cebulowa, której cykl zaplanowano wiele miesięcy wcześniej – cebule wsadzono do ziemi jeszcze jesienią 2019 roku, gdy o pandemii nikt nie słyszał. W marcu nie dało się ich „wyłączyć”. Pole kwitło zgodnie z naturą, a hodowca mógł albo ściąć i sprzedać, albo ściąć i wyrzucić. Trzeciej drogi nie było. Dlatego mówimy o niszczeniu, a nie o ograniczeniu upraw – w krótkim oknie czasowym jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
Druga rzecz, którą łatwo przeoczyć: zniszczenie kwiatu to też koszt. Utylizacja, kompostowanie, praca ludzi i maszyn – za to wszystko ktoś płaci, mimo że przychodu nie ma żadnego. W rachunku strat hodowcy ujemne jest więc nie tylko zero ze sprzedaży, ale i realny wydatek na pozbycie się towaru, którego nikt nie chciał. Ta asymetria – koszt bez przychodu – spycha gospodarstwo ku bankructwu szybciej, niż sugerują same liczby spadku sprzedaży.
Co dalej. Lekcja z wiosny 2020
Holenderski sektor zaczął ratować się tym, co miał pod ręką – limitami dostaw na aukcję i przyspieszeniem przejścia do handlu online, który i tak od lat wypierał tradycyjny zegar w halach. Kryzys 2020 roku tylko spotęgował trend, o którym branża mówiła wcześniej: że przyszłość giełdy jest cyfrowa, a fizyczne sale aukcyjne to relikt. Pandemia okazała się brutalnym przyspieszaczem zmian, które i tak nadchodziły.
Dla obserwatora z Polski płynie z tego jeszcze jeden wniosek, mniej technologiczny. Zglobalizowany łańcuch dostaw, w którym jeden węzeł pod Amsterdamem decyduje o cenie kwiatów na warszawskim targu, jest wydajny do momentu, w którym przestaje działać. Wtedy okazuje się, jak bardzo lokalny rynek uzależnił się od jednego, odległego punktu. To pytanie wykraczające daleko poza tulipany.
Najczęstsze pytania
Ile tulipanów zniszczono podczas pandemii w 2020 roku?
Według szacunków Royal FloraHolland tylko w marcu 2020 roku zniszczono około 400 milionów kwiatów, w tym blisko 160 milionów tulipanów. Sprzedaż największej giełdy kwiatowej świata spadła wówczas o ponad 70 procent.
Dlaczego niszczono kwitnące tulipany?
Kwiat cięty psuje się w ciągu kilkudziesięciu godzin i nie można go magazynować. Gdy w połowie marca 2020 roku zamknięto granice i odwołano wesela oraz uroczystości, popyt zniknął z dnia na dzień, a niesprzedane kwiaty trafiały na kompost.
Gdzie w Niemczech rosną pola tulipanów?
Jednym ze znanych rejonów upraw jest okolica Grevenbroich w regionie Neuss w Nadrenii, gdzie tulipany kwitną na około 100 hektarach. Najsłynniejsze pola tulipanów w Europie znajdują się jednak w Holandii, m.in. wokół ogrodów Keukenhof.
Źródła
– „Rzeczpospolita” (rp.pl): „Pandemia: 400 mln tulipanów do zniszczenia”, 19 kwietnia 2020.
– „Rzeczpospolita” (rp.pl): „Kwiaty w Holandii wyrzucane na kompost…”, 17 marca 2020.
– podoslonami.pl: relacja o sytuacji branży roślin ozdobnych, kwiecień 2020.
– Royal FloraHolland – dane o skali obrotu, udziale w rynku i prognozach strat.



