Rządy marności

5 min. czytania

Tomasz Mysłek

21 października 2014 r.

5 min. czytania

Tomasz Mysłek

21 października 2014 r.

Rząd Ewy Kopacz to gabinet słaby personalnie i jeszcze bardziej lewicowy niż ostatni rząd Donalda Tuska – pisze Tomasz Mysłek w analizie z października 2014 r. Za fasadą obietnic szacowanych przez ekonomistów na 30–140 mld zł kryją się pożyczki, których spłatę przerzuca się na następną kadencję. Grzegorz Schetyna na MSZ – pisze nawet niemieckie „Süddeutsche Zeitung” – wywołał za granicą zdumienie.

30–140 mld zł obietnic bez pokrycia

Trwa festiwal życzliwych relacji i niemal bezkrytycznych komentarzy mediów głównego ścieku wobec „nowego” rządu i premier Ewy Kopacz. Trochę sceptycyzmu towarzyszy w nich niekiedy jedynie zbyt licznym (nawet dla niektórych dziennikarzy) i niektórym niezbyt mądrym obietnicom pani premier i jej ministrów, jak np. zapewnieniu wszystkim ubogim i chętnym „bezpłatnego dostępu do porad prawnych”. W tych na ogół pokomunistycznych mediach nie ma też żadnej poważnej krytyki ogromnych kosztów tych obietnic – szacowanych przez różnych ekonomistów na ok. 30–140 mld zł. Ale też kosztów biurokratycznych, wynikających z nieuchronnego powiększenia liczby biur i urzędników na te „projekty”. Ewentualna realizacja większości z nich przekracza też w czasie obecną kadencję pani premier. Czy więc te obietnice to tylko przedwyborcza propaganda dla milionów naiwnych? Na to wygląda.

„Bezpieczne zadłużanie” – kto spłaci?

Nowa rzecznik rządu zapewniała w mediach, że „wszystkie wygłoszone zapowiedzi były uzgadniane z ministrem finansów”, który miał stwierdzić, że ich realizacja „nie spowoduje gwałtownego zwiększenia” budżetowego deficytu. Rzecznik przyznała jednak, że będzie to oznaczało dalsze zadłużanie państwa. Ale optymistycznie zaznaczyła, że „zadłużamy się w sposób bardzo bezpieczny”. Pewnie, że bardzo bezpieczny, bo przecież to nie aktualne rządowe urzędniczki, posłowie czy ministrowie będą musieli spłacać ogromne pożyczki i długi po rządach aferalnej PO i pokomunistycznego PSL, lecz dzieci i wnuki dzisiejszych podatników. Rzecznik przyznała, że niektóre obietnice złożone, a nie zrealizowane przez poprzedni gabinet – jak np. likwidacja KRUS i „reforma” emerytur górniczych – nie znalazły się w planie premier Kopacz.

Więcej na ten temat w tekście: Ustawa o najmie krótkoterminowym pisana przez właściciela mikrokawalerek? Wiceminister Ireneusz Raś tłumaczy się z inwestycji

Polityka klimatyczna UE – czy realny sprzeciw?

Dość pozytywna w deklaracjach nowej premier jest za to zapowiedź sprzeciwu rządowej Warszawy w razie forsowania przez władze UE dalszego zwiększenia redukcji „gazów cieplarnianych”, a wraz z tym redukcji tradycyjnej energetyki i przemysłu. Ale czy po możliwym przegłosowaniu w Radzie UE w tych sprawach, w trybie większościowym, kilku krajów-oponentów, rząd pani Kopacz faktycznie odrzuci zatwierdzone w Brukseli, a bardzo kosztowne i fatalne dla Polski obowiązki? Wątpliwe. Bardziej prawdopodobne wydaje się odwlekanie wprowadzania w życie tych lewackich decyzji UE na koniec roku 2015 lub później – gdy za politykę Polski będzie już odpowiadać inna ekipa rządowa.

Marni ministrowie zamiast fachowców

Częściowo nowy gabinet rządu PO i PSL prezentuje się gorzej lub znacznie gorzej niż kilka gabinetów poprzednich. Wydaje się, że ten gabinet składa się co najmniej w połowie z urzędników i partyjnych aparatczyków wyraźnie nieprzygotowanych do pełnienia tak odpowiedzialnych stanowisk i po prostu marnych. Ta ocena dotyczy przede wszystkim co najmniej pięciu ministrów i czterech wiceministrów płci żeńskiej – choć nie tylko ich. Niektóre z tych ministerek sprawiają niekiedy wrażenie, że tworzą w sumie jakąś współczesną euro-lewicową odmianę dawnych komunistycznych „towarzyszek”, czyli wyzwolonych z tradycji i własnych rodzin aktywistek czy kierowniczek różnych komunistycznych instytucji z lat 50. Zapewne nieprzypadkowo wyraźna większość tych ministerek i wiceministerek ma swoje polityczne korzenie w różnych mocno lewicowych ROAD-ach, Uniach Demokratycznych albo komunistycznych PRON-ach. To na pewno bardzo podoba się nie tylko kierownikom „GW” czy TVN, ale też funkcjonariuszom euro-komuny z Brukseli i jej tutejszej agenturze.

