Najbliższa niedziela, 20 września 2026 roku, może się stać początkiem końca kanclerza Niemiec Fridricha Merz’a. Wtedy to mają się odbyć kolejne wybory do Landtagów, tym razem w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Po bardzo słabym wyniku CDU 6 września 2026 roku w Saksonii-Anhalt, Merz jest pod coraz większym naciskiem we własnej partii, a te dwa kolejne głosowania są traktowane jako następny test jego przywództwa. Niemieckie rozgłośnie i prasa – ZDF i Tagesschau, piszą wprost o presji wywieranej na kanclerza i o tym, że wynik tych wyborów może mieć znaczenie daleko wykraczające poza oba landy.
Przypomnijmy, w Saksonii-Anhalt, poszczególne ugrupowania polityczne, osiągnęły następujący wynik:
AFD – 43,8%
CDU – 17,2%
SPD – 9,3%
Zieloni – 8,9%
Die Linke – 8,6%
BSW – 5,3%
FDP – 2,6%
Inne łącznie: 4,4% (bez znaczenia, przy podziale mandatów)

Do zdobycia w Saksonii-Anhalt były 83 mandaty.
Ich podział wygląda następująco:
AFD – 39
CDU – 15
SPD – 8
Zieloni – 8
die Lnike – 8
BSW – 5
FDP – 0

AFD zdobyła „prawie” połowę mandatów, ale owo „prawie” oznacza brak możliwości na samodzielne rządy w tym landzie. Brak 3 głosów sprawia, że zwycięzca zmuszony jest szukać potencjalnych koalicjantów, a o tych może być trudno.
Mimo tego, wynik lokalnych wyborów wstrząsnął niemiecką sceną polityczną. Wielkie zwycięstwo AFD i klęska partii należących tradycyjnie do tych, które od dziesięcioleci kreują politykę Niemiec (CDU, SPD), nasuwa jednoznaczne analogie w stosunku do polskiego „podwórka” politycznego (PIS,KO).
Wracając do lokalnych wyborów w Niemczech w najbliższą niedzielę 20 września 2026 roku, stawiam dolary przeciwko orzechom, że możemy mieć do czynienia z kolejnym trzęsieniem ziemi u naszych zachodnich sąsiadów.
Niemiecki Tagesschau podał 15 września br, że poparcie dla kanclerza Merz’a pośród koalicjantów „kruszy się”, a w partii pojawiają się pierwsze anonimowe głosy o koniecznej zmianie przywództwa.
To już nie jest wyłącznie spekulacja tabloidowa. Tagesschau analizował nawet potencjalny scenariusz, w którym premier Nadrenii Północnej-Westfalii Hendrik Wüst mógłby zostać następcą kanclerza Merz’a. To nadal scenariusz polityczny, a nie rozpoczęta procedura zmiany kanclerza, lecz ziarno niezadowolenia, zostało zasiane.
Do tego kanclerz Merz odwołał planowany wyjazd do Nowego Jorku na Zgromadzenie Ogólne ONZ, ponieważ według informacji telewizji ARD, jego obecność będzie niezbędna w Berlinie. To dość wymowny i jednoznaczny sygnał idących zmian.
Co pokazują liczby? Według Reuters’a CDU/CSU znajduje się obecnie w sondażach ogólnoniemieckich mniej więcej na poziomie 18-20 %, a więc wyraźnie poniżej wyniku osiągniętego w poprzednich wyborach federalnych. Reuters informuje też o poważnym spadku zaufania do przywództwa Merz’a.
W Berlinie, poziom zaufania do CDU wskazuje na wyrównaną rywalizację poszczególnych ugrupowań. Badanie telewizji ARD z początku września 2026 roku dawało CDU 21 %, die Linke 19 %, Zielonym i AfD po 18%, a SPD 11 %. To sondaż, nie prognoza wyniku wyborów, lecz jakże alarmujący dla obecnego kanclerza.
Telewizja ZDF również pokazuje bardzo wyrównaną sytuację w Berlinie. CDU kreowana jest na zwycięzcę wyborów natomiast w Meklemburgii-Pomorzu Przednim główny pojedynek sondażowy toczy się między SPD a AfD. ZDF podkreśla przy tym, że sondaże obciążone są marginesem błędu i nie stanowią prognozy wyborczej.
Czy Merz może zostać „obalony” po tych wyborach?
Tak, politycznie może znaleźć się w sytuacji, w której jego własna partia uzna, że potrzebuje nowego kanclerza. Ale same wybory landowe nie pozbawiają go stanowiska.
Niemiecka konstytucja została celowo skonstruowana tak, aby kanclerza nie można było po prostu odwołać zwykłym wotum nieufności. Art. 67 Grundgesetz przewiduje konstruktywne wotum nieufności: Bundestag może odsunąć kanclerza tylko wtedy, gdy jednocześnie wybierze większością swoich ustawowych członków nowego kanclerza.
Zatem hasło: „Nie chcemy już Merz’a”, nie wystarczy.
W zamian, w Bundestagu musi paść deklaracja: „Nie chcemy Merz’a i mamy większość dla konkretnego następcy”.
Co więcej, między zgłoszeniem takiego wniosku a głosowaniem musi minąć co najmniej 48 godzin. Regulamin Bundestagu wymaga również wskazania konkretnego kandydata na następcę. W historii RFN skutecznie zastosowano ten mechanizm tylko raz: w 1982 r., kiedy Helmut Kohl zastąpił Helmuta Schmidt’a.
Reasumując, jeśli CDU zaliczy w niedzielę kolejne bardzo słabe wyniki, od poniedziałku 21 września walka o przyszłość kanclerza Merz’a może wejść w zupełnie nową fazę. Już teraz Tagesschau mówi o „decydującym tygodniu”, Reuters o rosnącej presji, a niemieckie media otwarcie wymieniają nazwiska potencjalnych następców.
Jest jeszcze jeden ciekawy szczegół: 21 września, czyli dzień po wyborach, ze stanowiska zastępcy sekretarza generalnego CDU ma odejść Christina Stumpp, a zastąpić ją ma Michael Hose. „ Die Welt” opisuje tę zmianę w kontekście osłabienia autorytetu Merz’a w partii:
„Ten weekend może zatem zdecydować o politycznej przyszłości Friedricha Merz’a. Kolejna porażka CDU w niedzielnych wyborach landowych może uruchomić w jego partii otwartą debatę o zmianie kanclerza.”
Dlaczego dla nas-Polaków, wybory po zachodniej stronie Odry mogą mieć znaczenie?
Rosnąca w siłę AFD może zmienić równowagę sił, nomen omen również na polskiej scenie politycznej. Możemy założyć, iż w krótkim czasie skończy się niegraniczone poparcie polityczne dla KO. Przestaną płynąć niemieckie granty przeznaczone dla polskich partii, fundacji, stowarzyszeń, projektów regionalnych, wspomaganie organizacji ekologicznych, kampusów, finansowanie „oddolnych” protestów i inicjatyw, wpływanie na potencjalne ustawodawstwo, osąd opiniotwórczych portali i dzienników.
Jednostronny przekaz medialny, propaganda sukcesu, dotycząca wybranego przez Niemcy stronnictwa politycznego w Polsce, siłą rzeczy musi ustać. Dlaczego? Jeśli ster rządów przejmą „nowi”-nieprzewidywalni dla mainstreamu politycy np. ze strony AFD lub staną się oni nieodzowną częścią koalicji na szczeblu regionalnym i centralnym, źródło finansowania polskich stronnictw wyschnie.
Co dalej z polityką zapraszania migrantów, ich nielegalnego przekraczania granic Unii Europejskiej, wpływania na prawodawstwo poszczególnych państw, polityką rolną, zajmowaniem stanowiska na każdy niemalże wewnętrzny temat, od Tallina, poprzez Warszawę, aż do Lizbony? To wszystko może w jednej chwili runąć, wprowadzając okres niepewności w wielu europejskich stolicach.
Czy kanclerz Merz przetrwa tę burzę i czy wybory w najbliższą niedzielę zapoczątkują jego odejście ze stanowiska kanclerza? Zobaczymy, ale to wielce prawdopodobne.
Źródła: www.tagesschau.de, www.reuters.com, www.zdfheute.de, www.welt.de