Przeczytaj również: Rozwój Plus Morawieckiego ma klub parlamentarny. Rozłam w PiS

Schetyna na MSZ – zdumienie Niemiec

Kolejny gabinet partyjnych sitw z PO i PSL jest jednak słaby i marny nie tylko personalnie, ale też politycznie. Bo nie ma w nim silnego szefa, jakim był Tusk, więc rząd ten zapewne będzie rozdzierany wewnętrznymi intrygami i podjazdami partyjnych koterii. Jest on też w sumie jeszcze bardziej lewicowy niż ostatni gabinet Tuska. Wyraźnym świadectwem tego jest m.in. usunięcie z dotychczasowych stanowisk w resorcie sprawiedliwości dość konserwatywnych i przyzwoitych (przynajmniej jak na standardy PO) ministra Marka Biernackiego i wiceministra Michała Królikowskiego. Świadectwem tego ciągłego dryfu PO z politycznego centrum na lewo jest też utworzenie lewackiego ministerstwa „do spraw równego traktowania”.

Temat kontynuujemy w artykule: Korupcja na Ukrainie. Zniknęło 37 mln hrywien, czyli 1,3 mln dolarów darowizn dla Kijowa

Widać wyraźnie, że kolejni ministrowie i wiceministrowie PO i PSL w większości przypadków nie zostali dobrani do obecnego rządu pod kątem ich fachowości w danej dziedzinie i pożytku dla kraju, tylko pod kątem równowagi wpływów partyjnych koterii. Czołowym tego świadectwem jest mianowanie największego w PO specjalisty od polityki partyjnej – Grzegorza Schetyny – na stanowisko szefa MSZ. A przecież to stanowisko, jak nakazuje tradycja i zdrowy rozsądek, powinno być obsadzane przez bardzo doświadczonych na polu polityki zagranicznej fachowców, najlepiej bezpartyjnych lub mało angażujących się w działania partyjne. Nawet niektórzy komentatorzy zagraniczni, w tym niemieccy, wyrażali zdumienie tą obsadą i tym, że „w tych trudnych czasach, kiedy w związku z kryzysem na Ukrainie Polska powinna usilnie walczyć o interesy swoje i sąsiadów”, w Warszawie wymienia się ministra spraw zagranicznych („Süddeutsche Zeitung”).

Trzy afery zamiecione pod dywan

Czy to wszystko ma jeszcze coś wspólnego z faktycznymi interesami naszego kraju? Z polską racją stanu? Chyba już nic. Ponadto przy okazji tych gabinetowych roszad i propagandowych spektakli zamieciono pod przysłowiowy „dywan” trzy wielkie afery: „taśmowo-podsłuchową”, „informatyczno-urzędową” i pseudo-banku Amber Gold. Jak zwykle w III RP, za te afery i złodziejstwa nikt nie poniósł ani odpowiedzialności karnej, ani politycznej. Czy kiedykolwiek poniesie?

 


ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Tomasza Mysłek pt. „Rządy marności” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 43 (990) z dnia 21 października 2014 roku, s. 6. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Tomasz Mysłek / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 43 (990)/2014, s. 6.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Uratował 17 osób z płonącego bloku, sam stracił zdrowie. Rząd zareagował dopiero po reportażu

Ukraińscy żołnierze będą szkolić Polaków w prywatnej akademii dronowej. Drony lecą na Kreml w spocie promocyjnym

Pomysłodawca roku UPA z zakazem wjazdu do Polski. Szeremeta przez 5 lat nie wjedzie do strefy Schengen

8 lat więzienia za śmierć trzech osób. Sebastian Majtczak skazany, ale wyrok budzi oburzenie

Publikujemy nagranie z firmy od surogacji. Płeć dziecka w VIP, dopłata za bliźnięta, Black Friday. Europoseł Śmiszek: „Europa idzie do przodu”.

800 plus bez corocznych wniosków? Tusk ogłasza koniec biurokracji, ale jest haczyk

Żołnierz z ukraińskim obywatelstwem zatrzymany za szpiegostwo. Miał przy sobie telefony, pieczątki i złoto

Ukraińcy wyjeżdżają z Polski? Największy spadek w UE. Ekspert ostrzega przed skutkami dla gospodarki

Inne kategorie

Czytaj także